Seat Leon ST Xcellence: Wirtualny kokpit i system BeatsAudio w aucie za rozsądną cenę

Strona główna Lab Inne
Obecnie niemal każdy "kompakt" może być naszpikowany użyteczną elektroniką
Obecnie niemal każdy "kompakt" może być naszpikowany użyteczną elektroniką

O autorze

Kilkanaście lat temu posiadanie komputera pokładowego, który informuje o średnim spalaniu, szacowanym zasięgu czy też aktualnie odtwarzanej audycji w radio, było przejawem luksusu. Dziś w samochodach kompaktowych za rozsądną cenę możemy mieć wyposażenie, o którym kiedyś mogliśmy pomarzyć. Jak spisuje się wirtualny kokpit i system BeatsAudio w modelu Seat Leon ST w odmianie Xcellence?

Słowem wstępu

Jest to pilotażowy test, który - mam nadzieję - zapoczątkuje całą serię tekstów związanych z motoryzacją, ale traktujących o wybranych systemach w danym modelu. Może to być ciekawy system audio, interesujący system wspomagający kierowcę, świetnie rozwiązanie związane z bezpieczeństwem itp. Zazwyczaj będzie to jeden tekst o kilku elementach, a jeśli w danym modelu będzie ich więcej, podzielę wszystko na dwie (lub więcej) części. Zaczniemy od Seata Leona ST w odmianie Xcellence, wzbogaconego o kilka ciekawych rozwiązań, które od niedawna można spotkać w segmencie C, ale wcześniej były zarezerwowane dla aut klasy premium.

Wirtualny kokpit – wygoda czy zbędny gadżet?

Miałem do czynienia z wieloma odmianami wirtualnych kokpitów – od „tabletów” w Mercedesie po rozsądne rozwiązania w Toyocie RAV4 i Volkswagenie Golfie. Oczywiście ekran zastosowany w Seacie Leonie jest praktycznie taki sam, jak w Golfie, dlatego też w praktyce spisuje się… rewelacyjnie. Zacznijmy jednak od początku.

Zawsze byłem zwolennikiem tradycyjnych rozwiązań i pierwsze kilometry z ekranem zamiast analogowych zegarów, gdy to rozwiązanie po raz pierwszy testowałem kilka lat temu w Volkswagenie Golfie, były bardzo dziwne i nerwowe. Trudno było się przestawić do kolorowego, świecącego i naszpikowanego informacjami ekranu w miejscu, gdzie powinny znajdować się tradycyjne „budziki”. Wydawało mi się, że jest to zbyt skomplikowane, odwraca uwagę kierowcy, świeci po oczach, w słońcu nie będzie nic widać (to nie jest regułą) i w ogóle jest to przerost formy nad treścią i nowa, głupia moda.

Dość szybko jednak zmieniłem zdanie, bowiem możliwość sterowania wieloma najważniejszymi funkcjami auta tj. ustawienia asystentów jazdy itp., wgląd w wiele parametrów jazdy od spalania, przez zasięg, średnią prędkość, czas jazdy, wybrany tryb jazdy, stację radiową lub utwór, po wskazania nawigacji i co najważniejsze, opcję zmiany wyglądu całego ekranu wedle aktualnych potrzeb, to gigantyczna zaleta i przewaga nad tradycyjnymi zegarami analogowymi. W każdej chwili możemy przestawić ekran w tryb tradycyjny, który imituje zwykłe, okrągłe zegary, jak również włączyć tryb mapy, która wyświetla drogę do celu. Taka uniwersalność sprawia, że kierowca nie musi odrywać wzroku i kierować go na ekran w centralnej części kokpitu – wszystko ma „pod oczami”. Co więcej, obawy o to, że w słońcu ekran będzie nieczytelny, zaś w nocy będzie raził w oczy były na wyrost. Muszę jednak przyznać, że tyczy się to ekranu w autach m.in. z grupy VW, testując jakiś czas temu Toyotę RAV4, w ostrym słońcu brakowało mi możliwości zwiększenia jasności. Minusy?

Mimo wszystko – wygląd. Oczywiście taki ekran wygląda atrakcyjnie i zwraca na siebie uwagę, szczególnie w aucie kompaktowym, które powinno być z zasady niedrogie i oszczędne, ale dusza miłośnika motoryzacji w jej tradycyjnym wydaniu, pod względem estetycznym, skłania się w stronę tradycyjnych zegarów. Ale nie zawsze estetyka wygrywa z funkcjonalnością oraz wygodą, a te cechy bez dwóch zdań należą do wirtualnego kokpitu. Wielu producentów stosuje dość duże ekrany pomiędzy analogowymi wyświetlaczami, ale to nie to samo co kolorowy wyświetlacz TFT o przekątnej 10,25 cala, na którym można wyświetlić np. dużą mapę nawigacji. Właśnie takie rozwiązanie zastosowano w Seacie Leonie ST w odmianie Xcellence, choć warto pamiętać, że jest to wyposażenie opcjonalne warte 1719 zł (wg. cennika). Czy warto? W tym przypadku zdecydowanie tak!

