Nowa Opera Vivaldiego

O co chodzi w tym tytule? Być może nie wszyscy pamiętają, ale istniała kiedyś bardzo innowacyjna przeglądarka internetowa Opera, stworzona przez norweskich programistów, oparta na autorskim silniku renderującym strony o nazwie Presto. Miała ona stosunkowo spore grono zwolenników (mimo zaledwie kilku procentowego udziału w światowym rynku, to w liczbach rzeczywistych było to kilkadziesiąt milionów użytkowników), jednak na skutek zmiany strategii przez firmę Opera Software aplikacja ta została porzucona w połowie 2013 roku, a skupiono się na rozwijaniu własnego klona Google Chrome, opartego na frameworku Blink.

O samej historii Opery postaram się popełnić kiedyś osobny wpis, tutaj wspomnę jeszcze, że Opera była najbardziej innowacyjną przeglądarką swoich czasów, jako pierwsza lub jedna z pierwszych wprowadziła m.in. przeglądanie stron na osobnych kartach, wbudowaną blokadę reklam z łatwym definiowaniem nowych reguł, grupowanie kart, funkcję Wklej i przejdź, gesty myszy, wbudowanego klienta poczty (chociaż wcześniej miał go też Netscape) i czytnik rss (sam nigdy nie korzystałem, ale doceniam jego obecność), ekran SpeedDial, funkcję Turbo, przydatną przy wolnym i niestabilnym połączeniu internetowym, jakim dysponuję, dość rozbudowany menedżer pobierania z funkcją wznawiania zerwanego połączenia (co dzisiaj, w przeglądarkach opartych na Chromium, jest rzadko dostępne, w Vivaldim pojawiło się dopiero niedawno). 

reklama

Mimo porzucenia przez twórców, używałem Opery jeszcze przez ponad 4 lata, aż do 2017 roku, ponieważ przez tak długi czas nie udało mi się znaleźć przeglądarki o choćby zbliżonej funkcjonalności. We wspomnianym roku przesiadłem się na Vivaldiego, zmusiły mnie do tego niestety pojawiające się coraz częściej problemy z wyświetlaniem nowych wersji kolejnych stron internetowych, z których regularnie korzystam. Testowałem różne programy od Firefoksa, przez nową Operę opartą na Blinku, testową Operę Neon oraz Brave, jednak zdecydowanie najbardziej do gustu, mimo wielu wad, przypadła mi Vivaldi.

Dlaczego właśnie ona? Myślę, że najbardziej ze względu na filozofię, będącą duchowym spadkobiercą klasycznej Opery (do wersji 12), której celem było stworzenie przeglądarki zawierającej w standardzie wiele funkcji ułatwiających pracę. Twórcą Vivaldiego jest Jon von Tetzchner, jeden z twórców klasycznej Opery, dlatego właśnie jego koncepcja rozwoju programu jest bliższa idei klasycznej Opery niż to, co proponują autorzy obecnej, opartej na Chromium (czy dokładniej Blinku).

Dodatkowo do wpisu nakłoniła mnie niedawno opisana na Dobrych Programach trzecia już rocznica wydania pierwszej stabilnej wersji Vivaldiego, więc to dobry czas na pewne podsumowania obietnic złożonych przez twórców. Dodam tylko, że nie będzie to może pieśń pochwalna (opera? :P ) na cześć tego programu, ale raczej dość subiektywne przedstawienie tego, czego oczekuję od przeglądarki i czemu nigdzie indziej tego nie znalazłem, a więc opis nie tylko zalet, ale również wad tej aplikacji.

Po przesiadce z klasycznej Opery na każdą inną przeglądarkę zauważam, jak wielu jej funkcji używałem, nawet nie zdając sobie z tego sprawy, natomiast nigdzie indziej nie są one dostępne. Mówi się, że przyzwyczajenie jest drugą naturą i chyba tak jest w istocie, ponieważ intensywne korzystanie z danego programu wymaga zmiany wielu przyzwyczajeń. W Operze podobnie jak w Vivaldim często korzystam z intuicyjnych gestów, które znacznie przyspieszają moją pracę. Jedną z najczęściej wykorzystywanych przeze mnie funkcji w przeglądarce jest grupowanie kart, które w starej Operze było rozwiązane perfekcyjnie. W Vivaldim niestety nie jest to do końca dopracowane, nie podoba mi się np. że jeśli zgrupuję w jednej grupie więcej niż 24 karty (ilość ta zależna jest od rozdzielczości monitora, podana wartość tyczy się rozdzielczości 1366x768 pikseli), to części z nich po prostu nie widać, nie mieszczą się na ekranie, a podglądu zgrupowanych kart nie można przewijać. Częściowo rozwiązano ten problem przez niedawno wprowadzony menedżer kart, na dodatkowym wysuwanym panelu bocznym, który co prawda nie jest rozwiązaniem idealnym, ale jednak daje dostęp do wszystkich kart, nawet tych niewidocznych na podglądzie. Dostrzeżoną przeze mnie przy okazji wadą Vivaldiego jest brak podświetlenia aktywnej karty na podglądzie zgrupowanych miniatur oraz wyskakujący podgląd wszystkich miniatur zasłaniający całe okno po najechaniu na kartę na pasku kart. Wcześniej grupowanie kart było dostępne również w Firefoksie, jednak wersję 45 "usprawniono" usuwając tę funkcję i nie jest ona już dostępna w kolejnych kompilacjach.

