Rzut okiem na Sony VPL-VW760ES, arcyklejnot wśród projektorów

Strona główna Lab Monitory i projektory

O autorze

Powiedzmy to sobie od razu: ten projektor kosztuje 65.000 zł. Sześćdziesiąt pięć tysięcy złotych. Sam projektor. Nie jest wykonany ze złota, nie jest wysadzany diamentami, producent nie dodaje do niego w zestawie osobistej masażystki, nawet za kabel HDMI trzeba dopłacić (dobrze, że chociaż jest zasilający ;). Z punktu widzenia typowego Kowalskiego kwota jest bez cienia przesady absurdalna, nawet jeżeli weźmiemy pod uwagę, że to aktualnie absolutnie topowy projektor do kina domowego, o rzeczywistej rozdzielczości 4K i z laserowym źródłem światła.

Gdy dostałem propozycję przetestowania Sony VPL-VW760ES zadałem sobie pytanie - jaki jest sens recenzowania projektora na którego zakup może sobie pozwolić w Polsce dosłownie garstka osób? Przypomniała mi się wówczas taka anegdota o Mercedesach klasy S. Ktoś kiedyś powiedział, że ten model samochodu jest wyjątkowy, bo wszystko co debiutuje w S-klasie, za 10-15 lat będzie dostępne dla zwykłego śmiertelnika w autach popularnych. To właśnie w tym modelu Mercedesa po raz pierwszy zadebiutowały np. silnik turbo diesel, system antypoślizgowy ABS, czy poduszka powietrzna kierowcy. Obecnie przepaść pomiędzy topowymi samochodami klasy premium, a autami popularnymi znacząco się zmniejszyła, ale nadal ta zasada nie straciła wiele na aktualności, tylko okres jest krótszy. Podobnie z projektorami.

Sony VPL-VW760ES reprezentuje wszystko to co w projektorach do kina domowego najlepsze. Podkreślam "domowego" bowiem są oczywiście jeszcze modele high-end (np. Sony VPL-VW5000ES za ćwierć miliona zł), zaprojektowane do sal kinowych w pałacach arabskich szejków, ale ten segment pomińmy.

Przede wszystkim Sony jest w chwili obecnej jedynym producentem, który w tej klasie projektorów oferuje pełną, rzeczywistą rozdzielczość 4K wg standardu Digital Cinema Initiatives tj. 4096x2160 pikseli (proporcje 1,9:1). Ten aspekt jest o tyle wart podkreślenia, iż w ostatnim czasie zadebiutowało bardzo dużo projektorów "4K", wykonanych w technologii DLP, kosztujących raptem kilka tysięcy złotych, które w istocie obraz o zbliżonej rozdzielczości (3860x2160 pikseli, proporcje 1,78:1/16:9) uzyskują dzięki interpolacji tj. nakładaniu na siebie dwóch obrazów o niższej rozdzielczości - ot takie małe oszustwo. Żeby jednak było jasne: na żywo różnica w szczegółowości obrazu jest trudna do wychwycenia.

Kolejna sprawa to sposób wyświetlania obrazu. Dla przypomnienia, na rynku funkcjonują 3 główne technologie projekcji. Pierwsza z nich, LCD/HTPS (3LCD w Epsonie), polega na przepuszczaniu światła przez 3 panele ciekłych kryształków ze składowymi RGB. Obraz powstały w ten sposób ma zwykle ładne kolory, ale nie zachwyca czerniami (bo światło przechodzi przez wspomniane panele). Do tego wymaga okresowej wymiany filtrów powietrza. Drugą popularną technologią jest DLP, opracowana przez Texas Instruments, gdzie światło przepuszczane jest przez szybko obracające się koło barwne i odbijane od milionów mikro lusterek. Dzięki temu czerń jest tu zwykle "bardziej czarna" niż przy LCD, lepsze jest też wypełnienie pikseli (brak widocznej siatki), ale zwykle powstaje tzw. efekt tęczy, zauważalny przez niektóre osoby. Zalety obu technologii, przy braku wad, łączą bardziej niszowe LCoS (SXRD w nomenklaturze Sony, D-ILA w JVC) oraz LCoQ/RHTPS (3LCD Reflective Epsona). I to właśnie w technologii SXRD wykonany jest bohater niniejszego testu.

OK, ale przecież rzeczywistą rozdzielczość 4K oraz technologię SXRD oferuje nawet podstawowy w gamie, testowany przeze mnie niedawno, Sony VPL-VW260ES za ok. 20 tys. zł, skąd więc bierze się tak dramatyczna różnica w cenie?

