Najważniejsze: teza o nieodpłatności
GPL jest prawdziwa wbrew licznym głosom sprzeciwu (w tym o herezji
:). Za programy licencjonowane na zasadach GPL nie można pobierać
wynagrodzenia. Można natomiast pobierać wynagrodzenie za
dystrybucję tego oprogramowania oraz za inne usługi takie jak
doradztwo, gwarancje, szkolenia - a to zupełnie inne wynagrodzenie
i zupełnie inne konsekwencje.
Licencje a sprzedaż programu
Podmiot uprawniony (twórca,
producent) może rozpowszechniać utwór na kilka różnych sposobów.
Może udzielać licencji (i tak jest w przypadku open source), czyli
zawierać umowy z użytkownikiem określające zasady korzystania z
programu. Może rozprowadzać kopie utworu bez umowy licencyjnej, a
wtedy zakres uprawnień do korzystania z takiej kopii określają
przepisy prawa, a nie umowa (w naszym przypadku art. 75 ust.1 prawa
autorskiego). Nie ma natomiast czegoś takiego jak "sprzedaż
programu". Jest to chwyt retoryczny, za którym z reguły stoi druga
z metod dystrybucji - udostępnienie programu bez licencji, w
oparciu o przepisy prawa. Czasami przez "sprzedaż" programu rozumie
się czynność sprzedaży nośnika. Ale wtedy przedmiotem transakcji
jest rzecz, nie program. "Sprzedaż programu" oznaczać też może
sprzedaż praw majątkowych ("własności"), ale wtedy przedmiotem
obrotu są prawa, nie program jako taki.
Licencje mogą być odpłatne i nieodpłatne. Z domniemania są
odpłatne, przy czym przez odpłatność rozumiemy zapłatę za prawo
skorzystania z utworu, opłatę licencyjną (po angielsku license
fee lub royalties). Obok opłaty licencyjnej może
pojawić się (i w open sourcie się pojawia) opłata za faktyczne
udostępnienie programu, czyli za jego dystrybucję, fizyczne
udostępnienie - niektóre licencje (jak Alladin Free Public License)
wymagają, aby koszt dystrybucji odpowiadał faktycznemu kosztowi
sporządzenia kopii i przesyłki, inne (GPL, CAL) nie wprowadzają
takich ograniczeń. Licencje open source różnią się też w kwestii
prawa do opłat za udostępnienie zmodyfikowanych programów -
niektóre dopuszczają opłaty licencyjne za przerobione programy
(BSD), inne tego wprost zakazują (GPL).
GPL, wolność, licencja a dystrybucja
"Wolne oprogramowanie" (a więc i GPL)
w koncepcji FSF posiada następujące cechy:
użytkownik ma mieć wolność uruchamiania programu w jakimkolwiek
celu
użytkownik ma mieć wolność w modyfikowaniu programu (stąd prawo
dostępu do kodu źródłowego)
użytkownik ma mieć prawo do dystrybucji kopii programu za darmo
lub za opłatą
użytkownik ma mieć prawo do dystrybucji zmodyfikowanych
wersji
Wolność nie oznacza pełnej swobody
dysponowania programem. Jeżeli dotykasz GPL, musisz dalej stosować
zasady GPL do całości produktu, w którym umieściłeś kod GPL (efekt
wirusa). Tak więc powyższe wolności przechodzą na kolejne osoby.
Jeśli nawet weźmiesz pieniądze za dystrybucję, nie możesz innym
osobom zabronić rozdania tego samego (lub zmodyfikowanego) programu
za darmo. Siłą rzeczy koszty dystrybucji nie mogą być wysokie, bo
stosunkowo łatwo je ominąć. Tym niemniej wiele osób jest skłonnych
zapłacić wynagrodzenie za taką usługę, np. dlatego, że chcą dostać
ładnie opakowany produkt, z instrukcjami itd., albo z czystej
wdzięczności dla autora, którego nie są w stanie wynagrodzić opłatą
licencyjną (sam Richard Stallman pobierał za swój GNU Emacs 150
dolarów, co bez wątpienia przekraczało koszty dystrybucji).
Jednym słowem - zarabiaj na dystrybucji GPL ile chcesz, byle tylko
była to opłata za usługę, a nie za prawo do korzystania z programu.
O zakazie pobierania opłat licencyjnych świadczy (wprost lub a
contrario) kilka punktów licencji GPL jak chociażby ostatnie zdanie
pkt. 1 You may charge a fee for the physical act of
transferring a copy, and you may at your option offer warranty
protection in exchange for a fee, pkt 2b You must cause
any work that you distribute or publish, that in whole or in part
contains or is derived from the Program or any part thereof, to be
licensed as a whole at no charge to all third parties under the
terms of this License czy pkt. 11 because the program is
licensed free of charge, there is no warranty for the program, to
the extent permitted by applicable law. Tam, gdzie mowa o
prawie do opłat our General Public Licenses are designed to
make sure that you have the freedom to distribute copies of free
software (and charge for this service if you wish) mowa jest o
dystrybucji.