Tutaj taka mała dygresja, dotycząca rozwoju przeglądarek internetowych, ponieważ mam wrażenie, że we wszystkich przeglądarkach poza Vivaldim chodzi tylko o zwiększenie numerka co kilka tygodni, bez dodania jakiejś wartościowej funkcji. Ta dziwaczna moda została zapoczątkowana przez Chrome, w którym jak mi się wydaje np. pomiędzy wersją 5. a 50. nie pojawiły się jakieś przełomowe funkcje, które zmieniłyby sposób użytkowania programu i usprawiedliwiałyby taki skok numeracji. W późniejszym czasie w pogoń za przeglądarką Google ruszyła Mozilla z numeracją Firefoksa, a także Opera po porzuceniu Presto (dziś, po 4. latach od wersji 15. jest już wersja 50!).

Wracając jednak do Vivaldiego, szkoda, że nie posiada on wbudowanego adblocka wzorem klasycznej Opery, w postaci prostego pliku tekstowego z łatwym dodawaniem reguł, po prostu poprzez kliknięcie obiektu, który powinien być zablokowany, przez co jestem zmuszony korzystać z dodatkowego rozszerzenia. Po przetestowaniu kilku z nich, najlepsze efekty działania uzyskuje uBlock Origin, chociaż też nie blokuje wszystkich reklam (choćby wścibskiej reklamy nowej Opery na DP), za to na niektórych blokuje aż za dużo, czasem nawet wszystkie zdjęcia na danym portalu.

W Vivaldim na ten moment najbardziej razi mnie, wynikający z oparcia na silniku Blink, ogromny apetyt na pamięć operacyjną. Z internetu korzystam dość intensywnie i nierzadko zdarza mi się mieć otwartych naraz nawet 40-50 kart, co niestety skutkuje zajęciem przez samą przeglądarkę nawet około 4-5 GB pamięci, nie licząc systemu i innych aplikacji, co niestety skutkuje niestabilną pracą, aż do zawieszenia całego komputera lub wyłączenia przeglądarki. Problem ten u mnie dotyka też niestety innych przeglądarek opartych na Blinku, czyli nowej Opery i Chrome, niestety nie znam sposobu, jak na to zaradzić. Nota bene warto wspomnieć o przydatnej funkcji Vivaldiego, jaką jest ładowanie po otwarciu okna przeglądarki tylko aktywnej karty z ostatniej sesji, pozostałe są ładowane (wybudzane) dopiero po przejściu na konkretną kartę, co z jednej strony oszczędza pamięć operacyjną, z drugiej pozwala też oszczędzić trochę transferu, jeśli posiada się limitowany pakiet internetu).

Wartą wspomnienia funkcją klasycznej Opery była możliwość wyłączenia autoodtwarzania filmików. Po dłuższych poszukiwaniach udało mi się znaleźć podobną opcję w Vivaldim (jak również w innych przeglądarkach opartych na silniku Blink), chociaż nie jest to może aż tak oczywiste. Aby znaleźć ustawienie odpowiedzialne za to, należy w pasku adresu Vivaldi wpisać:

vivaldi://flags/#autoplay-policy

i z rozwijanego menu wybrać opcję:

Document user activation is required.

Ustawienie zadziała po resecie przeglądarki.

Żeby nie było, że stale narzekam na braki w przeglądarce, a nic nie robię, żeby coś z tym zrobić, od jakiegoś czasu zgłaszam na BugTracku Vivaldiego wszelkie zauważone błędy, niestabilności czy brakujące funkcje. Zachęcam do tego również innych użytkowników, pamiętając oczywiście, że zgłoszenia należy przesyłać w języku angielskim. Dzięki takiej możliwości jest szansa, że braki zostaną kiedyś poprawione. Do tej chwili przesłałem już około 30 zgłoszeń. Zgłosiłem m.in. niekompatybilność niektórych stron jak np. banku T-Mobile (zgłaszanie do administracji banku nie przyniosło rezultatu) czy strony Canva.com (być może dałoby się to ominąć poprzez możliwość zmiany user-agenta, jak w klasycznej Operze), brak możliwości łatwego usuwania cookies będąc na danej stronie, bez usuwania wszystkich, problemy z odtwarzaniem filmów na niektórych stronach itd.

