Konwertowalny Gobook: 4 rdzenie/wątki, 4 GB RAM i Windows 10 za 800 zł

Strona główna Wideo Lab

O autorze

Uwielbiamy tanie chińskie gadżety o podejrzanie niskiej cenie! Dlatego gdy nadarzyła się okazja, aby przetestować ultrabooka z licencją na Windows, matrycą IPS 1920×1080 z 4 GB RAM-u, konwertowalną konstrukcją i ekranem dotykowym za nieco ponad 800 zł, po prostu nie mogliśmy sobie odmówić sprowadzenia takiego sprzętu. Zachęcamy do obejrzenia naszej recenzji Gobooka Y1102.

Urządzenie do testów dostarczyła nam chińska platforma handlowa LightInTheBox, bo, jak zapewne wiecie, zakupy w Chinach to nie tylko Aliexpress. Na Lightinthebox też ustrzelicie ciekawe oferty. Przy kupnie urządzenia warto rozważyć opcję zakupów grupowych, cena znacząco spadnie.

Gdzie jest haczyk? Gdzie producent przyciął koszty? Czy produkcja w Chinach jest w stanie usprawiedliwić tak niską cenę? To próbowaliśmy ustalić podczas testów, cały czas nieufnym okiem spoglądając na Gobooka. Niesłusznie, jak się okazało.

Gobook Y1102 dostarczany jest w skromnym pudełku i ze skromnym wyposażeniem, w środku znajdziemy: urządzenie, ładowarkę i 3 kartki papieru udające instrukcję. To dobry znak, bo jeśli to na tym producent zaoszczędził, to jesteśmy za.

Konwertowalność to wielki plus tego urządzenia i już na starcie warto wiedzieć, że nie jest to zwykły ultrabook. Konwertowalny oznacza, że z Gobooka bardzo szybko zrobimy zwykły tablet, warto też pamiętać, że nie ma tutaj blokady na zawiasach matrycy, dzięki czemu odchylimy ją na dogodny dla siebie kąt np. podczas pisania.

W Gobooku mamy matrycę IPS o przekątnej 11,6 cala, czyli całkiem nieźle jak na tablet, ale już niekoniecznie jak na laptopa. Rozdzielczość to 1920×1080, co w tej kategorii cenowej jest czymś wartym odnotowania. Dodatkowym atutem są wyjątkowo wąskie ramki. Jakość matrycy jest dobra i to na tyle, że już po chwili z urządzeniem doszliśmy do wniosku, że tutaj producent raczej nie ciął kosztów. Wyświetlany obraz jest ostry (warto od razu ustawić skalowanie w Windows do swoich potrzeb), a kąty widzenia w praktyce wypadają dobrze, choć rewelacji nie ma. Na wideo poniżej możecie sprawdzić jak wygląda to w praktyce (jest to inny laptop, ale matryca ta sama):

Gdybyśmy musieli się do czegoś doczepić w matrycy to było by to nierówne podświetlenie, co widoczne jest gdy na ekranie dominuje czerń. Aspekt dotykowego ekranu wypada bardzo dobrze, zarówno podczas pracy w Windowsie, przeglądania stron internetowych czy nawet podczas grania.

Cały czar pryska, gdy postawimy urządzenie obok takiego Hyperbooka SL950 VR, którego dość intensywnie testowaliśmy przez ostatnie dwa tygodnie. Wtedy niedoskonałości matrycy widoczne są gołym okiem: kolory nie są tak żywe, czerń to nie czerń, jasność nie zachwyca i jedynie do ostrości nie można się przyczepić. To jednak tylko ciekawostka, z jednej strony mamy laptopa za około 800 zł, z drugiej za 6000 zł.

To na czym producent zaoszczędził, to procesor. Mamy tutaj x5-Z8350, czyli czterordzeniowego i czterowątkowego Atoma o SDP (Scenario Design Power) na poziomie 2W z 2MB pamięci cache drugiego poziomu. Powiedzmy to sobie szczerze – to bardzo słaba jednostka, która w Cinebench R15 osiąga zaledwie 101 punktów.

Czy to jednak tak wielka tragedia? Patrząc na procesory w dostępnych dzisiaj notebookach do około dwóch tysięcy, gdzie nierzadko będzie to coś w okolicy i3 6006U, to na ich tle zastosowany tutaj Atom nie wypada aż tak źle. Wspomniany i3 6006U uzyskuje w Cinebench 216 punktów – tutaj warto odnotować, że trzecia iteracja naszego blaszaka za 500 zł wyciska w tym teście 364 punktów. Szach-mat, laptopy.

