ProteGO. Ministerstwo Cyfryzacji chce badać interakcje społeczne obywateli

Strona główna Aktualności
Ministerstwo Cyfryzacji chce badać interakcje społeczne obywateli (fot. Pixabay)
Ministerstwo Cyfryzacji chce badać interakcje społeczne obywateli (fot. Pixabay)

O autorze

Dynamiczny rozwój pandemii COVID-19 świadczy o tym, jak trudno jednorodnie wdrożyć rozbudowane i drastyczne ograniczenia, będące głównym sposobem na spowolnienie rozprzestrzeniania się wirusa. Nawet kraje, które (nie bez powodu) wprowadziły na swoim terenie stan wyjątkowy i zdefiniowały rzetelny, a nie uznaniowy zbiór restrykcji, walczą z trudnym do zahamowania skokiem zachorowań.

Tymczasem nie wszędzie na świecie liczba chorych lawinowo rośnie. Za modelowy przykład akceptowalnej kontroli podaje się bez wątpienia Południową Koreę, gdzie po dużym skoku zachorowań, obecna liczba nowych przypadków utrzymuje się na stałym poziomie, pozwalającym nie załamać państwowej opieki zdrowotnej.

Dyscyplina i testy

Istnieje klika wytłumaczeń tego stanu rzeczy. Istnieją na przykład względu kulturowe, jak dyscyplina i kolektywizm, dzięki którym możliwe jest skłonienie ludzi do konsekwencji i karności w kwestii zachowywania dystansu, noszenia masek i nieeksplodowania śliną w miejscach publicznych. W zestawieniu, zachowania uczone od najmłodszych lat w lepszych przedszkolach okazują się być mniej rozpowszechnione w Europie i USA.

Jednak poza niejednoznacznymi walorami kulturowymi jest jeszcze logistyka i rzetelność władz. Zastosowano na przykład powszechne, często przesiewowe testowanie (pod tym względem jesteśmy w Europie trzeci od końca) oraz zaawansowane śledzenie ruchów osób z pozytywnym wynikiem. Oznacza to wywiad, weryfikację ruchu na podstawie lokalizacji urządzeń mobilnych oraz analizę sieci kontaktów, celem wykrycia i odizolowania pochodnych ścieżek propagacji.

Analiza ruchu

Te ostatnie metody polegają w dużym stopniu na oprogramowaniu. Już same metadane, bez zaglądania wgłąb telefonów, pozwalają się dowiedzieć bardzo dużo na temat migracji zarażonych ludzi. W ten sposób obecnie Google wie o nas znacznie więcej, niż Ministerstwo Zdrowia. Na szczęście, Ministerstwo Cyfryzacji, po udostępnieniu karykaturalnej aplikacji Kwarantanna Domowa, zabrało się za ciekawszy projekt, docelowo mający zreplikować podejście stosowane w Singapurze. Jest nim ProteGO.

W zdumiewającym przypływie odpowiedzialności i współpracy z obywatelami, ProteGO jest aplikacją mobilną rozwijaną pod licencją GPL w wersji trzeciej, a więc bardzo wymuszającej otwartość. Jej celem jest zbieranie informacji na temat czasu przebywania w otoczeniu telefonów należących do osób chorych na COVID-19.

Do gromadzenia danych wykorzystuje protokół Bluetooth, a informacje na temat stanu zdrowia wprowadza do niej sam użytkownik. W ten sposób nie jest wyciągana na światło dzienne i publicznie przetwarzana baza danych Sanepidu, kontrolującego teoretycznie listę osób objętą kwarantanną.

Dzięki ProteGO zostaniemy poinformowani, jeżeli znaleźliśmy się blisko osoby, u której potem wykryto koronawirusa. Aplikacja ma wymagać podania numeru telefonu, aby poza powiadomieniem z aplikacji, o konieczności odbycia kwarantanny mógł nas poinformować sam GIS. Aplikacja jest implementacją metody naukowej kontroli epidemii.

