Czarne chmury nad Revolut: Komisja Nadzoru Finansowego chce większej kontroli

Strona główna Aktualności
Nik Stronsky, założyciel i dyrektor wykonawczy Revolut. Fot. Revolut
Nik Stronsky, założyciel i dyrektor wykonawczy Revolut. Fot. Revolut

O autorze

Usługa Revolut stanowić może bardzo udaną alternatywę dla kart walutowych. Zwłaszcza że z początku fizyczną kartę rozsyłano do użytkowników bezpłatnie. To, w połączeniu z dopracowanymi aplikacjami mobilnymi, szybko sprawiło, że z przyciągnęła sporo uwagi między innymi mediów. Ale nie tylko, po ostatniej awarii usługą zainteresowała się także Komisji Nadzoru Finansowego.

Revolut to usługa płatnicza pozwalająca na łatwe przewalutowywanie środków przedpłaconych na konto. Wymiana odbywa się natychmiastowo po z góry ustalonym i widocznym dla użytkownika kursie, bez jakichkolwiek opłat prowizyjnych. Korzystanie z Revolut pozwala zatem na wygodne płacenie za granicą i w zagranicznych sklepach internetowych, bez ponoszenia opłat naliczanych przez banki za przewalutowanie.

Jak nietrudno się domyślić, ogromny przyrost użytkowników z tygodnia na tydzień (codziennie korzysta z niej od 300 do 400 tys. użytkowników, korzystających z przeróżnych par walutowych) stanowi dla Revolut nie lada wyzwanie. Niestety, administracja nie zawsze jest mu w stanie podołać. Na początku czerwca szef Revolut, Nik Storonsky, musiał złożyć obszerną samokrytykę, w której nie pierwszy raz przepraszał za tymczasową awarię skutkującą niedostępnością usługi.

Styk oprogramowania mobilnego i rynku finansowego to wciąż wrażliwa kwestii. O ile entuzjaści tzw. fintechu zapewne są w stanie zrozumieć tymczasową awarię (jaka przecież nagminnie zdarza się także bankom), tak mniej wyrozumiałości wykazują instytucje regulujące rynki finansowe. Do awarii odnisła się bowiem, a nawet podjęła konkretne kroki, Komisja Nadzoru Finansowego. Polski organ wezwał w oświadczeniu brytyjskie władze (pod których jurysdykcją znajduje się zarejestrowany na Wyspach Revolut) do zapewnienia i utrzymania zwiększonego nadzoru nad firmą:

W dniu 1 lipca 2018 r. spółka poinformowała o problemach z dokonywaniem płatności przez klientów w postaci opóźnień lub nieprawidłowego ich wykonania. W związku z zaistniałą sytuacją oraz rosnącą skalą działalności spółki, Urząd Komisji Nadzoru Finansowego zwrócił się do swojego odpowiednika w Wielkiej Brytanii, nadzorującego Revolut Ltd, o zapewnienie i utrzymanie zwiększonego nadzoru nad spółką.

Brytyjski regulator na razie nie ustosunkował się do wezwania KNF-u, niemniej serwis vaaju.com uzyskał stanowisko od rzecznika Revolut. Zwraca on uwagę, że usługa, choć oczywiście opiera się na rozproszonej infrastrukturze dostarczanej częściowo przez firmy trzecie, jest dostępna przez 99% czasu, zaś wyciąganie tak daleko idących konsekwencji między innymi przez KNF jest frustrujące.

Wspomniane w tytule artykułu czarne chmury nie odnoszą się oczywiście wyłącznie do działań KNF-u. Wręcz przeciwnie, trudno zakładać, aby polska instytucja mogła dotkliwie zaszkodzić firmie Storonsky'ego. Rzecz w tym, że raptem dwa dni po wspomnianej awarii, część danych użytkowników Revolut (nie sposób uznać ich za wrażliwe) wyciekła w rezultacie ataku na Typeform, dostawcę formularzy. Awarie i wycieki danych to z całą pewnością nie jest coś z czym kojarzona chce być jakakolwiek usługa płatnicza, nawet tak udana jak Revolut.

© dobreprogramy