Strona używa cookies (ciasteczek). Dowiedz się więcej o celu ich używania i zmianach ustawień. Korzystając ze strony wyrażasz zgodę na używanie cookies, zgodnie z aktualnymi ustawieniami przeglądarki.    X

Sołtysie, pomożesz?

Mity i legendy powstałe wokół abonamentu radiowo-telewizyjnego mogłyby zapełnić niejeden pokaźny tom. Dajmy więc na początek kilka faktów. Kwestię abonamentu reguluje Ustawa z dnia 21 kwietnia 2005 r. o opłatach abonamentowych, w której czytamy, że „Opłaty abonamentowe pobiera się w celu umożliwienia realizacji misji publicznej, o której mowa w art. 21 ust. 1 Ustawy z dnia 29 grudnia 1992 r. o radiofonii i telewizji. Cóż to za misja? Jak mówi Ustawa o radiofonii i telewizji (Art. 21 ust. 1.) „Publiczna radiofonia i telewizja realizuje misję publiczną, oferując, na zasadach określonych w ustawie, całemu społeczeństwu i poszczególnym jego częściom, zróżnicowane programy i inne usługi w zakresie informacji, publicystyki, kultury, rozrywki, edukacji i sportu, cechujące się pluralizmem, bezstronnością, wyważeniem i niezależnością oraz innowacyjnością, wysoką jakością i integralnością przekazu.”

O jakości i faktycznej realizacji paru wyżej wymienionych właściwości telewizji publicznej moglibyśmy długo (i pewnie dość zażarcie) dyskutować. Ale najobfitsze rzeki krwi spłynęłyby wówczas, gdyby dyskusja ta zeszła na temat samego abonamentu - przede wszystkim jego zasadności i wysokości, a ponadto zgodności z Konstytucją, z prawami człowieka, z teorią względności, z Prawem Pitagorasa, z regulaminem Parku Yellowstone etc.

Fakt (czyli to, że abonament radiowo-telewizyjny w Polsce obowiązuje) jest faktem, a świadome niedopełnienie obowiązku uiszczenia opłaty abonamentowej jest naruszeniem prawa i wiąże się z przewidzianą w Ustawie karą pieniężną, która może się równać „trzydziestokrotności miesięcznej opłaty abonamentowej obowiązującej w dniu stwierdzenia używania niezarejestrowanego odbiornika”. Oczywiście plus ustawowe odsetki. To, że państwu płacić nie lubimy, też jest faktem. Najchętniej nie płacilibyśmy mu nigdy i za nic, tym bardziej jeśli jest to, jak w przypadku abonamentu RTV, przez sporą część społeczeństwa nieuznawany podatek nienależny.

r   e   k   l   a   m   a

Prób i metod ściągnięcia z obywateli tego podatku było co najmniej kilka, jak choćby (moim zdaniem mało skuteczna) przypominajka wyświetlana na pasku informacyjnym na kanale TVP Info. Były puszczane na szeroką skalę spoty telewizyjne (też raczej mało skuteczne), okraszone płytkim hasłem "Abonament - to się opłaca". No i wreszcie - imienne wezwania do zapłaty. Te, jak wynika z moich doświadczeń, na szczęście nie stricte osobistych, nie jednego obywatela skłoniły do poszanowania prawa w kwestii płacenia abonamentu.

Poczta Polska, jako wyznaczony do tego operator, podjęła ostatnio kolejne kroki mające na celu zwiększenie ściągalności opłat za korzystanie z odbiorników RTV. Tym razem Centrum Obsługi Finansowej Poczty Polskiej „uderzyło” bezpośrednio w mieszkańców terenów najmniej zurbanizowanych, czyli wsi. Jako mieszkaniec takiej mieściny miałem okazję zapoznać się z pismem skierowanym przez wspomniane Centrum Obsługi Finansowej do - uwaga! - sołtysa mojej wsi, w którym to piśmie... A zresztą, zobaczcie sami:

Nie ukrywam, że pismo to wywołało na mojej gębie szczery uśmiech. Po pierwsze - pomysł. Co jak co, ale dość oryginalny i oszczędny - zamiast setek tysięcy pism do gospodarstw indywidualnych (oczywiście licząc w skali kraju, a nie tylko mojej wsi), wysłano pismo do sołtysa, który, jeśli plan by wypalił, dotarłby z nim do mieszkańców sołectwa (w liczbie od kilkudziesięciu do kilkuset albo i więcej), zaoszczędzając tym samym Poczcie Polskiej sporo czasu, pieniędzy i roboty. A być może przy okazji generując państwu dochody, gdyby jakaś skruszona wiejska duszyczka postanowiła zaświecić patriotyzmem i zarejestrować swój kupiony sto lat temu telewizor.

