r   e   k   l   a   m   a
r   e   k   l   a   m   a

Nikt nie jest bezpieczny: szkodliwe oprogramowanie wszędzie tam, gdzie są ludzie

Strona główna AktualnościOPROGRAMOWANIE

Stuxnet, robak stworzony najprawdopodobniej przez służby specjalne Stanów Zjednoczonych i Izraela, by w 2010 roku uszkodzić instalacje nuklearne Iranu, zaraził także wiele innych systemów. W większości szkód nie poczynił – jego ładunek bojowy uaktywniał się wyłącznie w systemach sterowania przemysłowego Siemensa – ale zasięg jego występowania zaskakuje nawet dzisiaj nawet doświadczonych badaczy. O takich właśnie nieoczekiwanych ofiarach Stuxnetu wspomniał niedawno Jewgienij Kasperski podczas wywiadu udzielonego dziennikarzom w Australii.

Brak podłączenia do Internetu nie jest żadną gwarancją bezpieczeństwa. Na pewno takiego podłączenia do Sieci nie miała niewymieniona z nazwy elektrownia jądrowa w Rosji, która, jak wyjawił Kasperski, została kilka lat temu poważnie zainfekowana Stuxnetem, przeniesionym do niej na nośnikach pamięci USB – zapewne tak samo, jak było to w wypadku instalacji nuklearnych Natanz, głównego celu robaka.

Kolejny obiekt, zainfekowany przez Stuxnet, był jeszcze bardziej spektakularny. To Międzynarodowa Stacja Kosmiczna, na którą rosyjscy kosmonauci zawlekli kopie robaka, również na nośnikach USB. Kasperski nie wyjawił, jakie konsekwencje pociągnęła za sobą infekcja, wspomniał jedynie, że nie była to pierwsza taka wirusowa epidemia w kosmosie.

Do jednej z takich epidemii dojść miało już w 2008 roku, kiedy to robak W32.Gammima.AG zainfekował wszystkie komputery na Międzynarodowej Stacji Kosmicznej. Wówczas to praktycznie wszystkie laptopy na jej pokładzie pracowały pod kontrolą Windows XP – i ta infekcja miała sprawić, że United Space Alliance, organizacja nadzorująca stację, zdecydowała się w końcu rozpocząć prace nad migracją wykorzystywanego na niej oprogramowania na Linuksa.

Kasperski przypomniał też, że stworzenie szkodników takich jak Stuxnet, Gauss, Red October czy Flame jest bardzo kosztowne – koszt utworzenia bojowego trojana może wynieść nawet 10 mln dolarów. Nie ma jednak sposobu na ograniczenie zasięgu tak stworzonej cyberbroni. Gdy plaga zostaje uwolniona, twórcy już jej nie kontrolują. W cyberprzestrzeni nie ma granic, więc nikt nie jest bezpieczny, nikt też nie powinien być zaskoczony doniesieniami o ataku wirusowym, bez względu na to, jak dana placówka była chroniona – stwierdził ekspert.

Rosjanin odniósł się też do obecnych trendów w rozwoju malware. Poinformował, że obecnie połowa wszystkich szkodników jest tworzona przez chińskojęzycznych programistów. Co ciekawe, większość z nich w ogóle nie dba o ochronę swojej tożsamości – na serwerach hostujących malware można znaleźć linki do ich profili w sieciach społecznościowych czy osobiste zdjęcia. Jedna trzecia twórców malware to osoby mówiące po hiszpańsku lub portugalsku, kolejne miejsce zajmują programiści rosyjskojęzyczni, ich szkodniki są jednak najbardziej zaawansowane technicznie.

r   e   k   l   a   m   a
© dobreprogramy
r   e   k   l   a   m   a
r   e   k   l   a   m   a

Komentarze

r   e   k   l   a   m   a
r   e   k   l   a   m   a
Czy wiesz, że używamy cookies (ciasteczek)? Dowiedz się więcej o celu ich używania i zmianach ustawień.
Korzystając ze strony i asystenta pobierania wyrażasz zgodę na używanie cookies, zgodnie z aktualnymi ustawieniami przeglądarki.