Windows: czy zawsze w nim tyle wyłączaliśmy? (część 2)
Windows nigdy nie był systemem, z którego wszyscy są zadowoleni. Od lat po wydaniu każdej nowej wersji Okien pojawia się lista rzeczy do wyłączenia. Nie jest to nowa przypadłość, a coś co robiliśmy już trzydzieści lat temu, zanim do systemu zawitała chmura.
O ile Windows 98 był regularnie ustawiany tak, by przypominać Windows 95, wydany w roku 2000 Windows Millennium, o ile był przez kogoś wybierany, był ustawiany tak by zachowywać się jak… 98. Było to wydanie obficie rozszerzające listę "zawsze wyłączanych funkcji" o składniki których wiele osób dziarsko pozbywa się i dziś. Choć było kilka pomniejszych nowości, jak startujący automatycznie MSN Messenger, chodzi przede wszystkim o trzy funkcje.
Przywracanie systemu
Pierwszą jest przywracanie systemu - w pierwszej wersji niewykorzystujące oczywiście VSS, a zwykłe migawki Rejestru i pliki opisowe zmian. Drugą - ochrona plików systemowych. Ten niezwiązany z mechanizmem uprawnień (i tak nieobecnych w FAT32) sterownik sprawdzał podmiany plików systemowych wykonywane przez zbyt aroganckie/stare instalatory i po cichu zastępował domyślnymi wersjami. A trzecią - aktualizacje automatyczne, wywołujące irracjonalny lęk już od ćwierćwiecza.
Dziś przywracanie systemu nie znajduje się już na liście, bo domyślnie nie jest włączone. Nowoczesne instalatory i mechanizmy komponentowe Windows (SXS Assembly i CBS) sprawiły, że większość operacji jest odwracalna i "brutalne" przywracanie migawek przestało być potrzebne. Nawet funkcje kopii zapasowych opartych o tworzenie pełnych obrazów zostały oznaczone jako przestarzałe. Historia plików jest na kroplówce, a zalecanym sposobem na kopie jest OneDrive.
Aktualizacje automatyczne
Pozostały jednak automatyczne aktualizacje. Powody ich wyłączania były zmienne w czasie. Najpierw chodziło o oszczędzanie zasobów lub brak internetu. Następnie, zwłaszcza w dobie Windows XP, wynikało z obawy o utratę fałszywej aktywacji, zablokowanie systemu czy wręcz zgłoszenie komputera na policję z racji piractwa. W praktyce głównym efektem było wyświetlanie zawstydzającego znaku wodnego.
Dziś aktualizacje bywają uznawane za psujące lub niepotrzebne, choć paradoksalnie dziś są potrzebne najbardziej, ze względu na dziury w zabezpieczeniach. Z jakiegoś powodu, są osoby które twierdzą, że system jest "dobry" w momencie wydania, a następnie - rozwijany przez te same osoby w ten sam sposób - staje się gorszy przez aktualizacje…
Windows XP
Windows XP rozszerzył listę wyłączanych składników dość skromnie. Active Desktop stało się mniej inwazyjne i awaryjne, a widok webowy w folderach i rozszerzenia powłoki (łączenie okien na pasku zadań!) - bardziej przydatne. Regularnie wyłączanym elementem były kompozycje graficzne. Będące marginalnym obciążeniem zasobów (de facto były to tylko inne kolory i kilkaset kilobajtów usługi), kojarzyły się z niepoważnym wystrojem. System zawierał jednak mało nowych niechcianych składników - wewnętrzne usługi bywały wyłączane raczej przez fanatyków optymalizacji i oszczędzania zasobów.
Sytuację zmienił trochę Service Pack 2. Dodał on usługę w postaci Centrum Zabezpieczeń. Sprawdzała ona, czy w systemie pracuje zapora, czy są włączone aktualizacje i czy jest aktualny antywirus. Oczywiście, osoby wyłączające aktualizacje wyłączały także Centrum - a przynajmniej ukrywały jego dymki powiadomień (funkcję powiadamiania w ten sposób wprowadził także Windows Millennium). Dziś wyłączenie tej usługi jest niemożliwe bez inwazyjnych zabiegów.
Vista
Z kolei Vista nie tyle miała niechciane funkcje, co cała była niechciana. Była zarazem dość monolityczna. System mocno bronił się przed usuwaniem plików i wyłączaniem usług, a nadmiernie zmodyfikowany - automatycznie się naprawiał (funkcja wciąż obecna w Windowsach). Trzy flagowe (pod względem wizualnym) funkcje które często natychmiast wyłączano to Aero, Pasek Boczny i Bezpieczny Pulpit, główne elementy składające się na nowy interfejs użytkownika.
Wyłączanie Aero na komputerach zdolnych do jego rysowania miało pewien paradoksalny efekt, bowiem mimo pewnego oszczędzania zasobów wywoływało w pewnych scenariuszach obniżenie wydajności systemu z racji przełączenia się na całkowicie programowe rysowanie pulpitu, niewspomagane akceleracją karty graficznej. Aero było jednak w ogóle nieobecne w bardzo popularnej (niestety) wersji Home Basic - czyli jednym ze zbyt wielu wariantów licencjonowania Visty.
Aero jest obecnie wszędzie i nigdzie. DWM rysuje wszystko z wykorzystaniem akceleracji, a gdy nie jest dostępna - stosuje programową. Jego wyłączenie jest w większości niemożliwe. Jednak poza cieniowaniem stosu okien i animacjami minimalizacji, Aero nie oferuje dziś nic. Większość funkcji DWM jest nieudokumentowana, przez co aplikacje i biblioteki implementują samodzielnie (często wyłącznie programowo), warstwę wyżej, potencjalne i nigdy niewyprowadzone funkcje systemowego menedżera okien.
Jednak najważniejszym i najgorzej wspominanym elementem był Bezpieczny Pulpit. To dlatego, że był on kanwą dla funkcji Kontrola Konta Użytkownika (UAC). To o niej, między innymi, wspomnimy w trzeciej części.
Kamil J. Dudek, współpracownik redakcji dobreprogramy.pl