BittBoy — kieszonkowy Pegasus

BittBoy to mała przenośna konsola, która sprzedawana jest z przeładowanymi 300 grami z NESa (Pegasusa). Pod koniec lipca bardzo zainteresowałam się tą pozycją i postanowiłem zamówić jeden egzemplarz dla siebie. Po miesiącu oczekiwania, listonosz przyniósł do mnie małe zawiniątko z BittBoyem w środku.

Przyznam, że zanim wyciągnąłem go z kartonu, to spodziewałem się wszystkiego, a przede wszystkim chińskiej tandety, która rozpadnie się w rękach. Jednak było zupełnie inaczej. Konsolka została wykonana z dość solidnie (użyto twardy plastik), a jej wygląd nie jest, aż tak tragiczny.

Stylizowana jest na klasycznego Gameboya od Nintendo, choć jej rozmiar jest dużo mniejszy. Na przodzie znalazł się ekran o przekątnej 2,5 cala. Za ten element warto producenta pochwalić, bo jest on naprawdę zacny. Dobre kąty widzenia i świetne odwzorowanie 53 kolorów.

Sterowanie w grach odbywa się za pomocą standardowego “krzyżaka”, przycisków A/B (plus wersja Turbo), start i select — tak jak miało to miejsce w oryginalnej konsoli. Po prawej stronie znalazł się potencjometr, którym możemy regulować głośność, a na górze suwak włączający urządzenie. Między krzyżakiem a grupą klawiszy A/B znalazł się także przycisk “reset”, restartujący konsolę do menu głównego. Na spodzie urządzenia mamy port microUSB (do ładowania) i Jack-RCA do podłączenia konsoli do TV.

Bateria urządzenia jest wymienialna (choć niestandardowa), ukryta jest ona pod klapką na pleckach. Producent deklaruje, że powinna wystarczyć na około 3 godzin rozgrywki. Moim zdaniem czas ten nie jest zawyżony. Chociaż przyznam, że nie dałem rady cisnąć bez przerwy przez ten określony czas. Minusem jest brak jakiegokolwiek wskaźnika naładowania akumulatora. BittBoy został wyposażony w diodę informującą nas tylko o postępie ładowania.

Gramy!

Po włączeniu BittBoy od razu pojawia się menu, w którym mamy do wyboru ponad 300 pozycji. Oczywiście wgrane gry są nielicencjonowane i baza ich jest stała - nie da się dograć nowych, czy usunąć nieużywanych pozycji. Wśród nich znajdziemy klasyki jak Super Mario Bros, czy Contra, ale także chińskie homebrew jak Angry Birds 2, które na konsolę Nintendo oficjalnie nigdy się nie pojawiło i nie ma nic wspólnego ze znaną wersją z mobilek.

Sama rozgrywka na BittBoyu jest przyjemna. Klawisze posiadają dobry skok. Gra się na niej naprawdę komfortowo. Dodatkowo jest lekka i niewielka dlatego można ją wrzucić do plecaka, w którym dużo miejsca nie zajmie.

Oczywiście jak każdy produkt ma wady. Choć ekran jest przyzwoity, to jest on chroniony tylko przez plastikową szybkę, która jest podatna na zarysowania. Mój egzemplarz trafił na pół dnia do torebki mojej żony, gdzie został poddany testom na odporność, których po prostu nie zdał.
Kolejną przypadłością są mało wystające przyciski Start/Select, które już zdarzyło mi się wcisnąć do środka i musiałem rozebrać konsolę, aby je wyciągnąć. Plus jest taki, że jest ona bardzo prosta w budowie — musimy odkręcić tylko kilka śrubek aby ją otworzyć.

Cały czas zastanawiam się, czy zapłaciłbym ponownie za ten gadżet? Jestem skłonny napisać, że NIE. Zawiodłem się bazą gier. Byłem przekonany, że Chińczycy bardziej ją dopracują — jak już jechać to po całości. Zabrakło takich hitów jak Battletoads, The Fantastic Adventures of Dizz, czy Micro Machines. A wydać czterdzieści dolców, żeby grać w pirata Mariana to naprawdę słabo...