Specyfikacja HTML5 ukończona, teraz czekamy na HTML5.1, ale czy ma to jeszcze jakieś znaczenie?

Strona głównaSpecyfikacja HTML5 ukończona, teraz czekamy na HTML5.1, ale czy ma to jeszcze jakieś znaczenie?
18.12.2012 22:49

Gdy w 2004 roku grupa robocza Web Hypertext Application Technology(WHATWG) ogłosiła rozpoczęcie prac nad nowym standardem językahipertekstu, WWW mocno się różniło od tego, co znamy dzisiaj.Internauci w większości korzystali z nierozwijanej od trzech latprzeglądarki Internet Explorer 6 (Microsoft wydał ją w 2001 roku,i zadowolony z siebie uznał, że to powinno wszystkim wystarczyć),strony internetowe były miszmaszem treści, kodu i stylów, aszczytem webowego luksusu było posiadanie strony zrobionej weFlashu, pełnej atrakcyjnych wizualnie fajerwerków. Nikogo niedziwiło, że przed wejściem na stronę trzeba obejrzeć na niejdługie intro. Mieliśmy tego Flasha do webowego wyuzdania, powstaływ latach dziewięćdziesiątych HTML 4.01 dla zwykłej roboty orazXHTML dla rozkochanych w XML-u miłośników postępu, wierzących,że będzie to następca zwykłego HTML-a. A potem pojawił sięFirefox, i Sieć zmieniła się nie do poznania. Przynajmniej tak było z perspektywy podekscytowanychtechnologicznym postępem webdeweloperów. Zwykli użytkownicyzauważyli te nowe standardy tak naprawdę dopiero w 2010 roku, kiedyto ś.p. Steve Jobs opublikował swoje słynne „Przemyślenia natemat Flasha”, w których dał do zrozumienia, że webowemultimedia nie potrzebują zamkniętej wtyczki Adobe, zaś wideo wSieci można równie dobrze oglądać poprzez HTML5. Trochę nawyrost była wówczas ta deklaracja, trochę zaciemniła sytuację –nagle dla przeciętnego internauty HTML5 wyrósł na konkurentaFlasha, a to oznaczało, że można, i należy, oczekiwać od nowejtechnologii co najmniej tego samego. Nagle też HTML5 stało sięsynonimem dla webowych multimediów bez Flasha.Nic dziwnego – mało kto rozumiał, czym faktycznie jest HTML5,etykietka, pod którą rozwijanych było wiele wzajemniedopełniających się standardów. Jednocześnie twórcy przeglądarekzaczęli się ścigać ze sobą o to, kto zapewni lepszą obsługęHTML5. Niedojrzała technologia została zaprzęgnięta w służbęmarketingu i ideologii, a webdeweloperzy rzucili się dowykorzystania przyszłościowych rozwiązań. Efekt można byłołatwo przewidzieć – pomimo głośnych deklaracji Mozilli czyGoogle'a, wciąż w praktyce daleko jest do zrealizowania wizjiOtwartej Platformy Webowej, wiele firm (m.in. Facebook) sparzyło sięna HTML5 i idzie w stronę natywnych aplikacji na systemy mobilne,zaś sami autorzy nowych standardów nie potrafią rozstrzygnąćpolityczno-biznesowych problemów, związanych głównie ztechnologiami wideo.[img=html5]Gdy więc teraz Konsorcjum WWW (W3C), organizacja nadzorującarozwój HTML5 od 2007 roku ogłasza,że zakończyła prace nad sfinalizowaniem specyfikacjiHTML5, nie do końca wiadomo, co to miałoby oznaczać.Sfinalizowane HTML5 to nie ten sam standard, nad którym przez telata pracowano. Jesienią tego roku W3C zdało sobie sprawę z tego,że postęp w tej dziedzinie jest ślimaczy, ogłosiło więc, żetrzeba okroić standard. Prace nad monolityczną specyfikacją, doktórej nieustannie dorzucano nowe elementy, na pewno nie zostałybyukończone w terminie. Część specyfikacji została więcprzeniesiona do standardu nazwanego HTML5.1,którego finalizację zaplanowano na 2016 rok. Trafiły tam m.in.rozszerzenia dotyczące adaptatywnego streamingu wideo, responsywnychlayoutów i dostępności stron i aplikacji WWW dlaniepełnosprawnych.Dzięki temu zabiegowi otrzymaliśmy oficjalne, kompletnespecyfikacje HTML5 oraz Canvas2D.Nie oznacza to, że są one już standardami – weszły w fazęCandidate Recommendation, podczas której członkowie Konsorcjum,producenci przeglądarek i webdeweloperzy mogą śmiało korzystaćze specyfikacji do implementacji i planowania dalszych posunięć. Oddzisiaj firmy wiedzą, że mogą polegać na HTML5 w najbliższychlatach, wiedzą, czego będą wymagali ich klienci. Podobniedeweloperzy wiedzą też, jakie umiejętności powinni rozwijać, abydotrzeć do smartfonów, samochodów, telewizorów, ebooków i innychjeszcze nieznanych urządzeń –stwierdził szef W3C, Jeff Jaffe. Jednocześnie rozpoczęłysię badania nad interoperacyjnością i kompatybilnością, któremają wykazać ewentualne słabe punkty standardu. Potrwają dopołowy 2014 roku, kiedy to HTML5 stać się ma oficjalnąrekomendacją W3C. Niestety Jaffe nie powiedział nic na temat podstawowego problemuHTML5, znacznika video, który sam w sobie jako standard nicnie daje, do momentu ustalenia, który kodek wideo będzie za nimstał. Problem dotyczy bowiem sprawy brzydko pachnącej – licencjii patentów na technologie wideo, trzymanych przez grupę MPEG LA,której członkami są m.in. Apple i Microsoft. Ci potentaciwłasnościowych technologii forsują niewolny kodek H.264, podczasgdy Google i Mozilla wspierają kodek VP8, uwolniony przez MountainView w 2010 roku po przejęciu firmy On2 Technologies, i stanowiącykomponent wideo technologii WebM.W tej sytuacji wydaje się, że minie jeszcze trochę czasu, zanimtwórcy aplikacji webowych będą mogli tworzyć projektyporównywalne z aplikacjami flashowymi, czy pisanymi bezpośrednio nasystemy operacyjne. Szczególnie, że i w gronie ludzi związanych zW3C pojawiają się głosy, że wydanie jako Candidate Recommendationspecyfikacji HTML5 było przedwczesne, biorąc pod uwagę liczbępozostałychw niej błędów.

Oceń jakość naszego artykułuTwoja opinia pozwala nam tworzyć lepsze treści.
Udostępnij:
Wybrane dla Ciebie
Komentarze (41)