Zawód szczurołap

Zawód szczurołap19.09.2007 15:22
Redakcja

Jak wszyscy wiemy, w większości RPG-ów dzielny gracz ma do wyboru wiele klas postaci. Możemy, w zależności od dzieła, przebierać wśród różnego rodzaju barbarzyńców, wojowniczych mnichów (którymi zazwyczaj nikt nigdy nie gra), łuczników, włóczników, włóczykijów, czarodziei, złodziei, dobrodziei i czego tam jeszcze ludzki umysł nie jest w stanie wymyślić w tej kwestii. Klasa jednak nie stanowi o tym, kim postać jest w rzeczywistości (wirtualnej, oczywiście). Gracz z uśmiechem na ustach wykonuje mnóstwo dziwnych zadań wymyślonych przez twórców gier, udając przy tym, że jest na przykład rycerzem; zadań, które z rycerzowaniem mają tyle wspólnego, ile pstrykanie kapsli z Panzer General.

Twórcy gry tworzą pewne ramy, w których porusza się grający. Szczególnie widać to na przykładzie komputerowych gier fabularnych, w przypadku których możemy zastosować pojęcia znane nam wszystkim ze znienawidzonych lekcji polskiego. Szczególnie chodzi mi tutaj o takie wynalazki, jak świat przedstawiony i postaci. Producenci kreują pewien określony świat, w który wrzucony zostanie gracz reprezentowany przez wybraną przez siebie postać. Takiego bohatera możemy w większości produkcji stworzyć sami (żeby tylko wspomnieć o grach z serii The Elder Scrolls, Baldur’s Gate, czy Fallout) lub tez zostanie nam on bezwzględnie przypisany (częściowo było to zastosowane w genialnym Planescape: Torment). Zajmijmy się jednak tą pierwszą opcją, gdyż interesuje nas przecież nie odgrywanie sztywnego scenariusza, ale scenariusza pozornie otwartego, pozostawiającego nam dwulicowo tak zwany wybór.

[image source="Galerie/Inne/Zawod_Szczurolap_Galeria:2997" mode="normal"]Stworzyliśmy więc naszego dzielnego wojaka i odważnie stawiamy pierwsze kroki w komputerowym świecie przedstawionym gry. Przeglądamy statystyki oraz umiejętności postaci, planujemy drogi rozwoju, zastanawiamy się, jak chcemy pokierować losami naszego wirtualnego przedstawiciela. Czujemy się trochę jak w papierowych RPG, a nawet może i lepiej, gdyż, tak naprawdę, nie jesteśmy zdani na kaprysy istoty ludzkiej zwanej Mistrzem Gry. Jeśli chodzi o rozpatrywanie sporów i obsługiwanie mechaniki danego tytułu to w komputerowych odpowiednikach gier fabularnych Mistrza Gry zastępuje komputer, a w materii rozwiązań fabularnych i świata przedstawionego rolę tą sprawują sami twórcy produkcji. Wirtualna zabawa ma ogromną przewagę nad pen&paper, gdyż możemy obejrzeć przedmioty w naszym ekwipunku, zmienić wygląd postaci tak po prostu, przeciągając nowe przedmioty na rączkę, czy nóżkę przyszłego zbawcy ludzkości.

[break/]Wróćmy jednak do tych pierwszych kroków. Zaczynamy biegać po okolicy i wcześniej czy później (w zależności od gry) znajduje nas nasze przeznaczenie. Jeśli gramy akurat w Obliviona to los będzie nas ścigał dość długo, w końcu jednak i tak będziemy musieli trafić na pierwszy Oblivion Gate. W przypadku takiego Baldur’s Gate tereny Candlekeep pozwiedzamy sobie króciutko, pierwsze próby eksploracji skończą się bowiem i tak na wypełnianiu zadania, które rzucą na nas twórcy. A skoro nasza postać musi rozpocząć swoją przygodę zgodnie z zasadą „od zera do bohatera” i nasze statystyki są marne, umiejętności prawie że zerowe, a ekwipunek mógłby chyba należeć do pastucha z pól starożytnej Grecji, musimy zacząć zarabiać znane każdemu Punkty Doświadczenia, dzięki którym to wskoczymy na następny poziom. Łudzimy się, że wtedy staniemy się kimś, że dostaniemy inne zadania, że będzie się nas poważało.

