Huawei MatePad Pro: elegancki, wydajny i... niekoniecznie potrzebny (test)

Strona główna Lab Smartfony i tablety

O autorze

Huawei MatePad Pro to kolejny po iPadzie, Surface'ie czy Galaxy TAB S6 tablet, który ma zastępować komputer. Jest jednak zdecydowanie najtańszy w tym gronie, bo cena podstawowego wariantu (WiFi, 6 GB RAM, 128 GB na dane) wynosi 2499 zł. Pytanie, czy warto płacić choćby i tyle.

Istnieją dwie szkoły odnoszące się do tego, jak należy dzisiaj konstruować tablety klasy premium. Jedna zakłada, mówiąc kolokwialnie, napompowanie smartfona, druga zaś – użycie komponentów i oprogramowania typowego dla PC, ale w smuklejszej niż zazwyczaj formie.

Huawei MatePad Pro to reprezentant kategorii numer jeden. Bazuje na procesorze Kirin 990, znanym z Mate'a 30, którego zasoby obliczeniowe zostają powierzone systemowi Android 10 AOSP. Tak więc patrząc wyłącznie na zastosowaną platformę, istotnie jest to przerośnięty smartfon typowy tablet multimedialny, a niekoniecznie substytut notebooka. Ale.

Producent zadbał o to, aby funkcjonalność urządzenia nie ograniczała się do konsumpcji treści. Jako akcesoria dostępne są klawiatura i obsługujące 4096 stopni nacisku pióro, a nakładka EMUI 10, użyta do budowy interfejsu, zyskała specjalny Tryb PC. Bardziej niż Androida, przypomina w nim jakiś KDE, i obsługuje apki w formacie okienkowym.

Huawei MatePad Pro to jeden z najładniejszych tabletów na rynku i co do tego nie ma wątpliwości

Pamiętam, swego czasu zachwycałem się wyglądem Surface'a Pro X. Powiem tak, MatePad Pro bynajmniej nie jest brzydszy. Grubość jego aluminiowej obudowy to zaledwie 7,2 mm, a dzięki niezwykle cieniutkiemu obramowaniu, w prostokącie o wymiarach 246 x 159 mm udało się wcisnąć aż 10,8-calowy ekran. W formacie 16 do 10 i rozdzielczości 2560 x 1600 px, dodam.

Mimo moich początkowych obaw, sprzęt bardzo pewnie leży w dłoniach. Zaokrąglone krawędzie i relatywnie niska masa (ok. 460 g) sprawiają, że w skrajnych przypadkach MatePada Pro można nawet objąć jedną tylko dłonią. To bardzo wygodne w pociągu czy samolocie, gdy chcemy stabilnie chwycić tablet i korzystać z piórka.

Osobiście bardzo polubiłem też odcień granatu, jakim wykończono większą część obudowy. Ma w sobie coś unikatowego i zdecydowanie wyróżnia się na tle znacznie popularniejszych szarości bądź czerni. Minus jest taki, że lubi odciski palców.

Kontrowersje wzbudzi natomiast O-kształtny otwór w wyświetlaczu, skrywający kamerę do wideo rozmów. Nawet Samsung, notabene wielki sympatyk dziurawienia wyświetlaczy, w swoim Galaxy TAB S6 zdołał się przed tym powstrzymać. Huawei zaryzykował i – moim zdaniem – popełnił błąd. Otwór jest większy niż w smartfonach; ma ponad 5 mm średnicy i trzeba do niego przywyknąć. Trypofobii nie mam, a po tygodniu dalej irytował mnie tak, jak dnia pierwszego.

Halo! Czy ktoś widział jakieś złącza?

Niestety, im bliżej się MatePadowi Pro przygląda, tym więcej takich błędów (a może dziwnych decyzji producenta?) wychodzi na jaw. Po pierwsze, tablet nie ma gniazda słuchawkowego. Wiem, że taka panuje teraz moda, ale patrząc z praktycznego punktu widzenia, jest to samobój. Po drugie, karty pamięci co prawda są obsługiwane, jednak tylko w autorskim formacie NM Card. Po trzecie, zestaw złączy wejść-wyjścia ogranicza się do pojedynczego USB-C. No chyba, że ktoś wybierze wersję z LTE, to wtedy otrzyma jeszcze tackę na kartę SIM.

Opcjonalne piórko i klawiatura są magnetyczne, łączą się z MatePadem Pro za pomocą Bluetootha i ładują indukcyjnie. To akurat nowoczesne i wygodne. Niemniej, jak na sprzęt reklamowany hasłem Rethink creativity, elastyczność obsługi akcesoriów zdecydowanie nie powala.

