Strona używa cookies (ciasteczek). Dowiedz się więcej o celu ich używania i zmianach ustawień. Korzystając ze strony wyrażasz zgodę na używanie cookies, zgodnie z aktualnymi ustawieniami przeglądarki.    X

Microsoft nie traktował naszego związku poważnie, rozstaliśmy się

Nie należę do tych, którzy tylko spróbowali danego produktu i po nieudanym pierwszym podejściu, krzyczą w Internecie jak strasznym przeżyciem był ten kontakt. Potrafię dać drugą, trzecią czy piątą szansę. Niestety, drogi niegdyś Microsofcie, swoje szanse wyczerpałeś, wręcz poczułem się, że wskazałeś mi drogę do wyjścia – zobaczcie go, kolejny niezadowolony, idź więc lansować się logo Apple, ja i tak mam miliony użytkowników i niech Ci producent smartfonu nie wyda aktualizacji do Androida.

Dałem szansę Windows 8, widziałem plusy w narzuconych siłowo kafelkach. Ciągnęło mnie do Windows Phone’a, którego kilku znajomym poleciłem, marząc o własnej Lumii 925. Grałem na Xboksie 360 ze świetnym padem, dla mnie znacznie lepszym od niewygodnego pada PlayStation 3. Dokumenty tworzyłem w MS Office, a pierwsze pliki w chmurze, umieszczałem w OneDrive, wówczas jeszcze SkyDrive.

W słowach Microsoftu, o jednym wspólnym „ekosystemie”, urządzeniach połączonych i współpracujących ze sobą, widziałem przyszłość, komfort użytkowania i po prostu, rozwiązanie lepsze od konkurencyjnych. Nie byłem ślepo zapatrzony, jak najbardziej dostrzegając wady. Wierzyłem jednak, że zostaną one wyeliminowane – tak, miało być jeszcze lepiej, przynajmniej w słowach ludzi z Redmond.

r   e   k   l   a   m   a

Z czasem polubiłem się nawet z Windowsem 8. Coś pchało mnie coraz intensywniej do Windows Phone’a – znajomi byli zadowoleni ze swoich sprawnie działających Lumii. Xboksa się pozbyłem, ale przecież go gier miałem dość wydajnego PC. Dokumenty nadal tworzyłem w MS Office, nie widząc żadnej alternatywy. Coraz więcej moich plików lądowało w OneDrive.

Zaczęło się jednak psuć. Kafelki w Ósemce, które miały zrewolucjonizować destkopowego Windowsa, okazały się niepotrzebnym tworem w oczach większości użytkowników, twórców aplikacji oraz w moich. Miało być wiele aplikacji, te dostarczone przez Microsoft miały być coraz lepsze, a co dostaliśmy? Nic, eksperyment za który zapłaciliśmy kupując licencje na Windows 8 i w którym to my byliśmy beta testerami. Rozwój mobilnego Windowsa jakby zwolnił. Pozostawał więc wciąż świetny pakiet biurowy i godny polecenia OneDrive.

Odbiegałem od Microsoftu, by do niego powrócić. Instalowałem Linuksa, by i tak wrócić do Windowsa. Sprawdziłem inne pakiety biurowe, ale i tak kończyło się uruchomieniem Worda czy Excela. Android tylko stał już dopracowany i zaczął znośnie działać, dość skutecznie wypierając chęć korzystania z mobilnego Windowsa. Korzystałem z Dysku Google i OneDrive’a jednocześnie, chociaż preferując usługę Microsoftu.

Produkty z Redmond przestały mnie fascynować, nie czułem jednak potrzeby zmiany, bowiem było mi całkiem dobrze. Do pewnego momentu – pojawienia się Windowsa 10, jednego systemu dla wszystkich urządzeń. Miało być jeszcze lepiej i to nie tylko w słowach płynących z siedziby Microsoftu, ale także w moich myślach. Windows 10 zapowiadał się na system operacyjny, którym Ósemka powinna być w dniu swojej premiery

Faktycznie, wszystko wyglądało lepiej. Zainstalowałem Windowsa 10 – system lepszy od poprzednika. Kupiłem Xboksa One. Zacząłem zastanawiać się nad mobilnymi okienkami. Niestety, szybko okazało się, że Microsoft ponownie nie ma pomysłu na siebie, motając się z różnymi funkcjami i nie potrafiąc dopracować swoich produktów. Postanowiłem jednak ponownie dać kredyt zaufania.

