Astro Gaming A50 – test. Gamingowe słuchawki z Dolby Atmos, zamiast kina domowego

Strona główna Lab Komponenty i akcesoria
Słuchawki Astro Gaming A50 to propozycja z wysokiej półki dla graczy, fot. Jakub Krawczyński
Słuchawki Astro Gaming A50 to propozycja z wysokiej półki dla graczy, fot. Jakub Krawczyński

O autorze

Rynek słuchawek dla graczy obfituje w produkty z różnych półek cenowych. Zestaw słuchawkowy możemy kupić za 100 złotych, albo i przy odrobinie szczęścia – taniej. Czy będziemy z niego zadowoleni po dłuższym czasie i czy nie zdrętwieją nam uszy po wielogodzinnych sesjach, to inna sprawa.

Z drugiej strony niemało jest headsetów, których cena sięga grubo powyżej 500, a nawet i 1000 złotych. I tutaj na pewno rodzi się pytanie, czy warto po nie sięgać? Odpowiedź w dużej mierze zależy, czego poszukujecie w słuchawkach. Czy tylko dobrego dźwięku w grach, czy także dobrej jakości rozmów głosowych? A może przy okazji chcielibyście ich używać do słuchania muzyki na co dzień?

Astro Gaming A50 to bezprzewodowe słuchawki dla graczy z najwyższej półki, które przy tym zgodne są z formatem Dolby Atmos. Czy warte jednak są swej dość wysokiej ceny, a dźwięk obiektowy jest lepszy do gier niż zwykłe stereo? Na te pytania znajdziecie właśnie tutaj odpowiedzi.

Wygoda ma swoją cenę, ale trudno się od niej odzwyczaić

Testowane tutaj Astro Gaming Astro A50 Wireless to czwarta generacja tego sprzętu. Dostępne są w dwóch osobnych edycjach – jedna dedykowana dla Xbox One i PC oraz druga dla PS4 i PC. Jest to bardziej zabieg marketingowy, bo wersję dla Xbox One mogłem podłączyć do PS4 (prawdopodobnie nie jest to możliwe jednak w drugą stronę).

W zestawie otrzymujemy stację dokującą, ze stykami do ładowania indukcyjnego, które zajmuje cztery godziny. Jeśli chcemy podładować zestaw kablem micro-USB proces ten zajmie połowę tego czasu. Stacja ma również ekran LCD, w którym wyświetlony jest aktualny stan baterii (cztery białe kwadraciki to maksimum), a także status dotyczący ładowania. Następnie widzimy na nim także bieżąco wybrany tryb, dla PC bądź Xbox One (za to odpowiada przełącznik z tyłu akcesorium). W ostatniej kolejności widać ikonkę Dolby bądź Astro (tryb stereo) oraz cyferkę 1, 2 lub 3 (trzy różne equalizery).

Stację podłączamy do konsoli Xbox One poprzez kabel micro USB, którego standardowa końcówka USB wędruje potem do konsoli, a następnie musimy użyć jeszcze załączonego kabla optycznego, który trafia do wyjścia na konsoli. Z racji tego, że kable optyczne (zwane też Toslink) są krótkie, należy dobrze rozplanować ułożenie wszystkiego względem konsoli. Do PC potrzebujemy natomiast jedynie kabla USB.

Same słuchawki są bardzo wygodne, chociaż ich rozmiary mogą wydać się spore. Mimo wszystko ich ciężar bardzo dobrze i równomiernie rozkłada się na uszach. Nie są w żadnym wypadku ciasne, a długogodzinne sesje nie powodują najdrobniejszego nawet poczucia dyskomfortu. Astro Gaming A50 bardzo dobrze dopasowują się do kształtu głowy, a poduszki słuchawek miękko leżą na uszach. Co ważniejsze, nawet cały roboczy dzień z nimi na uszach, bądź growy maraton nie sprawią, że spocą czy przegrzeją się nam uszy.