W laserze siła

Przede wszystkim Sony VPL-VW760ES oferuje laserowe źródło światła, które w stosunku do tradycyjnych wysokociśnieniowych lamp rtęciowych, stosowanych cały czas w większości projektorów, ma cały wachlarz zalet. Począwszy od znacznie szybszego włączania i wyłączania projektora - lampy nie trzeba bowiem na początku rozgrzewać, a na końcu schładzać, wygoda jest więc taka jak w telewizorze. Z tym wiąże się także odporność na uszkodzenia w razie nagłego zaniku prądu. Kolejna sprawa to dużo dłuższa trwałość źródła światła, szacowana przez producenta aż na 20.000 godzin (czyli jakieś 13-14 lat zakładając 4-godzinną projekcję dzień w dzień), podczas gdy tradycyjne lampy w projektorach wytrzymują kilka tysięcy godzin pracy, a do tego z czasem następuje coraz bardziej zauważalny spadek ich jasności. Idąc dalej, lampa laserowa nie grzeje się aż tak bardzo jak tradycyjna dzięki czemu projektor nie wymaga aż tak wydajnego (czytaj głośnego) chłodzenia - podczas normalnej pracy VPL-VW760ES generuje ledwo słyszalny szum, nieco głośniej jest przy materiałach 4K HDR, ale nadal relatywnie cicho.

Przede wszystkim jednak takie laserowe źródło światła daje znacznie lepszą kontrolę nad jasnością. Tu mała dygresja, często spotykam się bowiem z poglądem, że im jaśniejszy projektor tym lepszy - nic bardziej błędnego. Do kina domowego i grania zwykle w zupełności wystarczają projektory o jasności 1500-2000 lumenów. Ten błędny pogląd bierze się zapewne z faktu, że "lumeny lumenom nierówne" - na rynku jest sporo projektorów do kina domowego o jasności określanej przez producentów na 2500-2800 lumenów, które w subiektywnym odbiorze świecą tak samo jak projektory Sony czy JVC 1700-1800 lumenów, a często wręcz słabiej. Oczywiście wyższa jasność przydaje się jeżeli chcemy cieszyć się projekcją przy niepełnym zaciemnieniu, ale - analogicznie jak w przypadku telewizorów - zbyt wysoka jasność w pomieszczeniu tak bardzo zdegraduje nam kolory i czernie, że i najjaśniejszy projektor nie pomoże.

W projektorach ważne jest więc nie tylko to jak jasno świecą, ale jak bardzo strumień światła mogą w razie potrzeby przygasić. Jest to kluczowa sprawa podczas projekcji ciemnych scen w filmach i grach aby uniknąć zaszarzenia czerni. W lepszych projektorach o klasycznej lampie stosuje się w tym celu tzw. aktywne przysłony, które odcinają część emitowanego światła, jest to jednak rozwiązanie mechaniczne, które ma swoje istotne wady (głośność, szybkość działania). I tu właśnie wybija się kolejna, kluczowa zaleta diod laserowych - można bowiem łatwo zmniejszyć natężenie generowanego przez nie światła. Rozwiązanie to działa bardzo płynnie, dzięki czemu nie ma irytującego "pulsowania" jasności obrazu, jest szybkie i bezgłośne.

Efekt końcowy jest po prostu oszałamiający - oglądając świeżo wydany na Blu-ray zapis koncertu "Live in Prague" Hansa Zimmera nie mogłem wyjść z zachwytu. Jest to bowiem spektakl w którym obraz, a w szczególności światło, gra prawie równorzędną rolę z muzyką. Ubóstwiana przeze mnie partia koncertu podczas której Czarina Russel, skąpana w snopie światła, śpiewa utwory z "Gladiatora", wywoływała dosłownie ciarki na plecach. Działo się tak nie tylko za sprawą wzruszającego wokalu, czy przejmującej muzyki, ale właśnie obrazu - czerń otaczająca momentami jej postać była bowiem tak głęboka, że zlewała się ze ścianą, a ja czułem się jak uczestnik koncertu i to siedzący w najbardziej prestiżowym miejscu. Zresztą, obejrzyjcie sami ten przepiękny fragment i spróbujcie to sobie wyobrazić.

