Oficjalne wsparcie dla Windows 10 zakończyło się w 2025 r., a ostatnie regularne poprawki trafiły do systemu w październiku ubiegłego roku. Firma zapowiadała wcześniej roczny, opcjonalny program ESU, ale teraz zaktualizowała zasady i przesunęła jego koniec o następne 12 miesięcy.
Decyzja nie jest przypadkowa. Gdy wygasło standardowe wsparcie, Windows 11 miał tylko niewielką przewagę nad starszym systemem. Dla Microsoftu oznaczało to ryzyko, że wiele komputerów pozostanie bez poprawek, choć nadal działa na nich popularny system.
Przejście na Windows 11 od początku szło wolniej niż w przypadku wielu wcześniejszych zmian. Część użytkowników musiała kupić nowe komputery, bo system wymaga określonych technologii procesora i modułu TPM. Te ograniczenia wywołały krytykę, bo objęły także w pełni sprawne urządzenia.
Najtańszy komputer do gier. Podpowiadamy, jakie cześci wybrać
Według doniesień problem pogłębiły także koszty modernizacji sprzętu w 2026 r. Niedobory pamięci i nośników, wiązane z rozwojem rozwiązań AI, podniosły ceny. Część użytkowników nie spieszy się też z przesiadką ze względu na silny nacisk Microsoftu na funkcje oparte na sztucznej inteligencji.
To widać w statystykach. Dane StatCounter wskazują, że Windows 10 działa nadal na ok. 26 proc. komputerów, a Windows 11 ma ok. 72 proc. udziału. W praktyce oznacza to setki milionów aktywnych instalacji starszego systemu, które zachowają dostęp do aktualizacji bezpieczeństwa przez kolejny rok.
Do programu Extended Security Updates można dołączyć z poziomu menu Windows Update. W krajach UE aktualizacje są bezpłatne. W innych regionach trzeba zalogować się na konto Microsoft i zsynchronizować ustawienia systemu, a bez tego udział kosztuje 30 dol. lub 1 tys. punktów Microsoft Rewards. Licencja dla użytkowników prywatnych obejmuje do 10 urządzeń.