r   e   k   l   a   m   a
reklama

Od 15 lutego Chrome będzie blokować najbardziej irytujące reklamy

Strona główna Aktualności

O autorze

Kobieta o wielu talentach, użytkowniczka OS X kochająca fotografię, kuchnię wschodnią, ciężką muzykę i poprawną polszczyznę.

Popularna przeglądarka Chrome, z której korzysta ponad połowa internautów, dostanie własny mechanizm blokowania reklam. Może to dziwić w kontekście jej producenta – firmy Google – która większość zysków czerpie właśnie z reklamy w Internecie. Chodzi o to, by przekonać użytkowników, że nie potrzebują zewnętrznych dodatków blokujących.

Mechanizmy blokujące reklamy w Chrome nie będą tak restrykcyjne, jak popularne dodatki. Ich zadaniem nie będzie blokowanie wszystkich możliwych reklam, a jedynie tych najbardziej uciążliwych i utrudniających korzystanie ze stron internetowych. Zmiany, które zobaczymy w Chrome 64, będą szły w parze z wprowadzeniem wytycznych opracowanych przez Coalition for Better Ads. Na podstawie badania, w którym wzięło udział ponad 25 tysięcy internautów, koalicja określiła, jakie typy materiałów reklamowych są uważane za wpływające negatywnie na komfort korzystania ze stron i należałoby się ich wystrzegać. To właśnie takie „niedobre” reklamy będą blokowane przez przeglądarkę Google'a, zarówno na desktopie, jak i urządzeniach mobilnych.

Zgodnie z wstępnymi założeniami programu koalicji możemy liczyć na to, że od 15 lutego Chrome ochroni nas przed czterema kategoriami reklam na desktopowych wersjach stron i ośmiu na urządzeniach mobilnych. Trudno się nie zgodzić z wyborem – są to materiały, które opóźniają ładowanie się stron, utrudniają dostęp do treści, zajmują dużą część ekranu, odciągają od zawartości strony albo są po prostu irytujące.

Desktop

Spośród 55 typów reklam, jakie zobaczymy na desktopowych wersjach stron, jako te „złe” zostały zakwalifikowane tylko 4 kategorie.

Reklamy wyskakujące to materiały międzywęzłowe, które pojawiają się już po tym, jak strona zaczyna się ładować i zasłaniają część treści. Zostały przetestowane w różnych rozmiarach, zarówno z odliczaniem do automatycznego zamknięcia, jak i z możliwością zamknięcia reklamy ręcznie. Żaden z wariantów nie cieszy się sympatią użytkowników i jest to prawdopodobnie najbardziej irytujący typ reklamy internetowej znany dziś ludzkości.

Autoodtwarzanie filmów z dźwiękiem to kolejny poważny problem stron i jedno z zachowań, któremu będzie zapobiegać Chrome 64. Odgłosy z filmów zaskakują użytkowników, mogą kogoś przestraszyć, a ponadto sprawiają, że priorytetem jest nie korzystanie ze stron, ale jak najszybsze zamknięcie karty z dźwiękiem. Dotyczy to zarówno reklam, jak i dołączonych do artykułów filmów powiązanych. Materiały filmowe, które wymagają kliknięcia, by je uruchomić, nie zostały tak krytycznie ocenione, nie zbadano jeszcze stopnia „uciążliwości” reklam przerywających filmy powiązane z artykułem.

Pełnoekranowe reklamy poprzedzające wyświetlenie strony, zwykle wyposażone w odliczanie do załadowania żądanej treści, potrafią znacznie opóźnić dostęp do nich i zniechęcić użytkownika. Jeśli musimy poczekać, aż reklama sama zniknie lub będziemy mogli ją ręcznie zamknąć, marnujemy cenny czas. Co ciekawe, w tej kategorii nie znalazły się reklamy wyświetlane przed załadowaniem strony, które można od razu samodzielnie zamknąć.

Ankieta koalicji wykazała również, że użytkownicy bardzo nie lubią „przyklejonych” bannerów reklamowych, które zajmują więcej niż 30% obszaru strony i zostają w tej samej pozycji niezależnie od przewijania. Reklamy te mają tendencje do zasłaniania treści stron i utrudniają dostęp do niektórych jej elementów. Podczas testów brane pod uwagę były statyczne bannery o wymiarach 970×250 i 580×400 pikseli, zostające na dole strony. Najwyraźniej jeśli można taką reklamę zamknąć ręcznie, nie jest tak irytująca.