Obsługa headsetu również jest bardzo przemyślana pod kątem graczy. Po pierwsze mikrofon włącza się wyłącznie gdy go opuścimy, a wyłączamy go gdy z powrotem go podniesiemy. Po drugie, mixampa mamy zintegrowanego w prawej słuchawce – jeśli chcemy głośniej słyszeć osobę, z którą rozmawiamy, musimy stuknąć w lewą ich część. Natomiast jeśli zależy nam na większej głośności gry, wykonujemy analogiczny gest, prawej stronie. Ogólną głośność regulujemy pokrętłem znajdującym się w dolnej części prawej słuchawki.

Oprócz tego na tej samej słuchawce znajdują się także przyciski włączania/wyłączania, przycisk Dolby (o którym później), a także trzy różne ustawienia equalizera (z czego domyślne jest najpełniejsze i oferuje najwięcej basów).

Przyznam szczerze, że teraz dzięki słuchawkom takiej klasy zrozumiałem, że rozmawianie z drugą osobą wcale nie oznacza nadmiernego przytłumiania odgłosów z gry i odzierania się z tzw. immersji.

Audio z chatu i gry dostarczane są dwoma osobnymi kanałami, a przy okazji nie ma żadnych dziwnych opóźnień przy początkowym podłączaniu się pod czat głosowy przez Xbox Live, co było standardem na headsetach podpinanych do pada. Moi rozmówcy słyszeli mnie bardzo wyraźnie, nawet gdy znajdowałem się 10 metrów od konsoli, a i ja nigdy nie miałem problemów z dosłyszeniem innych osób, nawet przy większej liczbie osób w czacie.

Słuchawki te nie posiadają certyfikatu Hi-Res Audio, jak np. Arctis Pro Wireless, ale moim zdaniem są nadal bardzo dobre do muzyki. To głównie dlatego, że dostarczają zarówno świetnej jakości tony wysokie oraz średnie, ale i przede wszystkim głębokie basy, które sprawiają, że utwory mają ciepłe, naturalne brzmienie.

To najlepiej brzmiące słuchawki dla graczy, które nie są zarazem reklamowane do muzyki. Ustępują nieco Arctis Pro Wireless, ale większość, nawet wymagających słuchaczy, będzie bardzo zadowolona.

Rekomendowałbym jednak wyłączyć wirtualizację Dolby Atmos do muzyki – format ten jest świetny do filmów i gier, ale psuje oryginalne intencje autorów muzyki oraz ogranicza jej dynamikę. Nie trzeba słuchać Pendereckiego by to zrozumieć – wystarczy trochę ambitniejszego post-rocka z lat 90. O tym, jak sprawują się w grach i co tam daje Dolby Atmos, przeczytacie natomiast w osobnej sekcji.

Astro Gaming A50, według producenta, oferują aż 15 godzin czasu pracy i jest to wynik, który mogę osobiście potwierdzić. To naprawdę imponująca żywotność – nie dość, że cały dzień można z nimi przepracować na PC, to potem jeszcze grać ile wlezie wieczorem i wszystko na jednym ładowaniu.

Ponadto słuchawki mają mechanizm automatycznego wyłączania ich po 8 minutach bezczynności (czyli, gdy nie są włożone na uszy). Ale jeszcze lepszą funkcją jest to, że posiadają one czujnik, który je włącza z powrotem zanim jeszcze zdążymy włożyć je na nasze uszy.

Dolby Atmos – co to jest i czemu mi to potrzebne w słuchawkach?

Dolby Atmos to format dźwięku obiektowego, który stał się standardem w filmach w kinach oraz Blu-ray i 4K UHD Blu-ray od kilku lat. Jego najfajniejszą właściwością jest to, że zasadniczo każde źródło dźwięku ma swoją zdefiniowaną wysokość w całym miksie, przez co mamy zwiększone poczucie przestrzeni.

Właśnie dlatego w kinach lub zestawie kina domowego wymagane są jeszcze osobne głośniki wysokościowe, odbijające dźwięk góra-dół. Ponadto poszczególne dźwięki mogą być jeszcze bardziej rozdrobnione na poszczególne kanały. To nie blef – to najbardziej audiofilski z formatów dźwięku, a różnica jest bardzo odczuwalna.