Pozostaje pytanie jak te kwoty rozróżnić i co z tego rozróżnienia
wynika. W doktrynie amerykańskiej (za Benjaminem P. Millerem GNU
GPL Distribution Fee and Their Limitations) wykazano pięć cech,
którymi musi się (łącznie) opłata charakteryzować, aby mówić o
dystrybucji, a nie licencji (podaję cztery, bo jedna ze względu na
specyfikę prawa amerykańskiego nie ma dla nas znaczenia):
opłata musi być opisana jako opłata za transfer (dystrybucję).
Opłata nie musi być faktycznie uzależniona od kosztów nośnika i
przesyłki, może zawierać zysk za tę czynność (w GPL - dowolny)
opłata musi być jednorazowa, choć może być płatna częściami. Nie
dopuszcza się opłat okresowych czy ciągłych (np. 5 USD za każdy
miesiąc)
opłata musi wyrażać się w konkretnej kwocie i nie zależeć od
zakresu używania czy dalszej dystrybucji
opłata nie może być "zabezpieczona" licencją (innymi słowy brak
opłaty nie może być w licencji opisany jako przesłanka wygaśnięcia
praw licencyjnych)
Jeżeli nasza opłata spełnia powyższe
cechy, jest OK. Jeżeli jednak (częsty, bardzo częsty przypadek)
włączyliśmy kod GPL do naszego rozwiązania i bierzemy wynagrodzenie
za prawo skorzystania z tego rozwiązania, łamiemy warunki licencji.
Jeżeli dajemy komuś program i pobieramy od niego 10% od każdej
kolejnej transakcji, łamiemy licencję.
Konsekwencje
Po przeczytaniu powyższego wywodu
wiele osób może dojść do wniosku "ki diabeł, ważne, że mogę wziąć
pieniądze". No więc nie do końca ki diabeł.
Po pierwsze wymóg braku opłat licencyjnych rozkłada klasyczny model
dystrybucji programu. Jeśli chcemy rozpowszechnić program przez
siebie napisany i zastosujemy model GPL nie możemy zapewnić sobie
opłat za program. W skrajnym przypadku za dystrybucję zapłacą nam
raz, a potem kopia naszego dzieła może znaleźć się legalnie
wszędzie. Jesteśmy uzależnieni od dobrej woli klienta lub usług
dodanych, które możemy sprzedawać. Podobnie (i chyba w praktyce
jest to najistotniejsze) nie możemy wykorzystać kodu GPL w naszym
rozwiązaniu i brać opłaty licencyjnych za nasz software. Jesteśmy
zarażeni, musimy dalej go dać za darmo. Jak ktoś nam zapłaci za
dystrybucję, bardzo dobrze, ale jak nas pominie i weźmie sobie
program skąd indziej, nic nam do tego. Po drugie inne są
konsekwencje nie wywiązania się z obowiązku uiszczenia opłat. Jeśli
komuś przesłaliśmy software bez pobrania pieniędzy z góry i ten
ktoś nam nie płaci za dystrybucję, możemy tylko zażądać opłaty z
odsetkami. W przypadku zaległości licencyjnych pole manewru jest
szersze, można (pomijam w tej chwili spory prawnicze) żądać
wstrzymania używania programu, w pewnych okolicznościach nie
wykluczone jest dochodzenie odszkodowania (które może sięgnąć nawet
pięciokrotności opłaty licencyjnej). Inne są tez przepisy o
zabezpieczeniu i dochodzeniu takich roszczeń (zdecydowanie
preferujące opłaty licencyjne). Po trzecie inne są konsekwencje
podatkowe - inny moment wystawienia faktury, inna metoda wliczania
w koszty, inne przepisy przy transakcjach transgranicznych
(witholding tax). Dla firm bardzo istotna okoliczność. Po czwarte
cały szereg niuansów prawniczych, jak brak zastosowania kilku
przepisów prawa autorskiego, które mówią tylko o licencjach i
wynagrodzeniu za licencje.
Koniec
Na GPL-u można zarobić, i jak
udowadnia wiele firm, całkiem zacnie. Trzeba mieć tylko świadomość,
że zarabiamy na usługach a nie na "programie". To rozróżnienie jest
istotne i doniosłe w praktyce, a nieposzanowanie tej reguły może
skończyć się wysokimi roszczeniami odszkodowawczymi. Co powoli
zaczyna mieć miejsce w europejskich sądach.
Post scriptum
Jak widać, licencje open source wcale
nie są łatwe w interpretacji. Napisano o nich trochę książek i
zaręczam, że sporów jest nie mniej niż przy licencjach
"właścicielskich". Ba, są nawet specjalne prawnicze jednostki
badawcze, które zajmują się tylko open sourcem. Stąd tezy o
"prostocie" i "oczywistości" licencji GPL można włożyć między
bajki. Test najprostszy z możliwych: czy GPL można
wypowiedzieć?
Wszystkim, w szczególności komentatorom, dobrych świąt, wolnych od
prawa i jakichkolwiek innych zmartwień.