Audio na USB i stare mity nadal jare z nowymi systemami operacyjnymi

Temat uniwersalnego kanału transmisyjnego w PC zainicjował ironiczny komentarz o USB i jakości odtwarzania muzyki, który jakiś czas temu pojawił się tutaj w wortalu. Odpisałem, że teraz to prosta sprawa. Stare mity mogą nam jednak sporo namieszać w głowach. Duży plik z muzyką musi bardzo intensywnie dzielić się uniwersalnym dostępem do szeregowego przesyłu danych. Powodowało to zakłócenia, gdy były opóźnienia transmisji danych w PC z niską mocą. Obecnie wydajny komputer radzi sobie z tym bez trudu i nie jest to jedynie zasługa nowych standardów USB.

Wygodniej jest słuchać muzyki, która została zarchiwizowana na twardym dysku, ale nie ma to już istotnego wpływu na jakość jej odtwarzania. Mniej praktyczna są tu coraz bardziej popularne SSD, lecz wszystko zależy oczywiście od sposobu korzystania z nich. Zakłócenia z powodu niestabilności przesyłu danych z nośnika na USB najskuteczniej eliminuje maksymalne ustawienie rozmiaru bufora w programie do odtwarzania muzyki. Nie zdaje to tylko egzaminu, gdy podpięte jest urządzenie, które nie działa właściwie, co nie jest specjalną rzadkością.

reklama

Parafrazując Wojciecha Młynarskiego, „mamy jasność w temacie Mariola” z przesyłem danych i nośnikiem na USB. Inaczej sprawa wygląda z „kartą muzyczną” na USB, gdzie wszystko może się zdarzyć, jak w tekście innego przeboju przed laty. Nawet super drogi DAC nie musi być właściwie przystosowany do pracy przez USB ze współczesnym PC. Wartość takiego urządzenia może być teraz zupełnie inna od tego, co napisano kiedyś w broszurach reklamowych i testach. Archaiczny sprzęt może obniżyć jakości odtwarzania muzyki i potencjał współczesnego komputera oraz zainstalowanego oprogramowania.

Kolega nie narzeka na brak komercyjnego zainteresowania jego twórczością artysty „grafika” i poprosił niedawno o sprawdzenie kombajnu do drukowania, który świetnie mu służył kilka lat. Miałem mało czasu i „na szybko” podłączyłem to urządzenie do komputera z Windows 8.1. Stwierdziłem, że nie jest przydatne z nowymi systemami operacyjnymi, bo producent nie jest tym zainteresowany. Kilka dni później odtwarzałem na tym komputerze muzykę i coś było nie tak. Przypomniałem sobie o zainstalowanym sofcie kombajnu. Zabrałem się za odinstalowanie, ale niewiele to pomogło i po paru próbach cały system zgłupiał. Łatwo mogłem zrozumieć ten problem, bo pojawiał się wcześniej z Windows 10, gdy zainstalowany został niekompatybilny soft.

Drogie DAC są bardzo często kombajnami, jak ten do drukowania, chociaż mniejszymi. Takie urządzenia są na bazie systemu wbudowanego i zostały tylko dostosowane do pracy z PC. USB jest dla nich najbardziej uniwersalne, jak sama nazwa wskazuje. Te produkty tworzone są z myślą o sprzedawcach i klientach, którzy nie chcą wdrożyć się w świat możliwości PC. Świetnie się sprawdzają na potrzeby sprzedaży w tradycyjnym handlu i zaistnienia z ofertą RTV, czy wyposażenia biur. Nie są projektowane z myślą o rozwoju technologii z otwartą strukturą PC. Mają zapewnić tylko maksymalny zysk z inwestycji. Do zysku kwalifikuje się także inwestycja „na przyszłość”, by ograniczyć konkurencję z rozwiązaniami, które na dalszą metę są bardziej korzystne dla konsumenta.

Założyłem przy pierwszych wpisach w tym wortalu, że czytelnicy są zainteresowani wdrażaniem się w możliwości PC dla optymalnego odtwarzania muzyki, ale sprawa nie jest prosta. Wszyscy jesteśmy bezustannie bombardowani reklamą, a w niej przeważa ta dla mniej wymagającego odbiorcy. Tym samym wyższa świadomość jest dla produktów na bazie systemów wbudowanych. Ukierunkowanie na zaawansowanych czytelników i szybkie notatki z wieloma wątkami nie było trafione. Chociaż statystyki wskazują spore zainteresowanie, to komentarze generują dezinformację. Jest to sprzeczne z intencją. Odpowiedź na komentarze to świetna forma komunikacji, ale zbyt często trudno jest oszacować, czy w jakimś konkretnym przypadku ma to jakikolwiek sens.

