Poszukiwanie wymarzonego następcy smartfona...

Od dobrych kilku lat na blogu zajmuje się testowaniem i recenzowaniem wszelakiej maści sprzętu. Fakt ostatnio bywam monotoniczny… myszki, klawiatury i tak w kółko. Wierzcie mi, chciałbym to urozmaicić, ale nie mam dużego pola manewru niż marki, które chcą ze mną współpracować i zasobność mojego portfela. Pozyskiwanie sprzętu do “egzaminu” jest cholernie trudne, dość często firmy nawet nie odpisują na maila (nie ma co się dziwić), jak startuje w szrankach z gigantami jak dp, purepc i inne takie. Ale nie o tym miałem…

Wpis chcę poświęcić wyborowi, jakiego dokonałem dosłownie kilka dni temu. A dokładnie chodzi o zmianę smartfona na nowy. Aktualnie od maja 2017 roku używam Xiaomi Redmi Note 4X, z którego jestem potwornie zadowolony. Nie tylko za parametry, które dwa lata temu były bardzo przyzwoite, ale także za niezawodność i przede wszystkim wytrzymałość. Nie skusiłabym się do wymiany, gdyby nie strata wsparcia miuipolska, a chwile potem LineageOS (zakończono oficjalne wsparcie na 15.1). Kolejną cegiełką popychającą mnie do zmiany były spadki wydajności w aplikacjach, z których na co dzień korzystam. Nie oszukujmy się, większość deweloperów dostarczający soft dla Androida nie zna pojęcia optymalizacja - to smutne, ale prawdziwe. Zresztą ten sam trend istnieje wszędzie. Nie ważne ile aplikacja zużywa i co robi, w końcu gigabajty ramu rosną z roku na, a ktoś z nich korzystać musi.

Potencjalnych kandydatów było tylko dwóch Huawei P20 i Xiaomi Mi 9 SE. O wyborze potencjalnej dwójki decydowała przede wszystkim ich wielkość i cena, która nie mogła przekroczyć progu trzech 500+ (3x500=1500zł). Dlaczego wielkość zapytacie? Bo po prostu nie lubię trzymać paletki w kieszeni. Cały czas za ideał odpowiednich gabarytów uważam iPhone 6S (138.3 x 67.1 x 7.1 mm | 143 g), ale czas takich smartfonów już dawno przeminął… Mój Redmi Note 4X jest nieco większy i cięższy: 151 x 76 x 8.45 mm | 165 g, ale ta różnica była do przełknięcia. Teraz chciałbym ją zredukować w miarę możliwości. Następca nie może być większy niż XRN4X i nie mniejszy od iP6S. Huawei P20 (149.1 x 70.8 x 7.65 mm | 165 g) i Xiaomi Mi 9 SE (147.5 x 70.5 x 7.45 mm | 155 g) dopasowywały się w moje widełki idealnie (porównanie rozmiarów wszystkich 4).

Cena obu była zbliżona. Zacząłem więc szukać różnic, które mogłyby zdyskwalifikować jednego z nich. Oba miały dualsim, na którym mi zależy, a wydajność procesora HiSilicon Kirin 970 i Qualcomm Snapdragon 712 jest porównywalna. Na pewno Huawei bił na głowę jakością zdjęć, choć na nich zalezy mi najmniej. Z opcji, które mogły przeważyć zostało tylko oprogramowanie. MIUI znane mi jest nie od dziś, a EMUI widziałem kilka razy i mnie nie przekonywało, a więc w końcu plust na rzecz któregoś. W całym tym rozważaniu zapomniałem zupełnie o wyglądzie, w końcu mamy teraz erę głupich notchów (wcięć w ekranie), których naprawdę nie rozumiem. To przechyliło szalę na rzecz Xiaomi Mi 9 SE, ten miał go o 2/3 mniejszego.

Nie zastanawiając się długo, kliknąłem, kupiłem i zamówiłem. Teraz czekam… Myślicie, że dokonałem dobrego wyboru?

Tekst nie zawierał lokowania produktu, aż dotąd, bo Xiaomi Mi 9 SE zamówiłem za swój hajs i czekam na niego z niecierpliwością.


A teraz czas na lokowanie.
Poniżej znajdziecie linki do oferty z sklepu Gearbest. Nie ukrywam za każdy zakup z tych odnośników daje mi szansę na pozyskanie czegoś nowego od nich do testów.