Trwa konkurs "Ogól naczelnego", w którym codziennie możecie wygrać najnowsze maszynki systemowe Hydro Connect 5 marki Wilkinson Sword.

Więcej informacji
Strona używa cookies (ciasteczek). Dowiedz się więcej o celu ich używania i zmianach ustawień. Korzystając ze strony wyrażasz zgodę na używanie cookies, zgodnie z aktualnymi ustawieniami przeglądarki.    X

Historia piractwa medialnego nośników muzycznych — na tle rozwoju urządzeń do odtwarzania dźwięku w Polsce

Piractwo było wszechobecne od początku powstania pierwszych nośników muzycznych. W Polsce ma ono miejsce od ponad 50 lat, a ja tutaj pokrótce zawarłem jak ten, proceder kształtował się, samoistnie łącząc z postępem technicznym sprzętów grających, w dawnych czasach PRL i w okresie wczesnego kapitalizmu.

Czasy głębokiego komunizmu, kiedy wszystko, co z Zachodu było w Polsce zakazane

Wtedy to oficjalne na początku lat sześćdziesiątych XX wieku, pojawił się na rynku fonograficznym pierwszy pirat. A była to pocztówka dźwiękowa, która pomimo nazwy miała mało wspólnego ze zwykłą kartką pocztową, gdyż nie była wysyłana pocztą, nie naklejano na nią znaczka itp. Był to zatem nośnik typowo kolekcjonerski, podobnie jak kasety, kompakty, czy winyle. Początkowo pocztówki dźwiękowe powstawały tylko w formacie C6 (wymiar widokówki), a następnie zbliżały się rozmiarem do koperty singla. Na najwcześniejszych pocztówkach dźwiękowych mieścił się tylko jeden utwór, te późniejsze zawierały już z reguły dwa (często kompletnie niezwiązane ze sobą) utwory. Puszczano je na małych, przenośnych gramofonach, a najbardziej popularny z nich był kultowy Bambino.

Z chwilą pojawienia się tego nośnika na rynku, zyskał on natychmiastową popularność, a przełom lat 60. i 70. XX wieku, kiedy to możliwość zakupu dla normalnego użytkownika płyt winylowych była praktycznie niedostępna, był czasem jego wielkiej prosperity. W tym czasie ceny gramofonów dochodziły do horrendalnych sum, a dostęp do popularnych wykonawców za granicą, mocno ograniczony. Zwłaszcza grających zakazany wtedy w naszym kraju rock and roll, odbierany wtedy przez władze komunistyczny jako wytwór „zgniłego kapitalizmu”.

W związku z panującą wtedy wszechobecną cenzurą, zbuntowane pokolenie młodych spod znaku big beatowej rewolty, odczuwało wielką potrzebę bliższego poznania muzyki swoich idoli, najlepiej z ponad znaku Woodstock. Największym głosem tego pokolenia byli artyści pokroju Jima Hendriksa, Janis Joplin, The Rolling Stones (ich przyjazd do Polski, w 1967 roku widownie doprowadzał do prawdziwych spazmów), Led Zeppelin czy bardziej klasyczni The Beatles. Widokówka dźwiękowa pomimo swoich ograniczeń technicznych, chociaż w podstawowym stopniu zaspokoiła potrzebę poznania ich muzyki.

Sama w sobie stanowiąc świetny nośnik zastępczy: tani, ogólnie dostępny, dający możliwość chałupniczej produkcji. Wystarczyło kupić zwyczajne widokówki o dowolnej tematyce, pokryć je folią, a potem położyć na specjalnym „gramofonie”, który zamiast odgrywać dźwięk, rysował rowki, prawdziwa ręczna robota! Tym bardziej wzmożony był ten proceder, że w owym czasie, praktycznie w każdym mieście działało studio nagraniowe. Na aparatach sprowadzonych z Zachodu lub specjalnie urządzonych na to konstrukcjach amatorskich nagrywano płyty. Płytą była zwykła: „obiegowa ” pocztówka z naklejona folią, na której wycinano rowek z zapisem analogowym. Płyty nagrywano, a nie tłoczono jak to, ma miejsce przy produkcji masowej, na życzenie odbiorcy można było na początku zarejestrować dedykację np. „życzenia dla cioci”.

Temat pozyskiwania nagrań, jak i materiałów eksploatacyjnych (igieł, folii) wart jest szerszego opracowania. Urządzenie na fotografii to „prywatna” konstrukcja elektroników związanych z Politechniką Warszawską. Cena urządzenia w tamtych latach to równowartość samochodu „Syrena” taki zysk był ogromny, bo nikt wtedy nie myślał o prawie autorskim, to, co wieczorem puszczało Radio Luksemburg, następnego dnia już było na bazarowych stolikach. Państwowe firmy, z tym procederem rozpowszechnionym na tak daleko idącą skałę, w zasadzie z góry były skazane na porażkę, tym bardziej, że ich forma wydawnicza działa ze sporym opóźnieniem, czasami nawet i rok po premierze danego albumu, ten nośnik okazywał się oficjalnie. Po kilka latach tego prywatnego eldorado, parol zagięły państwowe wytwórnie do najbardziej znanych z nich, zaliczają się choćby Muza, Ruch, KAW czy Tonpress. Warto przy tym wspomnieć, że masowe piractwo pocztówek dźwiękowych, na dłuższą metę odbiło się na formie estetycznej ich wykonania, kolorystyce, jakości nagrań.

Bardzo ważne w tym wszystkim jest też to, że dzięki podziemnemu obiegowi tego typu nagrań. W Polsce na wzór ww. wykonawców powstała bardzo silna scena niezależna, gdzie prym wiedli wizjonerski Czesław Niemen (autor wielkiego protest songu „Dziwny jest ten Świat”), Czerwone Gitary (polscy The Beatles), prekursor polskiego bluesa Breakout, progresywny SBB, folkowi Skaldowie, Stan Borys, Dżem (z wielkim Ryśkiem Riedlem na wokalu) i szereg innych. A przecież ich twórcy, wyłonili się z rzeszy fanów słuchających tej muzyki, a muzykę zza Oceanu, która była inspiracją ich twórczości, zaczerpnęli właśnie z tak prymitywnych nośników, jak widokówka dźwiękowa słuchana gdzieś kontem u znajomego kolekcjonera.

1970-1980 Taśma magnetyczna na dobre wypiera widokówkę dźwiękową z powszechnego użytku

No i tak w następstwie tych działań, po tym, jak widokówka dźwiękowa pomału zaczęła przechodzić do lamusa. Następna dekada była bez wątpienia czasem wielkiej popularności taśmy szpulowej i poniekąd dużym „krokiem do przodu” pod względem technicznym, żeby pokrótce wyjaśnić ten fenomen. Pora na trochę historii, jak to się wszystko zaczęło
i jak to się miało to ówczesnych realiów. Był to sprzęt powszechnego użytku, a jego głównym zadaniem było jak najwięcej gospodarstw domowych zaopatrzyć w dostęp do amatorskiego dźwięku. Pomimo jego prostoty urządzenie to nie było to stosunkowo tanie, nie każdy mógł sobie na niego pozwolić. Protoplastą tego urządzenia był tzw. drutofon, który jak sama nazwa wskazuję jako podstawowy nośnik pracy, wykorzystywał jakieś druty. Na bazie różnych eksperymentów, takie urządzenia, które zapisywały dźwięki w ten sposób, nie znalazły szerszego zastosowania w gospodarstwach domowych i co za tym idzie zastosowania w masowej produkcji, a były wykorzystywane tylko w profesjonalnych studiach nagraniowych.

Następstwem tych działań, było pojawienie się magnetofonu szpulowego, który podobnie jak drutofon, początkowo był dostępny tylko w studiach nagraniowych, żeby na dobre w latach siedemdziesiątych pojawić się w masowej produkcji.

Na ten okres bez wątpienia datuje się największa popularność magnetycznych rejestratorów dźwięku, jakimi były magnetofony szpulowe w naszym kraju. Był to nośnik, który oprócz dużych gabarytów charakteryzował się tym, że wykorzystywał do odtwarzania muzyki magnetyczną nawiniętą na dwie szpule. Jedna szpula zdawcza, która następnie jest nawijana na szpulę odbiorczą, taka taśma była sprzedawana w specjalnych do tego przeznaczonych pudełkach. Monopolistą sprzedaży tych taśm był polski Stilon, ale na licencji niemieckiej zakładów AGFA, średnica tej taśmy wynosiła 15 cm, przy długości 540 metrów (ponad 0,5 km). Jeżeli chodzi o kwestie zawartości muzycznej, standardowa jej prędkość wynosiła 9,5 cm na sekundę, co daje nam czas nagrania 2 × 90 minut (a w magnetofonach czterościeżkowych ten czas podwajał się). Cena za taką taśmę wynosiła 250 złotych, co jak na dzisiejsze realia daje jakieś 100 złotych. Samo przez się świadczy, że to był drogi nośnik jednakże jego niebagatelnym plusem było to, że był wielokrotnego użytku i że można było na nim nagrać dwa razy więcej muzyki, niż na zwykłej płycie gramofonowej.

Cała specyfika taśma szpulowej polegała też na tym, że w zasadzie nie można było nabyć w sklepie nagranych taśm. A jak już to były pojedyncze egzemplarze, z czego jednoznacznie wynika, że ten nośnik, z samego zamierzania. Był przystosowany do kopiowania muzyki „z zewnątrz". Najwięcej nagrywano na niego muzyki z radia, czy jak ktoś miał dostęp płyty gramofonowej, na tym polegał właśnie główny problem, że dystrybucja ich w Polsce była bardzo ograniczona i były sprzedawane w cenach zaporowych. Cennik takiej jednej oscylował w granicach średniej wypłaty miesięcznej!