[image source="Galerie/Inne/Zawod_Szczurolap_Galeria:2996" mode="normal"]Okazuje się jednak, że nie jest to nam przeznaczone, przez twórców gry - dodajmy. W światach przedstawionych gier komputerowych zachodzi więc dziwna sytuacja: mimo tego, że oficjalnie nazywani jesteśmy „bohaterami”, „wyzwolicielami”, czy czym tam jeszcze, ciągle pozostajemy tym samym, najzwyklejszym w świecie szczurołapem. Przedstawiciel tej właśnie profesji zajmuje się łapaniem szkodników i tym właśnie jest tak zwany „bohater” gracza. Nie posądzając postaci z gry, tak zwanych NPC-ów o tak ogromną butę i pogardę dla nas, dochodzimy więc do wniosku, że to właśnie twórcy gry trzymają nas w tym zawodzie. Skoro chcemy być lepsi, musimy osiągać kolejne poziomy. Aby to zrobić, potrzebujemy PD-ków, które zarobimy na zabijaniu potworków i wypełnianie zadań. A wiadomo, że przeciwników nie jest nieskończenie dużo, gdyż nie jest to Diablo, ale gra fabularna, pozostają nam stąd tak kochane i nienawidzone zarazem przez wszystkich questy.

[image source="Galerie/Inne/Zawod_Szczurolap_Galeria:2717" mode="normal"]„Mam dla Ciebie zadanie, idź do piwnicy i zabij szczury, które się tam zalęgły” - jakże często słyszeliśmy te słowa i jednocześnie pocieszaliśmy się, że przecież to pierwszy poziom, że tak trzeba, że jeszcze im jeszcze pokażemy. Ile razy jednak, zdobywszy następny „level” napotykamy na kolejnego bohatera niezależnego, który poprosi nas o likwidację jakiegoś tam trochę większego szczura. A nawet jeśli ktoś już odważy się odrobinkę odejść od tego schematu i odrobinę się z niego pośmiać, chociażby jak ma to miejsce we wspomnianym już Oblivionie, i tak wychodzi na jedno. Zbadajmy ten właśnie przypadek. W miejscowej gildii wojowników dowiadujemy się, że pewna pani ma problem z szczurami w piwnicy. Standardowy quest staje się jednak lekko autoironiczny, gdy wychodzi na jaw, że, owszem, problem ze szczurami jest, ale chodzi raczej o ich ochronę przed tygrysami górskimi, a nie owych „sympatycznych” nosicieli chorób ubicie. Zgładzamy więc drapieżcę, lecz to nie koniec. Twórcy gry zapragnęli najwyraźniej odrobinkę z nas zażartować, gdyż teraz czeka nas ciąg wydarzeń bardzo do siebie podobnych. Idź do myśliwego, pogadaj z nim, idźcie na polowanie, zabijcie tygrysy, wróćcie, złóżcie raport itd. O bogowie! Ile można takie coś znosić. Nie denerwujmy się jednak, potraktujmy to jako trening cierpliwości… Szkoda tylko, że większość zadań właśnie na tym polega.

