Mapa © Lic. CC0, Pixabay

Złe adresy, czyli problemy z geolokalizacją

Łukasz Michalik

Trudno wyobrazić sobie życie bez powszechnego dostępu do geolokalizacji. Udostępnienie cywilom niezakłóconego sygnału GPS ułatwiło życie nam wszystkim i pozwoliło na stworzenie nowej gałęzi usług. Niestety, nie wszystkie działają zgodnie z intencjami swoich twórców, a udostępniane przez nie informacje zamiast poprawiać, mogą pogarszać jakość naszego życia.

Postęp techniczny sprawia, że nasze życie staje się nie tylko łatwiejsze, ale – w wielu przypadkach – także znacznie bezpieczniejsze. Budowę najpopularniejszego na świecie systemu nawigacji satelitarnej GPS rozpoczęto na potrzeby amerykańskiej armii w 1978 r., a już w 1983 r. udostępniono go cywilom. Początkowo cywilny GPS był jednak niedokładny: cywilne odbiorniki celowo pokazywały pozycję z dużym, 100-metrowym marginesem błędu.

Był to efekt działania celowego zakłócania o nazwie Selective Availability, które zostało wyłączone dopiero w 2000 r. Umożliwiło to powszechne zastosowanie GPS-u i rozwój całej branży przemysłu, korzystającej z możliwości dokładnego pozycjonowania. Trudno wyobrazić sobie nasze życie bez udogodnienia, jakim jest precyzyjna geolokalizacja, jednak – co warto podkreślić – nie wszystkie usługi geolokalizacyjne korzystają z GPS-u. I nie wszystkie działają tak, jak życzyliby sobie tego ich twórcy.

Ogólne ostrzeżenia są lekceważone

Przykładem rozwiązania, którego twórcy mieli na uwadze ochronę zdrowia i życia mieszkańców Polski, są alerty RCB (Rządowego Centrum Bezpieczeństwa). Uruchomione w 2018 r. krótkie komunikaty tekstowe są rozsyłane do użytkowników będących w zasięgu określonych przekaźników sieci komórkowych. Ponieważ dotyczą zazwyczaj zjawisk pogodowych, można – zawężając zasięg alertów do konkretnych powiatów – dość precyzyjnie ostrzegać mieszkańców o różnych zagrożeniach.

Alerty RCB wydano w siedmiu województwach
Alerty RCB pozwalają na dotarcie z ostrzeżeniem do mieszkańców określonych powiatów © PAP, X

Alerty RCB to cenny kanał komunikacji. W przeciwieństwie do radia, telewizji czy konkretnych usług internetowych alerty pozwalają na szybkie dotarcie z ważnymi informacjami do rzesz ludzi znajdujących się w określonych lokalizacjach. Zasadne wydaje się w takiej sytuacji pytanie: gdzie wady?

Wskazują je choćby polscy Łowcy Burz ze stowarzyszenia Skywarn Polska, zrzeszającego pasjonatów meteorologii. Jak zauważają, rozsyłane w Polsce ostrzeżenia o zjawiskach pogodowych bazują przede wszystkim na prognozach: ostrzegają nie przed faktycznym zagrożeniem, ale przed prawdopodobieństwem jego wystąpienia. W praktyce oznacza to, że mieszkańcy określonego obszaru są ostrzegani z dużym wyprzedzeniem o tym, że może wystąpić burza, a nie (co jest praktykowane m.in. w USA) na krótko przed faktycznym zagrożeniem, gdy burza już się uformuje.

Choć polskie rozwiązanie daje więcej czasu na reakcję, w praktyce – w połączeniu z wysoką częstotliwością rozsyłania ostrzeżeń – prowadzi do zjawiska opisanego już przez Ezopa w bajce "Chłopiec, który wołał o pomoc": zagrożenie powszednieje, co skutkuje częstszym ignorowaniem alertów. W takiej sytuacji wiadomości, nawet tak ważne, jak rozsyłane podczas fali upałów ostrzeżenie przed czadem, przestają spełniać swoją rolę.

Samospełniająca się przepowiednia

Równie niekorzystnym zjawiskiem, będącym efektem masowej dostępności usług geolokalizacyjnych, jest powiązany z ich działaniem mechanizm samospełniającej się przepowiedni. Gdy w 2002 r. na ekrany kin wszedł film "Raport mniejszości", przedstawione w nim zapobieganie przestępstwom, które jeszcze się nie wydarzyły, wydawało się niezwykle futurystyczne i odległe.

Władysławowo: Nie żyje 78-letni senior
Algorytmy przewidujące możliwość występowania przestępstw wspomagają pracę policji © Policja | KPP Puck

Wystarczyło zaledwie kilka lat, by algorytmy predykcyjne stały się na świecie powszechnie stosowanym narzędziem, które – w teorii – miało m.in. usprawnić działanie policji. Dzięki danym o przestępczości, jej rozkładzie w czasie i przestrzeni, można było kierować dodatkowe siły, gdzie obecność policji była szczególnie wskazana.

Problem polegał na tym, że – co wyjaśnia choćby raport organizacji pozarządowej Electronic Frontier Foundation – uruchamiało to mechanizm samospełniającej się przepowiedni. Przykładem jest tu skierowanie dodatkowych patroli policyjnych do dzielnicy wytypowanej jako "niebezpieczna".

Choć aktualne zagrożenie przestępczością w okolicy może nie odbiegać od normy, większa liczba patroli oznacza większą liczbę wykrytych przestępstw i większą liczbę aresztowanych. Oznacza to potwierdzenie prognozy bieżącymi danymi i trwałą stygmatyzację danego rejonu.

Podobny efekt niosą także aplikacje ostrzegające przed wejściem na teren uznawany za niebezpieczny. Choć intencją ich twórców jest zapewnienie mieszkańcom maksymalnego poziomu bezpieczeństwa, efekt nie zawsze jest zgodny z oczekiwaniami: oznaczenie okolicy jako niebezpiecznej ogranicza liczbę przechodniów, prowadzi do wyludnienia ulic, upadku lokalnych biznesów i – w konsekwencji – do rozwoju przestępczości.

Nawigacja samochodowa
Powszechna dostępność nawigacji samochodowej może powodować zwiększenie ruchu na popularnych trasach © Adobe Stock

Wszyscy jadą tą samą trasą

Jeszcze inny, niepożądany efekt występuje w przypadku najpopularniejszych nawigacji samochodowych, jak choćby Google Maps. W ich przypadku mamy do czynienia z tzw. efektem św. Mateusza: najpopularniejsze aplikacje przyciągają największą liczbę użytkowników, którzy dostarczają najwięcej danych o ruchu.

Dane te dotyczą najpopularniejszych tras, na które kierowani są kolejni kierowcy, co ogranicza popularność – a tym samym zbiór danych – dostępny dla alternatywnych dróg. Skutkuje to marginalizacją alternatywnych rozwiązań i wzmocnieniem tych, które i tak są już popularne. Jednym z następstw takiego stanu rzeczy są m.in. korki powstające na popularnych trasach, wynikające nie tylko z naturalnego poziomu ruchu, ale wzmacniane dodatkowo wskazaniami popularnej aplikacji.

Opisywane przykłady pokazują, jak potrzebne i pożyteczne usługi mogą, nieintencjonalnie, szkodzić swoim użytkownikom. W żadnym wypadku nie oznacza to zachęty do odrzucenia pomocy, jaką zapewnia nam technologia. Jest raczej przykładem tego, jak przydatne, ułatwiające życie rozwiązania mogą – w specyficznych okolicznościach – przynieść efekt odmienny od zamierzonego.

Wybrane dla Ciebie