Strona używa cookies (ciasteczek). Dowiedz się więcej o celu ich używania i zmianach ustawień. Korzystając ze strony wyrażasz zgodę na używanie cookies, zgodnie z aktualnymi ustawieniami przeglądarki.    X

Ochrona dzieci przed stronami XXX.

Temat ochrony dzieci przed stronami XXX przetacza się bez przerwy w publicznych debatach. Niejednokrotnie wypowiadał się jakiś polityk. Bez przerwy UE i rząd podnoszą głosy, że z pornografią w internecie trzeba skończyć. Do tej pory nikt kompetentny w temacie się nie wypowiedział. Dlatego kieruję swą prośbę do internetowej społeczności: zróbcie coś z tym.

Dlaczego my

Czy politycy nie mają odpowiedniego zaplecza? Na pewno mają - nie wierzę, że nikt nie zatrudnia ludzi związanych z informatyką. Nie uwierzę również, że taki polityk tworząc ustawy przeciwko stronom XXX nie kontaktuje się z firmami zajmującymi się podobnymi kwestiami. Wyhodowano setki firm zarabiających na tworzeniu i licencjonowani(jako licencjodawca) sporo narzędzi tego typu. I jak zwykle, ponieważ biznes istnieje, by zarobić, nie wynaleziono rozwiązania skutecznego.
Tymczasem szkoły są zobligowane do kupowania licencji na takie rozwiązania. Niektórzy politycy chcą zobligować do tego dostawców internetu, jako dodatkowa forma ochrony. Na pewno wydawane są olbrzymie pieniądze na nic nie robiące rozwiązania.

Dlaczego polityka i biznes nie zdają egzaminu

Podzieliłbym te rozwiązania generalnie na dwa rodzaje:
a) Oparte na blackliście słów i adresów - ominąć te rozwiązania jest banalnie prosto, nawet będąc dzieckiem na lekcjach wchodziłem na winehq.org, które było zablokowane z uwagi na pojawienie się słowa wine w adresie
b) Oparte na analizę treści - dosyć skuteczne rozwiązania, ale zbyt kosztowne i zbyt obciążające sprzęt. W dodatku ich działanie wymaga jakoby podglądania, co uczeń robi, i co czyta.

r   e   k   l   a   m   a

Jak zwykle: Biznesmeni zatrudniają swych ekspertów(nazwę ich ambasadorami biznesu), których zadaniem jest przekonać polityków do wprowadzenia jakiejś ustawy. Ustawa ma jedynie napchać portfele biznesowi. Przed czymś takim nie ma obrony - ekspert może się legitymować pracą w organizacji tworzącej zabezpieczenia przed pornografią, jak i nie musi. Kiedy kilku ludzi z tytułem naciska ze wszystkich stron, to politycy przyjmują rozwiązanie za słuszne - czyli część ekspertów robi oficjalnie, a część za tajniaków ;-) .

Rozwiązanie prawie zostało osiągnięte

Idealne rozwiązanie, które chroniłoby dzieci przed niepożądanymi treściami, jeżeli są dystrybuowane legalnie, prawie powstało. Mowa tutaj o konieczności oznaczania treści w sposób czytelny dla człowieka. Rozwiązanie jest prawie idealne, ale nie zahacza o komputer, więc jest do niczego(gorsze od filtrów).
Rozwiązanie jest do niczego, bo w przeciwieństwie do oznaczeń gier/filmów rodzic nie będzie wiecznie siedzieć nad dzieckiem z pasem. W przypadku gier/filmów się to sprawdza, bo rodzic wie, co dziecko ma na półkach lub kupuje mu prezenty.

Mała korekta

Korekta proponowałaby na wykreśleniu powyższego rozwiązania i zastąpieniu go koniecznością oznaczania treści w sposób czytelny dla maszyny. Miałoby to daleko idące konsekwencję, a przede wszystkim:
a) Zindywidualizowane filtry - koniec z przemocą/erotyką w avatarach na forach internetowych - jeżeli chcesz oglądać treści erotyczne - to możesz tak skonfigurować swoją przeglądarkę, że Ci pozwoli i wyświetli coś takiego
b) To my decydujemy, co, jak, kiedy - to nasze oprogramowanie może być dostosowane do naszych preferencji. Nic nie stoi na przeszkodzie, by blokować wszystko, albo zezwalać na wszystko
c) Koniec z wymuszaniem aktywacji ciasteczek i aktywności JavaScript
d) Możliwość dokładnego kontrolowania, co nasze dziecko ogląda

W porządku... Jak to jednak zrealizować.
Wymogiem koniecznym byłoby dopuszczanie jedynie standardów otwartych(zgodnie z definicją FSF) przez rządzących. Już na wstępie chciałem wyeliminować wiele pytań pisząc o tym. Oczywiście zaraz pojawią się głosy, że dyskryminuję wielkie korporacje typu Microsoft, i inne. Odpuście sobie. Państwo nie powinno na nikim wymuszać/wymagać stosowania zamkniętych standardów, bo nie może sprzedawać towarów i produktów. Nie może również pracować, jak jakiś diler, zmuszając kogoś do nabycia niechcianej rzeczy. Jest to jasne i logiczne.

Przejdę więc dalej.
Przede wszystkim, to rozwiązanie niczego nie narzucałoby twórcom przeglądarek, bo niby po co? W świecie rzeczywistym także nie wymuszamy na ludziach, by oglądali gazetki stosując specjalne szkła lub czytali je od tyłu do przodu.

Rozwiązanie polegałoby na zatwierdzeniu przez specjalną komisję otwartych standardów oznaczania treści. Zezwolenie na użycie danego rodzaju oznaczania uzyskiwałoby się rok po zatwierdzeniu - wszystko po to, by nie było strony internetowej wyjętej spod prawa - musimy dać czas producentom przeglądarek. Twórca/dystrybutor treści musiałby stosować jeden z zaakceptowanych standardów do oznaczania strony internetowej, filmów, muzyki, a także obrazów.
Każdy może stosować kilka standardów oznaczeń jednocześnie.

Pozwoliłoby to naszemu dziecku, po odpowiednim skonfigurowaniu systemu/przeglądarki internetowej do przeglądania internetu bez szansy wejścia na odpowiednią stronkę. Odrzucam wszelkie argumenty, że dziecko zmieni te ustawienia lub zainstaluje inną przeglądarkę. Jeżeli rodzice pozwalają dziecku na takie coś, w szczególności akceptować umowy cywilno-prawn swoim nieletnim podopiecznym, to jest tutaj coś nie tak. Wiem, że większość ludzi korzysta z popsutych produktów, ale czas by tą sytuację też zmienić. Obecnie to rodzic/opiekun pracowni odpowiada za to, co dzieci będą oglądać, i tak pozostanie. 

Komentarze