Mercedes CLA: System MBUX, wirtualny kokpit i audio Burmester

Strona główna Lab Inne
Niebanalny wygląd i naszpikowany ciekawostkami system MBUX
Niebanalny wygląd i naszpikowany ciekawostkami system MBUX

O autorze

Mercedes CLA co prawda nie grzeszy praktycznością i funkcjonalnością, ale odwdzięcza się przyjemnością z prowadzenia i obcowania z ciekawie zaprojektowanym systemem MBUX i wieloma dodatkami. To wszystko sprawia, że nie chce się z tego samochodu wysiadać. Miałem okazję dwukrotnie testować ten model i trzecim razem również bym nie pogardził. Ale wtedy wybrałbym mocniejszy silnik. Zapraszam na test wybranych elementów wyposażenia.

System MBUX: Pierwsze wrażenia bywają złudne

System MBUX jest w modelach Mercedesa od 2018 roku, więc nie jest to żadna nowość. Wbrew tradycji, zadebiutował on w modelu Klasy A, czyli otwierającym ofertę, a nie jak to zwykle bywa, w jednym z topowych modeli. Już na początku budził kontrowersje i napisano o nim już wiele, ale najlepiej o wszystkim przekonać się osobiście, zamiast budować opinię na bazie recenzji, nie zawsze zresztą rzetelnych.

Z tą rzetelnością oczywiście bywa równie, bowiem często spotykałem się z mocno subiektywnymi odczuciami, a system MBUX jest, jak wspomniałem, kontrowersyjny i nie każdemu się podoba. Przede wszystkim jego działanie opiera się na współpracy z dużym ekranem dotykowym. W CLA ekran ten łączy się z wirtualnymi zegarami i tworzy bardzo szeroki płaski tablet. Nie każdemu taka estetyka odpowiada i jeśli ktoś woli tradycyjne rozwiązania, już na tym etapie jest wrogo nastawiony do całego systemu. Poza tym systemem MBUX możemy sterować aż na cztery sposoby!

Korzystając z ekranu dotykowego (część po prawej stronie), touchpada na tunelu środkowym oraz kilku przycisków fizycznych wokół niego, za pomocą niewielkich touchpadów na kierownicy – po lewej i prawej stronie, aż w reszcie za pośrednictwem komend głosowych. Znam takich, którzy wszystkim sterują głosowo, niektórzy wolą duży gładzik na tunelu środkowym, inni sterują wszystkim dotykowo z poziomu głównego ekranu. Ja upodobałem sobie sterowanie za pomocą malutkich gładzików na kierownicy. Owszem, nie zawsze działają prawidłowo, czasem nie wykrywają dotyku, ale dzięki nim nie muszę odrywać rąk od kierownicy by ustawić np. źródło dźwięku, oświetlenie ambientowe etc. Tak czy inaczej kilka sposobów sterowania systemem to moim zdaniem strzał w dziesiątkę i jedna z największych zalet MBUX. Inni producenci powinni brać z tego przykład.

Zaletą, którą docenimy po pewnym czasie, jest również ogromna wielowarstwowość menu. Owszem, początki bywają bardzo trudne i mogą irytować, bo znalezienie odpowiedniej opcji bywa czasochłonne, ale po pewnym czasie wszystko przychodzi z łatwością, a obfitość możliwości sprawia, że każdy znajdzie coś dla siebie. W sumie mógłbym porównać system MBUX do multimedialnego kombajnu KODI. Porównanie dość luźne, ale w KODI również mamy mnóstwo możliwości, opcji, konfiguracji i na początku to zniechęca, trochę wręcz przeraża, ale gdy uda się wszystko ustawić, KODI pokazuje swoją siłę. Tak samo jest z MBUX.

System wymaga przyzwyczajenia i cierpliwości, ale gdy damy mu szanse i zgłębimy wszystkie tajniki, okaże się naprawdę świetnym kompanem podczas podróży. Mnóstwo opcji personalizacji, wygodna mapa z widokiem 3D oraz rozszerzoną rzeczywistością (o tym za chwilę), wiele opcji multimedialnych, możliwość ustawienia wielu aspektów auta – od podświetlenia wnętrza, jego barwy i nasilenia światła, po ustawienia dźwięku, kinetyki foteli etc. Tak jak wspomniałem, początkowo to przeraża, ale gdy poznamy wszystko bliżej i się z tym oswoimy okaże się, że auto odwdzięczy się mnóstwem ciekawych funkcji. Na marginesie dodam, że nad tym wszystkim czuwa 8 GB RAM, 6-cio rdzeniowe CPU i układ graficzny NVIDIA Reilly PX lub Parker 128 (w najwyższej wersji).

