Strona używa cookies (ciasteczek). Dowiedz się więcej o celu ich używania i zmianach ustawień. Korzystając ze strony wyrażasz zgodę na używanie cookies, zgodnie z aktualnymi ustawieniami przeglądarki.    X

Specjalista ds. teleinformatycznych - Dwie awarie i kompletny paraliż firmy cz.40

Fatum z poprzedniego wpisu trwa w najlepsze. Przy poprzednim specjaliście w komentarzach wspomniałem, że w poniedziałek przestało działać 100 numerów telefonów, a kilka dni później jeden ze strategicznych programów odmówił drukowania. Niby proste problemy, ale ta to się tylko wydaje. No ale może po kolei.

Awaria sieci telefonicznej

W drugim mieście, gdzie znajduje się przychodnia i szpital (budynku nr 3 i 4) rozmowy telefoniczne są realizowane za pomocą jednej centrali telefonicznej Slican CCA2720

Pewnego dnia otrzymuje informację, że w obydwóch budynkach nie ma możliwości "wyjścia na zewnątrz" ani dodzwonienia się z zewnątrz na te numery. Natomiast połączenia realizowane wewnątrz sieci działają bez problemu. Pierwszym krokiem więc był reset centrali, który niestety nie przyniósł żadnego efektu. Próba przywrócenia ustawień z backupu też nie nie dała. Skoro jednak połączenia wewnątrz działają to nie może być to problem z centralą. Zgłosiłem więc awarie do Netii, która jest operatorem naszej infrastruktury telekomunikacyjnej. Pierwszy konsultant stwierdził, że Netia nie obsługuje naszych łącz telekomunikacyjnych, po pół godzinie (dosłownie) dyskutowania z przemiłą panią konsultant okazało się jednak, że Netia nas obsługuje. Przyjęto zgłoszenie i poinformowano mnie, że w ciągu 48 godzin uszkodzenie zostanie naprawione. Po 3 dniach ciszy ze strony Netii zadzwoniłem ponownie i zaś kilkanaście minut dyskusji czy Netia nas obsługuje czy nie. Powiedziano mi, że ktoś jeszcze dziś się ze mną skontaktuje. Ręce opadają. Ale po kilku godzinach ktoś się ze mną skontaktował i potwierdził przyjęcie zgłoszenie (drugiego, bo tamto jakimś cudem zamknięto). Kolejnego dnia przyjechał technik i stwierdził, że linia jest OK a awaria jest po stronie Orange, i tam trzeba zgłosić problem. Ale po co do jasnej ciasnej mam dzwonić do Orange, skoro moim operatorem jest Netia??? Minął tydzień bez telefonów.

r   e   k   l   a   m   a

Kolejny tydzień zacząłem od telefonu do Netii i ... a jakże dyskusja, że Netia nie obsługuje tych numerów. Mam dość, zaraz kogoś zastrzelę. Tym razem jednak okazuje się, że łącze PRA, na którym działają telefony rzeczywiście obsługiwane jest przez Orange. Super. Netia jest naszym operatorem od kilku lat a ja dopiero teraz się dowiaduje, że te łącza dalej należą do Orange. Z pewną dozą niedowierzania zadzwoniłem do Orange ... a tam stwierdzono, że owe łącze obsługuje "inny operator". Tym razem na prawdę idę strzelać. Po opowiedzeniu całej historii od początku nagle okazuje się, że to jednak łącze obsługiwane przez Orange. Mam dość. Potwierdzono, że przyjęto zgłoszenie i jest jeszcze wcześnie a wiec jakiś technik pojawi się jeszcze dziś. Prawie dwie godziny spędzone na rozmowie najpierw z Netią a później z Orange. Technik rzeczywiście pojawia się, ale po 18, gdy mnie już dawno nie ma w pracy, a budynek, w którym jest centrala jest zamknięty. Umawiam się więc z technikiem na następny dzień. Oczywiście cisza, nikt się nie pojawił. Monituje więc pod koniec dnia na infolinii Orange, że nikt się jednak nie pojawił. Obiecują, że jutro to już ktoś na pewno się pojawi. O dziwo kolejnego dnia koło południa dzwoni do mnie jakiś pan i oznajmia, że telefony już działają, a uszkodzona była warstwa fizyczna łącza PRA. Tak więc po 2 tygodniach przepychanek telefony działają z powrotem

Pikanterii dodaje fakt, że taka awaria trafiła mi się 3 razy i nigdy nie było winnych a przepychanki jakie opisałem powyżej zdarzają się za każdym razem.