Wydajność, wydajność i raz jeszcze – wydajność

Od strony sprzętowej, MatePad Pro wyposażony jest we wspomniany już układ Kirin 990, czyli cztery rdzenie Cortex–A76 i cztery A55, a także układ graficzny Mali-G76 z 16 jednostkami wykonawczymi. Do tego dochodzi 6 GB RAM (jest też wersja z 8 GB) oraz 128 GB na dane. I cóż, w świecie Androida daje to jedną z najwydajniejszych konfiguracji na rynku. Tablet chodzi tak szybko, że szybciej się właściwie nie da. Spokojnie utrzymuje kilka aplikacji naraz i błyskawicznie pomiędzy nimi przełącza. Żadnych chrupnięć czy spowolnień, także w grach 3D.

Dodawszy do kompletu piękny, szerokogamutowy ekran, korzystanie z MatePada Pro staje się czystą przyjemnością. Przynajmniej z perspektywy czysto technicznej.

Wtedy jednak pojawia się podstawowe pytanie: po co?

No właśnie, bo choć efektowny i wydajny, MatePad Pro wciąż pozostaje tabletem na Androidzie. W tym przypadku dodatkowo bez Usług Google'a. Podczas gdy iPada Pro krytykuje się za niewielki wybór oprogramowania istotnie wykorzystującego jego możliwości, w Sklepie Play tego rodzaju softu jest jeszcze mniej, w AppGallery zaś – cóż, skwituję to wymowną pauzą (...)

Ze znanych narzędzi, które potencjalnie mogą posłużyć w pracy, jest Microsoft Office. Tak więc edycję większości dokumentów mamy z głowy. Dalej jednak zaczynają się schody. Slack, Teams, AirTable, Trello, Cisco WebEx, Zoom — to tylko niektóre z aplikacji wykorzystywanych przeze mnie na co dzień, a w AppGallery nie znalazłem żadnej z nich. Jasne, często można poradzić sobie protetyką z poziomu przeglądarki, albo doinstalować coś z zewnętrznych repozytoriów, ale to trochę przeczy idei MatePada Pro jako alternatywy dla notebooka. Bo przecież na ekosystem mobilny decydujemy się świadomie, oczekując uproszczeń, a nie gimnastyki.

Czyli zabawka? To też nie takie oczywiste. Wygodna klawiatura z dwoma ustawieniami nachylenia ekranu aż prosi się o kreatywne zastosowanie. Tak samo jak responsywne piórko. Tymczasem przy konsumpcji treści są to gadżety na raz; do pokazania znajomym na posiadówce, a potem wrzucenia do szafy. Znów pojawia się też problem braku aplikacji. YouTube'a obejrzysz tylko przez przeglądarkę, Netfliksa – to samo. A brak aplikacji Netflix to m.in. brak możliwości pobierania filmów.

Wysokiej klasy kamery, mikrofon z redukcją szumów, porządne głośniki, bateria 7250 mAh – to wszystko cechy pożądane. Ale, psia krew, nie ma jak ich wykorzystać w praktyce. Podobnie jak rozbudowanej wielozadaniowości, z możliwością uruchomienia w Trybie PC aż ośmiu aplikacji jednocześnie, czy funkcji klonowania ekranu ze smartfonu Huawei.

Niestety, nawet najlepszy sprzęt wymaga oprogramowania

Dochodzi więc do sytuacji, w której bardzo przyzwoity sprzęt musi koegzystować z raczkującą warstwą software. W efekcie marnotrawi dużą część potencjału. Ciężko tym samym komukolwiek MatePada Pro wyraźnie zarekomendować, a na pewno nie w tej chwili. Bo to, że Huawei stale pracuje nad zawartością AppGallery, to insza inszość.

A może mimo wszystko warto zaryzykować? Zaskoczę was – tutaj sprawa się komplikuje. Kupując MatePada Pro do 8 kwietnia, można w cenie 2499 zł otrzymać wersję LTE i jeszcze klawiaturę i piórko w prezencie. To z kolei sprawia, że cena na tle konkurencji (iPada Pro, Galaxy TAB S6) staje się nie tyle niska, co wręcz dumpingowa. Owszem, na razie każdy z rywali elastycznością bije huawei'a na głowę, ale przy tym zdecydowanie bardziej drenuje portfel. MatePad Pro to jakiś półśrodek.

© dobreprogramy
s