Wirtualny kokpit i rozszerzona rzeczywistość

Jakiś czas temu nie byłem fanem wirtualnych kokpitów, ale gdy te stawały się coraz lepsze jakościowo, szybko zmieniłem zdanie. Zgadza się, nie są tak ładne i stylowe jak tradycyjne zegary i w niektórych autach ich czytelność w ostrym słońcu jest mizerna, ale takich przypadków jest coraz mniej. Jeździłem Mercedesem CLA zarówno latem, jak i niedawno, w warunkach jesienno-zimowych i ani razu nie zdarzyło się, abym miał problemy z odczytaniem wszystkich informacji. Jedynym problemem, jaki zauważyłem jest to, że wieniec kierownicy zasłania nieco lewą stronę ekranu środkowego, co przeszkadza np. w obserwowaniu mapy. Poza tym nie zanotowałem większych problemów.

Problemem nie jest również konfiguracja wirtualnego kokpitu przed oczami kierowcy, który może wyświetlać mnóstwo różnych informacji. I właśnie ta różnorodność sprawiała, że czasami nie mogłem się zdecydować, czy ustawić wyświetlanie podglądu mapy, danych dotyczących spalania, ekonomii jazdy czy stacji radiowej. Panel podzielony jest na trzy części i w każdej można ustawić co innego, a nad tym wszystkim mamy jeszcze wyświetlacz HUD, który pokazuje podstawowe komendy nawigacji, dane z tempomatu, aktualną prędkość itp. Czy to przeładowanie informacjami? Być może tak, ale jak wspomniałem, można się do tego przyzwyczaić a w razie potrzeby całkowicie zminimalizować ilość przekazywanych przez auto danych.

Wiem, że nie każdemu takie naładowanie bajerami odpowiada. Owszem, CLA i system MBUX to dość dużo jak na jeden raz – odważna, ekstrawagancka stylistyka i krzykliwe wnętrze z napakowanym systemem MBUX nie każdemu odpowiada. Ja muszę przyznać, jako miłośnik nowoczesnych technologii i gadżetów, że w aucie czułem się rewelacyjnie. Może nie na początku, bo to wszystko mnie trochę przytłoczyło, ale już po kilku godzinach byłem w stanie wszystko ustawić „pod siebie”, a zdanie auta testowego wiązało się ze sporym żalem, że tak szybko ten czas zleciał. Za drugim razem było tak samo!

Każdy, kto wsiadł do tego auta był pod wrażeniem wszystkich rozwiązań. Owszem, stylistyka nie każdemu odpowiadała, ale działanie systemu oraz nawigacji z rozszerzoną rzeczywistością wywoływała typowe „Wow!”. W wielkim skrócie, nawigacja we współpracy z kamerkami w przedniej części auta, wyświetlała obraz na ekranie głównym i nakładała na to czytelne informacje w postaci strzałek i tablic z nazwami ulic. Strzałki wskazywały kierunek oraz ulicę, w którą należy skręcić. Działa to na podobnej zasadzie, co w Mapach Google’a i jest naprawdę bardzo wygodne.

System audio Burmester

Systemy audio w samochodach klasy średniej i kompaktowej, sygnowane przez znane w branży firmy specjalizujące się w produkcji tego typu urządzeń, nie zawsze są gwarancją nienagannego dźwięku. Bywa, że seryjny system audio np. w Hyundaiu gra lepiej, niż inne z logo znanego producenta. Jeśli jednak wejdziemy na wyższą półkę i posłuchamy audio w samochodzie z segmentu Premium, poczujemy różnicę. Moim faworytem nadal jest system Mark Levinson w Lexusie LS 500, który grał fenomenalnie, ale biorąc pod uwagę wielkość auta, klasę, cenę i ogólny poziom, audio Burmester w Mercedesie CLA również pozytywnie zaskakuje.