To samo się miało do jej przegrywania, pomimo licznych mankamentów tego urządzenia, jego dużych gabarytów, specyfiki pracy, potrzeby sporego opanowania, żeby w ogóle z niego korzystać. Tak samo delikatności samej taśmy, która po dłuższym okresie eksploatacji się zrywała. I trzeba jednoznacznie przyznać, że taśma szpulowa odegrała wiekopomną rolę w historii piractwa medialnego nośników muzycznych w Polsce. W tamtejszych czasach będąc wręcz prekursorskim nośnikiem danych, pod względem możliwości nagrania na nim bardzo dużej liczy muzyki. Można na nią było nagrać średnio trzy godziny muzyki, co jak na owe czasy było wielkim postępem (w porównaniu choćby do pocztówki dźwiękowej, ponad dziesięciokrotnym). Inna sprawa, że ciekawych audycji radiowych też nie było za dużo.

No i jak temu można było zaradzić? Tym bardziej że na muzykę w owych czasach „głód” był bardzo duży. Wtedy to pojawili się pierwsi kolekcjonerzy, którzy za ciężkie pieniądze zdobywali w każdy możliwy sposób płyty winylowe, a później odpłatnie je wypożyczali, użytkownikom magnetofonów szpulowych. Największy minusem z nich korzystania, była sama taśma, w głównej mierze przez jej długość. Ponieważ bardzo łatwo było się pogubić gdzie dany utwór, jest zaznaczony, no i też to żeby zmienić taśmę, posłuchać czegoś innego, trzeba było ją zwinąć, a to, nastręczało kolejnych problemów.

Najpopularniejsze w Polsce magnetofony były produkowane przez Unitra-ZRK im. Marcina Kasprzaka w Warszawie. W roku 1958 w ZRK ruszyła produkcja lampowych magnetofonów Melodia. Popularne modele to m.in. ZK-140T (monofoniczny, czterościeżkowy), ZK-146 stereo, ZK-147, Aria, Dama Pik, M2405S.

Do lat 80.tych, kiedy w magnetofonach kasetowych upowszechniły się również układy redukcji szumów, były także urządzeniami zapewniającymi niedoścignioną na ówczesne czasy, doskonałą jakość rejestrowanego dźwięku.

1980-1989 Kaseta magnetofonowa podstawowym nośnikiem pobierania muzyki schyłkowego okresu PRL

Magnetofony kasetowe w Polsce pojawiły się gdzieś na początku lat 70.tych. Rzec można, śmiało, że wśród potencjalnych użytkowników mogły w porównaniu z innymi źródłami dźwięku, występować w stężeniu co najwyżej 1:1000. Polski magnetofon kasetowy pojawił się dzięki zakupieniu przez ZRK licencji firmy Thomson i był to MK 125. Na rynku pojawił się w 1972 roku, niezaprzeczalny jego atutem była, zważywszy na skromne gabaryty, bardzo dobra głośność, jak i akustyka dźwięku, co za tym idzie, niepozorna tzw. „kasetówka" miała spore pole rażenia, bowiem obejmowała swym zasięgiem nawet kilkaset metrów, przy bardzo niskiej używalności baterii, dlatego idealnie służyła jako przenośne źródło muzyki w kontekście wakacyjno-rekreacyjno-rozrywkowym. Na magnetofony stereofoniczne, nie wspominając o Hi-Fi, przyszło jeszcze trochę poczekać.

Oczywiście historia magnetofonów kasetowych nie mogła się toczyć innymi torami niż innych sprzętów powszechnego użytku, w sensie ogólnych trendów występujących na świecie. W połowie lat 70.tych zaczęły się pojawiać w Polsce stacjonarne magnetofony kasetowe, a najbardziej poszukiwane wśród ówczesnych audiofilii były produkty firmy AKAI.

W tym okresie Zakłady Radiowe im Kasprzaka dokonały obudowania w stacjonarną obudowę MK125 i tak powstał magnetofon kasetowy M 531S.
Ponieważ jesteśmy w epoce, która określam mianem „inwazji wzmacniaczy” to rzecz jasna ta „kasetówka”, miała i wzmacniacz. Najczęściej występujący był zestaw oferujący
wzmacniacz Meluzynę, gramofon Fonomaster, magnetofon szpulowy ZK 246, no i teraz dochodził magnetofon kasetowy, każde z tych urządzeń posiadało osobny wzmacniacz, jeden zestaw i cztery wzmacniacze, prawdziwa klęska urodzaju!

W okresie PRL kasety odegrały w Polsce szczególną rolę, z uwagi na brak dostępu do oryginalnych kaset czy płyt wykonawców, powszechnym zwyczajem było przegrywanie kaset od znajomych, czy nagrywanie utworów prosto z radia. Jakoś dziwnie nikt nie wspominał wtedy o piractwie czy ochronie własności intelektualnej, kasety magnetofonowe służyły jednak nie tylko do przechowywania muzyki. Doskonale sprawdziły się także jako nośniki danych w 8-bitowych komputerach takich jak Atari, Commodore czy ZX Spectrum. Choć zanim gra wczytała się z kasety cały dom, musiał wysłuchiwać trzasków i pisków, po prostu taka była specyfika jego pracy.

Festiwal w Jarocinie sztandarowym przykładem przegrywania muzyki. W imię wyższych celów

Najlepszym przykładem masowego przegrywania muzyki przez rzeszę fanów był festiwal młodych Jarocin, który ze skromnej imprezy muzycznej organizowanej przez miejscowy klub Olimp zwanej Wielkopolskie Rytmy Młodych. Początkiem lat osiemdziesiąt przeobraził się w masowy głos buntu przeciwko dyktatowi władzy. Z perspektywy lat odegrał niezaprzeczalną rolę w upadku reżimowego systemu, co na przestrzeni dekady stało się pokłosiem wolnego rynku. Wymierny wpływ na to miało, że jego uczestnicy, występy swych idoli nagrywali na taśmy magnetofonowe. Robiło to tysiące ludzi, a wiadomo kopia, tworzy kopię i tak na cały kraj dzięki temu krążyły pirackie nagrania, „głosów ludu” jakże przełomowych dla tych czasów. Artystów pokroju Brygada Kryzys, Maanam, Republika, Tilt, Siekiera, Kult, Perfect, Dezerter Kasa Chorych, Püdelsi, że wymienię tutaj najbardziej zaangażowanych ideologicznie.

Można by rzec, że te praktyki, mające miejsce na festiwalach w czasach PRL i nie chodzi tutaj tylko o sam Jarocin, ale też wiele innych, że wymienię tutaj Rawa Blues, Rockowisko, Camping Muzyczny w Brodnicy, Metalmania czy bardziej komercyjne w Sopocie lub Opolu.
Działały one poniekąd na zasadzie takie wielkiego hostingu zbierającego muzykę. Tylko nie miało to miejsca w wirtualnej przestrzeni, a w Świecie rzeczywistym, gdzie zbierały się różne ludzkie postawy jak i tworzyły się podwaliny nowych subkultur. Co za tym idzie muzyka łączyła ludzi bardziej niż teraz i stąd w dużym stopniu, wynikało wielkie zapotrzebowanie, na dzielenie się ją w każdy możliwy sposób, w tamtych archaicznych wydawałoby się czasach.

A to, że w latach osiemdziesiątych przemysł fonograficzny był „w powijakach", co w dużym stopniu wynikało przez wprowadzenie 2-letniego okresu stanu wojennego, były w zasadzie tylko dwie liczące się wytwórnie muzyczne Polton i Stilon, a przy tym ceny kaset, jak i płyt winylowych, były zaporowe. Wniosek nasuwa się tylko jeden, że bez masowego piractwa nośników muzycznych w każdy możliwy sposób, polska muzyka rozrywkowa, jak i ta o zabarwieniu ideologicznym, popadłaby w całkowity marazm, a było jednak zgoła inaczej.

1989-1993 - Czasem przejściowym w okresie wczesnego kapitalizmu w Polsce... Rodzi się wolny rynek, jak grzyby po deszczu powstają pirackie wytwórnie kaset. A epilogiem tych wydarzeń stanie się Ustawa z dnia 4 lutego 1994 r. o prawie autorskim i prawach pokrewnych. Co za tym idzie wprowadzenie hologramów oryginalności produktu.

Zaraz po upadku komuny w związku idącą zatem transformacją systemową
rozpoczął się w Polsce tzw. wolny rynek. Który najlepsze rozpoczął wszelaką prywatną działalność gospodarczą. Od wielkich firm, po bazarowe stoiska i to właśnie na wszelkiego rodzaju bazarach, giełdach, kapłanówkach, kioskach czy przeznaczonych do tego specjalnych budkach. Można było bez problemu kupić pirackie kasety, zróżnicowanych gatunkowo wykonawców. Łączyło je jedno cena 12.000 starych złotych, jak i uboga okładka. O pełnej oprawie graficznej, z tekstami, czy zdjęciami muzyków można było zapomnieć.

