Czytnik e-booków Onyx Boox i65S Metropolitan, czyli Android nie wszędzie ma sens

Strona główna Lab Inne

O autorze

Onyx to jeden z bardziej znanych producentów czytników e-booków. W przeciwieństwie jednak do Amazona czy Barnes & Noble, oferujących jedynie kilka modeli swoich urządzeń Kindle czy Nook, od których w zasadzie wiadomo, czego można oczekiwać, Onyx praktykuje strategię Samsunga, wydając całą gamę modeli, różniących się od siebie nie tylko specyfikacją techniczną, ale i oprogramowaniem, tak by (przynajmniej w teorii) zaspokoić wszelkie gusta klientów. Na ile to jest jednak możliwe? W zeszłym miesiącu czytnik Onyksa BOOX i62 testował mój redakcyjny kolega Marcin Wilk, przyznając mu dobrą ocenę (4/5). Teraz mi przyszło przyjrzeć się bliżej urządzeniu Onyx i65S Metropolitan – i niestety, oceny równie dobrej postawić temu modelowi Onyksa nie mogę.

Czytnik po wyjęciu z pudełka robi dobre wrażenie – solidnie wykonany, z obudową z twardego plastiku, na pierwszy rzut oka wydaje się mniejszy od czytników Amazonu. To jednak złudzenie, wynikające z nieco innych proporcji urządzenia, gdyż ekran jest takich samych rozmiarów jak w Kindle – to 6-calowy E-ink Pearl, o rozdzielczości 800x600 pikseli. Ludziom, którzy lubią kolory (a sam do nich należę) podobać się może kolor obudowy, określony przez producenta jako indigo blue, choć jak na moje oko to bardziej kobalt, indygo jest przecież ciemniejsze i wpada w fiolet.

Interfejs obsługi Metropolitana składa się z małego dżojstika, umieszczonego pod wyświetlaczem, oraz fizycznych przycisków – po lewej menu i cofnij, po prawej „kartkowanie” tekstu – strona do tyłu i strona do przodu. Na dolnej krawędzi mamy jeszcze włącznik, dublujący swoją funkcję jako przycisk blokady, złącze miniUSB do ładowania i podłączenia do komputera, slot czytnika kart microSD oraz gniazdo minijack do słuchawek. (Z jakiegoś powodu w testowanym egzemplarzu słuchawki nie działały, natomiast microSD obsługuje karty SDHC do pojemności 32 GB).

Przyszedł czas na włączenie czytnika. Przypominająca czasy ZX Spectrum animacja Wieży Eiffla, jaka wita nas podczas startu systemu nie przygotowała mnie na to, co zobaczyłem po uruchomieniu – ukryty pod autorską nakładką Android 2.3 Gingerbread. Start systemu zajął niespełna 20 sekund, a później – trzeba było wziąć się za mozolne konfigurowanie Androida, wykorzystując do tego celu wbudowany dżojstik.

Niech to będzie jasne – Android nie powstał z myślą o sterowaniu dżojstikiem, i da się to odczuć na każdym kroku przy pracy z Metropolitanem. Po konfiguracji ustawień sieci bezprzewodowej (Wi-Fi b/g) człowiek zaczyna się zastanawiać, czemu pokarano go tym testem, a po pięciu minutach „przeglądania” WWW za pomocą wbudowanej przeglądarki ma ochotę już tylko napić się wódki – z gwinta.

