Kolejne problemy Google Books, tym razem w Chinach

28.12.2009 21:14, Autor: Michał Majchrzycki (mmaj), Kategoria: News
NewsImage

Plany firmy Google dotyczące zdigitalizowania światowego księgozbioru spotykają się z kolejnymi protestami. Tym razem pomysł na przenoszenie książek do Internetu nie spodobał się pewnej chińskiej autorce. Proces rozpocznie się już jutro w Pekinie.

Twórcą pozwu jest Mian Mian, pisarka w Polsce znana dzięki książce "Cukiereczki". Autorka skandalizującego dzieła "Acid lover" ("Toksyczny kochanek"), w którym opisuje seksualne życie marginesu społecznego, jest oburzona, że fragmenty jej powieści znalazły się w Google Books. Mian domaga się 61 tysięcy jenów (około 27 tys. zł.) rekompensaty za poniesione straty. Jest to pierwszy pozew przeciwko Google jaki trafi do chińskiego sądu.

Problemy z projektem przenoszenia książek do Internetu zaczęły się już w 2005 roku, to jest rok od uruchomiania usługi. Google był oskarżany o łamanie praw autorskich (m.in. przez Microsoft), a także pozywany do sądu przez amerykańskich i europejskich wydawców. W większości przypadków firmie udało się doprowadzić do ugody - zobaczymy, jakie kroki podejmie sąd w Chinach.

r   e   k   l   a   m   a

Komentarze (23)  

AvatarUżytkownik jest nieaktywny
Phight3r | 28.12.2009 21:20#1

Google Books w ogóle jest bez sensu. W końcu pisarze chcą jakoś zarobić przez sprzedaż ich książek.
Nie ma co ludzi uszczęśliwiać na siłę.

AvatarUżytkownik jest nieaktywny
bynus | 28.12.2009 21:41#2

27tys to nie pieniądze dla Google przez to nie zbiednieje :) myślę ze jeszcze trochę i doczekamy wszystkich książek w formie elektronicznej bedzie to wygodne a czy chcą zarobic czy nie to juz inna sprawa moga dodać tam skany wszystkich starych ksiązek i pism to moze bym obejrzał jakąś starą konstytucje jak wyglądała w oryginale chyba ze już można obejrzeć za pomocą google

AvatarUżytkownik jest nieaktywny
Marvel90 | 28.12.2009 21:51#3

Ja jednak wole tradycyjne książki.
Mp3jki czy YouTube mogą być ale jak wszyscy będą świrować z ebokami to będzie jak w dowcipie
"Koniec z komputerem i poczytam książkę - pomyślał informatyk - po czym otworzył ebooka"

Avatar
Mani34653 (niezalogowany) | 28.12.2009 22:44#4

Jenow? W Chinach maja yuany...

Avatar
Razi91 (niezalogowany) | 28.12.2009 22:44#5

Umieszczanie fragmentów książek może być przecież nawet i zachętą do kupna, zwłaszcza mniej znanych autorów. Nikt nie lubi kupować w ciemno, do kina też się zazwyczaj chodzi dopiero po obejrzeniu zwiastuna.

Avatar
Karmel13 (niezalogowany) | 28.12.2009 23:45#6

Aktualnie jestem w trakcie pisania pracy magisterskiej. Niektórych książek, którymi jestem zainteresowany niestety nie ma w mojej bibliotece. Myślałem, że na Google Books będzie coś ciekawego, niestety, okładka, informacje są - treści nie zamieszczono.

AvatarUżytkownik jest nieaktywny
Inventer89 | 29.12.2009 0:07#7

Książki albo nie powinny być zdigitalizowane albo autor powinien otrzymywać od firmy digitalizującej pieniądze w zależności od liczby pobrań, bo póki co to jest piractwo: autor pisze program (tu: książkę) a ktoś inny to kopiuje i rozpowszechnia ten produkt za darmo. Gdybym założył firmę, postawił serwer i udostępniał za darmo płatne programy (pieniądze otrzymywałbym na zasadzie dobrowolnych wpłat) to zostałbym oskarżony o piractwo + kara kilka-kilkaset tysięcy odszkodowania (w zależności od ilości i jakości programów) + możliwość odsiadki, a tu proszę: wielki koncern robi to jawnie i nie ma żadnych poważniejszych konsekwencji.

Albo rybki, albo akwarium

Avatar
DP (niezalogowany) | 29.12.2009 1:41#8

Google nie robi tego za darmo. Oni przecież zarabiają grube miliony na dyskretnej reklamie w swojej przeglądarce.