Kto wtedy myślał o takich detalach, najważniejszy był przekaz muzyczny. To, że za małe pieniądze, można było poznać najnowsze albumy ulubionych wykonawców. Dzięki temu poznałem kultowe albumy moich ulubionych hord metalowych w owym czasie Metallica, Death, Kreator, Slayer, Sister of Mercy, Napalm Death, jak i bardziej progresywnych wykonawców typu Pink Floyd czy Genesis. Zebrałem swoje pierwsze pełne dyskografie Dżem, Queen czy Kat. Jak na 11-13-latka to były wielkie doznania, które rozbudziły pasję, w której trwam już nieprzerwanie od ponad 25 lat. Sporo moich rówieśników w owym czasie, miało podobnie ogół odbiorców fanów choćby Dance czy Disco Polo, kupowało te kasety masowo. Po prostu w owym czasie trendem było czegoś kolekcjonowanie, prawie każdy miał jakiś sprzęt grający. Bogatsi wieże stereofoniczne, reszta magnetofony typu Kasprzak, albo azjatyckie podróby znanych marek, np. Technix (Technicsa), Sonic (Sony) itp

Najbardziej znanymi producentami tego typu wydawnictw były Eurostar, MB, Elbo, Takt, Poker, Max Studio, Music World, GM Music, Mag Magic, MG, Phoenix, Asta, Amigos, OK!, Orion, Boss Music, Omega Music I wiele innych. Warto też dodać, że w ostatnim czasie nielicencjonowane kasety wracają do łask, są wręcz ich maniacy, są grupy ich wielbicieli np. FB. Bez problemu można je sprzedać na takim Allegro czy OLX.pl
Szczyt ich popularności datuje się na lata 1990-1993, kiedy można było bez jakichkolwiek konsekwencji prawny je wydać.

A później ustawa ZAIKS z dnia 4 lutego 1994 r. o prawie autorskim i prawach pokrewnych. regulującą pozycję autora, zarząd jego prawami autorskimi i ich ochronę zakończyła ich wydawanie.

Zaraz potem wprowadzono kasety licencjonowane z hologramem potwierdzającym ich legalność. Pojawiły się pierwsze niezależne polskie wytwórnie jak Baron, Izabelin Studio. Cena za kasetę podniosła się dziesięciokrotnie, I wiadomo według zasady. Jak nie wiadomo o co, chodzi o pieniądze. Sprzedajność tego nośnika diametralnie spadła. Kaseta nie miała szans na równi konkurować z płytą CD, nie wiele droższą. Wizualnie lepiej się prezentującą, smuklejszą I przede wszystkim zdecydowanie wytrzymalszą. Chociaż i po 1993 roku, było w miarę modne przegrywanie zawartości oryginalnej kasety na „czyste”, które pojawiły się w sprzedaży. Takie chałupnictwo na dłuższą metę dotyczyło bardziej pasjonatów, ale jakość ich nagrania pozostała dużo do życzenia. Po 2002 roku i tego typu praktyki przeszły do lamusa.

2000-2004 Okres nagminnego piratowania płyt kompaktowych

Z nastaniem nowego millenium, przegrywanie kaset magnetofonowych coraz bardziej stawało się passé, w sposób gwałtowny zostało wyparte przez kopiowanie płyt CD. Wynikało to w głównej mierze z tego, że płyta kompaktowa to zdecydowanie dłuższy pod względem eksploatacji nośnik, jak i dużo więcej można na nim zapisać muzyki i ogólnie estetycznie sprawiała lepsze wrażenie. Zważywszy na to, że na przełomie lat dziewięćdziesiątych XX wieku i początku XXI wieku. Przemysł muzyczny w Polsce przechodził swój boom, mnożyły się jak grzyby po deszczu wszelakie wytwórnie od takich światowych molochów jak Sony, Koch, Pomaton na polskich wytwórniach kończąc. Gdzie najwięcej ich kręciło się w ogólnie pojętym undergroundzie, skupiając głównie na różnych odmianach metalu, awangardzie czy jazzu. Najbardziej znane z nich w owym czasie to sygnowane nazwiskiem Kmiołka Carnage Records przemianowany później na Empire Records, Pagan Records Tomka Krajewskiego, niesławny MMP Dziubińskiego. Czy bardziej skupione na awangardzie Music Corner, Fluttering Dragon czy Mystic Art Wardzały

Chociaż wytwórni było co niemiara, konkurencja spora, tysiące płyt na półkach sklepowych, nijak to się miało to atrakcyjności cen. Bo wprowadzenie praw autorskich, co za tym hologramowanie płyt i nałożona na nie cała masa opłat (w którym artyści i tak najmniej dostawali). Spowodowało wręcz horrendalne podniesienie cen nośników muzycznych, w stosunku do zarobków w Polsce. Średnio premiera CD kosztowała. Odpowiednio polskiego wykonawcy 30-40 zł, z zagranicy 50 zł a czasem i więcej. A taka dysproporcja cenowa automatycznie musiała spowodować. Rozpowszechnienie na szeroką skalę procederu piractwa, zarówno tego w pełni profesjonalnego, jak i metodami stricte domowymi.

No a, że zbieranie płyt stało się wtedy moją wielką pasją, co poniekąd wiązało też się z moją pracą sprzedawcy w sklepie muzycznym, dostęp do najnowszych premier miałem ułatwiony. A że na przełomie wieków, mało jeszcze ludzi posiadało w domu własny komputer, strony internetowe oferujące hostingi plików, wszelakie torrenty czy YouTube, były dopiero melodią przyszłości. To automatycznie spowodowało zainteresowanie wielu znajomych eksponatami z mojej kolekcji, wiadomo w jakim celu. Chodziło tutaj o przegranie na płyty CD-R. Na początku o pojemności 650 MB (74 minuty muzyki), a w późniejszym czasie 700 MB. Co się łączyło ze zwiększeniem zawartości muzyki do 80 minut. W tamtym czasie byłem krytycznie nastawiony do tego procederu, też poniekąd nie byłem do końca świadom, że za kilka lat taka forma słuchania muzyki, na specjalnie przeznaczonych do tego serwisach internetowych służących do odtwarzania strumieniowego stanie się normom.

I jak już płyta oryginalna poszła „w obieg". Każdy posiadacz sprzętu grającego, a wtedy każdy szanujący fan muzyki, posiadał jakąś wieżę, w najgorszym razie magnetofon, gdzie najpopularniejszym zestawem, były produkty firmy Technics. W warunkach domowych jak już miał oryginał, kopiował zawartość płyty CD na CD-R, nieodzownym też urządzeniem do czynienia tych praktyk, była drukarka atramentowa, która służyła do kserowania okładki oryginału. Chociaż dla większości wystarczała sama zawartość muzyczna. Mało kto jeszcze wtedy przykładał wagę do formy estetycznej wydania. W głównej mierze chodziło o to, żeby za jak najmniejszy koszt stać się posiadaczem premiery płytowej ulubionego wykonawcy. No i bardzo duże znaczenie też miało to, że zamiast jakiś 50 złotych. Taka chałupnicza produkcja, kosztowała niecałe 3 złote, a na jednym CD-ROM-ie i do 10 albumów można było nagrać. W porównaniu do kupowana legalnie w sklepie, wiadomo różnica w kosztach, była kolosalna.

Nie każdy kilkanaście lat temu miał też dostęp, nawet tych podstawowych sprzętów. Byli też tacy co, kupowali takiej domowej roboty podróbki, u tych którzy czymś takim handlowali, czerpiąc zyski z piractwa medialnego. Pamiętam czasy około 15 lat temu, jak policja w moich stronach ścigała takich delikwentów, teraz to brzmi jak abstrakcja, trzeba jednak przyznać, że pod względem jakości dźwięki, nie odbiegały zdecydowanie od profesjonalnych nośników. Był to zatem zdecydowany progres, w porównaniu do szumiącego dźwięku kaset magnetofonowych.
Nagrywano je też za pomocą pierwszych programów do nagrywania płyt CD, do najbardziej znanych z nich można zaliczyć, choćby WinOnCD, Feurio czy Nero, zważywszy, że nie każdy miał dostęp do domowego komputera, wiedli w tym prym pasjonujący się informatyką, fani muzyki.

Piractwo nośników muzycznych staje się profesjonalnym biznesem

Pierwsze lata XXI wieku w Polsce, niosły za sobą wręcz patologiczną popularność pirackich nośników medialnych. Największa sprzedaż tego ich „kwitła” na giełdach, bazarach i targowiskach itp. W sumie nawet w kioskach przez krótki okres sprzedawano płyty kompaktowe na „lewych licencjach”, że wymienię tutaj słynną aferę z wydaniem nielegalnie przebojów The Beatles przez Selles Records. Była to prawdziwa inwazja. A stała za tym wielka machina biznesowa, zaopatrzona w bardzo dobrze zorganizowane grupy przestępcze, które posiadały najnowocześniejszy sprzęt do kopiowania. Stała za tym silna hierarchizacja, od bogatych przedsiębiorców wykładających na to pieniądze, poprzez tych, co zajmowali się ich produkcją (dobrzy programiści graficy, znawcy obsługi kopiujących sprzętów), kończąc na zwykłych handlarzach tym towarem, którzy po kryjomu starali się go sprzedać. Warto dodać, że zaangażowani w ten proceder byli też ludzie za wschodniej granicy, przeważnie z Rosji, Ukrainy, jak i też Wietnamczycy.

Jakość podrabianych płyt była bardzo różna (od pełni profesjonalnych, do bijących „ na żywe oko” swą tandetą), różniła je też cena, która oscylowała od 15 do 30 złotych. Pirackie płyty były też dostępne na rosyjskiej licencji, w podobnej cenie (co te wyprodukowane w Polsce), warto dodać, że gatunkowa różnorodność tych piratów, na pewno zachęcała grono kupujących. Chociaż ja nigdy nie byłem zwolennikiem płacenia w końcu niemałych pieniędzy za podrabiany towar, wychodząc z założenia że lepiej połowę ceny dopłacić i mieć oryginalny towar.

Jednak już tak około 2002 roku, przyszedł w sukurs ogółowi odbiorców, rozwijający się w ekspresowym wręcz tempie internet. A co za tym idzie sieć P2P, całe zastępy hostingów, torrenty, serwisy internetowe na czele z YouTube diametralnie podniosły poziom jakości pobierania plików. Natomiast coraz lepsze programy komputerowe do nagrywania płyt, spowodowały, że z łatwością samemu można nagrać płytę CD lub DVD warunkach domowych. Co w ostatecznym rozrachunku spowodowało, że kupowanie reprintów oryginalnych płyt, straciło jakikolwiek sens. A jak się rozwijało piractwo medialne muzyki w necie, to już może w następnym wpisie. 

sprzęt oprogramowanie inne

Komentarze

0 nowych
lukash86   5 #1 15.01.2017 13:38

Wciągająca lektura, tym bardziej dla mnie że sam jestem fanem muzyki. Kompleksowy wpis.