Podsumując: procesor jest słaby, ale nie na tyle, aby łapać się za głowę. W zupełności wystarczy do standardowej pracy, oglądania filmów na YouTube, czy nawet do odpalenia kilku gier – a jakich gier? Sprawdzicie to w naszym materiale dodatkowym, w którym przetestowaliśmy ponad 40 tytułów:

Okazuje się, że odpalimy wiele różnych gier, w tym gry 3D. Oczywiście o nowych tytułach AAA nie ma mowy, ale więcej o graniu na tym sprzęcie zobaczycie we wspomnianym materiale.

Warto odnotować, że na Steamie znajdziecie specjalną kategorię gier , wspierających interfejs dotykowy, duża ich część będzie działać i na tej maszynce. Ciekawostka: jest tam nawet pierwszy Wiedźmin.

Za renderowanie obrazu odpowiada tutaj grafika zintegrowana HD Graphics 400 z rodziny Cherry Trail – czyli nic ciekawego, jeśli chodzi o gry, ale jednocześnie wystarczająca, aby komfortowo oglądać materiały wideo. Maszynka radzi sobie nawet z materiałami H.264 4K i HEVC 4K @60FPS, a poległa dopiero na 10-bitowym HEVC-u. Nieźle.

Pamięci pod maską mamy 4GB, co w tej kategorii cenowej wydaje się być fair. Pamięć jest typu DDR3L, częstotliwość 1600 MHz.

Na dane przewidziano dysk eMMC o pojemności 64 GB. Oczywiście pojemność można powiększyć o kartę micro SD, co z pewnością wielu będzie chciało zrobić. Jeśli ktoś się zastanawia nad pojemnością w kontekście grania na Gobooku, to uspokajamy – na karcie można instalować gry i programy.

Rzeczą na której zdecydowanie oszczędzono jest touchpad. Pomimo tego, że jest stosunkowo dużych rozmiarów jego jakość jest taka sobie. Po prostu jest nieprecyzyjny, a przyciski są niewyodrębnione, tzn. są częścią dolnych rogów touchpada, co może się komuś spodoba, ale nam nie przypadło do gustu.

Klawiatura jest mała (co dziwne nie jest) i w porównaniu z touchpadem prezentuje już lepszy poziom wykonania. Klawisze ładnie odbijają i są dobrze rozmieszczone. Plastik na pewno nie jest najlepszej jakości, ale nie stwarza wrażenia taniego.

Ogólnie obudowa prezentuje się bardzo dobrze, choć trzeba mieć na uwadze, że nie zawsze tak będzie. Tworzywo sztuczne przy klawiaturze strasznie się palcuje, a plastik na zewnątrz nie wzbudza zaufania. Nie trudno sobie wyobrazić, że srebrna obudowa już po kilku miesiącach pokryta będzie ryskami, zwłaszcza jeśli urządzenie transportowane będzie w plecaku bez pokrowca, a tego nie ma w zestawie.

Zawiasy to enigma. Trudno nam dzisiaj stwierdzić czy za rok się nie rozpadną. Dzisiaj wyglądają solidnie i wcale nie byliśmy dla nich mili podczas testów.

Na lewym boku obudowy mamy diodę informująca o stanie ładowania, dalej mamy zasilanie, port USB, oraz port mini HDMI, co jest miłym gestem ze strony producenta, bo z łatwością podepniemy notebooka nie tylko do monitora, ale i do telewizora, co użytkownicy będą chcieli robić, bo jak już zostało to odnotowane możliwości odtwarzania wideo są niezłe.

Na prawym boku mamy wejście słuchawkowe, kolejny port USB, slot na kartę microSD, przycisk power oraz przełącznik On/Off, a do czego on służy? Cóż, mamy do czynienia z urządzeniem konwertowalnym i tym przełącznikiem włączamy i wyłączamy klawiaturę (z touchpadem), aby nie przeszkadzała w trybie tabletu.

Warto jeszcze odnotować, że jeden z portów USB jest typu 3.0, a drugi 2.0. Ten na lewym boku to 3.0.

Dźwięk generowany przez głośniki jest akceptowalny i tylko tyle. Z całą pewnością mógłby być lepszy, w dodatku głośniki umieszczone są w podstawie urządzenia, co sprawia, że dźwięk zmienia się w zależności od tego czy GoBooka mamy na kolanach czy leży na płaskim stole, obrusie, itd. Nie można natomiast przyczepić się do głośności. Tutaj dodajmy, że na obudowie nie ma przycisków do kontrolowania głośności, co w trybie tabletu może dokuczać, ze względu na brak możliwości skorzystania z klawiszy funkcyjnych.