HDR, rozszerzona paleta barw i Ultra HD Premium

Wracając jeszcze na chwilę do jasności. Sony VPL-VW760ES oferuje w tym względzie całkiem sporo, bo aż 2000 lumenów, co w połączeniu z dobrodziejstwem technologii SXRD daje wyraźnie zauważalne efekty w zakresie HDR. Naturalnie rozpiętość pomiędzy najjaśniejszymi, a najciemniejszymi punktami ekranu nie jest aż tak duża jak w przypadku topowych telewizorów OLED, czy LCD z wielostrefowym wygaszaniem, ale... nawet nie ma takiej potrzeby. Na gigantycznym, zwykle 3-4-krotnie większym ekranie projektora, obraz odbieramy całkiem inaczej. Sony VPL-VW760ES jest przy tym w stanie wygenerować obraz o rozszerzonej palecie barw (Rec. 2020 / DCI), co w połączeniu z rozdzielczością 4K i obsługą HDR daje możliwość rozkoszowania się filmami Blu-ray Ultra HD Premium. Czego oczywiście nie omieszkałem sprawdzić.

Na pierwszy rzut poszedł "Sully", w którym Tom Hanks wciela się w rolę bohaterskiego pilota Chesleya Sullenbergera, awaryjnie lądującego na rzece Hudson. Świetna detaliczność obrazu, piękne kolory, wyraźnie zauważalny HDR np. podczas scen w kokpicie samolotu z widocznym niebem za oknami, albo w scenach nocnych. Słowem ujmujące widowisko, choć film fabularnie przeciętny, momentami z nieco sztucznymi efektami specjalnymi, więc pełnego efektu wow! jeszcze nie było, ale to absolutnie nie wina projektora. Na kolejny rzut poszedł "Resident Evil: The Final Chapter" również z płyty UHD Premium, efektów jednak nie byłem w stanie ocenić, bo sieczka w tym filmie jest tak nieprawdopodobna, że nie da się tego oglądać. To zresztą problem wielu najnowszych produkcji, gdzie słabość scenariusza i gry aktorskiej twórcy starają się przykryć niedorzecznie dynamicznym montażem oraz mocno przesadzonymi efektami.

Znacznie lepsze wrażenia miałem podczas kontemplowania drugiego sezonu "Stranger Things", dostępnego także w HDR. I to była prawdziwa ekstaza dla zmysłów! Fantastyczny serial z wciągającą fabułą, ale także z pięknymi zdjęciami i dopracowanymi efektami specjalnymi wspiął się na jeszcze wyższy poziom wizualny. Jak zapewne pamiętacie, w drugiej części jest jeszcze więcej scen nocnych niż w pierwszej. Mamy więc popis świetnych czerni dzięki konstrukcji SXRD, wspaniałe kolory oraz popisowe przy HDR rozbłyski światła na lampach ulicznych, czy reflektorach samochodów np. gdy Chief Hopper przyjeżdża autem nocą na pole dyni i aż razi nas po oczach.

Bezsprzecznie jednak efekty samego HDR, nawet w tak topowym projektorze jak Sony VPL-VW760ES, choć widoczne na pierwszy rzut oka, nie są aż tak spektakularne jak w najlepszych telewizorach. Do tego na dzień dzisiejszy wspierane są "tylko" standardy HDR ze statycznymi metadanymi o obrazie tj. HDR10 i HLG (wsparcie dla Dolby Vision jednak zapewne zostanie dodane za jakiś czas, a przynajmniej tego się spodziewam gdyż właśnie zostało dodane do najwyższych modeli telewizorów Sony). Jednak kluczowa jest tu kompilacja wszystkich czynników wpływających na odbiór obrazu, a przy projektorach efekt bierze się przede wszystkim... z jego olbrzymich rozmiarów.

Wielkość ma znaczenie

No właśnie - wielkość obrazu. Posiadaczom 55- czy 65-calowych telewizorów zwykle wydaje się, że to dużo. Jak na telewizory oczywiście tak, ale w stosunku do 3-4-krotnie większej powierzchni obrazu generowanego przez projektor jawią się niczym śmieszne 20-calowe telewizorki kineskopowe, jakie jeszcze kilkanaście lat temu były standardem w naszych domach. Z tą olbrzymią powierzchnią wiąże się jednak pewna słabość - wówczas nawet materiały o rozdzielczości Full HD (1920x1080 pikseli) wydają się nieco nieostre, dlatego właśnie 4K w projektorach jest takie ważne. Tu przeskok jakościowy FHD -> UHD jest znacznie bardziej widoczny niż w telewizorach.