  #2 15.01.2017 15:44

Piractwo medialne temat rzeka. W sumie ciekawy wpis.

  #3 15.01.2017 17:22
Kadyx   3 #4 15.01.2017 17:48

Przepraszam, nie mogłem się powstrzymać... Co to są pułki sklepowe? Oddziały wojska rezydujące w Supersamie?
Ogólnie artykuł świetny ale przed publikacją warto by go jeszcze raz przeczytać gdyż ilość literówek, dziwnej interpunkcji oraz najzwyczajniejszych 'byków' poraża. Ale tak jak wcześniej wspomniałem, artykuł bardzo dobry no i sentymentalny powrót do czasów młodości :)

moh3r   11 #5 15.01.2017 18:04

@Dementor: Na jakiej podstawie twierdzisz, że CD-R TDK były słabej jakości? Pamiętam je, sporo ich "wypaliłem" i nie przypominam sobie żebym się na nich zawiódł.

Dementor   34 #6 15.01.2017 18:06

Te półki sklepowe to fragment z mojej kolekcji. Co do stylistyki tekstu. Wiadomo zawsze może być lepiej. Tak czy inaczej. Dzięki za ogólnie miłe słowa.

Autor edytował komentarz w dniu: 16.01.2017 16:09
Dementor   34 #7 15.01.2017 18:08

@moh3r: No ja dużo bardziej doceniam Verbatim. Z TDK miałem kontakt wiele lat temu, teraz mogą być na lepszym poziomie.

moh3r   11 #8 15.01.2017 18:14

@Dementor: Odnosiłem się właśnie do tamtych czasów. To, że Verbatimy były lepsze, nie oznacza, że TDK były słabe. Myślałem, że masz coś konkretnego na poparcie swoich słów.

wielkipiec   16 #9 15.01.2017 18:16

Unitra ZRK ZK-120T reporting in!

  #10 15.01.2017 18:18

Świetny tekst, ale proszę przeredagować!

lyncz   7 #11 15.01.2017 18:20

@moh3r: I cena TDK/Verbatim zawsze oscylowała w podobnej wysokości. Przynajmniej 10-15 lat temu.

Dementor   34 #12 15.01.2017 18:21

No wiesz. Ja, kilka razy w latach 2001-2004 miałem z nimi złe doświadczenie. Chodzi mianowicie o to że czasami płyta nie mogła się nagrać. Pamiętam że kupiłem wtedy partię 20 płyt, i 2-3 razy do tego doszło. W tym czasie korzystałem też z Esperanza, Sony, Titanum. Aż odkryłem Verbatim. I na nich zostałem. Jak dla mnie są najlepsze.

ArgonOne   8 #13 15.01.2017 18:33

Ciekawy wpis. Pamiętam jak mój ojciec przywiózł z Iraku podobny czterościeżkowiec AKAImi miał do tego kaseciaka Klaudia i gramofon. Pół dzielnicy przychodziło aby przegrywać.. Ja osobiście, jescze jako szczyl z podstawówki siedziałem godzinami z tym kaseciakiem i nagrywałem z radia ulubione kawałki.... fajne czasy.

Uwaga czysto techniczna - popracuj nad inter[punkcją, bo miejscami musiałe-czytać dwa razy by uchwycić sens, tego co autor miał na myśli ;-)

Dementor   34 #14 15.01.2017 18:37

Właśnie takiejest zadanie tego wpisu. Taka podróż sentymentalna. Dla wielu odbiorców muzyki. Takie urządzenia jak adapter, gramofon czy nawet kaseciak. To czysta abstrakcja. A co do stylu pisania. Wiadomo wpis długi. To zawsze jakiś błąd może się pojawić. Ten tylko się nie myli. Co nic nie robi :)

Autor edytował komentarz w dniu: 18.01.2017 01:34
pwiktorczyk   2 #15 15.01.2017 18:44

Szanowni redaktorzy,
Temat bardzo ciekawy, ale skąd tyle błędów? Nie jestem polonistą, ale przed wypuszczeniem tekstu należałoby go przynajmniej sprawdzić w jakimś wordzie, czy innym edytorze pod kątem możliwych błędów (pisownia oryginalna):
"I jak już płyta oryginalna poszła "w obieg". Każdy posiadacz sprzętu grającego A wtedy każdy szanujący fan muzyki. Posiadał jakąś wieżę, w najgorszym razie magnetofon. Gdzie najpopularniejszym zestawem, były produkty firmy Technics. W warunkach domowych jak już miał oryginał. Kopiował zawartość płyty CD na CD-R. Nieodzownym też urządzeniem do czynienia tych praktyk. Była drukarka atramentowa, która służyła do kserowania okładki oryginału. "

Kropki zamiast przecinków lub duża litera bez kropki.
Ponadto czemu redaktor napisał pod opisem płyty CD:
"słabej jakości CD-R 650 MB popularny na początku XX wieku"
Na początku XX wieku nie było cd :)

PS. Może się czepiam, ale bardzo się ciężko to czyta z tego powodu :)

Dementor   34 #16 15.01.2017 18:52

@TrustNoOne: Z tego co piszesz wychodzi na to że czepiasz się na siłę. Literówki zostały już poprawione. A cały wpis krytykujesz pod jednym względem. Że masz inne zdanie niż ja co do płyt TDK. Bardzo to tendencyjne.

Dementor   34 #17 15.01.2017 19:01

@pwiktorczyk: Chodzi o to że drukarka była pomocna w kserowaniu okładek. Co w tym nie jasne? Kilkanaście lat temu to było bardzo pomocne narzędzie w tworzeniu okładek. A co drugiego zarzutu jasno jest napisane. Popularny pod względem pojemności zawartej w nim muzyki. A co to się ma do istnienia samej płyty kompaktowej?

music   5 #18 15.01.2017 19:03

Dziękuję za bardzo ciekawy temat do poczytania, liczę na kolejne. Lubię słuchać muzyki i co jest z nią związane - sprzęt audio, kasety, płyty, internet, komputera itp. ...

Ja zaczynałem w wiek 8 lat jak na komunię dostałem magnetofon i wieżę Osaka https://youtu.be/O-hJWtR4XNw

I pierwsze kasety i potem kolejne, przejście na sprzęt CD i płyty, następnie komputer i internet. Ciągła ewolucja. Tylko z winylem nie miałem doczynienia choć mnie ciągnie do niego bardzo ...

Autor edytował komentarz w dniu: 15.01.2017 19:10
Dementor   34 #19 15.01.2017 19:09

Dzięki. Muzyka też jest moją pasją. A co słuchania płyt winylowych. Polecam. Nic nie zastąpi tych trzasków i szumów z niej się wydobywających. Najlepiej się tak słucha rocka i metalu :)

pwiktorczyk   2 #20 15.01.2017 19:24

@Dementor: Nie twierdzę, że tekst jest nie jasny, ale z uwagi na błędy bardzo ciężko się go czyta. Wskazany przeze mnie fragment jest tylko przykładem, gdyż całość zawiera masę błędów.
Temat jest ciekawy, tekst długi. Sam prowadzę bloga, robię masę błędów, ale zanim opublikuję teksty na kilkanaście stron czytam jest kilkukrotnie, sprawdzam pisownie w wordzie i jeszcze dodatkowo teksty sprawdzają 2 osoby. Mimo wszystko i tak czasem się przemyci jakiś błąd.
Nie jestem jedyną osobą, która zwraca uwagę na błędy.
W kwestii podpisu pod obrazkiem chodziło mi o to, że na początku XX wieku nie istniały płyty CD :-)
Proszę nie brać moich zarzutów osobiście, tylko dotychczasowe teksty czytało się fajnie z uwagi na ich stylistykę. Przecież wystarczy poprawić błędy i po sprawie. Chyba, że ich Pan nie dostrzega, to już inny problem i zarazem problem całej redakcji tego serwisu.

Autor edytował komentarz w dniu: 15.01.2017 19:25
Dementor   34 #21 15.01.2017 19:30

Te kilka błędów zostało już skorygowane. I przestań hejtować mój wpis.

Autor edytował komentarz w dniu: 15.01.2017 19:32
  #22 15.01.2017 19:33

Wciągający wpis. Dla pasjonatów muzyki miła lektura.

TrustNoOne   11 #23 15.01.2017 19:39

@Dementor: Gdzie skrytykowałem wpis? Gdzie czepiam się na siłę? I gdzie tekst jest poprawiony? Pierwszy z brzegu cytat z twojego wpisu "Dostęp do najnowszych premier miałem ułatwiony. A że na przełomie wieków. Mało jeszcze ludzi posiadało w domu własny komputer. Strony internetowe oferujące hostingi plików, wszelakie torrenty czy YouTube. Były dopiero melodią przyszłości.". Naprawdę uważasz, że wszystko jest ok? :) Cytat skopiowałem w tym momencie. Nie wiem ile masz lat, ale konstruktywnej krytyki (nie idei wpisu, a jego wykonania) nie jesteś w stanie przyjąć... W taki sposób zachowują się dzieciaki mające wysokie i zarazem błędne mniemanie o sobie. Weź daj na luz...

