r   e   k   l   a   m   a
r   e   k   l   a   m   a

LibreOffice wydane mimo błędu niszczącego dane. Użytkownicy tylko przeszkadzają w Open Source?

Strona główna AktualnościOPROGRAMOWANIE

Usterka w nowej, stabilnej wersji arkusza kalkulacyjnego LibreOffice stała się powodem ponownego zakwestionowania przydatności otwartego oprogramowania do zastosowań produkcyjnych. Na papierze z pakietem biurowym wszystko wygląda dziś znakomicie – nie ma on otwartych konkurentów, którzy cieszyłby się porównywalnym zainteresowaniem tak użytkowników jak i programistów. Tworzone pod opieką The Document Foundation oprogramowanie przedstawiane jest jako godna alternatywa dla rozwiązań własnościowych, na czele z Microsoft Office. Czy jednak nie poddana presji rynku organizacja non-profit potrafi zrozumieć realne tych użytkowników potrzeby?

Oskarżenia o arogancję, ignorancję, agresję i trollowanie – w takim tonie toczy się dyskusja nad usterką 85614, którą wprowadzono do niedawno wydanej wersji 4.2.7 LibreOffice Calc. Chodzi o nową metodę sortowania, która została wprowadzona do programu pomimo tego, że jest nie tylko niezgodna z wcześniejszą, ale też ze standardem wykorzystywanym przez praktycznie wszystkie inne arkusze kalkulacyjne. W efekcie wiele rozbudowanych arkuszy zwraca w nowej wersji niepoprawne dane, a nawet ulega uszkodzeniu.

Naturę błędu najłatwiej wyjaśnić na poniższych zrzutach ekranu. Jak widać na ostatnim obrazku, w wyniku posortowania kolumn B, C i D z komórkami zawierającymi stałe wartości według wartości w kolumnie D, wyliczenia wartości w komórkach kolumny E ulegają nieoczekiwanemu przetasowaniu – formuły też zostają posortowane. Każdy, kto korzysta z sortowań w LibreOffice Calc może więc ich wyniki wyrzucić do kosza.

r   e   k   l   a   m   a

Gdy użytkownicy zaczęli zgłaszać problem, okazało się, że dyskusja o problemie, dobrze znanym deweloperom, trwała od czerwca, kiedy to po raz pierwszy został zauważony w testowych wersjach. Co więcej, podczas toczącej się dyskusji pojawiały się konstruktywne propozycje rozwiązania problemu. Reakcja Michaela Meeksa, członka komitetu technicznego The Document Foundation, była dość osobliwa. Uznał, że skoro cykl życia linii 4.2.x programu zbliża się do końca, koniecznej poprawki nie można teraz wprowadzić. Jak ktoś ma problemy, to niech korzysta z niestabilnej wersji 4.3.x (do której wprowadzono poprawkę) lub własnej kompilacji.

Świetna rada – tylko że już wcześniej jedna z użytkowniczek, która przeszła na LibreOffice 4.3 donosiła, że nowa wersja programu narobiła jej takich szkód, że musiała wszystkie swoje arkusze odtworzyć z kopii zapasowych, a następnie przeszła na starszą wersję Excela.

Kto więc jest winny? Według Meeksa winni są użytkownicy. Wziął w obronę decyzję o wydaniu wadliwej wersji 4.2.7, określając zachowanie niezadowolonych użytkowników jako niekonstruktywną agresję i trollowanie, sugerując, że to efekt uboczny internetowych dyskusji, w których użyteczne informacje zwrotne giną wśród hałasu użytkowników przekonanych, że mają prawo narzekać i oczekiwać, że ich usterki zostaną naprawione za darmo. Podkreślił przy tym, że nikt nie jest zmuszany do aktualizacji, a gdyby użytkownicy przed zainstalowaniem nowej wersji przeczytali informacje o wydaniu, to by nie byli zaskoczeni zmianą w algorytmie sortowania. Strata danych to oczywiście coś godnego pożałowania – twierdzi Meeks, ale przypomina zarazem, że żadne oprogramowanie nie jest perfekcyjne.

The Document Foundation przedstawia problem jako sukces modelu Open Source: błąd został poprawiony (w nowej linii wydawniczej), a sama dyskusja pokazuje, że każdy może zaangażować się w proces tworzenia oprogramowania. Można oczywiście to i tak pokazać. W rzeczywistości dziesiątki milionów komputerów z Ubuntu 14.04 LTS czy Linux Mintem 16, które dostały wersję 4.2.7 jako domyślną, zaakceptowaną aktualizację stabilnej linii oprogramowania, instalowaną często automatycznie, wciąż źle sortują. Przyznać trzeba, że deweloperzy Ubuntu przynajmniej pomyśleli o przygotowaniu własnej łatki, ale nie działa ona bez ręcznego zmodyfikowania przez użytkownika XML-owej konfiguracji programu.

Problemy tego typu nie są odosobnione – o 85614 było po prostu najgłośniej. Mniej rozgłosu było wokół regresji wprowadzonej przez LibreOffice 4.2.6. Dotknęła ona tylko użytkowników środowiska KDE. Nagle znakomite okno dialogowe dla plików z KDE zostało zastąpione topornym oknem GTK+. Pakiet libreoffice-kde przestał w praktyce działać. Sugerowane rozwiązania? Zainstalować pakiet libreoffice-gnome, by uzyskać okno dialogowe z GNOME, mniej toporne od tego, co oferowane domyślnie. Pomysły takie rozważane są na poważnie nawet wsród deweloperów openSUSE, dystrybucji znanej przecież z wyjątkowego wsparcia dla KDE.

Niedawno wspominaliśmy o sytuacji z GIMP-em, w którym deweloperzy silnika GEGL pracują nad wprowadzeniem nieograniczonej przestrzeni sRGB, która kompletnie popsuje wiele operacji barwnych w tym programie, w imię założenia, że suwaki na operacjach powinny działać przewidywalnie, by zawsze robić to samo dla kolorymetrycznie tych samych kolorów. Protesty niezadowolonych fotografów też zostały zbagatelizowane. I nie powinno to nikogo dziwić – w końcu skoro oprogramowanie Open Source powstaje głównie dlatego, że jakiś programista chce podrapać „swędzący” go problem, to opinie użytkowników, którzy sami nie dostarczają kodu, nie mają większego znaczenia, a w najgorszym razie mogą przeszkodzić tylko w realizacji potrzeb programisty. Póki to się nie zmieni, własnościowe oprogramowanie, w którym użytkownik jest cennym klientem, będzie zawsze miało na rynku przewagę.

© dobreprogramy
r   e   k   l   a   m   a
r   e   k   l   a   m   a

Komentarze

r   e   k   l   a   m   a
r   e   k   l   a   m   a
Czy wiesz, że używamy cookies (ciasteczek)? Dowiedz się więcej o celu ich używania i zmianach ustawień.
Korzystając ze strony i asystenta pobierania wyrażasz zgodę na używanie cookies, zgodnie z aktualnymi ustawieniami przeglądarki.