Sytuacja jest kuriozalna, tym bardziej, że cała sprawa dotyczy Huaweia, a nie niszowego chińskiego producenta. W dodatku różne podzespoły oferują inną wydajność i wcale nie chodzi o kilka procent w benchmarku, których nie odczujemy. Wyniki testu przeprowadzonego Androbench 5.0, czyli aplikacją sprawdzającej wydajność pamięci, pokazały, że różnica można wynosić aż 400 MB/s przy prędkości odczytu.
W Huawei P10 mają być stosowane przynajmniej trzy różne typy pamięci. Zależnie od wersji dostaniemy pamięć UFS 2.1 (ponad 700 MB/s), UFS 2.0 (ponad 500 MB/s) lub eMMC 5.1 (poniżej 300 MB/s). W nawiasach podaliśmy średnią prędkość odczytu? i, jak widać, różnice są ogromne oraz odczuwalne w codziennym korzystaniu. Mniejsza wydajność pamięci, to mniejsza wydajność całego urządzenia. Co gorsza, klienci nie są w żadem sposób informowani, jaką wersję nabywają.
Podobno sprawa ma nie dotyczyć polskich klientów. Huawei miał źle obliczyć zapotrzebowanie w Chinach i, nie mogąc sprostać popytowi, postanowił wydać model P10 z innymi podzespołami. Tutaj producent może tłumaczyć się, że myślał o klientach, chcąc im zapewnić wymarzone urządzenie. Jest wręcz przeciwnie: sprzedawanie P10 ze znacznie gorszą pamięcią, nie mówiąc o tym klientowi, a ponadto chcąc tej samej ceny co za wariant droższy, jest postępowaniem karygodnym.
Niestety, to nie koniec. Kolejne informacje wskazują, że zostały zastosowane różne kości RAM – LPDDR3 i LPDDR4. Tutaj robi nam się niezła mieszanka wersji i przykładowo kupując topowego P10 Plus z 128 GB, dostaniemy LPDDR4, ale pamięć na dane to już eMMC 5.1.
Kupując Huaweia P10 lub P10 Plus, możemy nabyć zupełnie inne urządzenie, mniej wydajne, mniej wygodne w użytkowaniu, i to wydając taką samą sumę kwotę. Nie pojawiły się jak dotąd informacje, by w Polsce taka praktyka była stosowana. Mimo tego warto sprawdzić wydajność pamięci w swoim Huaweiu.