Był to ostatni kredy zaufania i co mnie najbardziej boli, został on szybko odrzucony przez Microsoft. Windows 10 owszem był lepszy, ale ciągła pogoń za nowymi funkcjami, sprawiła, że dopracowanie tych już obecnych, jakby zeszło na drugi plan. Windows 10 Mobile nawet się nie rozkręcił, a został uśmiercony. Tylko rozwój Xboksa zmierzał w dobrym kierunku. Będąc coraz bardziej zadowolony z Androida, zacząłem chętniej sięgać po rozwiązania Google – Dysk Google wyparł OneDrive’a, zacząłem korzystać Dokumentów Google, a Mapy Google stały się jedynymi słusznymi.

Przesiadka na niektóre usługi wcale nie była spowodowana niską jakością oferty Microsoftu. Przesiadłem się z potrzeby testowania, przyzwyczaiłem się, a wracać po prostu mi się nie chciało. Zresztą jak wspomniałem, bliższe stały mi się rozwiązania Google, więc czemu by nie korzystać z całego ich „ekosystemu”, bez potrzeby żonglowania między Microsoftem, a Google.

Po zakończeniu subskrybcji Office’a 365, okazało się, że w zupełności wystarcza mi darmowy LibreOffice i Dokumenty Google. W związku z tym, że Windows 10 Mobile był już podłączony do aparatury podtrzymującej życie, pozostał tylko Windows 10 i Xbox One. Konsolę sprzedałem, po części z braku nowych dobrych tytułów na wyłączność, chociaż głównym powodem było moje znudzenie graniem.

Z Windowsem 10 wytrzymałem najdłużej, w końcu ciągle dostajemy zapowiedzi nowości i rozwój jak najbardziej jest widoczny. Szkoda, że szybszy cykl wydawniczy aktualizacji, sprawia, że ciagle pojawiają się problemy. To po jednej aktualizacji przestaje działać usypianie systemu, to nagle Microsoft Edge i aplikacja Microsoft Zdjęcia są tymi domyślnymi, to po każdej dużej aktualizacji nadal trzeba męczyć się ze sprzątaniem pozostawionych przez nią śmieci.

Musiałem w końcu powiedzieć dość, koniec tego absurdu i straconych nerwów. Nie mogłem dalej znosić, że jestem traktowany jak tester, że aplikacje uniwersalne prawie nie istnieją, a system mimo wielu poprawek, wciąż ma problemy ze stabilnością. Mało tego, jeśli zniknie jeden problem, to pojawia się kolejny.

Zapadła decyzja o niemal całkowitym odcięciu się od tych niedopracowanych produktów. Koniec wiary w zapewnienia Microsoftu, które stanowczo zbyt często nie mają pokrycia w rzeczywistości. Kto wie, może za 2 lata znów ktoś postanowi zrobić „rewolucję” na rynku PC, oddając drugiego Windowsa 8, który po kilku latach, okaże się błędem. Mam już tego dość, nie chcę się w to bawić, licząc, że może w końcu ktoś potraktuje mnie jak klienta, a nie darmowego testera.

Microsoft przestał mieć pomysł na siebie na rynku konsumenckim. Windows 10 to wieczna beta, MS Office wcale nie jest niezbędny, Windows 10 Mobile nie żyje i nawet ten świetny Xbox, oprócz fenomenalnej Forzy i dopracowanego pada, nie potrafi nic więcej mi zaoferować. Drogi Microsofcie, do zobaczenia może kiedyś. Dziś wolę mojego MacBooka, smartfona z Androidem, wystarcza mi Android (najpewniej zmienię na iOS-a), wolę usługi online od Google, a jeśli znów najdzie mnie ochota na gry, kupię PlayStation 4 Pro, które zapewni dostęp do bogatej bazy tytułów na wyłączność.

Nie twierdzę, że nagle wszystko stało się idealne. macOS ma wady, czasami bywa irytujący, Androidowi nadal wiele brakuje, a i PlayStation 4 Pro nie jest perfekcyjne, cierpiąc na własne problemy. LibreOffice jest gorszy, a usługi Google mogłoby mieć bardziej intuicyjny interfejs. Jednakże wymienione tutaj produkty mają ważną przewagę – ich twórcy wiedzą czego chcą, konsekwentnie dążąc do wyznaczonego celu. Nikt nie stara się robić rewolucji na siłę. Co jednak najważniejsze, większość z tych produktów po prostu działa, a ja w końcu przestałem się czuć jak beta tester.  

windows sprzęt oprogramowanie

Komentarze