W dalszym ciągu większość materiałów jakie wyświetlamy nadal jest jednak zapisana w rozdzielczościach Full HD (1080i/1080p), HD Ready (720p), o SD nie wspominając (sam mam kolekcję kilkuset filmów na płytach DVD). Jednak nawet takie materiały wyglądają lepiej niż na natywnym projektorze Full HD ponieważ projektory 4K Sony, w tym oczywiście VPL-VW760ES potrafią dokonać upscallingu, czyli sztucznego podbicia szczegółowości takich materiałów, aby sprawiały one lepsze wrażenie (nazywa się to Reality Creation). Naturalnie cudów nie ma i z HD nie zrobi się 4K, nawet przy wykorzystaniu wszystkich pikseli. Niemniej jednak różnica na plus jest zauważalna gołym okiem.

Naturalnie najlepiej wyglądają po prostu materiały w natywnej rozdzielczości 4K - ich szczegółowość na dużym ekranie po prostu wbija w fotel. Wrażenie to potęguje ostrość obrazu oraz bliska ideału zbieżność składowych barw na poszczególnych pikselach, co jest efektem zastosowania lepszego układu optycznego niż w modelach Full HD oraz automatycznej (ręcznej też) regulacji konwergencji.

Innym aspektem, który trzeba jeszcze brać pod uwagę przy projektorach jest płynność ruchu. Oglądanie transmisji sportowych oraz filmów nagranych z typową dla kina prędkością niespełna 24 klatek na sekundę skutkuje brakiem płynności szybko przemieszczających się obiektów, a zjawisko to jest tym bardziej zauważalne im większa jest przekątna obrazu. Na szczęście na tym polu Sony ma bardzo duże doświadczenie, od wielu generacji projektorów oferując specjalne "upłynniacze". Nie inaczej jest w modelu VPL-VW760ES, a nawet lepiej bo jest to jedyny model w gamie Sony, który jest w stanie poprawić płynność nie tylko materiałów Full HD, ale i 4K. Rozwiązanie to działa wprost idealnie, co wbrew pozorom wcale nie jest normą (choć u wszystkich producentów bazuje na tym samym tj. wstawianiu tzw. pośrednich klatek). Już podstawowy stopień wprowadza płynność, działa równomiernie, a jednocześnie nie wprowadza irytującego wrażenia "teatralności" obrazu, co musi przyznać nawet taki przeciwnik upłynniaczy jak ja.

O tym projektorze można by tak pisać jeszcze długo, ale ponieważ artykuł ten nie miał mieć charakteru szczegółowego testu tylko raczej luźnego opisu wrażeń oraz pokazania, co nas czeka w projektorach w następnych latach, nie będę już brnął w dalsze detale. Przejdźmy do ostatniej kluczowej cechy projektora związanej z jego użytkowaniem.

Różne proporcje obrazu i instalacja

Maniacy kina domowego stoją zwykle przed dylematem co do proporcji ekranu jakie powinni wybrać - 1,78:1 (16:9) czy 2,35:1 ew. 2,4:1. Pierwszy z nich to standard telewizyjny i komputerowy, drugi kinowy. Najprościej oczywiście kupić ekran 1,78:1 - wówczas seriale i gry będą zajmować całą powierzchnię, a panoramiczne produkcje kinowe wyświetlone zostaną z czarnymi pasami nad i pod, tak jak to ma miejsce w przypadku emisji ich w telewizji. Rozwiązanie to jest banalne w swojej prostocie, ale fatalne dla odbioru filmów - w końcu tworząc kino domowe (szczególnie z takim projektorem!) chcielibyśmy mieć zapewnione prawdziwie kinowe wrażenia. A takie daje duży obraz panoramiczny.

To może w drugą stronę? Ekran 2,4:1 do filmów panoramicznych, bo głównie takie oglądamy. Co jednak jeżeli zapragniemy puścić serial z Netfliksa albo pograć? Przy tych samych ustawieniach soczewki obraz 16:9 "wyjdzie nam" poza obszar ekranu. Też źle...

Można oczywiście za każdym razem ręcznie regulować zoom i przesunięcie obrazu, ale najlepszym rozwiązaniem tego problemu jest zmotoryzowany zespół optyczny z pamięcią tj. automatyczną regulacją do wcześniej zaprogramowanych pozycji. Takie rozwiązanie dostępne jest w najwyższych modelach projektorów i jak zapewne się domyślacie zostało oczywiście zaimplementowane także w Sony VPL-VW760ES. Działa to bajecznie - projektor sam wykrywa proporcje (aspect) sygnału, który do niego dociera i automatycznie dostosowuje parametry zoomu i położenia do jednego z dwóch podstawowych 1,85:1 lub 2,35:1. Można także wybrać trzy ustawienia użytkownika.