Nikogo nie powinna dziwić ograniczona świadomość o potencjale współczesnego PC w zakresie odtwarzania muzyki, chociaż są do tego powszechnie używane. Komputery dla domu reklamowane są z myślą o grach i czasami też do pracy. O multimedialnych korzyściach w nawiązaniu do Internetu jest mgliście i z ukierunkowaniem na graficzne wymagania, a nie dźwięk. Z tego powodu korzystam z nazwy Audiofil PC, by podkreślić, że chodzi o oczekiwania inne od tych, które mogą spełnić markety. To nawiązanie hasłowe pojawia się jednak również w testach i reklamach produktów na rynek RTV i PC, jako insynuacja „chorych” wymagań i generuje szerzenie się dezinformacji na temat jakości odtwarzania muzyki.

Problem ma jeszcze inny wymiar. Zostało to poruszone w artykule, który tygodnik „Polityka” opublikował w nawiązaniu do przyznawania nagród „Fryderyki”. Zwrócono uwagę na sytuację muzyki rozrywkowej. W obszernej treści artykułu jest głębsza analiza rynku, gdzie dobrze pasuje przysłowie „do wszystkiego, to znaczy do niczego”. Jest to także potwierdzenie przydatność dostosowania PC na potrzeby odtwarzania muzyki. Nadprodukcja muzyki powoduje, że dochód z niej zapewniać mają wpływy z reklam. Zagadnienie jakości staje się przez to jakąś fanaberią. Liczą się aplikacje, które pozwalają osiągać zyski z reklam. Temat z jakością odtwarzania muzyki jest tolerowany, jeżeli może się gdzieś przydać w działaniach marketingowych.

Wyjaśnienia to do pewnego stopnia popularności winylu. Płyty powstawały z innym nastawieniem do odbiorcy. Podobnie postrzegane zaczynają być także srebrne krążki. Pojawił się nawet tutaj w wortalu artykuł Wirtualnej Polski, który owieścił: „Znika ze sklepów, media wieszczą pogrzeb. Nieprawda, CD wcale nie umiera”. Nie zmienia to faktu, że Internet może dostarczyć nam nagrania z najlepszą jakością. Zapomnijmy tylko o finansowanej z reklam masówce. Realną alternatywą są wirtualne salony z muzyką, które dostarczać będą ekskluzywne wydania nagrań z książkowym albumem i załączonym nośnikiem SD. Na rynku jest już przebogata oferta usług dla nośników z nadrukiem reklamowym, a dostęp do paczkomatów jest powszechny.

Największym ryzykiem dla wirtualnych salonów z muzyką jest to, że będą powstawały bez właściwego zrozumienia tematu i zniechęcą potencjalnych klientów. To jest biznes niszowy i użycie dla niego powszechnie stosowanych ekspertyz finansowych może stworzyć niezły bałagan. Internetowe inicjatywy z muzyką są często słabo dopracowane i podejście do tego biznesu jest na zasadzie „płaćta artysty, bo coś mamy, a wy nie”. Kolega „wypuści” na wiosnę nową piosenkę w transmisji na żywo przez Internet, ale realizator potraktował to chyba, jako pomoc przy multimedialnym selfie zespołu. Właściwe dotarcie do odbiorcy nie jest proste nawet z silnie promowanym festiwalem Ladys Jazz. Anonse festiwalu w najpopularniejszym portalu w Trójmieście zawierały filmiki z występem koleżanki, ale było tam mało wejść. Natomiast w maju tego roku koleżanka wystąpiła w Muszli Koncertowej przy Molo w Sopocie i zarejestrowane telefonem nagranie zobaczyło w jeden dzień dobrze ponad dwa razy więcej osób. Najwięcej odwiedzin miały zamieszczone przez nią samą filmiki z Gdyni. Popularne są nawet te z jej występu na egzotycznym festiwalu Java Jazz w Azji.

