Facebook staje się tubą propagandową dla rządów. Firma sama bije na alarm

Strona główna Aktualności

O autorze

Ludzie związani z rządem Arabii Saudyjskiej prowadzili sieć fałszywych kont i stron w celu promowania państwowej propagandy i atakowania regionalnych rywali – przyznał w czwartek Facebook, cytowany przez Reutersa. Ponoć firma z Menlo Park już wzięła się za demontaż propagandowej struktury i ma na tym polu istotne sukcesy.

Facebook twierdzi, że zawiesił 350 kont i stron śledzonych przed ponad 1,4 mln osób. Wszystkie, zdaniem przedsiębiorstwa, cechowały się "skoordynowanymi i nieautentycznymi działaniami", ukierunkowanymi na saudyjską propagandę.

Rządowe biuro prasowe Arabii Saudyjskiej zamieszania komentować nie chce. Reuters twierdzi jednak, że jest to kolejny przykład sytuacji, w której jakiś kraj Bliskiego Wschodu wykorzystuje znaną platformę internetową do celów politycznych. Pada nie tylko przykład Facebooka, ale także Twittera i YouTube'a. Jednocześnie przypomniany zostaje Iran.

W 2018 roku Reuters szczegółowo opisał kampanię wspieraną właśnie przez Iran, gdy zamordowano saudyjskiego dziennikarza Dżamala Chaszukdżiego. Rijad został wówczas oskarżony o szerzenie dezinformacji, pomimo że pogłoski o udziale w zabójstwie wielokrotnie dementował i nawet wskazał winnego, na którego nałożył sankcje – Katar.

Unikatowa bezpośredniość

Bądź co bądź, w tym konkretnym przypadku zaskakująca jest prostolinijność Facebooka. Firma Zuckerberga ogłasza usunięcie "nieautentycznego zachowania" nawet kilkukrotnie w ciągu miesiąca, ale rzadko kiedy wprost wiąże tego rodzaju aktywności z jakimś rządem. Teraz nie ma żadnych wątpliwości.

– W przypadku tej operacji nasi śledczy byli w stanie potwierdzić, że osoby stojące za tym są powiązane z rządem Arabii Saudyjskiej – powiedział Nathaniel Gleicher, szef polityki bezpieczeństwa cybernetycznego na Facebooku. – Za każdym razem, gdy mamy związek między operacją dezinformacyjną a rządem, jest to znaczące i ludzie powinni być tego świadomi – dodał Gleicher, wyraźnie pewny swych słów.

Równolegle przedstawiciel zdradził, że zawieszono osobną sieć ponad 350 kont powiązanych z firmami marketingowymi w Egipcie i Zjednoczonych Emiratach Arabskich, ale nie były to jednostki dające się bezpośrednio powiązać z rządem.

Historia rannego żołnierza

Gleicher zwraca szczególną uwagę na to, jak Arabia Saudyjska rozbudowała swą propagandową siatkę. Korzystano zarówno z Facebooka, jak i Instagrama, serwując bogaty zestaw treści dla krajów Bliskiego Wschodu i Afryki Północnej, zwłaszcza Kataru, Zjednoczonych Emiratów Arabskich, Palestyny i Egiptu. Jak ustalono, płatne reklamy mogły kosztować ponad 100 tys. dol., a wielu propagandzistów udawało niezależnych komentatorów.

– Zazwyczaj pisali po arabsku, komentując regionalne wiadomości i kwestie polityczne. Rozmawiali o takich sprawach jak książę Mohammed bin Salman i jego plan reform społecznych, sukcesy saudyjskich sił zbrojnych, szczególnie podczas konfliktu w Jemenie – zrelacjonował Gleicher.

Andy Carvin, starszy pracownik Digital Forensics Lab w Atlantic Council, który współpracował z Facebookiem przy analizie kampanii saudyjskiej, zdradził natomiast, że niektóre konta pochodzą z początku 2014 roku, ale większość z nich powstała w ciągu ostatnich dwóch lat.

Carvin powiedział, że ponad 90 proc. treści jest w języku arabskim, a niektóre konta „działają głównie jako strony fanowskie saudyjskiego rządu i wojska”.

Post, który Facebook zaprezentował w czwartek jako dowód w śledztwie, pokazuje księcia koronnego całującego zabandażowaną głowę pacjenta na szpitalnym łóżku. Arabski podpis brzmi: "Jego Królewska Wysokość Książę Mohammed bin Salman całuje głowę rannego żołnierza”.

Internetowe pole bitwy

Reuters określa obecną sytuację mediów społecznościowych mianem internetowego pola bitwy, wskazując na rosnący wpływ polityczny w internecie i presję, jaka ciąży na administratorach, którzy muszą zmagać się z tego rodzaju aktywnościami.

Przedstawiciele wywiadu USA poinformowali, że Rosja wykorzystała Facebooka i inne platformy do ingerencji w wybory prezydenckie w 2016 roku i obawiają się, że zrobi to ponownie w 2020 roku. Moskwa zaprzecza takim zarzutom.

Ben Nimmo z Atlantic Council uważa, że operacje dezinformacyjne stały się coraz bardziej widoczne, gdyż coraz więcej rządów i grup politycznych upatruje w nich szansy na sukces, a z kolei media społecznościowe zaostrzają regulaminy, walcząc z propagandą. W tym roku Facebook ogłosił 14 przypadków "nieautentycznego zachowania", powiązanych z 17 różnymi krajami. Wcześniej pod ostrzałem znalazły się m.in. Tajlandia, Rosja, Ukraina i Honduras.

– To pokazuje, jak media społecznościowe stały się polem bitwy, szczególnie w Zatoce Perskiej, gdzie masz bardzo silną regionalną rywalizację – zauważył Nimmo. – Gdy dochodzi do napięć geopolitycznych, dzieje się coś takiego, a my przechodzimy w przestrzeń, w której platformy [społecznościowe] zajmują się tym niemalże rutynowo – zakończył.

© dobreprogramy