AvatarUżytkownik jest nieaktywny
camro | 29.12.2009 2:13#9

nawet nie słyszałem o tej pindzie co oskarża google, jak ona mogła ponieść straty skoro i tak bym jej książki nie przeczytał. Tym bardziej jeśli to jest jakaś za przeproszeniem debilka, która płacze nad czymś z czego powinna się cieszyć, dla mnie by było miło gdyby ktoś chciał np przeczytać moje dzieło a im więcej tym lepiej. Jeśli książka jest dobra, wypromuje się sama, a ktoś kto uzna to za stosowne kupi oryginał. Tylko ludzie tępi postępują w ten sposób...
tyle...
Ps. piractwo ma swoje też dobre strony, najpierw spróbujesz coś by sprawdzić czy to dobre (tak jak masz w niektórych sklepach darmowe próbki), jak ci się spodoba (zasmakuje) kupujesz to.

AvatarUżytkownik jest nieaktywny
Saeros | 29.12.2009 7:18#10

@camro - ale do zasmakowania programu wcale nie jest potrzebna piracka wersja - producenci gier i oprogramowania dawno wpadli na to, żeby wypuszczać "próbki" w postaci softu demo czy trial.

Avatar
ripo (niezalogowany) | 29.12.2009 8:22#11

@camro - ile ty masz lat? Wypowiedziałeś się w ten sposób jakbyś jeszcze życia nie zasmakował.

Popracuj nad czymś rok, dwa a następnie upowszechnij to do wglądu publicznego za free. Wtedy zobaczysz ile ludzi "smakuje" a ile kupuje...

Podejście które reprezentujesz to jedna z opcji: albo nawiwny optymizm i wiara w to że wszyscy ludzie są uczciwi, albo niemoralne usprawiedliwianie piractwa.

AvatarUżytkownik jest nieaktywny
KonradK | 29.12.2009 8:36#12

@camro
"nawet nie słyszałem o tej pindzie co oskarża google, jak ona mogła ponieść straty skoro i tak bym jej książki nie przeczytał."

Nie słyszałeś, nie przeczytasz, nie kupisz i nie z Twoich pieniędzy zostanie wypłacone odszkodowanie.
Nie każdy sobie życzy takiej promocji, gdzie bez jego zgody publikuje się fragmenty jego utworu. Tym bardziej, że jak sam mówisz, "Jeśli książka jest dobra, wypromuje się sama a ktoś kto uzna to za stosowne kupi oryginał.".

Avatar
M. Borowski (niezalogowany) | 29.12.2009 9:04#13

Goggle Books to tylko FORMA tekstu. Papier tez jest tylko rodzejem przekazu informacji.
Autorka powinna rowniez zakazac wystawiania ksiazek w bibliotece (kazdy potencjalnie moze to zobaczyc) oraz w ksiegarni (np. Empik) - tez kazdy moze wejsc, przeczytac kilka zdan, a nawet cala ksiazke...

Pieniadz papierowy to forma @obietnicy zaplaty@, ale mozna rowniez uzywac tyko cyferek wyswietlajacych sie na ekranie komputera.

AvatarUżytkownik jest nieaktywny
IamNotHouse | 29.12.2009 9:32#14

hmm Google jak zawsze, ale czy nie szło się dogadać?

Dziwi mnie coraz większe opozycja względem Google...

AvatarUżytkownik jest nieaktywny
master_zonk6 | 29.12.2009 9:45#15

i tak trzymać. Google będzie robić kasę na czyjejś własności intelektualnej w imię czego??? I tak o sto razy wolę tradycyjną książkę niż siedzieć przed monitorem.

@IamNotHouse
A co się dziwisz? Google tu, Google tam.
Niedługo Google będzie na papierze toaletowym.
Do niedawna podziwiałem tą firmę, ale przez usługi typu Google Street View, czy też przeglądarkę Chrome nabrałem tylko niesmaku.

Avatar
Lenin II (niezalogowany) | 29.12.2009 10:17#16

Precz z własnością intelektualną. Niech żyją darmowe książki!
Niech żyje darmowa wiedza! Niech żyje darmowa kultura i oświata!

