Windows Server po mojemu, czyli starcie z wirtualizacją. PART 2

No i tak jak w ostatniej "publikacji" wspomniałem mam już gotową maszynę do zabawy. Wracając do głównej myśli moich wpisów, chciałbym z wami przeżyć przygodę odpalania maszyny wirtualnej na systemie Windows Server 2012.

Po pomyślnej instalacji systemu udało mi się "zaptaszkować" opcję Hyper-V w "Programs and Features". Jeszcze jeden restart komputera i wszystko będzie przygotowane.

Zabawa w Boga - tworzymy maszynę

Podczas kreacji mojej pierwszej maszyny wirtualnej Hyper-V Manager przywitał mnie przyjaznym kreatorem, w którym mogłem wszystko bezproblemowo ustawić. Tworząc wirtualną maszynę nie byłem jeszcze zdecydowany jaki system postawię dlatego chciałem wybrać opcję późniejszej instalacji...

...ale moje niezdecydowanie szybko zniknęło jak sąsiad zapukał do moich drzwi i oddał mi płytkę z Ubuntu 10.04. Trzymając płytkę zadecydowałem, że instalacja Ubunciaka za pomocą Hyper-V to może być ciekawe doświadczenie :)

Instalacja samego systemu jaki pierwsze uruchomienie przeszło bez najmniejszego problemu - Ubuntu odpaliło się bezproblemowo i responsywność sytemu była dla mnie zadowalająca.

Ubuntu na Hyper-V nie całkiem buntu.

Na tym bym zakończył moją przygodę, ale nie jest tak łatwo albowiem Ubuntu nie wykrył karty sieciowej, więc zacząłem dochodzić dlaczego tak się stało... Przypomniało mi się, że podczas tworzenia maszyny w sekcji "Configure Networking" wybrałem w "Connection: Not Connected". Dlatego też szybko pośpieszyłem do edycji wirtualnej maszyny. Przy okazji zmieniłem nazwę maszyny na bardziej wymowną.

W liście urządzeń znalazłem adapter sieciowy (ang. Network Adapter), w którym to nie był wybrany wirtualny switch - nawet nie miałem takiego utworzonego. Dlatego czym szybciej pośpieszyłem do "Virtual Switch Manager", gdzie taki switch został przez zemnie utworzony i od razu wybrałem go w adapterze sieciowym.

Zrestartowałem maszynę, ale nic to nie zmieniło - nadal Ubuntu nie widział żadnego portu eth.

Wszedłem jeszcze raz w ustawienia VM i powolutku z uwagą zacząłem czytać. Okazało się, aby Network Adapter (synthetic device) zadziałał jak należy trzeba doinstalować dodatkowe drivery (na tą chwilę jeszcze nie szukałem rozwiązania), zaś jeśli chcemy pójść na skróty możemy wybrać Legacy Network Adapter (emulated device), który nie wymaga sterowników i zgłasza się normalnie jako interfejs sieciowy w systemie wirtualnym. I wszytko hula jak należy ;)

dla wytrwałych obiecane więcej kota ;)