Pornobiznes jest jedną z najlepiej rozwijających się gałęzi rynku internetowego. Niedawno na sprzedaż wystawiona została domena sex.com za, bagatela, 1 mln dolarów. Przychody z pornografii zachęcają inwestorów do rozwijania rynku i nowych ofert. Od 2001 roku próbują oni przeforsować pomysł na domenę .xxx, która przeznaczona byłaby dla stron zawierających materiały dla dorosłych. Wstępnie została ona zatwierdzona w 2005 roku, jednak pod wpływem amerykańskiego rządu, rada organizacji ICANN zajmująca się m.in. przyznawaniem domen internetowych, odmówiła wnioskodawcom rejestracji .xxx - pisaliśmy na ten temat w maju 2006 r.
Z podobnym skutkiem zakończyła się w marcu 2007 roku druga sprawa o przyznanie domeny, ale do trzech razy sztuka - ICANN w tym tygodniu podczas spotkania w Kenii jeszcze raz rozważy ideę pornograficznej domeny. Zwolennicy stworzenia domeny .xxx twierdzą, że w ten sposób można by w bardziej skuteczny sposób kontrolować pornografię w Internecie. Rodzice mogliby dużo łatwiej, niż dotychczas, ograniczać dostęp swoich pociech do witryn z materiałami erotycznym. Nie wiadomo jednak, czy na adresy o końcówce .xxx musiałyby przenieść się wszystkie strony pornograficzne, czy też byłaby to jedynie jedna z możliwości. Poza tym rodzice wcale nie chcą, aby ICANN zgodził się na rejestrację domeny.
Do amerykańskiego Departamentu Handlu wpłynęło ponad 6 tys. listów od obywateli, w tym od licznych organizacji zajmujących się ochroną rodziny. Ich zdaniem nadanie domeny stronom pornograficznym nie rozwiąże problemu, a tylko go spotęguje. W ten sposób stworzy się jeszcze więcej możliwości rozpowszechniania kontrowersyjnych materiałów - twierdzą rodzice. Rzecz jasna, co innego twierdzą zwolennicy rejestracji domeny. Ich zdaniem taki krok przysłuży się unormowaniu kwestii pornografii w Internecie. Kto ma rację? Dobrze ujął to jeden z komentatorów sprawy: jesteśmy znowu w punkcie wyjścia.