Intel "Comet Lake-S" Core 10: specyfikacje i ceny nowych procesorów do desktopów

Strona główna Aktualności

O autorze

Intel nie składa broni i, po premierze procesorów Core 10. gen do laptopów, serwuje nowe układy dla komputerów stacjonarnych. Na czele nowej serii "Comet Lake-S" staje model Core i9-10900K, który producent określa mianem najszybszego na świecie chipu dla graczy, obok – 31 innych jednostek. To wszystko dla nowej podstawki LGA 1200 i chipsetów Z490 i H470.

Nowe procesory wciąż wykorzystują znaną doskonale mikroarchitekturę Skylake, realizowaną w procesie litograficznym klasy 14 nm++, jednak istotne zmiany dotykają ich makroarchitektury, czyli organizacji układów. Tym razem firma z Santa Clara również wyjątkowo hojnie dysponuje rdzeniami i wątkami, bo dzisiejsze Core i3 mają konfigurację analogiczną do flagowców z 2017 r. (Core i7-7700K), a wielowątkowość Hyper-Threading znajdziemy we wszystkich modelach pomijając najtańsze Celerony. To pierwszy taki przypadek w historii Intela.

Patrząc na przygotowaną listę zmian, widać wyraźnie, na czym skupili się inżynierowie. Po pierwsze, liczbie rdzeni w poszczególnych przedziałach cenowych, a po drugie – taktowaniach. To poniekąd brutalny pokaz siły fizycznej, ale Intel jest przekonany, że takie podejście się sprawdzi. Zwłaszcza w grach, gdzie obecnie liczy się zarówno liczba rdzeni, jak i wydajność pojedynczego wątku. Kwintesencją tego podejścia jest właśnie Core i9-10900K z 10 rdzeniami, 20 wątkami i zegarem sięgającym 5,3 GHz.

"Comet Lake-S", czyli ile fabryka dała

Wszystkie "Comet Lake-S" mają przylutowany odpromiennik ciepła (IHS), który w dodatku jest wykonany z grubszego niż wcześniej plastra miedzi. Sam rdzeń krzemowy jest natomiast cieńszy. Intel twierdzi, że w ten sposób układy będą lepiej przekazywać energię na radiator, osiągając efektywnie wyższe częstotliwości.

Zresztą, częstotliwości to, jak już zostało wspomniane, jeden z motywów przewodnich. Ciekawie prezentuje się technologia Turbo Boost Max Technology 3.0, która ma pozwalać na wysoką dopałkę dwóch rdzeni. O co chodzi? Według przedstawionych informacji, autorski algorytm wybierze dwa najlepsze pod względem jakości krzemu rdzenie i podbije na nich taktowanie bez zwiększania napięcia. Z kolei Thermal Velocity Boost pozwoli nawet przekroczyć maksymalne deklarowane turbo w sytuacji, gdy wystąpią sprzyjające warunki energetyczne i termiczne.

Przy okazji sporo zmian dotyka overclockingu. I tak, HT może być teraz włączane i wyłączane dla poszczególnych rdzeni, a użytkownik zyskuje dodatkowo możliwość zarządzania częstotliwością zegara taktującego magistrali DMI, łączącej procesor z układem logiki. Poza tym, jak twierdzi Intel, widocznie usprawniono zarządzanie napięciami w aplikacji Extreme Turing Utility i zoptymalizowano aplikację Performance Maximizer do automatycznego podkręcania (nie jest jasne, czy zmiany będą dostępne na starszych procesorach). Wreszcie, Core i9 oraz Core i7 z serii "Comet Lake-S" mają kontroler pamięci DDR4-2933, niższe modele zaś – DDR4-2666.

Specyfikacje procesorów Intel "Comet Lake-S" Core 10. gen:

Co oczywiste, większość "Comet Lake-S" ma zintegrowany układ graficzny. Jest to UHD 630 (24 EU) lub UHD 610 (12 EU). Wyjątek stanowią modele z sufiksem "F" w nazwie.

Podstawka LGA 1200 i chipsety Z490 i H470

Tradycyjnie do nowych procesorów dochodzą nowe chipsety, a konkretniej Z490 oraz H470. Pod wieloma względami dziedziczą funkcjonalności poprzedników, czyli odpowiednio Z390 oraz H370, aczkolwiek są też nowości. Główna to opcjonalne wsparcie dla karty sieciowej I225 "Foxville" w standardzie 2.5G, mniejsza – wsparcie dla RST po PCI Express.

Intel obiecuje ponadto w większym stopniu korzystać z Thunderbolt 3 oraz pamięci Optane, ale tu już, nie ukrywajmy, decydujący głos i tak będą mieli producenci płyt.

Niestety, nie wiadomo najważniejszego, a mianowicie co z cenami w Polsce. Ceny w dolarach widoczne są w zamieszczonych powyżej tabelach i przedstawiają się podobnie co w przypadku Core 9. gen. Zwiększona liczba rdzeni i wątków w poszczególnych segmentach pozwala patrzeć na nie przychylnym okiem, ale problemem może okazać się niezbyt wysoka, delikatnie mówiąc, wartość złotówki. W chwili, gdy piszę te słowa, za 1 dol. zapłacić trzeba 4,17 zł.

© dobreprogramy
s