Strony mobilne

Strony mobilne rządzą się nieco innymi prawami – mniejszy ekran, inny układ i tendencja do oglądania tylko jednej na raz sprawiają, że z testowanych 49 schematów jako wysoce irytujące oceniono 8 typów i możemy spodziewać się, że będą one blokowane w Chrome na Androidzie. 4 z nich pokrywają się z tym, czego użytkownicy nie lubią na desktopach.

Zagęszczenie reklam wyższe niż 30% to dość ogólne określenie, ale użytkownicy biorący udział w testach wskazali to jako poważną wadę stron. Chodzi o strony, na których powyżej 30% wysokości obszaru zawierającego główną treść zajmują reklamy. Dotyczy to zarówno reklam przyklejonych, jak i osadzonych w treści. Takie zagęszczenie znacząco utrudnia korzystanie ze stron.

Mrugające, animowane reklamy także znalazły się w czołówce i aż dziwne, że trafiły na listę tylko w kontekście przeglądania mobilnego. Chodzi o reklamy szybko zmieniające jaskrawe kolory tła, które odciągają naszą uwagę od treści stron. Animacje jako-takie są w porządku, o ile są stonowane i nie wiążą się z szybkimi zmianami tła. Ciekawe, w jaki sposób rozwiązane zostanie blokowanie tylko tych krzykliwych, mrugających animacji.

Reklamy pełnoekranowe, pokazywane przy opuszczaniu stron, trafiły na tę listę razem ze wspomnianymi wyżej „opóźniaczami”. Są to niemal identyczne mechanizmy, tylko tym razem musimy poczekać, aż będziemy mogli przejść do innej strony, do której odnośnik został dotknięty. Ich obecność tylko w kontekście mobilnym wynika zapewne z tego, że na mniejszych urządzeniach częściej oglądamy tylko jedną stronę na raz, podczas gry na desktopie raczej korzystamy z wielu kart.

Reklamy „przyklejone” na górze stron i wymagające przewinięcia, zanim zobaczymy treść, także trafią na czarną listę w mobilnym Google Chrome. Chodzi tu o bannery zajmujące powyżej 30% wysokości strony na jej początku. Ich obecność wymaga od użytkownika podjęcia dodatkowych akcji przewijania, by dostać się do treści, która go interesuje. Ponadto użytkownicy czują się zdezorientowani, widząc reklamę, a nie nagłówek strony czy artykułu. Oczywiście wadą tych reklam jest też zasłanianie części strony. Ten typ bannerów idzie w parze z dużymi reklamami przyklejonymi na dole.

Google wspiera inicjatywę koalicji. Propozycje wprowadzenia „lepszych reklam” zostaną przez nią sformalizowane i opublikowane w styczniu.

Gdy 15 lutego bloker reklam firmy Google zostanie uruchomiony, rozpocznie się wielkie „wycinanie”. W założeniach Chrome ma blokować reklamy na stronach, które po 30 dniach od publikacji wciąż nie będą zgodne z proponowanymi praktykami. Autorzy stron będą mogli zgłosić swoje serwisy do oceny i dowiedzieć się, czy wprowadzone już poprawki są wystarczające.

Dla użytkowników pomysł koalicji może być korzystny, ale na pewno nie obejdzie się bez konsekwencji. Mniejsi reklamodawcy już podnoszą larum w sprawie monopolu Google'a na kształtowanie Internetu. Będą też strony, których źródło dochodu zostanie zablokowane w najpopularniejszej przeglądarce świata. Trudno powiedzieć, jak sobie poradzą.

© dobreprogramy
reklama
r   e   k   l   a   m   a

Komentarze

reklama
Czy wiesz, że używamy cookies (ciasteczek)? Dowiedz się więcej o celu ich używania i zmianach ustawień.
Korzystając ze strony i asystenta pobierania wyrażasz zgodę na używanie cookies, zgodnie z aktualnymi ustawieniami przeglądarki.   
Polecamy w WP TechnologieWP TechnologieNajsłynniejsze kanały na YouTubie. W Polsce często nieznane