r   e   k   l   a   m   a
r   e   k   l   a   m   a

Percepcyjne adblockery mogą zlikwidować reklamę w Internecie

Strona główna AktualnościOPROGRAMOWANIE

Od reklam w Internecie przeszliśmy do blokowania reklam w Internecie, by w końcu doczekać się blokowania blokerów reklam – i wreszcie mechanizmów omijania blokerów reklam. Czy ten wyścig kiedyś się skończy? Informatycy z Princeton University i Stanford University mają dla marketingowców złą wiadomość. Zbudowany przez nich formalny model pokazuje, że możliwe jest zbudowanie blokera doskonałego, który wyeliminuje wszystkie reklamy na stronach i nie będzie mógł być przy tym wykryty i sam zablokowany.

Do tej pory do kwestii blokowania reklam podchodzono w dość chaotyczny sposób – praca amerykańskich badaczy wydaje się pierwszą systematyczną analizą zagadnienia. W artykule The Future of Ad Blocking: An Analytical Framework and New Techniques, ten „wyścig zbrojeń” między wydawcami internetowymi i twórcami rozszerzeń do przeglądarek został tu potraktowany jako zagadnienie bezpieczeństwa całego układu, opisane w przestrzeni czterech stanów i sześciu możliwych przejść między nim. Powstały model, mający być kompletnym ujęciem blokowania reklam, pozwolił na opracowanie kilku nowych technik blokowania, które wyścig ten zakończą.

Wojna na wyrażenia regularne

Ostatnie miesiące przyniosły prawdziwy wysyp rozwiązań blokujących blokery reklam, także w polskim Internecie. Ich skuteczność sprawiła, że coraz więcej osób decyduje się blokery wyłączyć – byleby tylko mogły korzystać z interesujących ich witryn. Co jest cechą wspólną adblockerów, które zmianami tymi zostały dotknięte? Wszystkie one korzystają z list filtrów, zawierających wzorce znanych lokalizacji reklam. Listy takie powstają manualnie, a zawarte w nich wyrażenia regularne są wykorzystywane do każdego wychodzącego żądania przeglądarki, tak by uniemożliwić pobranie reklamowych treści. Następnie stosowane są filtry ukrywające elementy, dzięki czemu wyrenderowana strona wygląda spójnie, pomimo niewczytania założonych dla niej elementów.

r   e   k   l   a   m   a

Taki model blokowania jest łatwy do wprowadzenia, jednak nieustannie narażony na działania wydawcy, który będzie zmieniał wzorce lokalizacji zasobów reklamowych, tak by umknęły one filtrom i zostały wczytane. Tu gra w kotka i myszkę faktycznie się nigdy nie kończy, czasem nawet wydawcy wygrywają, jak to się stało w wypadku Facebooka, którego elementy reklamowe w kodzie i adresacji niczym się nie różnią od innych elementów portalu. Jest jednak możliwe inne podejście do blokowania reklam, wobec którego wydawcy stoją na przegranej pozycji – o ile użytkownicy będą mogli sprawować pełną kontrolę nad swoimi przeglądarkami.

Co z oczu to z serca

Tym innym podejściem jest blokowanie percepcyjne. Trzeba zauważyć, że ludzie nie widzą przecież kodu HTML na stronie ani adresów internetowych, widzą pokazane im treści reklamowe. Autorzy zauważają, że treści reklamowe wyglądają w charakterystyczny sposób – tym bardziej charakterystyczny, że określony wymogami prawnymi. Ustawodawcy wymagają, by reklamy odróżniały się od innych treści, by odbiorca mógł je rozpoznać jako materiał reklamowy. A skoro odbiorca może rozpoznać, to czemu oprogramowanie by nie miało rozpoznać?

Percepcyjny bloker reklam staje się w obecnej sytuacji prostszy do wdrożenia, niż ten bazujący na filtrach, musi bowiem rozpoznawać raptem kilka form samookreślenia się reklamy, a nie ogromną liczbę możliwych kombinacji wyrażeń regularnych. Co więcej, aby uniknąć zablokowania reklamy, wydawca musiałby naruszyć prawne regulacje dotyczące dopuszczalnych form prezentacji. Wystarczy przygotować biblioteki opisujące dany typ samookreślenia (np. reklama na Facebooku, bannery na Onecie itd.), które będą komunikowały się z mechanizmem percepcyjnym.

