Kim Vanvaeck: urocza hakerka w czarnym kapeluszu

Tak zwani „black-hat” hakerzy są to zbuntowani programiści posiadający ogromną wiedzę komputerową. Opracowują oni nowe nieznane dotąd metody ataków na sieci komputerowe, żeby uzyskać dostęp do ważnych danych w celu ich niszczenia, modyfikowania lub kradzieży. Czynią to nie tylko dla własnej satysfakcji, ale też bardzo często w celach zarobkowych. To działanie ponad prawem zaiste jest to domeną mężczyzn i tak naprawdę nieliczne kobiety zyskały szacunek w nastawionym antyfeministycznie hakerskim podziemiu. Jedną z nich jest Kim Vanvaeck autorka ultraniebezpiecznych programów wirusowych. Niniejszy artykuł będzie dotyczył życiorysu tej słynnej belgijskiej programistki.

Lata najmłodsze

Kimberley Vanvaeck urodziła się 1 lipca 1984 roku w Mechelen, zabytkowym mieście położonym kilka kilometrów na północ od Brukseli. Hakerka od najmłodszych lat wyróżniała się ponad przeciętną inteligencją i łatwością przyswajania wiedzy. Otrzymany od wujka, jako prezent gwiazdkowy, komputer Commodore 64 spowodował, że w wieku zaledwie sześciu lat zaczęła pisać swoje pierwsze programy komputerowe w języku BASIC.

Znamiennym wydarzeniem w życiu dorastającej Kim Vanvaeck było obejrzenie na kasecie video filmu System (ang. The Net). Belgijkę z miejsca zachwyciła fabuła filmu, w którym główna bohaterka Angela Bennett będąca ekspertem od komputerów i oprogramowania, po dostaniu pliku z nieznanym wcześniej wirusem, musiała w walce o własne życie rozpracować niszczycielski program. Można przypuszczać, że przez właśnie ten film, określany mianem programistycznego thrillera, nastolatka poświęciła później tysiące godzin na doskonaleniu swoich i tak już nieprzeciętnych umiejętności. Ale nade wszystko chciała udowodnić całemu światu, że dziewczyna również może stać się wybitnym twórcą złośliwych programów. 

Gigabyte

Działania te pozwoliły jej w wieku 14 lat przystąpić do podziemnej grupy hakerskiej Metaphase VX. Wtedy zaczęła tworzyć swoje pierwsze wirusy komputerowe. Pisała w kilku językach, w tym VBScript i swoim ulubionym C++. Czyniła to już pod nadanym przez siebie pseudonimem Gigabyte. Jej nick z czasem przyniósł hakerce respekt wśród konkurencji — czego najlepszym dowodem były pojawiające się w sieci wirusy, które zawierały komunikaty w stylu „HECHO EN ADMIRACION A GIGABYTE” (hiszp. podziwiam Gigabyte).

Vanvaeck pod koniec swoich studiów licencjackich z informatyki stosowanej odbyła podróż do wietnamskiej Politechniki w Hanoi, aby wziąć udział w projekcie dotyczącym wielowarstwowej inżynierii ruchu danych. Wiedza tam zdobyta była bardzo pomocna dla hakerki w napisaniu późniejszej pracy dyplomowej. Podczas jej pisania stworzyła wirusy Coconut-A i Sahay-A oraz swoje opus magnum wirus Sharp-A (zwany też Sharpei), uważany za pierwszego wirusa, jaki kiedykolwiek napisano w języku C#. 

Hakerka w latach 1999-2004 napisała też inne wirusy:

  • Buffy (2 wersje)
  • Coconut
  • Darkness
  • Entice
  • Gum (2 wersje)
  • Logic
  • Parrot
  • Sahara
  • Scooter
  • Scrambler (2 wersje)
  • Stress_Out
  • Xanax
  • YahaSux (2 wersje)
  • Quizy

Warto nadmienić, że Gigabyte nie rozsyłała wirusów, tylko napisane przez siebie robaki zamieszczała na własnej stronie internetowej (http://coderz.net/gigabyte/).