Autor edytował komentarz w dniu: 15.01.2017 19:43
przemopk   11 #24 15.01.2017 19:42

@Dementor: Jeżeli ktoś zwraca uwagę na błędy, to nie wyzywaj Go od hejtera, tylko spójrz na swój wpis:

"Wtedy to oficjalne na początku lat sześćdziesiątych XX wieku. Pojawił się na rynku fonograficznym pierwszy "pirat". Którym była to pocztówka dźwiękowa. Która pomimo nazwy miała mało wspólnego ze zwykłą kartką pocztową. Gdyż nie była wysyłana pocztą, nie naklejano na nią znaczka itp."

Co robi taka ilość kropek w tym fragmencie?

"Pułki sklepowe" dalej straszą.

Ciekawy, który moderator dał to główną?

Dementor   34 #25 15.01.2017 19:46

Opinia powinna się odnosić do całego wpisu. A nie do tego gdzie jest kropka. Bo to jest strasznie minimalistyczna postawa. A to nie żadne "pułki sklepowe" tylko fragment mojej kolekcji.

Autor edytował komentarz w dniu: 15.01.2017 19:51
miclis   7 #26 15.01.2017 19:56

Pod względem merytorycznym - super tekst. Powiedziałbym wręcz, że kandydat na wpis miesiąca. Szkoda tylko, że tyle w nim błędów, ja rozumiem, że w tak długim tekście można przeoczyć jakąś literówkę, ale tutaj i moja tolerancja się skończyła.
Z chęcią przeczytam część drugą, jeśli taką napiszesz. Widzę, że masz dużo do powiedzenia i potrafisz przekazywać informacje w ciekawy i przyjemny sposób.

wark   7 #27 15.01.2017 19:56

Z chwilą pojawienia się tego nośnika na rynku. Zyskał on natychmiastową popularność. A przełom lat 60-tych i 70-tych XX wieku. Były czasem jego wielkiej prosperity. Kiedy to możliwość zakupu dla normalnego użytkownika płyt winylowych był praktycznie niedostępna. A ceny gramofonów dochodziły do horrendalnych sum. Wtedy to dostęp do popularnych wykonawców za granicą. Zwłaszcza grających zakazany wtedy w naszym kraju rock and roll. Odbierany wtedy przez władze komunistyczny jako wytwór "zgniłego kapitalizmu". Był niedostępny

nie da się tego czytać... serio, weź przeczytaj artykuł chociaż raz po napisaniu, bo może i jest ciekawy, ale nie będę w stanie tego sprawdzić - błędy po prostu odrzucają

Dementor   34 #28 15.01.2017 19:59

@TrustNoOne: OK. Cytat jest wycięty z kontekstu. Ułatwiony dostęp do płyt miałem. Bo je kolekcjonuje. A z 17 lat temu mało kto jeszcze pobierał muzykę z sieci. To automatycznie ludzie szukali oryginałów żeby je w domowych warunkach pobrać. Prosta dedukcja.

Dementor   34 #29 15.01.2017 20:06

@miclis: Dzięki za pozytywną opinię. To co napisałeś. Wziąłem pod uwagę.

przemopk   11 #30 15.01.2017 20:09

@Dementor: Przecież to jest Twoje zdanie:
"I chociaż wytwórni było co nie miara. Konkurencja spora, Tysiące płyt na pułkach sklepowych"

Kropka, przecinek i całość jakość bez sensu.

Dementor   34 #31 15.01.2017 20:18

@przemopk: Kolejne zdanie wycięte z kontekstu... I chociaż wytwórni było co nie miara. Konkurencja spora, Tysiące płyt na pułkach sklepowych. Nijak to się miało to atrakcyjności cen. Bo wprowadzenie praw autorskich, co za tym hologramowanie płyt, i nałożona na nie cała masa opłat (w którym artyści i tak najmniej dostawali).
Spowodowało wręcz horrendalne podniesienie cen nośników muzycznych, w stosunku do zarobków w Polsce.... teraz to ma sens, bo się odnosi do ówczesnej sytuacji sprzedaży płyt CD w Polsce.

  #32 15.01.2017 20:20

@moh3r: a działają dziś?

przemopk   11 #33 15.01.2017 20:22

@Dementor: Udajesz czy naprawdę nie rozumiesz?
PÓŁKACH a nie PUŁKACH.

Po raz kolejny: co robi tyle kropek w Twoim tekście???

Dementor   34 #34 15.01.2017 20:27

@przemopk: OK.

moh3r   11 #35 15.01.2017 20:27

@przemopk: Czytam sobie waszą dyskusję i coraz bardziej skłaniam się ku temu, że on to robi specjalnie :)

namopanik   3 #36 15.01.2017 20:34

Dołączam się do uwag językowych. Język polski zna wiele innych znaków interpunkcyjnych, a nie tylko kropkę. Unikanie tych znaków szkodzi logice zdań i myśli. Po prostu nie wolno tak stosować interpunkcji. Niech ktoś mi powie, dlaczego to są 3 zdania: "Ale już tak około 2002 roku. Przyszedł w sukurs ogółowi odbiorców. Rozwijający się w tempie wręcz ekspresowym internet."

Kończąc o języku, podrzucam kwiatek z tekstu: " widokówka dźwiękowa słuchana gdzieś kontem u znajomego".

Pomijając tę kwestię (a utrudnia ona lekturę, oj, utrudnia), to wpis jest ciekawy. Podoba mi się spojrzenie na rozwój polskiej fonografii z perspektywy powszechnych i dopuszczalnych wtedy praktyk pirackich (kto pamięta sprawdzanie sygnału - kanał lewy... kanał prawy... przed puszczeniem w radio całej płyty dla tych, co chcieli ją nagrać?).
Ale w kilku miejscach bym się nie zgodził.
1/ Trudno mówić w przypadku Czerwonych czy Niemena, że tworzyli scenę niezależną. Gdzie - na festiwalu w Opolu? Pocztówkowe piracenie zwiększało ich popularność - ale polegało na powielaniu już wydanych - legalnie i przez państwowe wydawnictwo - płyt. Prędzej o niezależności da się mówić w przypadku SBB - ale to już inne czasy i inne nośniki. Podejrzewam, że wielbiciel SBB sięgał prędzej po szpulowca (długość nagrań), a nie bazarową pocztówkę.
Mam też swoją (niesprawdzoną) teorię, że pocztówki chętniej obsługiwały inny rodzaj muzyki - królował na nich folklor miejski: Orkiestra Małego Władzia, ewentualnie Jarema Stępowski ("No to jadziem na Bielany, cała paka rusza dziś"), Kapela Czerniakowska, piosenki w stylu "Zaledwie latek miała szesnaście".
2/ Powyższa uwaga pokazuje, że należy z większą uwagą dostrzegać różnice między różnymi okresami PRL, kilka lat mogło oznaczać de facto nieomal zmianę epoki. Wstawianie w jednym zdaniu Niemena i Dżemu kompletnie pomija tę właściwość niedawnych dziejów.
3/ Nie wiem dlaczego obok tekstu na temat popularności magnetofonów kasetowych jest zdjęcie AKAI, który wygląda na szpulowy. Zresztą, wydaje mi się, że należało wspomnieć o nieśmiertelnym Grundigu, ze względu na jego popularność i podatność na modyfikacje (blokada suwaka przewijania przy pomocy kapsla od piwa).

Wielki plus za zdjęcie z Jarocina. Jest rewelacyjne. Chłopaki mieli dużo samozaparcia, w końcu ręka rozboli od trzymania. Dziś jest łatwiej, bo się trzyma komórki, ale zwykle w innym celu.
Chętnie poczytałbym więcej na ten temat, ale może lepiej w krótszych odcinkach - tu już były skomasowane 3 części.

KR60   9 #37 15.01.2017 20:34

"Kiedy to możliwość zakupu dla normalnego użytkownika płyt winylowych był praktycznie niedostępna. A ceny gramofonów dochodziły do horrendalnych sum"

Zaraz, zaraz!

Ja wtedy żyłem, i proszę mi kitu nie wciskać.
Płyty winylowe były dostępne tylko repertuar na nich nie nadążał za popytem. Proces wydawniczy trwał koszmarnie długo a pocztówki wydawano prawie natychmiast. No i gramofony wcale nie były takie drogie. To przy nich się bawili ludzie pracy miast i wsi.

Dodatkowo Autor nie wspomniał o tym że Polskie Radio w latach 70 także ułatwiało zdobywanie dobrej muzyki niedostępnej w sklepach.

Kto poza mną pamięta "Studio Nagrań?"

Kanał Lewy, szszszszszszszszsz, Kanał Prawy psssssssssssss

Tak się to zaczynało, aby można było prawidłowo ustawić poziom nagrywania!

I było to źródło dobrej muzyki z Zachodu, czasem rzeczywiście z ingerencjami cenzury, o czym -o dziwo- Redaktor prowadzący uprzedzał: "Płyty z której nie odtwarzamy utworu trzeciego..."

Bo Polskie Radio uznawało wtedy że muzyka jest dobrem kulturalnym należącym się ludziom dobrej roboty jak psu buda, a nie towarem do sprzedawania nawet 100 lat po śmierci autora jak zamrożone hamburgery.


To wtedy wyrosło całe pokolenie świetnych "dziennikarzy muzycznych": Niedźwiecki, Mann, Kaczkowski i inni, których nazwiska akurat wyleciały mi z głowy. A na listę przebojów programu trzeciego czekało się z niecierpliwością bo było wiadomo że będą perełki.
I żaden palant nie zagadywał końcówek utworów tylko pozwalano im wybrzmiewać. Można było nagrywać.

