Koronawirus bezlitośnie zalewa media. Falą fake newsów

Strona główna Aktualności
fot. Shutterstock.com
fot. Shutterstock.com

O autorze

Koronawirus, aka Covid-19, rozprzestrzenia się po świecie. Giganci, pod presją opinii publicznej i w obawie przed ewentualnym zakażeniem, odwołują imprezy, a media raz po raz biją na alarm. Często jednak szerzą przy tym informacje wyssane z palca.

Brytyjski korespondent technologiczny, Rory Cellan-Jones, przygotował obszerny raport, w którym punktuje najbardziej rażące przypadki internetowej dezinformacji w sprawie epidemii. Jak podkreśla, wiele z nich wcale nie wywodzi się z chęci znalezienia sensacji, ale ma pomagać konkretnym grupom interesu w realizacji wybranego celu. Oczywiście trzeba liczyć się z tym, że takie fejki bywają później przedrukowywane, czy to przez inne media czy na platformach społecznościowych, ale to tym bardziej napędza lawinę niewiedzy, a co za tym idzie panikę.

Ruchy anty-5G silne jak nigdy

Autor zauważa, że szczególną aktywnością w kontekście koronawirusa wykazują się ruchy anty-5G. "Słyszałem, że to żaden poważny «wirus», jest tak samo groźny jak grypa lub przeziębienie, ale chodzi o zamaskowanie chorób związanych z 5G i promieniowaniem" – czytamy w popularnym poście na facebookowej grupie Stop 5G UK, która liczy sobie ponad 27 tys. członków. "5G zostało uruchomione w Wuhan raptem parę tygodni przez wybuchem epidemii" – głosi z kolei nagłówek podlinkowanego poniżej artykułu.

Nie brakuje także typowych teorii spiskowych. Na YouTubie powstają dziesiątki nowych kanałów, tworzonych stricte pod kątem wątpliwego omawiania koronawirusa. Człowiek przedstawiający się jako Anthony Steele twierdzi na przykład, że zakażenie to efekt testów inteligentnego oświetlenia LED na ulicach chińskich miast. Inny prezenter łączy zachorowania z technologiami łączności na statku Diamond Princess, gdzie, jak wiadomo, wykryto przypadki wystąpienia Covid-19.

Giganci, tacy jak Facebook czy Google, w wypowiedziach cytowanych przez BBC News przekonują, że panują nad sytuacją. Dowodem ma być faworyzacja w wynikach wyszukiwania źródeł rzetelnych, w tym m.in. Światowej Organizacji Zdrowia (WHO). Ale kontrowersyjne profile, grupy i kanały cały czas pozostają aktywne i sukcesywnie dorzucają kolejne rewelacje.

Media informacyjne też swoje dokładają

Poza tym głosy w social media to jedno, drugie – całe zespoły redakcyjne mocno zaangażowane w dezinformację. Tu pada w BBC przykład serwisu Technocracy News, który opublikował wiadomość, jakoby koronawirus był bronią biologiczną stworzoną przez USA lub Chiny. Miałaby ona, celowo lub nie, wydostać się z wojskowych laboratoriów. Ciekawostką jest, że tę akurat nowinkę podchwyciły także media w Polsce. A skąd wiadomo, że jest nieprawdziwa? Choćby dlatego że w międzyczasie źródłowa redakcja zmieniła zdanie i zrzuciła winę na... 5G oraz szczepionki.

Odłożywszy na bok omawiany raport, warto wspomnieć jeszcze o sytuacjach wynikających z nadinterpretacji. Jedna z nich zmusiła kanadyjski CBC News do publikacji specjalnego oświadczenia. Dziennik poinformował o przesłuchaniu małżeństwa naukowców azjatyckiego pochodzenia i ich magistranta w związku z podejrzeniem naruszenia administracyjnego w laboratorium w Winnipeg. Historia ta stała się podstawą legendy miejskiej o tym, że wspomniana trójka wykradła wirusa z Kanady, by dostarczyć go do Wuhan. I finalnie wylądowała w tabloidach.

Rodzi się pytanie, komu i w co można w kontekście koronawirusa obecnie wierzyć, skoro środki masowego przekazu zawodzą – z różnych pobudek, ale jednak. Cóż, WHO i resort zdrowia wydają się źródłami najwiarygodniejszymi. Z całą resztą, jak widać na powyższych przykładach, różnie bywa. A czy warto napędzać w sobie poczucie strachu, sami oceńcie.

© dobreprogramy
s