Życie prywatne

Kim Vanvaeck pomimo tego, że od samego początku kusiła ją czarna strona internetu, w życiu codziennym była bardzo poukładana. Zawsze była dobrą uczennicą, a w trakcie studiów udzielała się w wielu zajęciach nadprogramowych. W wolnym czasie ćwiczyła z sukcesami kick-boxing, tańczyła w rytmie muzyki house & trance i kochała zwierzęta (zwłaszcza konie i węże). Można rzec, że była nastolatką, jakich miliony. Wyróżniało ją tylko jedno, że całe swe dotychczasowe życie skupiła na tym, żeby być autorką coraz wymyślniejszych wirusów.

Wojna z Cluleyem

Oprócz działalności hakerskiej Kim Vanvaeck opinii publicznej dała się poznać z poważnego sporu z Grahamem Cluleyem, światowym ekspertem w dziedzinie bezpieczeństwa IT będącym naówczas starszym konsultantem ds. technologii w firmie produkującej oprogramowania antywirusowe Sophos.

Spór Vanvaeck z Cluleyem zaczął się po tym, jak on na swoim blogu napisał, że kobiety nie są w stanie, stworzyć złośliwego oprogramowania. Na Kim ta dyskryminacyjna pisanina podziałała niczym płachta na byka. 

A to skłoniło ją do napisała kilka wirusów dedykowanych Cluleyowi, które spustoszyły dyski twarde jego komputera, pozbawiając go ogromnej ilości ważnych danych. Siła tego ataku okazała się więc najlepszym dowodem, że kobieta potrafi stworzyć niebezpieczne wirusy. Po zemście na Cluleyu hakerka wypowiedziała słowa, którymi zyskała poparcie wśród tysięcy kobiet-programistek na całym świecie:

Chciałabym poinformować wszystkich, szczególnie mężczyzn, że istnieją dziewczyny/kobiety które lubią komputery... i służą im one nie tylko do grania w gry, ale również do pisania programów. Myślę, że to dość ważne dla wszystkich kobiet, które znają się na komputerach ale żyją w otoczeniu mężczyzn uważających je za głupie.

Ta rewolta w niedługim czasie stała się jednak przyczyną poważnych problemów prawnych hakerki.

Zatrzymanie i nawrócenie

16 lutego 2004 roku w poczytnej gazecie „La Libre Belgique” pojawiła się wiadomość, że tydzień wcześniej funkcjonariusze federalnej jednostki ds. przestępstw komputerowych aresztowały 19-letnią Kim Vanvaeck. Została ona oskarżona o tzw. sabotaż komputerowy. Pięć z jej komputerów zostało skonfiskowanych, a jej stronę internetową zamknięto. 

Na podstawie obowiązującej w Belgii od 2000 roku ustawy o cyberprzestepstwach za swe przewiny groziło jej do trzech lat więzienia i dodatkowo mogła być obciążana grzywną w wysokości 100 tysięcy euro.

Stróżowie prawa jednak zdawali sobie sprawę, jak z wielkim talentem mają do czynienia. „Jest to wyjątkowo utalentowany informatyk” - stwierdził przesłuchujący ją inspektor policji do spraw cyberprzestępstw - „Szkoda, że swoje umiejętności wykorzystywała w tak niewłaściwy sposób”. Vanvaeck broniła się wtedy, że z wyjątkiem Cluleya nigdy nie wykorzystywała napisanych przez siebie wirusów. „Czy wsadzacie do więzienia producentów pistoletów, bo ktoś nimi zabija innych ludzi? Ja nie rozpowszechniam wirusów, ja je tylko piszę.”

Ta linia obrony okazała się słuszna i pomimo że stworzone przez Gigabyte wirusy były bardzo niebezpieczne z racji tego, że (oprócz Cluleya) nie udowodniono jej celowego ich rozprzestrzeniania, zastosowano wobec młodej Belgijki tylko dwuletni zakaz korzystania z komputera. Dla Vanvaeck była to lekcja, z której wyciągnęła wnioski, rezygnując z dalszego tworzenia programów wirusowych. Obecnie jest profesjonalistką do spraw bezpieczeństwa w sieci – i jest uważaną przez wielu za pierwszą ikonę feminizmu w cyberprzestrzeni.  

Komentarze