r   e   k   l   a   m   a
r   e   k   l   a   m   a

Linuksowa wojna domowa: chcą zabić twórcę systemd, ten odpowiada wbudowaniem w systemd konsoli

Strona główna AktualnościOPROGRAMOWANIE

Kilka dni temu Lennart Poettering, autor pulseaudio i systemd, znanych, popularnych i niekoniecznie kochanych komponentów linuksowego desktopu, poskarżył się, jak straszna jest społeczność Open Source, której niektórzy członkowie otwarcie go obrażają, w której przygotowuje się petycje mające go zmusić do zaprzestania pracy, a nawet zbiera bitcoiny na wynajęcie assassina, który problem z Poetteringiem rozwiąże raz na zawsze. Trudno programiście odmówić racji w potępieniu tego typu zachowań – jednak czy nie on sam jednak je sprowokował, szczególnie poprzez swoją postawę względem rozwoju systemd? Najnowsze zmiany w tym kontrowersyjnym demonie pokazują, że oskarżenia pod adresem Poetteringa o złośliwe trollowanie społeczności nie są wcale takie nieuzasadnione.

Od niepamiętnych czasów jądro Linuksa zapewnia wirtualny terminal. Kod za to odpowiadający to staroć, której od lat już raczej nikt nie chce ruszać. Kilku programistów podejmowało się za to już przeniesienia wirtualnego terminala do przestrzeni użytkownika i zaimplementowania go tam w bardziej sensownej formie. Podjął się tego też Lennart Poettering, informując latem tego roku o rozpoczęciu prac nad biblioteką systemd-terminal, mającą obsłużyć w pełni parsowanie i renderowanie terminala – oczywiście w ramach demona systemd, który już dawno przestał być zamiennikiem standardowego demona inicjalizacji initd, stając się zamiennikiem dla rosnącej liczby linuksowych procesów systemowych.

Nie minęły dwa miesiące, i w kolejnej wersji systemd (217) dostajemy demona systemd-consoled, wczesną implementację linuksowej konsoli w ramach tego wszechogarniającego projektu. Można ją wykorzystywać z dowolnym menedżerem logowania. Na razie pozwala na uruchomienie pojedynczej sesji terminala na każdą otwartą sesję użytkownika, ale w kolejnych wydaniach ograniczenie to zniknie.

r   e   k   l   a   m   a

Ocena tej sytuacji, biorąc pod uwagę aferę związaną z systemd, nie jest łatwa. Prawdą jest, że wirtualny terminal z jądra powinien zniknąć, ale wielu osobom trudno jest przełknąć jego przeniesienie z monolitycznego jądra, do jednak monolitycznego (mimo że Poettering temu zaprzecza) demona systemd. Działania autora systemd nie zachodzą jednak w próżni – trzeba pamiętać, że jest on kluczowym programistą Red Hata, mającego swoje strategiczne interesy w dziedzinie Linuksa, niekoniecznie pokrywające się z interesem społeczności Open Source.

W sierpniu tego roku bloger Paul Venezia nazwał systemd zwiastunem linuksowej apokalipsy. To mocne słowa, ale nie pozbawione podstaw. Venezia zauważył, jaki nacisk w ostatnich latach Red Hat kładzie na techniki związane z chmurami obliczeniowymi – i w świetle tego wyjaśnia, czym ma być systemd. Dla Czytelników znających architekturę Windows. To linuksowy odpowiednik svchost.exe, który ostatecznie będzie wykorzystany do zarządzania działającymi w chmurze serwerami, w praktyce bardziej system operacyjny, niż systemowa usługa.

Nic więc dziwnego, że zwolennicy „starej uniksowej szkoły” patrzą na Poetteringa, jak na trolla próbującego podbić ich świat w imię korporacyjnych interesów. Trolla, który gdy mu się to wytknie (czasem faktycznie w grubiański sposób), zaczyna uderzać w tony politycznej poprawności, mówiąc o tych „białych heteroseksualnych mężczyznach”, którzy zdominowali świat Linuksa – i trolla, który uparcie twierdzi, że to co zrobił, nie jest monolitycznym monstrum, lecz konstrukcją modularną (tak jakby jedno drugie wykluczało).

Z drugiej strony to właśnie postawa społeczności umożliwiła „inwazję” systemd na linuksowe dystrybucje. Nikt przecież tej starej gwardii nie zakazywał tworzenia lepszych alternatyw dla starzejącego się ekosystemu systemowych usług Linuksa, które pozwalałyby twórcom dystrybucji budować lepsze desktopowe systemy operacyjne. Mimo bowiem domniemanego „chmurowego” celu systemd, rozwiązanie Poetteringa odczuwalnie ulepsza pracę na desktopie, czyniąc uruchamianie systemu szybszym a zarządzanie nim łatwiejszym. Wielu zwolenników systemd mówi otwarcie: Poettering wprowadził Linuksa w XXI wiek.

Nie jesteśmy w stanie w redakcji zająć jakiegoś jednoznacznego stanowiska w tej sprawie. Ideologie przesłaniają analizy techniczne, a fora linuksowe płoną od wzajemnych ataków trolli wspierających tę czy inną stronę. Sami twórcy dystrybucji wyraźnie postawili na systemd (nawet Debian w końcu uległ), jedynie niszowe jednak Gentoo i Slackware otwarcie mówią „nie”. Jakie przyniesie to realne skutki, okaże się zapewne w ciągu najbliższych dwóch lat, gdy usystemd-owane wersje najpopularniejszych dystrybucji wylądują ostatecznie na biurkach użytkowników Linuksa – a ci, którzy nie bedą mogli tego znieść, przerzucą się na jakiś system *BSD.

© dobreprogramy
r   e   k   l   a   m   a
r   e   k   l   a   m   a

Komentarze

r   e   k   l   a   m   a
r   e   k   l   a   m   a
Czy wiesz, że używamy cookies (ciasteczek)? Dowiedz się więcej o celu ich używania i zmianach ustawień.
Korzystając ze strony i asystenta pobierania wyrażasz zgodę na używanie cookies, zgodnie z aktualnymi ustawieniami przeglądarki.