Po drugie - pomysł może i oryginalny, ale jego skuteczność stawiam pod dużym znakiem zapytania. Pamiętajmy, że w podanym wyżej piśmie mamy do czynienia nie z nakazem, rozkazem, czy inną formą przymusu, lecz z prośbą. Meritum poruszone w tym pisemku nie jest jednak sprawą, którą przejmuje się jakaś reprezentatywna grupa naszego społeczeństwa, dlatego nie wierzę, że sołtysi będą latać z nim po swojej wsi i agitować na rzecz jednego z bardziej absurdalnych podatków. Owszem, powiadomić mieszkańców o prośbie Poczty można - wykorzystując wciąż żywy na polskiej wsi mechanizm tradycyjnej kurendy. Ale będzie to moim zdaniem maksimum, na jakie zdobędzie się nieznaczny odsetek sołtysów.

No bo kim jest sołtys? Jest on organem wykonawczym jednostki pomocniczej gminy, czyli sołectwa; jest przedstawicielem sołectwa na forum gminnym oraz łącznikiem pomiędzy mieszkańcami sołectwa a władzami gminy. W jego obowiązkach nie znajdziecie proabonamentowej agitacji, a jedyny podatek, z jakim mają do czynienia, to podatek od nieruchomości. W praktyce sołtysi to działacze na rzecz lokalnej społeczności, podzieleni w nieznanych mi proporcjach na dwie grupy - tych, którzy na rzecz tej społeczności pracują nieraz naprawdę ciężko, i tych, którzy jedynie widnieją na spisie władz samorządowych, nie za bardzo wiedząc, po co zostali wybrani. Śmiem twierdzić, że w żadnej z tych grup (a dobra, dopuśćmy nieliczne wyjątkami) nie znajdą się osoby, dla których spełnienie prośby pocztowego Centrum Obsługi Finansowej będzie priorytetem w bieżącej działalności. Wszak abonament RTV nie jest związany z zadaniami mającymi na celu polepszenie w jakikolwiek sposób sytuacji mieszkańców sołectwa. Ba! Może on nawet tę sytuację pogorszyć.

Mam nieodparte wrażenie, że ktoś w siedzibie Poczty Polskiej ma mieszkańców wsi za durniów. Próba posłużenia się sołtysami jako jeleniami "przypominającymi" mieszkańcom o obowiązku uiszczania opłat abonamentowych wydaje mi się co najmniej niesmaczna. Czasy, w których pierdnięcie sołtysa obligowało wszystkich do zbiorowego wąchania, dawno minęły.

Pytałem kilku mieszkańców miast, czy słyszeli o podobnych "prośbach" na swoim terenie. Nie słyszeli. Swoją drogą kto i jak miałby w mieście pełnić rolę abonamentowej przypominajki?

Trudno mi powiedzieć, na jaką skalę w rozumieniu ogólnokrajowym regionalne pocztowe Centra Obsługi Finansowej rozsyłają takie pisemka po polskich wsiach. Od rana nikt w centrali w Bydgoszczy nie podnosi słuchawki telefonu, próba dodzwonienia się do mojego Regionalnego Centrum Sieci Pocztowej w Poznaniu kończy się komunikatem o niemożności zrealizowania połączenia z przyczyn niezależnych od operatora, a oficjalna infolinia o abonamencie informuje, że "wszyscy konsultanci są zajęci". Podobnie jak większość sołtysów, którzy mam nadzieję, że zareagują w identyczny sposób jak sołtys mojej wsi - czyli papierkiem z Centrum Obsługi Finansowej Poczty Polskiej niezwłocznie zasilą stos makulatury lub stare, dobre, wiejskie piece kuchenne.


 

inne

Komentarze