Na większą skalę muzyka w Internecie również nie błyszczy. W wortalu pojawił się niedawno news zawierający informację, że Spotify stanie się częścią najnowszej wersji Windows 10. Zamieściłem pod nim komentarz i dostałem z tej okazji pytanie o jakość odtwarzania muzyki z aplikacji dostawców internetowych. Nie mogłem dać jasnej odpowiedzi, bo słuchanie muzyki z aplikacjami internetowymi za bardzo mnie męczy. Moim zdaniem, jeżeli coś jest lepsze, to nie powinno męczyć. Pojawił się do tego komentarz, że nowa usługa z muzyką w jakości hi-fi jest lepsza od wszystkich innych. Szybka próba z dostępną aplikacją serwisu z hi-fi i optymalnie skonfigurowanym PC w żaden sposób nie zachwyca. Ten sam komentator zamieścił dane techniczne strumieni dostępnych w innych serwisach: Apple Music 256kbit/s VBR AAC, Spotify Premium CBR 320kbit/s OGG lub MP3. Mają świadczyć o wyższości usługi Tidal Hi-Fi. W testach z odtwarzaniem muzyki zapisanej w tych formatach aplikacje dostawców strumieni pozostają daleko za tym, co daje korzystanie z np programu AIMP. Testy w tym zakresie łatwo zrobić ze strumieniami udostępnianymi przez polskie i szwedzkie radio. Potwierdzają one, jak ważną rolę ma optymalne dopracowanie oprogramowania, jeżeli jego twórca chce wykorzystać możliwości systemu operacyjnego, a nie szuka absolutnej uniwersalności.

Jasny sygnał, że „do wszystkiego, jest do niczego” wychodzi chyba wreszcie od Microsoft. Zamieszczona tutaj w wortalu informacja donosi: Firmie z Redmond nie udało się zbudować wspólnego systemu opartego o własne urządzenia mobilne. W związku z tym celem stało się nauczenie Windowsa współpracy z Androidem i iOS-em. W realizacji tego zadania wykorzystana zostanie funkcja Timeline oraz uniwersalna aplikacja Your Phone (Twój telefon), która zapewni synchronizację między smartfonem i komputerem. Takie kluczenie z systemami jest całkowicie zbyteczne dla twórcy programu dla odtwarzania muzyki, ale powinno trochę ostudzić ambicje pogoni za uniwersalnością. Przykładem takiej pogoni jest inicjatywa VLC, która zrzesza ludzi wykonujących fantastyczną pracę, a powstaje z tego wielki kompromis, bo ostatecznie wszystko chcą złożyć w jedną całość dla każdego.

Analogowe podłączenie zestawu audio do komputera jest niezależne od systemu operacyjnego, co gwarantuje zawsze optymalne skonfigurowanie. Dotyczy to także zestawów głośnikowych do komputera, chociaż ich producenci stosują rozwiązania, które wizualnie bardziej kojarzą się z kombajnami na USB. W taki zestaw zainwestowała jedna z koleżanek i podłączyła babci do telewizora. Starsza pani trochę słabo słyszy, ale stwierdziła „te kable to jakieś koszmar i podobnie jest z dźwiękiem”. Koleżanka zapytała, czy „rzucę okiem, co można zrobić”. To był produkt znanej marki komputerowej i w ich ofercie nie był absolutnie taniochą. Podłączenia kablami zaplanowano z myślą o laptopie na biurku. Z perspektywy jakości odtwarzania muzyki trudno zrobić to gorzej. Chciałem ratować dobre chęci koleżanki i liczyłem, że optymalne ustawienie głośników da jakąś poprawę. Dało, ale dudnienie subwoofera pozostawało koszmarem. Wyregulowanie tego koszmaru było niemożliwe, bo producent miał jedyną słuszną (w swoim mniemaniu) wizję, jak należy odtwarzać muzykę. Sprawdziłem później w Internecie i trafiłem na tekst, w których ten zestaw klasyfikowano, jako posiadający neutralne brzmienie.

Podsumowanie

Działania marketingowe producentów powodują, że zaczynamy przypominać żołnierzy w okopach I wojny świtowej. Warto się z tego wygrzebać i poznać co jest poza naszym grajdołem. Słuchanie muzyki jest teraz tak popularne, jak nigdy wcześniej. To świetna okazja, by poznać coś więcej.  

sprzęt oprogramowanie hobby
reklama

Komentarze