Proponowany mechanizm składa się z czterech modułów: interfejsu przeszukiwania kontenerów strony, który przegląda zawartość wskazanych części strony i pozwala na ich identyfikację (np. odróżnienie linku od przycisku, banneru od paska bocznego itp.), interfejsu analizy obrazu korzystającego z logiki rozmytej (który jest w stanie rozpoznać rozmaite wariacje samookreśleń reklamy), modułu OCR, który wyszukuje elementy tekstowe zamaskowane w grafice, oraz symulator kliknięć, pozwalający sprawdzić, czy dany link nie prowadzi czasem do treści reklamowych. Wzięte razem, moduły te pozwalają przechwycić reklamowe elementy strony określone logiką opisującą nie kod, lecz wrażenie użytkownika.

Czy można zagłodzić Marka Zuckerberga?

Testy pokazały, że percepcyjny bloker reklam nie daje szans reklamom na Facebooku, oraz korzystającym z amerykańskiego programu branżowego AdChoices. Czy można go pokonać? Autorzy wskazują na kilka możliwych technik takiego ataku, w tym modyfikacje wyglądu reklam, maskowanie samookreślenia się reklamy metodami znanymi z testów CAPTCHA czy oszukiwanie co do zachowań strony, ale przed nimi wszystkimi można niewielkim wysiłkiem się obronić.

Nie to jest jednak największym problemem dla reklamodawców i wydawców. Najgorsze jest to, że taki percepcyjny bloker może działać w sposób całkowicie niewykrywalny dla wyświetlanej strony. Badacze zaprezentowali na to dwie metody: pierwsza to technika zapożyczona od twórców rootkitów, pozwalająca sfałszować wszystkie odpowiedzi interfejsu przeglądarki tak, by nie różniły się one od odpowiedzi przeglądarki, która reklam nie blokuje. Druga to stworzenie dwóch instancji strony, jednej z zablokowanymi reklamami, drugiej, z którą w interakcje wchodzi kod wydawcy – i postaranie się, aby informacje przechodziły tylko od drugiej do pierwszej.

Owocem tej pracy są nie tylko akademickie analizy. W sklepie Chrome Web Store pojawiło się rozszerzenie Perceptual Ad Highlighter, które świetnie sobie radzi z wykrywaniem reklam w Facebooku. Nie usuwa ich, a jedynie oznacza półprzezroczystą nakładką z napisem „This is an ad”. Skuteczność tego rozwiązania zapewne zainteresuje wielu twórców rozszerzeń przeglądarek – tak że pewnie już niebawem doczekamy się blokerów reklam nowej generacji, których zablokowanie po prostu nie będzie możliwe – bez zablokowania możliwości rozszerzania samych przeglądarek.

To jednak wydaje się być mało prawdopodobne. Może jeszcze w przypadku Microsoft Edge czy Google Chrome wydawcy mogliby postarać się o zablokowanie rozpowszechniania percepcyjnych blokerów. Jednak istnienie na rynku opensource’owych przeglądarek, na czele z Firefoksem, sprawia, że zainteresowani blokowaniem reklam tak czy inaczej swój cel osiągną – kod rozszerzenia zawsze będzie miał wyższy status w przeglądarce, niż kod strony internetowej.

Od strony prawnej sytuacja też dla wydawców nie wydaje się za ciekawa. Z przeprowadzonej analizy, ważnej przynajmniej dla amerykańskiego prawa, nie ma praktycznie sposobu, by zaskarżyć twórców percepcyjnych adblockerów. Właściwie pomóc mogłaby tylko ustawa Digital Millenium Copyright Act, pod jednym warunkiem – że strony internetowe w całości byłyby zabezpieczane jakimś mechanizmem DRM. To jednak w ogóle byłby koniec internetu jaki znamy.

© dobreprogramy
r   e   k   l   a   m   a
r   e   k   l   a   m   a

Komentarze

r   e   k   l   a   m   a
r   e   k   l   a   m   a
Czy wiesz, że używamy cookies (ciasteczek)? Dowiedz się więcej o celu ich używania i zmianach ustawień.
Korzystając ze strony i asystenta pobierania wyrażasz zgodę na używanie cookies, zgodnie z aktualnymi ustawieniami przeglądarki.   

Trwa konkurs "Ogól naczelnego", w którym codziennie możecie wygrać najnowsze maszynki systemowe Hydro Connect 5 marki Wilkinson Sword.

Więcej informacji

Gratulacje!

znalezione maszynki:

Twój czas:

Ogól Naczelnego!
Znalazłeś(aś) 10 maszynek Wilkinson Sword
oraz ogoliłaś naszego naczelnego!
Przejdź do rankingu
Podpowiedź: Przyciśnij lewy przycisk myszki i poruszaj nią, aby ogolić brodę.