Wykorzystanie Androida powinno jednak mieć także jakieś plusy, prawda? Wśród nich największym byłaby możliwość zainstalowania różnych ciekawych aplikacji, jakie na ten system powstały… oczywiście nie liczyłem na instalowanie Angry Birds, ale jakiś prosty czytnik RSS czy widżet meteo fajnie by uzupełniły preinstalowane aplikacje Booksource (księgarnia internetowa), Dysk Google, Galeria, Internet (Android Browser), Kalendarz, Pobrane, QuickDic i SkyDrive. Niestety – nic z tego, przynajmniej z taką ilością czasu i sił, jakie na Metropolitana miałem. Urządzenie nie tylko nie ma zainstalowanego sklepu Google Play, ale też nie ma usługi instalatora plików APK (traktuje instalki aplikacji Androida jako nieznany format plików), nie daje też możliwości wykorzystania Android Debug Bridge, tak by aplikacje instalować z komputera. W zasadzie jedynym sposobem, w jaki można by czytnik ten zaatakować, by zmienić jego oprogramowanie, jest podanie mu spreparowanego pliku update.zip, zawierającego systemową aktualizację. Bawiąc się w różne modyfikacje udało mi się wywołać różne ciekawe błędy urządzenia, ale niestety do zainstalowania innych aplikacji nie doszedłem. Może zdoła to zrobić ktoś bardziej wytrwały – ja tu tylko powiem, że nie pojmuję takiej strategii software'owej producenta.

Główną funkcją czytnika e-booków jest jednak (nomen omen) czytanie e-booków, może więc tutaj i65S się lepiej sprawdzi? Zobaczmy. Producent utrzymuje, że głównym odbiorcą tego modelu mają być uczniowie szkół podstawowych i gimnazjalnych. Jak ich zachęcić do czytania, w czasach rządów Miley Cyrus i Justina Biebera? Producent sięgnął po gotowy pakiet bardzo złej literatury, dla niepoznaki nazywanej „lekturami szkolnymi”. Preinstalowane dwa tysiące tytułów z serwisu wolnelektury.pl przypominają jednak bardzo dobrze, skąd się wzięła popularność rozmaitych streszczeń i bryków, dzięki którym Polacy są w stanie przebrnąć przez szkolny kurs języka polskiego. Po przeczytaniu kilku losowo wybranych lektur (od strony technicznej czytnikowi tu nic nie można było zarzucić), zdecydowałem się wrzucić coś bardziej nadającego się do czytania.

Oficjalnie oprogramowanie Metropolitana radzi sobie z praktycznie wszystkimi formatami e-booków – w tym ePub, PDF , Adobe DRM, TXT, RTF, HTML, CHM i DOC. PDF jak to PDF, trzeba być masochistą, by czytać na takich urządzeniach PDF-y (i faktycznie, mimo obsługi funkcji reflow lepiej zapomnieć o otwieraniu jakiegokolwiek większego dokumentu w tym formacie), ale RTF powinien być obsługiwany całkiem dobrze.

Niestety tak nie było, przynajmniej z większą, 1000-stronicową powieścią. Niejednokrotnie czytnik dławił się przy przechodzeniu między stronami, a próby wprowadzenia jakichś zmian w ustawieniach, np. rozmiaru fontu, były drogą przez mękę – nie tylko ze względu na ślamazarność interfejsu (co robi ten gigahercowy procesor z 512 MB RAM?), ale też problemy z poprawnym działaniem dżojstika, który w niektórych sytuacjach przestawał działać tak, jak powinien (np. ruch w dół, zamiast przenosić do pola niżej, powodował przeskok do innej zakładki panelu konfiguracyjnego). Podobnie czytnik zachowywał się z większymi DOC-ami, w zasadzie jedynym sposobem na czytanie dłuższych książek była ich konwersja na ePub.

Czy można coś dobrego powiedzieć o tym czytniku? Chciałbym powiedzieć, że jest tani – ale to też nie jest prawda, gdyż średnia cena w sklepach internetowych wynosi 349 zł, a tymczasem za już 339 złotych kupić można Kindle 5, ze znacznie sensowniejszym interfejsem i dopasowaną do niego przeglądarką, a także bardziej „żywotną” baterią. Dlatego też oceniam i65S jedynie na dostateczny – choć gdyby producent umożliwił instalowanie własnych .APK i poprawił usterki w oprogramowaniu, mógłby być to sprzęt nawet i dobry.

© dobreprogramy