Potrzebny wspólny wysiłek

Skuteczność owej aplikacji zależy od współpracy obywateli. Licencja GPL3 oraz poleganie na samodzielnie wprowadzanych danych chronią przed nadużyciami i minimalizują przestrzeń do potencjalnego szpiegowania użytkowników.

Można mieć nadzieję, że tak zaprojektowane rozwiązanie skłoni swoją przejrzystością do szerszego zastosowania, co będzie potrzebne gdy wszechstronne ograniczenia zaczną być stopniowo zastępowane punktowymi, doraźnymi. Wiele osób twierdzi bowiem, że podobno nie da się siedzieć cały czas w domu.

Zaniedbanie i rozluźnienie obostrzeń w momencie, gdy jest na to zbyt wcześnie, może poskutkować kolejną falą zachorowań. Dlatego kuszącym wariantem jest zastosować inne podejście. Informacje o obecności i ruchu są w pełni dostępne u operatorów komórkowych i dostawców usług chmurowych w telefonach. Numery telefonów są rejestrowane. A informacje o zachorowaniach i kwarantannach śledzi Sanepid. To wystarczający zbiór informacji, by dokonać pełnego śledzenia interakcji społecznej osób chorych na COVID-19. Wystarczy je ze sobą zestawić.

Problem w tym, że owe dane, dostępne na wyciągnięcie ręki, nie są ogólnodostępne. Danych nigdy nie ma "państwo", tylko jakaś jego instytucja, na przykład Główny Urząd Statystyczny albo skarbówka. Póki prawo jeszcze w pewnych kwestiach funkcjonuje, swobodna wymiana i przepływ danych nie są możliwe.

Stan ten jednak mogą powoli zmieniać nadzwyczajne okoliczności. W ramach prac nad kolejnymi odsłonami Tarczy Antykryzysowej, pojawiają się pomysły na śledzenie lokalizacji telefonu osób objętych kwarantanną, na podstawie informacji od operatorów komórkowych.

Czy zasługujemy na swoje prawa?

Musimy sobie odpowiedzieć na pytanie, jaka jest skala poświęceń, na jakie jesteśmy gotowi przystać, celem walki z epidemią. Należy przestrzec przy tym przed odpowiedzią "ale tu chodzi o życie!". Konieczność poświęceń nie oznacza od razu przymusu bezwarunkowego posłuszeństwa. Mimo to, bardzo często fakt ten jest ignorowany.

Na konferencji Secure 2019 miała miejsce prelekcja o ochronie dzieci przed szkodliwymi treściami w internecie. Oferowane rozwiązanie stosowało odszyfrowywanie ruchu SSL. Gdy zapytałem innych uczestników, czy przypadkiem się nie przesłyszałem, w odpowiedzi otrzymałem "ale przecież chodzi o dzieci!".

No właśnie. Bo dzieci. Bo terroryzm. Bo epidemia. Zawsze będzie jakiś doskonały powód, rzekomo wzorcowo podatny na agresywne, dobitne rozwiązanie. Jednak godząc się na łatwe recepty, odrzucamy nadzieję na samodoskonalenie. Odszyfrowywanie SSL w szkołach zakłada, że dzieci lepiej podsłuchiwać niż wychowywać. Rejestracja telefonów zakłada bezradność i impotencję służb. A obowiązkowe monitorowanie ruchu to efekt przyznania wprost, że Polaków nie da się zdyscyplinować i nie wolno oczekiwać od nich manier i dobrego wychowania.

Dlatego otwarta aplikacja ProteGO jest lepsza od obowiązkowej Kwarantanny Domowej. Opiera się na założeniu, że w chwilach próby, ludzie zastosują się do racjonalnych wytycznych i można uniknąć rozbudowanej inwigilacji. To, czy tak będzie, zależy tylko od nas. Jeżeli wszak liczba zachorowań wzrośnie, być może mechanizm monitorowania ruchu okaże się niezbędny. Tylko kto potem zajmie się jego demontażem? Przecież to wszystko "dla naszego dobra"...

© dobreprogramy
s