System nagłośnienia BeatsAudio. Czy daje radę?

Jeśli weźmiemy pod uwagę fakt, że mamy do czynienia z autem, mimo wszystko, za rozsądne pieniądze i spojrzymy przez pryzmat możliwości, jakie może zaoferować, system BeatsAudio potrafi bardzo mocno zaskoczyć. Oczywiście słuchanie muzyki z radia FM nawet w małym stopniu nie pozwoli wykorzystać potencjału całego systemu audio, ale tyczy się to praktycznie każdego auta z opcjonalnym systemem audio.

Wystarczy jednak podłączyć do auta smartfon lub inne źródło dźwięku, najlepiej przez kabel ze złączem Jack 3,5 mm, a nawet poprzez Bluetooth, aby usłyszeć zupełnie inną jakość dźwięku. No dobrze, miałem przyjemność słuchać zestawu Mark Levinson w Lexusie LS 500 (test tego auta wkrótce) i to jest akustyczny kosmos, ale Seat Leon ST Xcellence kosztuje 10 razy mniej. Dziesięć razy mniej! Hiszpańska marka stosując zestaw BeatsAudio o łącznej mocy 340 W (9 głośników + subwoofer w bagażniku) zrobiła ukłon w stronę młodszych kierowców, do których zresztą kierowany jest Leon.

Audio gra naprawdę świetnie, choć ma wyraźnie ciepłe brzmienie z wysuwającym się przed szereg basem, który na szczęście można odrobinę zredukować w ustawieniach. Korektor graficzny pozwala nam dostosować wszystkie tony do indywidualnych preferencji, choć ogólne wrażenie systemu jest spójne z marką BeatsAudio – dźwięk ma być efektowny. I taki w istocie jest. Cena tego dodatku to cennikowe 2145 złotych. Czy warto? Jeśli ktoś uwielbia słuchać muzyki podczas jazdy i rzadko kiedy wykorzystuje do tego celu radio – zdecydowanie. W innym przypadku zestaw BeatsAudio nie zrobi z mruka i miłośnika wiadomości wytrawnego melomana.

Dla ciekawskich: Co to za samochód?

Testowany model to Seat Leon ST w odmianie Xcellence z silnikiem 1.5 EcoTSI o mocy 150 KM z 7-biegową automatyczną skrzynią DSG. Takie połączenie pozwala na bardzo dynamiczną jazdę w dość oszczędnych warunkach, choć kierowcy z cięższą nogą muszą liczyć się ze spalaniem na poziomie około 10 l/100km w mieście i 7-7,5 l/100km w trasie (przy prędkościach 110-120 km/h). Oszczędne obchodzenie się z pedałem gazu odwdzięczy się zmniejszonym spalaniem o odpowiednio 2 litry w mieście i nawet 1,5 litra w trasie.

Pod względem ceny, testowany model w chwili publikacji artykułu kosztował (promocyjne) 100 700 złotych bez dodatków, a tych, oprócz opisanych wyżej, było naprawdę sporo m.in. czujniki parkowania z przodu i z tyłu z kamerą cofania, elektrycznie otwierane panoramiczne okno dachowe, adaptacyjne zawieszenie (wkrótce test na przykładzie Skody Karoq), progresywne wspomaganie układu kierowniczego, jest także integracja z Android Auto etc. Warto mieć na uwadze fakt, że już w przyszłym roku, prawdopodobnie na początku stycznia, będzie miała miejsce premiera czwartej już generacji Seata Leona. Ta obecna, trzecia generacja, sprzedała się w ilości ponad miliona egzemplarzy. Schyłek produkcji modelu to zawsze idealny moment dla poszukiwaczy okazji, bowiem fabrycznie nowy model można zdobyć z dość dużymi rabatami, zarówno na zakup samego auta, jak i opcjonalnego wyposażenia w różnych pakietach.

Podsumowanie

Seat Leon to bez wątpienia ciekawe auto kompaktowe, które z zewnątrz wyróżnia się miłą dla oka, dynamiczną stylistyką. Jest z pewnością chętniej wybierany przez młodszych kierowców, niż poważna Skoda Octavia bądź Volkswagen Golf z tego samego koncernu. Rzecz jasna nie można zapominać o bardzo mocnej konkurencji ze strony nowego Forda Focusa, Kii Ceed czy też Hyundaia i30. Seat może jednak grać ceną oraz promocjami na ciekawe dodatki.

A jeśli o dodatkach mowa, Seat Leon pozytywnie zaskakuje. Oczywiście nie jest to takie zaawansowanie jak w Volkswagenie Golfie, świeżość nowego Focusa czy dynamizm Kii ProCeed tudzież Hyundaia i30, ale niższa cena i możliwość uzyskania sporych profitów może przekonać. Wirtualny kokpit w tym wydaniu sprawdza się świetnie, system audio potrafi zagrać mocno, głośno i przyjemnie, a samo auto, przy odpowiedniej konfiguracji, powinno zadowolić nawet wybrednych.

© dobreprogramy