Brak możliwości drukowania z systemu Kamsoft

Praktycznie w tym samym czasie co pojawiła się awaria centrali telefonicznej pojawił się problem z drukowaniem na zdalnych terminalach gdzie zainstalowany jest KS-PPS firmy Kamsoft. W budynkach 2, 3 i 4 użytkownicy łączą się z serwerem Kamsoftu (który umiejscowiony jest w budynku głównym szpitala, w mojej serwerowni) za pomocą pulpitu zdalnego. Dwóch użytkowników zgłosiło mi, że nie można uruchomić programu KS-PPS pojawia się tylko takie okienko i lipa czekałem nawet 15 minut i nic, niebieskie okienko na środku za czorta zniknąć nie chciało.

Rozwiązaniem tego problemu było wyłączenie obsługi schowka i drukarek używanych w lokalnym komputerze. Niestety sam na to nie wpadłem, dopiero telefon do serwisu i pomoc techników z Kamsoft zażegnała problem.

Wszystko pięknie i fajnie użytkownicy korzystali z oprogramowania Kamsoftu przez kolejne 2 tygodnie, dopóki jedna z użytkowniczek nie chciała wydrukować kilka deklaracji z programu. Oczywiście pojawił się klops, bo drukarki lokalne z RDP drukować nie będą. Cóż kolejny telefon do serwisu powinien załatwić sprawę. Zazwyczaj problemy z działaniem systemu były załatwiane w maksymalnie 24 godziny przez wrocławski oddział Kamsoft. Miałem nadzieje, że i tym razem będzie ta samo. Jednakże tym razem... Ale może o po kolei:


  • Dzień 1: Telefon do serwisanta i przedstawienie problemu. Odpowiedź - Nie ma problemu za chwilę się połączę z Waszym serwerem i rozwiążę problem. 4 godziny i nic. System jak nie drukuje tak nie drukował
  • Dzień 2: Ten sam technik podłącza się do końcówki z RDP, gdzie użytkownik zgłosił problem, kilka godzin poszukiwań i nic. Niestety użytkownik w tym czasie nie mógł korzystać z systemu. Efekt - Wkurzony technik, wkurzony użytkownik, no i ja również zadowolony nie jestem
  • Dzień 3: Technik z wrocławskiego serwisu nie może się zając tym problemem, bo ważniejsze sprawy. Super, po to płacimy za asystę, aby usłyszeć te słowa
  • Mija weekend, Dzień 4: Zostaje poinformowany, że problem jest poważniejszy i trzeba się skontaktować z centralą w Katowicach, w tym celu muszę wypełnić jakiś formularz i wysłać go do Wrocka, skąd zostanie przesłany do Katowic.
  • Dzień 5: Niestety nie mogę "nańczyć" technika z Katowic, a więc odkładamy sprawę na kolejny dzień
  • Dzień 6: Jakimś cudem technik z Katowic mógł się połączyć dopiero pod koniec dnia, gdy ja wychodzę do domu a komputery w biurach zostaną wyłączone.
  • Dzień 7: Ktoś z centrali w końcu połączył się z systemem i poprawił problem. Na moje pytanie co było przyczyną dostałem tak zawiłe wytłumaczenie, że nic z niego nie zrozumiałem. Chyba za głupi jestem

Z każdym z tych dni miałem być dostępny przed komputerem, gdzie po raz pierwszy problem się pojawił lub przed serwerem Kamsoftu. A wiec bieżących spraw wykonywać nie mogłem. Prawie 2 tygodnie wyjęte z życiorysu:). Pierwszy raz odkąd pracuje w szpitalu i współpracuję z tą firmą miałem takie szopki a rozwiązanie problemu zajęło 2 tygodnie. Na szczęście technik z Wrocławia trzymał rękę na pulsie i na bieżąco informował co dzieje się w mojej sprawie.

Cóż, do następnego razu więc, może za miesiąc będzie lepiej.

Spis treści całości mojego blogowania znajduje się tutaj.  

inne

Komentarze