Gobook posiada baterię o pojemności 8000 mAh, co w połączeniu z energooszczędnym Atomem daje zadowalające 5 godzin pracy – pracy, podkreślamy. W tym czasie, przy ściemnionym ekranie, korzystaliśmy z internetu, odpalaliśmy gry, klipy na YouTube, pisaliśmy, a w tle Steam cały czas pobierał kolejne gry.

W komplecie znajduje się oczywiście ładowarka i, co warto podkreślić, jest przystosowana do polskiego gniazdka, nie musieliśmy korzystać z konwerterów. Długość przewodu nie zachwyca, wręcz rozczarowuje – mierzy on zaledwie 150 cm, a to zdecydowanie za mało.

Producent pomyślał o Bluetooth, mamy tutaj wersję 4.0, niestety Wi-Fi jest jedynie w standardzie 802.11bgn 2,4 GHz.

Nie mogło zabraknąć kamerki, choć ta jest kiepska: 0,3 MP, ale jest. Do Skype’a z pewnością wystarczy, jednak do niczego innego. Umiejscowiona została na dolnej ramce.

Wszystko pracuje pod kontrolą Windowsa 10 w edycji Home, którego trzeba sobie jednak samodzielnie spolszczyć - nic trudnego, kilka dodatkowych klików w panelu sterowania.

Watomierz pokazuje bardzo pozytywne wskazania: podczas przeglądania internetu w szczycie widzimy 10 W, częściej mniej (nawet dwa razy mniej), podczas maksymalnego obciążenia widzimy 12 W w szczycie.

Tak oto prezentuje się Gobook Y1102 czyli konwertowalny ultrabook za nieco ponad 800 zł. Czy jest to urządzenie warte polecenia? Wszystko wskazuje na to, że tak. Pomimo usilnych prób nie znaleźliśmy przyczyny tak niskiej ceny, zwłaszcza konfrontując Gobooka ze sprzętem Ioision, który testowaliśmy jakiś czas temu – cena podobna, a tutaj mamy minimalnie lepszy procesor, dwa razy więcej RAM-u i dwa razy większą natywną rozdzielczość ekranu.

Pewnie, producent w kilku miejscach szukał oszczędności i je znalazł, ale nie są to na tyle dokuczliwe uszczuplenia konfiguracji, aby definitywnie skreślić ten sprzęt.

Testowany ultrabook zaskoczył nas bardzo pozytywnie i jesteśmy w stanie wyobrazić sobie sytuację, w której sprzęt ten pełniłby rolę jedynego, głównego peceta w domu. Wtedy warto pomyśleć o podpięciu monitora w parze z klawiaturą i myszką. Dla niewymagającego użytkownika, do internetu, filmów i prostych gier wystarczy.

Jeśli potrzebujecie taniego mobilnego sprzętu, który w dodatku może też być tabletem, Gobook Y1102 jest dobrą opcją i naprawdę trudno będzie znaleźć coś o podobnych parametrach w tak niskiej cenie, a jeśli znacie taki sprzęt, to koniecznie dajcie znać w komentarzu, sprowadzimy go i przetestujemy, bo jak zaznaczyliśmy na początku – lubimy takie eksperymenty.

Wielu z Was zastanawia się pewnie jak wypada porównanie tego ultrabooka z urządzeniem Kiano SlimNote 14.1+ sprzedawanym w Biedronce za 700 zł. Procesor mamy ten sam, RAM-u tyle samo i tutaj podobieństwa zaczynają się kończyć. Gobook posiada dwa razy więcej pamięci na pliki, posiada matrycę o większej rozdzielczości natywnej no i przede wszystkim posiada konwertowalną konstrukcję z ekranem dotykowym. SlimNote za to posiada większą baterie i większą matrycę. Już wkrótce znajdziecie u nas recenzję sprzętu od Kiano.

Przydatne linki:

laptop/ultrabook konwertowalny
Plusy
  • Cena
  • Matryca IPS (1920×1080)
  • Konwertowalność
  • Odtwarza H.265 4K@60FPS
Minusy
  • Procesor
  • Touchpad
  • Głośniki w podstawie
Producent:
GoBook
Kod produktu:
Y1102
Ocena:
Cena orientacyjna:
800 zł zł
© dobreprogramy