[break/]Hola hola, powie ktoś, ale nie wszystkie gry takie coś wprowadzają. Oblivion, czy Morrowind są tu wyjątkiem, gdyż ogrom świata gry zakłada powtarzalność niektórych zadań. Przyjrzyjmy się więc innej produkcji – (skądinąd średniej) Świątyni Pierwotnego Zła. Funkcjonuje tutaj odmienny typ bohatera: chłopiec na posyłki. Znajdujemy się w wiosce Hommet i przed wyruszeniem na poważniejszy bój musimy zdobyć choć jeden poziom doświadczenia. Włazimy sobie ludziom do domów (cóż za niesamowite rozwiązanie, zupełnie jak w życiu!) i nagabujemy ich - stojących spokojnie, tylko czekających, aż przyjdzie ktoś, komu można się zwierzyć ze swoich problemów. W ramach ratowania świata będziemy rozwiązywać kłopoty uczuciowe młynarza, godzić zwaśnionych braci, pocieszać wdowę (tylko werbalnie), załatwiać miejsce w straży miejskiej niskiemu krawcowi. Prawdziwie bohaterskie to czyny, szczególnie jeśli weźmiemy pod uwagę, że gra składa się w zasadzie z takich właśnie questów, połączonych z walką w lochach. Spójrzmy teraz na sprawę trochę głębiej - dlaczego twórcy gry zmuszają nas do czegoś takiego, czy każdy gracz nie wolałby pohasać sobie po lasach albo zdobyć doświadczenie poprzez snucie intryg i rozwiązywanie zagadek, przez rozmowę, manipulacje, czy tysiąc innych sposobów, które ograniczyłaby tylko nasza wyobraźnia.

[image source="Galerie/Inne/Zawod_Szczurolap_Galeria:2999" mode="normal"]Oczywistym jest fakt, że większość RPG-ów fantasy rozgrywa się w konwencji „heroic”, czyli tej reprezentowanej przez liczne Conany, czy dziesiątki klonów Diablo. Ale aby dokonać owych heroicznych czynów nie możemy tak po prostu chwycić pierwszy lepszy zardzewiały miecz z brzegu i rzucić się z pianą na pysku na chmarę orków. Tak więc twórcy gry wychodząc z takiego założenia przygotowują dla nas questy wstępne, dzięki którym zdobędziemy upragniony magiczny miecz, czy czar kuli ognistej. Można tutaj wyróżnić dwa typy początkowych zadań (jeden typ zlecenia nie wyklucza drugiego):

  1. Zadania polegające na wypełnianiu najgłupszych życzeń lokalnej społeczności, przynieś mi herbaty, zanieś paczkę, powiedz komuś, że go nie lubię. Wcześniej nazwaliśmy już ten typ wymuszonego zachowania chłopcem na posyłki.
  1. Questy, których celem jest ubicie jakiegoś mało ważnego potworka, który ukradł komuś sztuczną drewnianą nogę, albo inny nic nieważny przedmiot. Nasz heros jest tutaj, niestety, szczurołapem.

[image source="Galerie/Inne/Zawod_Szczurolap_Galeria:2998" mode="normal"]Jak już wspomniałem, te dwa typy zadań mogą być wykorzystane w jednej grze, choć zazwyczaj jeden z nich jest rodzajem wiodącym. W części produkcji twórcy nie potrafią wyjść z tego schematu, powiększając tylko „szczury” do zabicia lub zwiększając odległość, którą musimy przebyć, aby dostarczyć przesyłkę. Przypomnijmy sobie choćby Morrowinda, w którym nawet będąc dalej niż w połowie gry musimy wciąż latać po całym świecie gry i bawić się w kuriera. Wszystko to jednak można przecież przedstawić inaczej, można stworzyć zadania wciągające, które zapamiętamy na bardzo długo i będziemy opowiadać o nich przy piwie, irytując znajdujące się w barze dziewczyny. Ale nad tym zastanowimy się już może kiedy indziej. Pozdrowienia, szczurołapy!

Programy

Aktualizacje
Aktualizacje
Nowości
Źródło artykułu:www.dobreprogramy.pl
Oceń jakość naszego artykułuTwoja opinia pozwala nam tworzyć lepsze treści.
Udostępnij:
Wybrane dla Ciebie
Komentarze (0)