Nie ma co demonizować tamtych czasów. Wychowałem się i na Kurtyczu i Foggu i Czerwonych Gitarach czy Skaldach ale i na Glennie Millerze, Armstrongu, King Crimson czy Pink Floyd, A Deep Purple częściej słyszałem wtedy niż dzisiaj. Paradoks?

wielkipiec   16 #38 15.01.2017 21:03

@przemopk: było i nie ma :)

Dementor   34 #39 15.01.2017 21:07

@KR60: Wpis absolutnie nie ma na zadaniu demonizowaniach tamtych czasów. To, że były wtedy stacje radiowe to wiem i pisałem o tym. Jak napisałeś repertuar ich mocno ocenzurowany. Chodzi tu głównie o przełom 60-70 lat. I dlatego powstało silne podziemie pirackie, co kompleksowo opisałem. Warto też nadmienić, że z zadeklarowanych kolekcjonerów tych nagrań. Wyłonili się tak znamienici dziennikarze muzyczni, jak Mann, Niedźwiecki czy Kaczkowski.

Autor edytował komentarz w dniu: 17.01.2017 23:45
DjLeo MODERATOR BLOGA  18 #40 15.01.2017 21:15

@wielkipiec: Tekst ląduje w pozostałych do czasu poprawy wszystkich błędów, zwłaszcza tych z kropkami i dzieleniu w dziwny sposób zdań. To ja dałem go na główną, ponieważ bardzo szybko czytam i takie czytanie ma wadę, że tekst się zlewa i nie widać takich akcji jak z tymi kropkami. Bo pod względem logiki i sensu zdań jest wszystko ok. Autor poprawi tekst i wróci na główną.

@Dementor tak jak Ci pisałem w edycji bloga, Language Tools, przeleć cały tekst, jak to zrobisz daj mi znać wtedy sprawdzę ponownie i opublikuję.

Autor edytował komentarz w dniu: 15.01.2017 21:15
DjLeo MODERATOR BLOGA  18 #41 15.01.2017 21:19

btw. był u nas kiedyś na rozmowie taki chłopak co napisał w CV - "wykładanie towaru na pułki". Do dzisiaj mamy na whiteboardzie napisane "pułki".

Także nie polecam, nie wiem też @Dementor czemu zaprzeczasz oczywistemu, jest błąd trzeba naprawić, co uczyniłem, bo jakoś ty usilnie go nie chciałeś poprawić w tekście. Poza tym wpis bardzo fajny, poprawisz wszystkie błędy i mogę nawet zagłosować na niego ;)

przemopk   11 #42 15.01.2017 21:43

@DjLeo: Dziękuję za reakcję, nie wiem tylko jak szybko trzeba czytać, aby nie zauważyć takiego "bełkotu" interpunkcyjnego. Taka dowolność w stawianiu kropek i przecinków, prowadzi właśnie do zupełnego braku logiki i sensu zdań.

Dementor   34 #43 15.01.2017 21:46

@DjLeo: OK. Zrobione. Pozdrawiam

przemopk   11 #44 15.01.2017 22:01

@Dementor: Chyba żartujesz:)
"Państwowe firmy, z tym procederem rozpowszechnionym na tak daleko idącą skałę. W zasadzie z góry były skazane na porażką. Tym bardziej że ich forma wydawnicza działa ze sporym opóźnieniem. Czasami nawet i rok po premierze danego albumu. Ten nośnik okazywał się oficjalnie."

"Następstwem tych działań. Było pojawienie się magnetofonu szpulowego. Który podobnie jak drutofon. Początkowo był dostępny tylko w studiach nagraniowych. Żeby na dobre w latach siedemdziesiątych pojawić się w masowej produkcji."

"Na ten okres bez wątpienia datuje się największa popularność magnetycznych rejestratorów dźwięku, jakimi były magnetofony szpulowe. W naszym kraju. Był to nośnik który oprócz dużych gabarytów charakteryzował się tym że wykorzystywał do odtwarzania muzyki magnetyczną nawiniętą na dwie szpule."

Rejestrator a nośnik to dwie różne rzeczy.

  #45 15.01.2017 22:09

Tekst to zwykła komercyjna lipa, nie tylko bełkot interpunkcyjny, to zwykły bełkot, przekładany półprawdami wraz z naciąganą fikcją. Wyimaginowaną przez trzynastolatka, lat dziewięćdziesiątych. Szkoda czasu na czytanie :(
PS.
Komuna szanowny autorze jeszcze nie upadła. Ona dogorywa dzisiaj ... i być może zdechnie, lub tak jak w latach dziewięćdziesiątych przepoczwarzy się w kolejną hydrę. Natomiast muzyka w PRL była wentylem bezpieczeństwa, którym kontrolowano młodzież, tak samo jak dzisiaj robią to media IT, szczególnie te finansowane przez antynarodową masonerię.

TrustNoOne   11 #46 15.01.2017 22:18

@Dementor: Czy wzięty z kontekstu, czy nie - nie ma znaczenia. Zarówno w całym tekście, jak i w tym kawałku jest masa błędów gramatycznych. Naprawdę ich nie widzisz?

Dementor   34 #47 16.01.2017 10:45

@KR60: Ja, tak samo nie dzielę muzykę pod względem gatunkowym. Tylko na dobrą i złą. Co do dostępności płyt winylowych w tamtych czasach. Nie twierdzę, że takich nie było, tylko cena za nie była wygórowana. Inna sprawa żeby, wspomnieć o wszystkich niuansach panujących w tamtych czas, pod względem poznawania muzyki. O tworzącej się wtedy scenie undergroundowej, żeby to wszystko w pełni opisać, ten wpis musiałby być przynajmniej dwa razy dłuższy, a i tak jest bardzo rozbudowany :)

FreeWare_RK   21 #48 16.01.2017 11:47

Kapitalny wpis, długi, treściwy, okraszony screenami :) . Takich nam więcej potrzeba :) . Już wiedzę kto wyrasta na ,,poczytnego blogera", ,,Top Blogera" i nie tylko :) . Brawo @Dementor . Pozamiatałeś konkurencję :) . Twojego wpisy czyta się najfajniej i bez znużenia.

Dementor   34 #49 16.01.2017 11:54

Po prostu odniosłem się do tego. Jak się to wszystko kształtowało na przestrzeni wielu lat. Wpis przeznaczony najbardziej dla pasjonatów muzyki. Do których jak wiem i Ty się zaliczasz.

Autor edytował komentarz w dniu: 16.01.2017 11:59
FreeWare_RK   21 #50 16.01.2017 12:00

@Dementor: Tak ale jest to napisane po prostu genialnie :) . Wspaniały wpis, świetnie to wszystko się prezentuje. 11/10 :) . Zaszczytna odznaka najlepszego z najlepszych już na Ciebie czeka :) . Już to czuje :) . Co wpis to coraz lepszy, miodzio. Sama radość z czytania. Co ciekawe, że materiał bardzo obszerny ale ani odrobinę nie jest nużący w odbiorze. Gratuluję Ci :) .

Dementor   34 #51 16.01.2017 12:03

Na pewno może być lepiej. Najważniejsze dla mnie, żeby sama historia zawarta w tym tekście była spójna. I uchwyciła „ducha tamtych czasów”.

Autor edytował komentarz w dniu: 16.01.2017 12:08
bystryy   11 #52 16.01.2017 13:01

@Dementor: "pułki sklepowe" -> półki sklepowe

Wpis świetny, sam zbieram oryginalne CD z muzyką do tej pory.

W kwestii płyt CD-R , od TDK i Verbatim wolałem Dysan. Jakiś czas temu znalazłem jedną nienagraną podczas porządków. Łezka w oku się zakręciła :)

Autor edytował komentarz w dniu: 16.01.2017 13:28
DjLeo MODERATOR BLOGA  18 #53 16.01.2017 17:48

@Dementor: Nie poprawiony:

Przykłady pierwsze z brzegu:
- W naszym kraju. Był to nośnik...
- Nie każdy kilkanaście lat temu miał też dostęp, nawet tych podstawowych sprzętów. Byli też tacy co, kupowali takiej domowej roboty podróbki, u tych którzy...
- ...ciężkie pieniądze zdobywali w każdy możliwy sposób płyty winylowe. A później odpłatnie je wypożyczali, użytkownikom magnetofonów szpulowych.

Bardzo chcę ten wpis umieścić na głównej, daj mi ponownie szansę to zrobić!

@FreeWare_RK wazelina mode on? :)

FreeWare_RK   21 #54 16.01.2017 18:16

@DjLeo: Nie wazelina tylko po prostu bardzo mi spasował temat i to jak napisany został więc oceniam bardzo pozytywnie. Fajnie, że tematy inną powstają a nie tylko linuxy, androidy i takie dyrdymały.

darek719   39 #55 16.01.2017 18:22

Ciekawy wpis, pomimo niedociągnięć :)

FreeWare_RK   21 #56 16.01.2017 18:25

@darek719: Właśnie :) dobrze powiedziane. Z wpisu na wpis jest coraz lepszy :) .

moh3r   11 #57 16.01.2017 18:46

@Anonim (niezalogowany): Nie mam pojęcia, z ciekawości, przy najbliższej okazji, przeszukam archiwum w domu rodzinnym, być może znajdę nośniki nagrane w tamtych czasach.

Dementor   34 #58 16.01.2017 19:05

@DjLeo: Oceń teraz, kilkakrotnie sprawdzałem na LanguageTool. Wychodzi na to, że jest poprawa i edytorsko ten wpis spełnia wymogi DP.

DjLeo MODERATOR BLOGA  18 #59 16.01.2017 20:53

@Dementor: Powiem Ci jak sprawdziłem. Przewinąłem do pierwszego lepszego zdania i przeczytałem.

"Pierwsze lata XXI wieku w Polsce. To wręcz patologiczna sprzedaż wszelkiego rodzaju nośników medialnych."

To narzędzie nie znajdzie Ci błędu w powyższym zdaniu/zdaniach. Musisz sam poprawić.

Przeczytaj cały tekst i popraw te rażące błędy.

