Premier Key zlecił zbadanie zachowania GCSB i przypomniał, że od zaufania publicznego nierzadko zależy powodzenie ich zadań, więc obywatele muszą mieć pewność, że biuro zawsze działa zgodnie z prawem. Sam premier też jest na granicy skandalu — GCSB jest jednostką mu podległą, a w twierdzenie, że dowiedział się o istnieniu Dotcoma na dzień przed nalotem na willę, nikt nie wierzy. W otoczeniu premiera znajduje się zbyt wiele osób bezpośrednio związanych ze sprawą Megaupload. No i Key sam musiał podpisać decyzję o założeniu podsłuchu w domach aresztowanych i obserwacji ich rodzin.
Kolejne bezprawne działanie i kolejne niedociągnięcie władz amerykańskich nie działa na korzyść przeciwników Dotcoma i Megaupload. Skandal jeszcze bardziej osłabił w oczach świata pozycję Białego Domu i Hollywood, którzy według słów Dotcoma napisali polityczno-prawny thriller, w którym gra główny czarny charakter.