r   e   k   l   a   m   a
r   e   k   l   a   m   a

Ideologiczna porażka Mozilli pragmatycznym sukcesem: DRM-owe wideo bez ryzyka dla użytkowników

Strona główna AktualnościOPROGRAMOWANIE

Jeszcze do niedawna Mozilla jako ten ostatni sprawiedliwy stała w opozycji do webowych gigantów, wzywając do odrzucenia standardu Encrypted Media Extensions (EME), pozwalającego przeglądarkom na odtwarzanie zaszyfrowanych przez zabezpieczenia DRM strumieni mediów. Sprzeciw nic nie dał. EME stał się standardem, wypierając stosowane dotychczas rozwiązania, wykorzystujące głównie microsoftowego Silverlighta. A w samej Mozilli pragmatyzm wygrał z idealizmem.

Czy Mozilla zdradziła Otwarty Web, któremu do tej pory była zawsze wierna? Koronnym argumentem, jaki do tej pory producent Firefoksa stosował przeciwko rozwiązaniu implementującego DRM była kwestia kontroli – otwarte rozwiązania skupiają się na użytkowniku, oddając w jego ręce to, jak ma on obcować z treściami dostępnymi w Sieci. Rozszerzenie EME proponowane przez Google, Microsoft i Netfliksa kontrolę tę użytkownikowi odbierało, oddając ją w ręce producentów treści.

Oczywiście i producenci treści mają ważkie argumenty w tej sprawie – twierdzą że muszą dysponować technicznymi możliwościami kontroli dystrybucji należących do nich treści, by Internet nie zamienił się w jedną wielką piracką jaskinię. By odejść od ery Silverlighta i Flasha potrzebują czegoś, co pozwoli na strumieniowanie zabezpieczonych mediów bezpośrednio do przeglądarek. Pozwala im na dziś to moduł Content Decryption Module (CDM), własnościowe rozwiązanie, które komunikuje się z otwartym interfejsem EME.

r   e   k   l   a   m   a

Nowy dyrektor techniczny Mozilli Andreas Gal zauważa słusznie, że argumenty te nie są tak mocne, jak wyglądają. Gdyby producenci treści potrafili patrzeć na sprawę mniej szablonowo, to by znaleźli nowocześniejsze rozwiązania kwestii piractwa. Sam Gal sugeruje, że wystarczyłoby stosować oznaczanie strumieni mediów znakiem wodnym, kodującym tożsamość nabywcy licencji na odtwarzanie mediów. Z jednej strony ogranicza to możliwość wykorzystania takich przechwyconych materiałów w Sieci (gdyż łatwo jest wówczas zidentyfikować pirata), z drugiej sam użytkownik nie ma problemu z oglądaniem zakupionych mediów na różnych swoich urządzeniach.

Mozilla może jednak tłumaczyć takie sprawy ile chce, ale branża i tak po staremu wybrała DRM. Użytkownicy Firefoksa nagle zostali więc postawieni w sytuacji, w której utracą dostęp do serwisów wideo, wykorzystujących HTML5 i EME, na czele z Netfliksem, Hulu czy Amazon Video. Wybór nie był dla Mozilli za ciekawy: albo utracić użytkowników, albo skapitulować w kwestii EME.

Jak się domyślacie, wybrano kapitulację. Trzeba jednak przyznać, że na bardzo korzystnych dla użytkowników Firefoksa warunkach. Implementacja EME w Firefoksie w niczym nie przypomina zamkniętych binarnych blobów Microsoftu czy Google'a, działających w sposób kompletnie nieprzejrzysty dla użytkowników Internet Explorera czy Chrome. Jak Gal pisze, kompletnie otwarte rozwiązanie nie jest możliwe – CDM, odpowiedzialny za deszyfrowanie chronionych mediów, służyć ma uniemożliwieniu wszelkich manipulacji ze strony użytkownika, więc otwarty być nie może. Co gorsze, moduł może też zbierać prywatne dane użytkownika, by go skuteczniej identyfikować i wiązać z listą obejrzanych treści, a następnie dane takie przekazywać wydawcom serwisów.

Mozilla zbudowała więc bezprecedensowe rozwiązanie hybrydowe. Zdecydowano się na wykorzystanie modułu CDM od Adobe (jako że Adobe ma umowy z praktycznie wszystkimi dostawcami zabezpieczonych DRM mediów), ale sam Firefox nie ładuje go bezpośrednio do przeglądarki. Zamiast tego trafia do piaskownicy (sandboksa), izolującej go całkowicie od sieci czy pamięci masowej komputera użytkownika. Moduł otrzymuje jedynie prosty mechanizm komunikacyjny, pozwalający na odczytywanie szyfrowanych danych i wyświetlanie rezultatu.

Piaskownica uniemożliwia w ten sposób modułowi zbieranie jakichkolwiek informacji o użytkowniku i jego sprzęcie. Jako że branża miłośników DRM wymaga, by możliwa była jednoznaczna identyfikacja urządzenia, na jakim oglądane są media, przez sandbox Mozilli generowany jest unikatowy (dla każdego serwisu wideo) identyfikator, udostępniany modułowi CDM jako właśnie taki wymagany sposób identyfikacji. Nic więcej jednak o użytkowniku się w ten sposób właściciel serwisu wideo dowiedzieć nie może, a dzięki temu, że identyfikatory generowane są dla każdej domeny oddzielnie, nie można w ten sposób śledzić też całościowych zachowań użytkownika.

Opracowane przez Mozillę rozwiązanie jest całkowicie opensource'owe i znajdzie się domyślnie w Firefoksie. Moduł CDM będzie pobierany z serwerów Adobe i aktywowany za zgodą użytkownika. W każdej chwili Adobe i jego partnerzy będą mogli przeprowadzić audyt rozwiązania, by przekonać się, że jest ono zgodne z wymogami decydentów z Hollywood – zapewnia unikatowe identyfikatory, ogranicza wyjście wyłącznie do streamingu i uniemożliwia zapis przekazanej w ten sposób treści. Jest rozwiązaniem idealnym w nieidealnym świecie.

Narzekania użytkowników są więc tu zupełnie bezpodstawne i wynikają z niezrozumienia natury EME. Wcześniej aby oglądać chronione DRM-em wideo w Firefoksie, trzeba było zainstalować w systemie wtyczkę Silverlighta czy Flasha, nad którymi przeglądarka poprzez interfejs NPAPI nie miała praktycznie żadnej kontroli. Teraz Mozilla oferuje rozwiązanie, które wciąż pozwala na oglądanie chronionego wideo, ale zapewnia przy tym całkowitą ochronę prywatności, oddając kontrolę w ręce użytkownika. Jeśli ktoś nie chce mieć niewolnego binarnego modułu od Adobe w swoim Firefoksie, nie musi go pobierać – tak jak wcześniej nie musiał pobierać Silverlighta czy Flasha.

© dobreprogramy
r   e   k   l   a   m   a
r   e   k   l   a   m   a

Komentarze

r   e   k   l   a   m   a
r   e   k   l   a   m   a
Czy wiesz, że używamy cookies (ciasteczek)? Dowiedz się więcej o celu ich używania i zmianach ustawień.
Korzystając ze strony i asystenta pobierania wyrażasz zgodę na używanie cookies, zgodnie z aktualnymi ustawieniami przeglądarki.