Avatar
Nieporozumienia (niezalogowany) | 29.12.2009 10:39#17

Niestety wielu piszących nie rozumie tego tematu.
Nikt autorom nie chce odbierać należnej zapłaty, np. Panu Terry Pratchetowi.
Nikt nie zachęca do wystawiania w sieci "Świata dysku".
Prawo autorskie obowiązuje przez określoną ilość lat. Ciągle ten okres windują do góry i fakt - w tym jest przesada. Powinno być z 30 lat i koniec.
Ale wracając do tematu.
Jest bardzo dużo dobrych książek dla których okres ochronny praw autorskich minął.
Ktoś powie na co mi książka z 1920 roku?
Ale postawmy pytanie jak mocno zmieniła się matematyka, fizyka klasyczna, opracowania historyczne (np. prace E. Gibbona z XVIII w.) od tamtych lat?
Zamiast kupować książki za 60 zł, można ściągnąć książki np. z nauk ścisłych z tamtych lat.
Są naprawdę cenne. Niektóre pozycje z wyższej (ale naprawdę z tej wyższej) matematyki są w Polsce niedostępne.
Niech ktoś spróbuje poszukać coś nt. całek eliptycznych - transformacje Landena, AGM czy długość łuku hiperboli.
Nie znajdzie, nie ma szans. A w sieci są! Np. z 1892 roku i zaręczam - nadal aktualna (Greenhill http://www.archive.org/details/applicationselli00greerich ).
Pozdrawiam.
PS.
Świat nie istnieje od wczoraj.
Dawniej żyło wielu mądrych ludzi.
Należy korzystać z ich przemyśleń.
Pozdrawiam.

AvatarUżytkownik jest nieaktywny
KonradK | 29.12.2009 10:53#18

@M. Borowski
"Goggle Books to tylko FORMA tekstu. Papier tez jest tylko rodzejem przekazu informacji."
Pewnie, że tylko forma, ale forma nakłada ograniczenia ułatwiające, lub utrudniające kontrolę tego, co się z egzemplarzem treści dzieje. Jeśli papierowa książka objęta jest zakazem kopiowania, to biblioteka, aby ją wypożyczyć X użytkownikom w danym czasie, musi zakupić X egzemplarzy (albo ktoś zakupić dla biblioteki).
Autor, czy wydawca, nie musi się bawić w publikacje elektroniczne i trzeba to uszanować, chyba że się chrzani własność intelektualną w ogóle.

AvatarUżytkownik jest nieaktywny
KonradK | 29.12.2009 10:58#19

@Nieporozumienia
"Niestety wielu piszących nie rozumie tego tematu."

To jaki jest temat? Ochrona praw autorskich, dla publikacji, dla których one już wygasły? O to chodzi, czy można ściągnąć książkę, której autor zmarł 30 lat temu, czy nie?

AvatarUżytkownik jest nieaktywny
danielbela | 29.12.2009 12:30#20

Ad.19 "KonradK"

Nie, nie można ściągnąć książki której autor umarł 30 lat temu. Poza tym okres ochrony nie jest liczony od czasu śmierci autora.
Jest liczony od czasu wydania książki i wynosi 70 lat.
Po tym czasie można legalnie wydać dowolną książkę - co zamierza też robić Google. I bardzo dobrze.
Jest tylko jedno ale. Google w zamiarze nie ma wydawać Tylko książki którym skończył się okres ochronny. Oni zamierzają(li) wydawać wszystkie książki, nawet te najnowsze.

Avatar
biazol (niezalogowany) | 29.12.2009 15:40#21

@ danielbela:
Art. 36 ustawy o prawie autorskim i prawach pokrewnych mówi:
"Z zastrzeżeniem wyjątków przewidzianych w ustawie, autorskie prawa majątkowe gasną z upływem lat siedemdziesięciu:
1) od śmierci twórcy, a do utworów współautorskich – od śmierci współtwórcy, który przeżył pozostałych;"

AvatarUżytkownik jest nieaktywny
danielbela | 29.12.2009 17:25#22

Ad.21. "biazol"

Faktycznie mój błąd :/ Człowiek całe życie się uczy :P

AvatarUżytkownik jest nieaktywny
Marvel90 | 31.12.2009 16:31#23

@M. Borowski
Ja w ten sposób przeczytałem Kod Da Vinci :D
Codziennie w drodze ze szkoły do domu miałem księgarnie prowadzoną przez moich znajomych i tak czytałem 2-3 strony za każdym razem i parunastu wizytach przeczytałem :P

Dodaj komentarz

Zasady publikowania komentarzy
Autor
Treść
 
Polecamy
dobreprogramy od kuchni

Portal okiem administratora
Dolina Charlotty
Top programy
  •  
Top programy ostatnie 7 dni
  •  
Top programy ostatnie 30 dni
  •  
Skanery antywirusowe
skaner av