Obawiano się, że deepfakes zdominują świat polityki. Internauci wybrali pornografię

Strona główna Aktualności
fot. YouTube (VOX Media)
fot. YouTube (VOX Media)

O autorze

Kiedy technologia deepfakes zaczęła trafiać pod strzechy, wielu analityków bezpieczeństwa obawiało się, że szybko stanie się narzędziem manipulacji medialnej i politycznej. Wiarygodnie wyglądające wideo, przedstawiające dowolną osobę prezentującą konkretne wypowiedzi i zachowania brzmi jak potężna broń. Zamiast jednak bawić się w Goebbelsa, internauci wolą pornografię.

Agencja Deeptrace przejrzała 14 678 wideo typu deepfake. Jak wynika z raportu końcowego, aż 96 proc. w tej grupie stanowią pornografia i erotyka. Tymczasem tylko dwa materiały, i to z odległego Gabonu oraz Malezji, noszą znamiona manipulacji politycznej. Na tyle efektywnej, że były cytowane przez światowe media jako oficjalne stanowiska tamtejszych władz. Ale to kropla w morzu, które jest, zgodnie ze słowami badaczy, zdominowane przez rozrywkę.

Co ciekawe, trend ten dotyczy również wizerunku osób wykorzystywanych w przeróbkach. W przypadku treści pornograficznych odsetek osób ze świata rozrywki, przez co zdefiniowano aktorów i piosenkarzy, wynosi 99 proc., treści innych zaś – 81 proc. Inna ciekawostka: nie znaleziono ani jednego porno deepfake'a z mężczyzną w roli głównej.

W ślepym zaułku

Amerykańska aktorka Kristen Bell rozpoczęła kampanię medialną przeciwko deepfake'om po tym, jak sama została przedstawiona w tego rodzaju materiale. – Trudno myśleć o tym, że jest się wykorzystywanym – żali się Bell w wywiadzie dla VOX Media. Wtóruje jej Noelle Martin, młoda prawniczka z Perth w Australii. – Dużo się mówi o wyzwaniach związanych z postępem technologii deepfakes – zauważa Martin. – Ale myślę, że w tej dyskusji brakuje często wątku wypływu na jednostki. Nie za kilka lat i nie za kilka miesięcy. W tej chwili – ucina.

Kobiety jednak tylko podkreślają problem, ale nie mają konkretnych rozwiązań. Bo ciężko za takowe uznać apele Bell o wyrozumiałość i empatię. A pikanterii całej sytuacji nadaje fakt, że specjaliści ds. bezpieczeństwa wkrótce spodziewają się fali szantaży z deepfake'ami w roli głównej, co zwiastuje, że lada moment na liście zagrożonych znajdą się nie tylko celebryci, ale też zwyczajni ludzie. Jak można byłoby systemowo zablokować deepfake'a? To dobre pytanie, ale bez odpowiedzi.

© dobreprogramy
s