Muzyka płynie z 12 głośników, zaś za potężne uderzenie odpowiada osobny subwoofer. Całość ma moc 590 W, zaś aż 120 przewidziano dla samego subwoofera z podwójną cewką, który przy okazji oszczędza miejsce, ponieważ jest umieszczony z boku w bagażniku. Wysoka moc pozwala nie tylko słuchać muzyki głośno, co w połączeniu z kompaktowym wnętrzem staje się dość intensywnym doznaniem, ale przede wszystkim zapewnia czysty i klarowny dźwięk. Ustawienia pozwalają na bardzo dużą zmianę barwy od ciepłej z dość głębokim, wręcz „mięsistym” basem, po zimną, krystaliczną z mnóstwem szczegółów i wycofanymi, dyskretnymi tonami niskimi. W wielu autach miałem problem z odpowiednią konfiguracją i zazwyczaj jakbym się nie starał, cały czas na pierwszym planie były tony niskie, tutaj nie ma takiego problemu.

Dla ciekawskich: Co to za samochód?

Testowy egzemplarz to CLA 220 4MATIC. Pod maską pracuje 2-litrowy motor benzynowy z turbodoładowaniem o mocy 190 KM z maksymalnym momentem obrotowym na poziomie 300 Nm. Napęd trafia na wszystkie koła za pośrednictwem napędu 4MATIC i automatycznej 7-biegowej przekładni 7G-DCT. Całość tworzy naprawdę ciekawy zestaw, który zaskakuje dynamiką, prowadzeniem i zwinnością. Przyspieszenie od 0 do 100 km/h zajmuje 7 sekund a prędkość maksymalna to 241 km/h. Nieźle jak na „zaledwie” 190 KM.

Sęk w tym, że tą moc czuć i auto naprawdę daje mnóstwo frajdy. Oczywiście odmiana 250 dysponująca mocą 224 KM zapewne jest jeszcze przyjemniejsza w prowadzeniu, ale już 220 potrafi przyjemnie zaskoczyć. Oczywiście nie wspominam o odmianach AMG czyli 35, 45 i 45 S, które generują odpowiednio 306, 387 oraz aż 421 KM, bowiem w tak niewielkim, zwinnym i kompaktowym aucie takie moce robią ogromne wrażenie. W najmocniejszej odmianie sprint do setki zajmuje 4 sekundy. To poziom niejednego supersamochodu.

W CLA zauważyłem dwa problemy. Jeden można wytłumaczyć konstrukcją i segmentem. Auto jest dość ciasne. O ile z przodu można swobodnie zająć miejsca, fotele są bardzo wygodne zaś pozycja za kierownicą rewelacyjna, tak z tyłu jest już bardzo ciasno. Kilkukrotnie musiałem wkładać córkę do fotelika i nie jest to wygodne zadanie. Linia dachu szybko opada, zaś otwór drzwiowy jest po prostu mały. Ale jak wspomniałem, nie jest to wada, a raczej bolączka tego segmentu i cena, którą trzeba zapłacić za stylowe nadwozie. Drugim problemem jest szarpiąca skrzynia biegów podczas spokojnej jazdy po mieście. Bardzo powolne poruszanie się w korkach bywa denerwujące, a płynne ruszanie i zatrzymywanie się przy bardzo niskich prędkościach niekiedy niemożliwe. Poza tym trudno narzekać na przekładnię 7G-DCT, gdyż jest szybka, nie przeciąga biegów i pozwala na sportową jazdę.

Podsumowanie

Mercedes CLA zawsze będzie zajmował bardzo wysoką lokatę w moim rankingu najfajniejszych aut, jakimi jeździłem. Jest bardzo nowoczesny, świetnie wyposażony, naszpikowany elektroniką i ciekawymi rozwiązaniami, które – co najważniejsze – działają sprawnie i tak, jak chcieli tego inżynierowie. Oczywiście są sporadyczne błędy jak np. kapryśna pani pełniąca funkcję asystentki systemu MBUX czy też nie zawsze poprawnie działające gładziki na kierownicy, ale dłuższe obcowanie z tym modelem sprawia, że zaczynamy się zastanawiać, czemu inni producenci nie wpadli na niektóre rozwiązania.

© dobreprogramy
s