Część została poprawiona, wprowadzono m.in. panel zarządzania otwartymi kartami, ulepszono menedżer pobierania, możliwe jest już wznawianie pobierania przerwanych plików, poprawiono stabilność pobierania aktualizacji, wcześniej zdarzało się, że podczas pobierania aktualizacji połączenie notorycznie się zrywało, rozwiązaniem tymczasowym było pobieranie aktualizacji za pomocą innej przeglądarki, np. Opery, obecnie problem już nie występuje, ponadto możliwe (choć nie zawsze) jest pobieranie aktualizacji przyrostowych, czyli pobiera się kilkaset KB zamiast standardowych 40 MB pełnego instalatora za każdym razem. Drobne aktualizacje pojawiają się kilka razy w tygodniu, zwłaszcza, że korzystam z kanału developerskiego, a nie stable.

Na niektóre poprawki przyjdzie jeszcze poczekać m.in. na możliwość otwierania kart standardowych oraz prywatnych w jednym oknie przeglądarki, jak w dawnej Operze. Niestety wprowadzenie tego wymaga bardzo dużej ingerencji w kod Blinka, więc należy uzbroić się w cierpliwość. Dla niecierpliwych dodam, że funkcja ta jest dostępna już np. w przeglądarce Brave, również opartej na Blinku. Brave również przez jakiś czas testowałem i sporo rzeczy mi się w niej podobało m.in. wbudowane blokowanie reklam, kompatybilność z niektórymi witrynami sprawiającymi problemy Vivaldiemu czy właśnie karty prywatne i standardowe w jednym oknie, jednak brak innych kluczowych dla mnie funkcji, jak chociażby grupowania kart, na razie zmniejsza moje zainteresowanie tym programem, jednak biorąc pod uwagę wczesną wersję rozwojową pozwala myśleć o niej jako alternatywy w przyszłości. 

Natomiast co do innych przeglądarek to przykładowo z Firefoksa zdarzało mi się od czasu do czasu korzystać, jego cechą wyróżniającą była ogromna biblioteka rozszerzeń i całkiem przyjazny interfejs, niestety wadą był bardzo wolny start i ogólnie bardzo wolna praca (być może to kwestia konkretnej konfiguracji sprzętowej). Niestety od czasu kwantowej rewolucji jego zalety zniknęły, natomiast wady pozostały. Porzucono rozszerzenia i przeprojektowano interfejs na, przynajmniej moim zdaniem, mniej intuicyjny. W związku z tym Firefox przestał być dla mnie sensowną alternatywą dla Vivaldiego. Firefox ma apetyt na pamięć podobny jak inne przeglądarki, nadal uruchamia się i działa wolno, a przy tym nie wyróżnia się niczym szczególnym na plus. 

W grze pozostaje jeszcze Opera, posiadająca m.in. tryb Turbo, wbudowany blocker reklam czy vpn (niedostępne na razie w Vivaldi), ale nie posiadająca funkcji grupowania kart. Poza tym rozwój Opery od wersji 15, to powolne dodawanie przełomowych funkcji, za to stałe dodawanie numerków i mało istotnych bajerów tj. przelicznik walut czy skróty do komunikatorów na bocznym panelu zamiast np. grupowania kart. Samo dodanie zakładek zajęło zespołowi ponad rok, co niestety nie najlepiej świadczy o możliwościach zespołu Opery w zaawansowaną ingerencję w kod Blinka. Jakiś czas temu pojawiły się informacje, że Opera została wykupiona przez Chińczyków, więc trudno w tej chwili wyrokować w jakim kierunku pójdzie rozwój tego programu i jego niektórych funkcji, jak chociażby vpn. 

Niewątpliwą zaletą oparcia Vivaldiego na Blinku jest możliwość instalowania wszelakich rozszerzeń przeznaczonych dla Chrome (co prawda nie ma ich tyle, ile w najlepszych latach miał Firefox, ale i tak można znaleźć coś ciekawego). Podsumowując: Vivaldi nie jest programem idealnym, mimo 3 lat rozwoju nadal nie dorównuje klasycznej Operze, ale z drugiej strony żadna inna przeglądarka również nie jest w staniej jej zastąpić. Jest to program o sporym potencjale, niezłych możliwościach konfiguracji i twórcach, którym przyświeca idea wskrzeszenia ducha klasycznej Opery. W związku z tym mam nadzieję, że program w dalszym ciągu będzie rozwijany, pojawią się funkcje, o które mocno dopomina się społeczność (m.in. synchronizacja) i będzie on stanowił mocną alternatywę jako program dla szerszego grona użytkowników internetu. Obecnie według rankingów cieszy się marginalnym powodzeniem, często nie jest w ogóle ujmowany jako niezależna przeglądarka. Zamiast tego zapewne wliczany jest do udziału rynkowego Chrome'a, który obecnie znajduje się na pozycji monopolisty, jak kiedyś, w zamierzchłych czasach, Internet Explorer. Monopol na rynku nigdy nie jest czymś dobrym, zresztą zapewne pamiętacie jak zakończył się tamten monopol? Być może opiszę szerzej historię przeglądarek w kolejnym wpisie, a teraz zapytam jeszcze tylko jakie jest wasze zdanie na temat Vivaldiego?  

oprogramowanie internet inne
reklama

Komentarze