W przypadku słuchawek jest nie inaczej, problemem jest jednak jeszcze dość mała liczba gier w pełni wykorzystujących tę technologię. Skorzystamy z niej wyłącznie na Xbox One X lub S oraz PC z Windows 10. To jedna przeszkoda, a druga to opłata licencyjna dla Dolby, która wynosi 79,99 zł. Całe szczęście, z zestawem Astro Gaming A50 mamy voucher na dwa lata.

"A na co mnie to?" – można by zacytować klasyka i rzec, że zwykłe stereo i tak będzie lepsze. Otóż nie, Dolby Atmos dla Xbox One i Windows 10 to nie jest próba wciśnięcia loga Dolby na siłę, tylko bardzo przemyślana współpraca Dolby z Microsoftem, a technologia wprowadzona jest (pozwolę sobie tu na licencję poetycką) z czułością.

Żeby docenić jednak uroki Dolby Atmos dla gier (obsługiwany jest także Netflix i Amazon Prime Video), należy sprawdzić jeden z czternastu kompatybilnych tytułów. Wśród nich są m.in. Metro Exodus, Forza Horizon 4, Gears 5, Shadow of the Tomb Raider, Resident Evil 2 czy Assassin's Creed: Origins. Piętnasty jest Overwatch, który Atmosa ma zaimplementowanego na poziomie gry, nie systemu.

Bez Atmosa mamy do czynienia ze zwykłą separacją kanałów lewy-prawy. Natomiast z tym efektem mamy oplatającą nas w 360 stopniach bańkę audio 3D z prawdziwą głębią, gdzie każdy element przestrzeni jest rozważnie wypełniony. W kompatybilnych grach efekt jest taki dobry, że nawet jako maniak audio-wideo, który posiada dedykowany zestaw kina domowego pod Dolby Atmos, miałem ochotę na tych słuchawkach pozostać.

Największe wrażenie, o dziwo, zrobił na mnie Shadow of the Tomb Raider – gra, która mnie w sumie mocno rozczarowała. Największy "efekt WOW" wzbudziło we mnie odwzorowanie tzw. LFE (low-frequency effects), gdzie po raz pierwszy doświadczyłem wibrujących basów o bardzo niskich częstotliwościach na słuchawkach. Efekt bardzo dobrze znany z kina czy też wydań 4K UHD Blu-ray, ale bezpośrednio w naszych uszach, coś niesamowitego. Ponadto ostatni Tomb Raider (Atmos obsługuje też Rise) uwydatnia bogactwo odgłosów dżungli oraz przeplatające się dialogi NPC-ów w napotkanych miejscowościach, a dzięki temu lokacje te sprawiają wrażenie tętniących życiem.

W Metro Exodus zyskujemy bardzo dużo efektów atmosferycznych, niesłyszalnych bez Atmosa, a niskie tony mają ogromną nośność. Atmos wydaje się być także stworzony do gier typu survival horror, jak Resident Evil 2, co jeszcze bardziej wzmacnia poczucie obecności w świecie przedstawionym. Gears 5 to natomiast chyba najbardziej mięsisty i potężny miks audio, jaki kiedykolwiek słyszałem, po prostu nie ma ani krzty przestrzeni, która nie byłaby zapełniona. Nie każda jednak gra implementuje Atmosa imponująco – takim niechlubnym wyjątkiem okazał się Assassin's Creed: Origins, który nic szczególnego z nim nie robi.

Astro Gaming A50 – czy słuchawki warte są swojej ceny?

Osobiście po przetestowaniu słuchawek A50 trudno byłoby mi powrócić do konwencjonalnych headsetów podpinanych do pada przez złącze 3,5 mm. Owszem, słuchawki te kosztują sporo, ale w ramach tej ceny zdobywamy niesamowitą wygodę użytkowania, a także dźwięk i jakość rozmów głosowych na bardzo wysokim poziomie. Nie do przecenienia jest także dźwięk z Dolby Atmos w grach, który jest prawdziwym game-changerem (sic).

Nie są to najpiękniejsze słuchawki, a ich uniwersalność jest ograniczona przez konieczność korzystania ze stacji dokującej (nie zabierzemy ich na dwór), ale jeśli szukacie czegoś z wysokiej półki do gier i rozmów w ich trakcie, a w drugiej kolejności do muzyki, jest to jedna z najlepszych propozycji na rynku.

© dobreprogramy
s