r   e   k   l   a   m   a
r   e   k   l   a   m   a

Google Chrome zamyka się na rozszerzenia spoza oficjalnego sklepu

Strona główna AktualnościOPROGRAMOWANIE

To wszystko dla naszego dobra: deweloperzy Chromium, uznając, że w Sieci pełno jest złośliwych rozszerzeń dla przeglądarki Google'a, które po zainstalowaniu mogą poczynić nieopisane szkody w systemie użytkownika, zdecydowali się zakończyć tę bezkarną swobodę instalacji skąd popadnie. Już niebawem użytkownicy Google Chrome swoje rozszerzenia zainstalują tylko z oficjalnego sklepu Google.

Jeśli ktoś ma dobrą pamięć, to zapewne zauważy, jak konsekwentnie Mountain View realizuje swoją politykę ograniczania swobód użytkowników Chrome'a. Początkowo pliki .crx, zawierające rozszerzenia Chrome, mogły być instalowane zarówno z dowolnej lokalizacji w Sieci, jak i z lokalnego dysku – wystarczyło po prostu otworzyć w przeglądarce właściwy URL. Wraz z wydaniem Chrome 21 sytuacja się zmieniła: jedynie adresy wskazujące na oficjalny sklep, Chrome Web Store, były dopuszczane przez przeglądarkę jako źródło rozszerzenia.

Wciąż jednak użytkownicy mogli odwiedzać inne strony, zawierające np. rozszerzenia, które do oficjalnego sklepu nie trafiły, zapisywać je lokalnie na dysku, a następnie przeciągać z pulpitu do panelu Rozszerzenia. Wystarczyło następnie kliknąć OK, aby dać znać przeglądarce, że robi się to świadomie. Najwyraźniej jednak użytkownicy robili to na tyle nieświadomie, że później fora Google'a pełne były narzekań na efekty takich nieświadomych instalacji.

W ramach dalszego zaostrzania polityki bezpieczeństwa Chrome (czy też budowania coraz wyższego muru wokół ogrodu okalającego google'owe aplikacje), użytkownicy Chrome na Windows zaczną być dodatkowo chronieni: już od stycznia (czyli zapewne od wydania Chrome 33), wszystkie rozszerzenia dla przeglądarki będą musiały być hostowane w oficjalnym sklepie, nawet wtedy, jeśli adresowane byłyby tylko do garstki użytkowników. Co ciekawe, ograniczenie to będzie dotyczyło nie tylko wersji stabilnej Chrome, ale też wydań z kanału beta.

Deweloperzy, którym bardzo zależy na udostępnianiu rozszerzeń poprzez swoje witryny, mogą w ostateczności skorzystać z mechanizmu Inline Installation, który pozoruje pobieranie ze strony, mimo że faktycznie kod rozszerzenia hostowany jest w Chrome Web Store. Użytkownicy deweloperskiej wersji Chrome będą mogli wciąż instalować rozszerzenia z własnego pulpitu, o ile nie zostały zapakowane do pakietu .crx. W organizacjach korzystających z Chrome jako domyślnej przeglądarki administratorzy będą mogli zaś dopuścić używanie firmowych serwerów jako akceptowalnych źródeł rozszerzeń poprzez odpowiednie ustawienie zasad grupy.

Intencje twórców Chrome na pewno są szlachetne – chodzi tu przede wszystkim o ochronę użytkowników przed złośliwym oprogramowaniem, ale trzeba pamiętać, że Google sprawuje absolutną kontrolę nad swoim sklepem, rezerwując sobie prawo do usunięcia wszelkich rozszerzeń, które mogłyby firmie wydać się niezgodne z jego polityką czy interesami. Co więcej, trzeba pamiętać, że jeśli dane rozszerzenie jest płatne, to jego hosting w Chrome Web Store nie będzie darmowy, firma pobiera 5% od każdej sprzedaży. W tej sytuacji jedyną przeglądarką, o której można powiedzieć, że wciąż dysponuje wolnym ekosystemem rozszerzeń, pozostaje Firefox. Mozilla nie tylko nie ogranicza swobody instalacji rozszerzeń, ale też stosuje liberalne zasady ich publikacji w oficjalnym serwisie z dodatkami, niejednokrotnie odmawiając usuwania rozszerzeń, które np. naruszałyby korporacyjne interesy.

r   e   k   l   a   m   a
© dobreprogramy
r   e   k   l   a   m   a
r   e   k   l   a   m   a

Komentarze

r   e   k   l   a   m   a
r   e   k   l   a   m   a
Czy wiesz, że używamy cookies (ciasteczek)? Dowiedz się więcej o celu ich używania i zmianach ustawień.
Korzystając ze strony i asystenta pobierania wyrażasz zgodę na używanie cookies, zgodnie z aktualnymi ustawieniami przeglądarki.