Wszystko oczywiście obsługiwane jest z pilota. To ostatnie jest o tyle ważne, że ułatwia też instalację projektora, a jeżeli ktoś decyduje się na taki wydatek to za każdym razem nie rozstawia projektora na stoliku tylko instaluje na stałe np. na specjalnym wieszaku lub półce. Możliwość precyzyjnego wyregulowania zoomu czy przesunięcia soczewki (co notabene jest możliwe w bardzo szerokim zakresie +85%/-80% w pionie oraz +/- 31% w poziomie) jest więc w tej sytuacji nieocenione.

Wykonanie, złącza, pilot i 3D

Ten aspekt poruszam bardziej z kronikarskiego obowiązku, bo jak się zapewne domyślacie w wykonaniu tego projektora nie ma niczego do czego można by się przyczepić. No może poza jednym detalem, ale o tym za chwilę ;).

Obudowa ma słuszne rozmiary (56 x 22 x 50 cm), waga jest również słuszna (ok. 20 kg), ale jak na sprzęt tej klasy to parametry wręcz kompaktowe. Tworzywa są bardzo dobrej jakości, pięknie wykończone - matowe, ale jednocześnie odrobinę mieniące się pod światło. W zagłębieniu bocznej ścianki kryją się wszystkie złącza sygnałowe w tym gniazdo LAN, 2 porty HDMI 2.0 (pracujące w pełnej przepustowości 18 Gbps), 2 porty trigger do sterowania elektrycznie rozwijanymi ekranami (jeżeli zapragniemy mieć osobny ekran do proporcji telewizyjnych/komputerowych, a osobny do kinowych), złącze dodatkowego odbiornika podczerwieni (pomocne w przypadku zabudowy projektora, która ogranicza dostęp do wbudowanego), gniazdo RS232 do sterowania projektorem oraz USB do zasilania dodatkowych urządzeń oraz aktualizacji oprogramowania projektora.

Pilot jest typowy dla projektorów Sony, duży, bardzo wygodny, wyposażony w delikatne, niebieskie podświetlanie przycisków. Ich rozmieszczenie jest jednak tak intuicyjne, że bardzo szybko można go zacząć obsługiwać nawet po omacku. Ideał.

Wracając jeszcze do obudowy, kryje ona w sobie dwie ciekawostki. Po pierwsze jest w niej wbudowany nadajnik radiowy do synchronizacji okularów 3D (TDG-BT500A, niestety brak w zestawie). To duży plus, szczególnie w sytuacji gdy obsługa 3D jest już usunięta bodaj ze wszystkich aktualnie produkowanych telewizorów - w końcu trochę filmów (a nawet koncertów) 3D przez te lata powstało. Druga ciekawostka wiąże się z zasłoną obiektywu. W tej klasie projektorów można by spodziewać się elektrycznie otwieranej/zamykanej żaluzji, a tymczasem producent zastosował tu... plastikowy dekielek za parę centów, niczym w najtańszym budżetowym projektorze. Hmm...

Czas na podsumowanie

Parafrazując tytuł jednego z moich ulubionych filmów braci Coen - to nie jest kraj dla takich projektorów. Z punktu widzenia zarobków nad Wisłą cena tego modelu jest wręcz niedorzeczna (no chyba, że ktoś jest premierem albo ministrem, który za ciężką pracę dla Polski przyznał sobie ostatnio tłustą nagrodę ;).

Zapewne są projektory na rynku, które oferują lepszą relację ceny do możliwości. Które, mówiąc kolokwialnie, bardziej opłaca się kupić. Jednak nie w tym rzecz. Odkładając bowiem na bok dywagacje natury finansowej, nie ulega wątpliwości, że Japończykom udało się stworzyć projektor wyjątkowy, który reprezentuje w zasadzie wszystko to co w projektorach wymyślono najlepsze. Imponującą rozdzielczość 4K, najlepszą technologię wyświetlania, najlepsze źródło światła, świetne oddanie rozszerzonej palety barw, zgodność z HDR, zmotoryzowany zespół optyczny z pamięcią położenia soczewki, autorskie funkcje poprawy jakości obrazu Reality Creation i wiele innych.

Można się naśmiewać z dekielka przysłaniającego obiektyw, można pukać się w głowę patrząc na metkę z ceną, ale całościowo jest to sprzęt imponujący, który pokazuje nie tylko możliwości Sony, ale także w jakim kierunku będzie rozwijać się cały rynek. Bo nie ulega przecież wątpliwości, że za jakiś czas takie projektory staną się dostępne cenowo dla zwykłego śmiertelnika - oby stało się to jak najszybciej, czego sobie i Wam życzę.

© dobreprogramy