r   e   k   l   a   m   a
r   e   k   l   a   m   a

Microsoft nie odda Edge w ręce Open Source. Przeglądarka nie trafi na iOS i Androida

Strona główna AktualnościOPROGRAMOWANIE

Nowa przeglądarka Microsoftu nie będzie rozwijana wraz ze społecznością, nie trafi także na inne platformy mobilne, przynajmniej na razie. Choć wiele ostatnich wydarzeń może wskazywać na to, że korporacja stała się znacznie przyjaźniejsza dla użytkowników, niektóre z decyzji wydają się temu kompletnie przeczyć i pokazują, że to nadal stary, „dobry” Microsoft.

Edge, czyli nowa przeglądarka tworzona przez firmę i znana do niedawna pod nazwą kodową Spartan jest jak na razie dostępna tylko dla systemu Windows 10. Sytuacja ta szybko nie ulegnie zmianie, dotyczy to zarówno innych wersji systemu Windows, jak i konkurencyjnych platform. Zerwanie kompatybilności ze starszymi wersjami systemu nie dziwi i było wiadome już od dawna: rzecz jasna przeglądarkę zapewne dałoby się przygotować w wersji dla np. Windows 7, ale Microsoftowi zdecydowanie nie zależy na tym, aby przedłużać życie systemu, który i bez tego może się dla firmy okazać równie problematyczną kwestią co Windows XP. Przeglądarka ma być czymś „ekskluzywnym” w Windows 10, a tym samym zachęcić do przesiadki na nowy system.

Następca Internet Explorera jest aplikacją uniwersalną, skorzystamy więc z niego także na telefonach z Windowsem. Co z Androidem i iOS? Przecież od dłuższego czasu Microsoft tworzy swoje aplikacje równolegle dla wszystkich ważnych platform, zapewniając tym samym dostęp do swoich usług niezależnie od systemu, jakim się posługujemy. W tym przypadku będzie inaczej. Jak wyjaśnił Charles Morris z zespołu pracującego nad Edge, Microsoft nie planuje wydania przeglądarki na inne platformy. Droga co do tego nie jest jednak zupełnie odcięta: jeżeli dużo użytkowników wyrazi zainteresowanie takim projektem, korporacja może rozpocząć prace nad wersjami dla innych systemów. Oczywiście możliwości takiej aplikacji mogą być ograniczone. W przypadku iOS problemem staje się choćby brak możliwości wykorzystania innego silnika renderującego niż ten dostępny w systemie (WebKit). Przeglądarka byłaby więc podobnie jak Firefox jedynie nakładką, choć funkcja synchronizacji byłaby przez wielu i tak mile widziana.

r   e   k   l   a   m   a

Znacznie gorszą wiadomością jest to, że Microsoft wyraźnie odcina się od ruchu Open Source i nie chce rozwijać Edge wraz ze społecznością. Niezależni deweloperzy będą mogli tworzyć rozszerzenia, ale nie ma mowy o udostępnieniu kodu źródłowego. Do wspólnej pracy zaproszeni zostaną jedynie niektórzy partnerzy, tak jak miało to miejsce z Adobe. Takie działanie jest odmienne od tego, co w ostatnich miesiącach pokazuje Microsoft i przypomina raczej skostniałego, zamkniętego monopolistę, z jakim mieliśmy do czynienia przed laty. Z drugiej strony, Edge to produkt tej właśnie firmy, ona decyduje, jak będzie rozwijany. Bez wsparcia społeczności rozwój na pewno nie będzie tak szybki, jak w przypadku np. projektu Chromium. Trudniej będzie także znaleźć i usunąć luki bezpieczeństwa.

Warto zaznaczyć, że Edge zrywa także z niektórymi technologiami stosowanymi do tej pory w Internet Explorerze. Po nowej przeglądarce nie powinniśmy spodziewać się wsparcia dla ActiveX, BHO, filtrów i przejść oferowanych przez DirectX, VML, czy też VBScript. Microsoft uważa, że lepiej wspierać HTML5, a niektóre z rozwiązań dostępnych dla starszej przeglądarki stanowiło częściej źródło problemów (np. ataków), aniżeli użytecznych opcji. W Edge nie skorzystamy także z akceleratorów i zewnętrznych modułów pobierania plików.

© dobreprogramy
r   e   k   l   a   m   a
r   e   k   l   a   m   a

Komentarze

r   e   k   l   a   m   a
r   e   k   l   a   m   a
Czy wiesz, że używamy cookies (ciasteczek)? Dowiedz się więcej o celu ich używania i zmianach ustawień.
Korzystając ze strony i asystenta pobierania wyrażasz zgodę na używanie cookies, zgodnie z aktualnymi ustawieniami przeglądarki.