Dementor   34 #60 16.01.2017 23:21

@music: Fajny sprzęt, ja mam zestaw Technics. Służy mi nieprzerwanie od 15 lat. Kolekcjonerstwo nośników muzycznych piękna sprawa, można się uzależnić. U mnie tak samo była podobna ewolucja od kaset, poprzez winyle, na cedekach kończąc. Chociaż teraz w głównej mierze w necie muzyki słucham, a zbieram tylko rzadkie wydania kolekcjonerskie.

lukash86   5 #61 16.01.2017 23:28

Dziwne tak wartościowy wpis, a w pozostałych ląduje. W końcu czyta się go całkiem fajnie i coś nowego wnosi.

Dementor   34 #62 17.01.2017 09:35

@przemopk: Jeżeli uważasz, że jest inaczej, to napisz dlaczego, podając fakty, bo co tutaj napisałem, jest prawdą. Kolejna sprawa co innego błędy edytorskie (nieszczęsna liczba kropek, poprawiona zresztą), a jego przekaz merytoryczny, który Ty bez żadnej kontrargumentacji starasz się obalić. Z tego, co piszesz, wynika, że nie, masz większego pojęcia o tematyce w tym wpisie zawartej. Tylko chodzi o krytykę z samego założenia co jak, wynika z opinii na blogu, jest twoim głównym zadaniem !

Autor edytował komentarz w dniu: 17.01.2017 13:26
DjLeo MODERATOR BLOGA  18 #63 17.01.2017 14:07

Dobra, nie jest idealnie, ale trudno. Leci na główną bloga.

darek719   39 #64 17.01.2017 14:30

@FreeWare_RK: No zdarza się każdemu :)

FreeWare_RK   21 #65 17.01.2017 14:33

@darek719: A no owszem owszem :) .

FreeWare_RK   21 #66 17.01.2017 14:42

@darek719: Piszcie dużo publikacji bo świetnie Wam wychodzą :) . A odznaki o tym świadczą :) . Milioner, najlepszy z najlepszych itd :) . No coś w tym jest, z niczego się to nie bierze :) .

darek719   39 #67 17.01.2017 14:44

@FreeWare_RK: "najlepszy z najlepszych" owszem, ale milioner nie koniecznie :D

FreeWare_RK   21 #68 17.01.2017 15:01

@darek719: Masz milionera przecież :) i najlepszego z najlepszych :) więc to o czymś mówi :) . Byle kto tego nie dostanie, trzeba sobie zasłużyć :) . Skoro to masz to o czymś to świadczy. Więc doskonały z Ciebie bloger :) . @Dementor'a również to czeka bo kurcze widzę po tym co pisze. Może i są tam jakieś drobne błędy ale jak na mój gust jest naprawdę świetnie.

Dementor   34 #69 17.01.2017 15:04

@FreeWare_RK: Odznaki, odznakami, ale tu chodzi o uchwycenie sensu danej publikacji. Jesteś zwolennikiem pobierania muzyki na pliki mp3 czy kolekcjonujesz ją w tradycyjny sposób ?

darek719   39 #70 17.01.2017 15:06

@FreeWare_RK: Milionera tak jak i większość odznak można z trollować :D najlepszy z najlepszych - to co innego, to zasługa czytających i głosujących.

FreeWare_RK   21 #71 17.01.2017 15:10

@Dementor: Dawniej jak nie było mp3 i jak nie miałem internetu to namiętnie kupowałem płyty, mam ich wiele. Nie winyle akurat bo choć mam gramofon to jednak nie jest on sprawny a winyli od lat nie mam bo domownicy powyrzucali. Ale płyty CD mam :) . Zawsze namiętnie słuchałem muzyki klasycznej oraz takich twórców jak Frank Sinatra, Dean Martin, Al Martino, Leonard Cohen, Nat Kin Cole itd. Potem przebranżowiłem się najpierw na rock a potem na metal gotycki, symfoniczny, progresywny.

Teraz to głównie mam mp3 niestety nad czym boleję bo płyty nadal są takie drogie jakie były. Wolał bym płytę i mieć coś fajnego do postawienia na stojaku a nie duperelę cyfrową ale cóż taka płytka to potrafi kosztować a na niej nieraz 6, 8 utworów a to mało w stosunku do ceny niestety.

Ostatnimi czasy nawet i mp3 już nie mam a słucham na necie coś albo w radiu.

FreeWare_RK   21 #72 17.01.2017 15:11

@darek719: W sumie racja :) . No głównie o tego najlepszego z najlepszych mi się rozchodzi. Za byle co tego nie masz :) . Trzeba było się postarać i wysilić by to uzyskać :) .

Dementor   34 #73 17.01.2017 15:21

Właśnie na tym polega cały problem ze zbieranie oryginalnych płyt w Polsce, że ciągle są w bardzo wygórowanych cenach, kosztują tyle, co na Zachodzie, a wiadomo zarobki w naszym kraju, są niepomiernie mniejsze. Tym bardziej, jeżeli ktoś preferuję muzykę awangardową, mocno siedzie w undergroundzie. Owszem są niszowe wytwórnie, na licytacjach internetowych można też coś tanio kupić, ale to jest zabawa dla maniaków, trzeba się temu absolutnie poświęcić, ja od dobrych kilku lat zbieram tylko rzadkie pozycje na dobrych licencjach. Na co dzień w większości słuchając ulubionych wykonawców na YouTube czy ściągając albumy na pliki mp3, no i wiadomo do tego dochodzącą koncerty.

FreeWare_RK   21 #74 17.01.2017 15:29

@Dementor: No właśnie, dokładnie jak mówisz jest. Płyty nadal są za drogie. Ok 20,30 zł mogę jeszcze dać ale nie np. 70, 80 zł za płytę gdzie jest tych 6 czy 8 utworów. To za dużo trochę. Aczkolwiek piękne okładki na oryginalnych albumach bardzo przyciągają uwagę. Zawsze jak idę do media markt albo do empiku to stoję i przeglądam te płyty. Jak coś potanieje to sobie lubię kupić :) .

Dementor   34 #75 17.01.2017 15:37

Jeżeli chodzi o mnie to w głównej mierze, kupuje przez internet, no i na drodze wymiany, głównie na FB czy OLX.pl. Zgodzę się z Tobą, że np. na takim MediaMarkt można „po pieniądzach” fajne pozycje kupić, np. ostanio kumpel za 60 zeta, zdobył płyty Pantera, Venom i Slayer. Zapomniałbym dodać, że teraz w dobrym stylu jest winyle zbierać, mają słój urok, i to specyficzne brzmienie, tego się nie da podrobić :)

FreeWare_RK   21 #76 17.01.2017 15:41

@Dementor: Tak ale co mi po nich jak mam zepsuty adapter czy gramofon, chyba adapter. Tak adapter, nie gramofon, sorry. No i co mi po tych winylach jak nie mam na czym ich odtwarzać a na razie niestety mam masę innych niespodziewanych wydatków. Ale jak trochę grosiwa będzie to pomyślę.
Ostatnio kupiłem cholera za małe pieniądze od gościa zegarek nakręcany taki kieszeniowy na łańcuszek. Normalnie dla mnie gratka, uwielbiam takie rzeczy :) .

Dementor   34 #77 17.01.2017 15:50

To najwyższa pora zaopatrzyć się w dobry gramofon :) Polecam kultowy model Gramofon Unitra GS434 BERNARD. Tani, masywny, bardzo dobrze winyle na nim chodzą. Jak dobrze poszukasz to na aukcjach internetowych i za 150 złotych go kupisz. Co do gadżetów, fajna sprawa, a taki zegarek na łańcuszek to był niezły bajer ze 100 lat temu, a nóż będziesz prekursorem nowej mody, teraz jest moda na rzeczy w stylu retro :)

FreeWare_RK   21 #78 17.01.2017 15:52

@Dementor: Dochodzi kwestia gdzie go postawię bo mieszkanie mam maleńkie więc będzie problem. No ale coś się tam kiedyś pomyśli.

FreeWare_RK   21 #79 17.01.2017 15:52

@Dementor: Tak ja bardzo lubię retro rzeczy :) .

Dementor   34 #80 17.01.2017 16:01

Dla chcącego nic trudnego jedno jest pewne, że dźwięk analogowy jest dużo bardziej ceniony przez audiofilów,

Dementor   34 #81 17.01.2017 16:04

@darek719: Nie da się zaprzeczyć w tej kwestii, jesteś największym znawcą :)

FreeWare_RK   21 #82 17.01.2017 16:07

@Dementor: Heh audiofilem nie jestem ale lubię metal i muzykę klasyczną. Na wierzy najlepiej bo głośniki jednak mają odpowiednią moc :) .

darek719   39 #83 17.01.2017 16:08

@FreeWare_RK: ja lubię słuchać na słuchawkach, całkiem inny odbiór (z zamkniętymi oczami)

darek719   39 #84 17.01.2017 16:08

@Dementor: a no.. ktoś musi być :)

darek719   39 #85 17.01.2017 16:09

@DjLeo: coś nie widać tej głównej ponownie... :)

Dementor   34 #86 17.01.2017 16:16

@darek719: No wtedy można całkowicie się na niej skupić, w ogóle odprężyć. Na słuchawkach to najlepiej mi się słucha soundtracków (np. Hansa Zimmera), ambientu, folk metal (Wardruna). Świetny klimat do uprawiania joggingu :)

FreeWare_RK   21 #87 17.01.2017 16:16

@darek719: No tak, jak masz porządne słuchawki to owszem :) . Ale to też się odbija na kondycji słuchu. Ja nie lubię tych dousznych słuchawek, wolę te klasyczne albo takie te duże nie wkładane do uszu a zakładane na nie :). Miałem kiedyś takie mega super uber duper z drewna wiśni :P . Miały zaczepistą jakość dźwięku ale przyszedł ich czas i poszły w kosz.

darek719   39 #88 17.01.2017 16:16

@Dementor: też tak mam, tylko czasem jest problem bo zasypiam słuchajać :)

darek719   39 #89 17.01.2017 16:18

@FreeWare_RK: te douszne tylko dobrej jakości, ale nawet jeśli to i tak prędzej czy później, kabelek przy wejściu się popsuje ;/

FreeWare_RK   21 #90 17.01.2017 16:32

@darek719: Ja zawsze zasypiam słuchając. Nastawiam się na słuchanie a potem nawet jednego utworu nie dosłucham :P . Do rana potem mi gra heh a co ja zarobię za 5,10 lat? Głuchota mnie weźmie bo podobno na słuchawkach to niedobrze jest słuchać.
Miałem jakieś takie douszne słuchawki też sennheiser za 20 czy za 30 zł nie pamiętam na allegro kupiłem i były bardzo dobre aczkolwiek po słuchaniu dłuższym (oczywiście cichym bo nie puszczam głośno jak mam słuchawki), bolały mnie uszy. Ale bass miały mega dobry.

darek719   39 #91 17.01.2017 16:50

@FreeWare_RK: ja dawno nie słuchałem na słuchawkach, ale kiedyś miałem takie za 100zł to i w tych kabelek nie wytrzymywał. Słuchawki to całkiem inny odbiór ale muszą być dobre i wygodne :)

Autor edytował komentarz w dniu: 17.01.2017 16:54
FreeWare_RK   21 #92 17.01.2017 16:59

@darek719: A no racja wygoda to podstawa w nich :) . Ja miałem takie https://i.wpimg.pl/730x0/m.gadzetomania.pl/audio-technica-01-f3383ca6fcebfa.jpg . Były bardzo fajne :) . Jak do iPoda podłączałem to był efekt po prostu full wypas.

darek719   39 #93 17.01.2017 17:22

@FreeWare_RK: ja miałem akg

Autor edytował komentarz w dniu: 17.01.2017 17:27
FreeWare_RK   21 #94 17.01.2017 17:26

@darek719: Odpisałem.

  #95 18.01.2017 11:59

Merytorycznie ciekawe, ale zastanawia jaką to krzywdę wyrządził autorowi język polski, że go tak kaleczy.

  #96 19.01.2017 00:52

Rewelacyjny wpis, od razu widać że napisany przez osobę zaznajomioną że specyfiką tych czasów. Napisany w dobrym stylu, z pasją, można było tylko więcej napisać o piractwie kaset magnetofonowych w warunkach domowych. Setki takich zgrywałem samemu robiąc kserówki okładek.

Dementor   34 #97 19.01.2017 01:48

@namopanik: Doceniam Twoją kompleksową wypowiedź, która trafnie się odnosi to specyfiki tamtych czasów, co do kwestii muzycznych jeżeli Czerwone Gitary to był klasyczny przedstawiciel Mainstreamu, taki polski odpowiednik The Beatles, to Czesław Niemen miał niebagatelny wpływ na rozwój polskiej sceny niezależnej, bo z chwilą nagrania albumu Niemen "Enigmatic", to było już zupełne odejście od muzyki rozrywkowej, a przejście całkowite w awangardę, prekursorskie eksperymenty z wykorzystywaniem wierszy znanych polskich poetów w rocku, słynny "Bema pamięci żałobny rapsod", a w późniejszym czasie w jego zespole udzielali się muzycy z SBB, radzę posłuchaj takich albumów jak "Katharis" czy "Aerolit".
Kolejna sprawa dotycząca ówczesnej sceny niezależnej, ten wpis dotyczy przestrzeni kilku dekad, a zestawienie twórczości Niemena, z zespołem Dżem, uważam na miejscu, bo przełom lat 70tych z 80-tymi to okres ich największej aktywności muzycznej i nawet Niemen udzielał się wokalnie z tym zespołem,
a dla Ryszard Riedla był jedną z największych inspiracji w jego twórczości pośród polskich wokalistów. A to, że tak naprawdę w pełni polski underground rozkwitł na taśmie szpulowej to się w pełni, zgodzę widokówka pocztowa, była dopiero takim "zaczynem" tego, co miało nastąpić. W jednym za to na pewno jesteśmy zgodni, że jakby nie Jarocin, to polska muzyka młodzieżowa byłaby w zupełnie innym miejscu, to tam tworzyły się podwaliny wszystkich subkultur.

Autor edytował komentarz w dniu: 23.01.2017 02:22
lukash86   5 #98 19.01.2017 22:01

Napisałeś że po 2000 roku, na polskim rynku muzycznym pojawiła się wytwórnia wydająca polski Dark Ambient Fluttering Dragon, mało kto jeszcze o niej pamięta. W związku z tym mam pytanie czy nie wiesz gdzie jeszcze można zdobyć ich pozycja, bo teraz są praktycznie nieosiągalne. Może sam masz na nie jakieś namiary? Warto też dodać, że w tym czasie bardzo popularny był Morbid Noizz, wydający podobne klimaty.

Dementor   34 #99 19.01.2017 22:41

@FreeWare_RK: wizualnie te Twoje Technicsy sprawiają super wrażenie, jaki to jest dokładnie model?

Dementor   34 #100 22.01.2017 02:59

@Grzegorz Kalita (niezalogowany): Bo i do takich w głównej mierze był przeznaczony.

lukash86   5 #101 22.01.2017 13:11

Odnosząc się do wytwórni płytowych, zajmujących się polską sceną undergroundową, pisałeś o Fluttering Dragon, mało kto ich jeszcze pamięta. A wydawali świetne projekty z nurtu Dark Ambient czy Folk Metal. Znasz jeszcze jakieś podobne do FD, polskie wytwórnie?

Autor edytował komentarz w dniu: 24.01.2017 01:17
Dementor   34 #102 22.01.2017 17:29

@lukash86: Morbid Noizz był bardziej skupiony na scenie gotyckiej, co do FD faktycznie szybko słuch o nich zaginął, a szkoda bo to była zacna wytwórnia.

Dementor   34 #103 23.01.2017 01:53

@amorphous:@lukash86: Zgodzę się, że Beast of Pray, Mystic Production (wymieniłem w tym wpisie), ale i też Heerewegen Tod Production, Thunda Records (istniała w czasach FD), Gusttaff Records, wiele projektów też wydaje własnym sumptem płyty.

Autor edytował komentarz w dniu: 23.01.2017 01:58
skub1973   2 #104 23.01.2017 07:55

szacunek, za to opracowanie, aż się łezka w oku kręci.

lukash86   5 #105 24.01.2017 01:22

@Dementor: Wielkie dzięki za nazwy tych wytworni, sprawdziłem je, wydają świetne projekty, wychodzi na to że FD, dochował się zacnych następców.

edmun   13 #106 27.01.2017 14:06

Szkoda tych błędów wszędzie bo ciężko przez to przebrnąć, ale fakt.. kawał historii. Choć kłóciłbym się z ostatnim akapitem i tego, jak "podróbki" były tak mocno niedoskonałe jak oryginał. Sam kojarzę za dzieciaka, że jak ktoś mi wręczał prezent w postaci płyty CD, to dopóki się dokładnie nie przyjrzałem, to nie wiedziałem czy wujek płytę przywiózł ze sklepu czy z giełdy.
A czasy pierwszych nagrywarek CD pamiętam wręcz za dobrze, bo jakiekolwiek "przegranie" kosztowało wtedy 20zł. Czasy napędów 2x i braku ochrony buforu, nagrywanie za pomocą Nero trwało jakieś 3 godziny a nieczęsto kończyło się wyrzuceniem płyty (pustej, czystej za 5-7zł) do kosza. Gdzieś w Polsce w archiwach mych do tej pory leżą płyty. Kiedyś próbowałem je zindeksować ale przy 3-cim tysiącu po prostu zrezygnowałem. A czego tam nie.. sharewe'ry, freeware'y, audio, dvd-ripy, cam-ripy, mp3 (pełne 800MB)... tysiące płyt. Nie chcę nawet wiedzieć ile z tego się teraz przyda. Jakże to się wszystko zmieniło.

Dementor   34 #107 27.01.2017 15:53

Zależy co przez pojęcie błędu, rozumiesz? Bo w kwestii merytorycznej temat jest dobrze opisany. Odnosząc się, do tego, co piszesz "podróbki" płyt kompaktowych, na pewno pod względem jakości wykonania (materiał z której jest zrobiona sama płyta CD, jakoś papieru książeczki i okładki), na pewno były gorsze od licencjonowanych płyt. Co do reszty się zgadza, mam podobne doświadczenia. Jedno jest, pewne te wszystkie praktyki przeszły do "lamusa" taka jest kolej rzeczy.

Autor edytował komentarz w dniu: 27.01.2017 15:59
Dementor   34 #108 27.01.2017 16:07

@skub1973: To były piękne czasy, trochę szkoda, że już minione.

Dementor   34 #109 27.01.2017 16:07

@lukash86: Nie ma sprawy, jak coś sobie jeszcze przypomnę dam ci znać.

Autor edytował komentarz w dniu: 27.01.2017 16:15
darek719   39 #110 03.02.2017 20:48

@Dementor: PW (forum) :)

valivamer2015   4 #111 16.02.2017 12:12

Świetny wpis. Gratuluje wygranej w konkursie.

Johny   6 #112 12.03.2017 21:33

Teraz internet ukatrupia nawet prasę.

Dementor   34 #113 28.03.2017 23:31

@Johny: ... i to od dobrych kilkunastu lat.

Gratulacje!

znalezione maszynki:

Twój czas:

Ogól Naczelnego!
Znalazłeś(aś) 10 maszynek Wilkinson Sword
oraz ogoliłeś(aś) naszego naczelnego!
Przejdź do rankingu
Podpowiedź: Przyciśnij lewy przycisk myszki i poruszaj nią, aby ogolić brodę.