Budżetowa elegancja. Test obudowy Irid 353 ARGB

Genesis ponownie zaskoczył mnie pozytywnie a to w kontekście tak niszowej (i co tu dużo mówić budżetowej) marki nie zdarza się zbyt często. Jednym słowem cytując klasyka: i feel a disturbance in the force. Bo co innego mogę powiedzieć o obudowie wciąż mało znanego producenta, której nie mam obaw polecić, jako zamiennika dla wyraźnie droższych i bardziej uznanych modeli. Ha! Szczerze kiedyś nie miałbym nawet sam oporów, aby przepakować swojego blaszaka do nowej puszki sygnowanej logiem Genesis. Nie popadając jednak w zbytni zachwyt jest kilka rzeczy, o których warto wiedzieć nim ruszymy na zakupy.

Co nowego?

Do polskich sklepów komputerowych trafiły właśnie dwie nowe obudowy: Irid 353 i Irid 353 ARGB. Różnica między nimi jest zasadniczo kosmetyczna, bo jedna ma z automatu podświetlanie RGB, drugą natomiast doposażono wyłącznie w klasyczne wentylatory. Za podstawową wersję przyjdzie zapłacić 199 zł, natomiast dodatkowe świecidełka zmuszą nas do wydatku 289 zł. Dziewięćdziesiąt złotych piechotą nie chodzi i już teraz w mojej ocenie powinniście zwrócić swoją uwagę raczej w stronę zwykłej 353-jki.

Obie obudowy skrojono pod płyty główne micro-ATX i mini-ITX. Dodajcie do tego w miarę kompaktowe wymiary (429 x 210 x 393 mm) a wyjdzie wam sprzęt, który spokojnie postawicie na biurku lub obok telewizora. Testowana skrzynka Irid 353 ARGB to kwintesencja minimalizmu w wzornictwie. Do tego matowa czerń, spore okno z hartowanego szkła i również hartowany przezroczysty front dają naprawdę dobry efekt.

W modelu 353 znalazły się dwa zwykłe, natomiast w 353 ARGB trzy podświetlane wentylatory. W razie konieczności dodatkowe wentylatory mogą powędrować na górny panel, na którym spoczywa filtr z magnetyczną ramką. Irid 353 pozwala na montaż AiO z chłodnicą o długości do 240 mm. Tradycjonaliści natomiast mają 163 mm wolnej przestrzeni na radiator procesora. Długość karty graficznej nie powinna przekraczać 375 mm a zasilacza 190 mm.

Do czterech kart rozszerzeń oraz miejsce na cztery dyski powinno wystarczyć większości użytkowników. Nośniki pamięci 3.5” montujemy w modularnym „koszyku” schowanym pod osłoną zasilacza. Można go zaadaptować także pod dyski 2.5”, dla których przewidziano miejsce również w głównej komorze obudowy na ścianie. Wystarczy dokręcić cztery śruby z gumowymi dystansami do SSD i już można wsunąć dysk w odpowiednie miejsce. Obudowy Genesis posiadają panel I/O z wyprowadzonymi złączami USB (3.0 x1, 2.0 x2) i audio. Model ARGB ma także dodatkowy przycisk do sterowania podświetleniem LED. Na przednim panelu nie ma kontrolera obrotów wentylatorów.

Składanie komputera w Irid 353

Zasadniczo bezproblemowe. Montaż nie zajmie więcej niż 20 minut acz przy większej ilości przewodów bardziej schludny cable management będzie stanowić wyzwanie. Szczególnie, jeśli nie posiadacie modularnego zasilacza. Przestrzeń w komorze po prawej stronie to ~2,5 cm. Dla jednych będzie to wystarczające dla innych nie. Zasadniczo przy przeprowadzeniu głównych przewodów zasilania płyty głównej oraz CPU nie ma większych problemów. Nawet, jeśli mobo z chłodzeniem już powędrowało na swoje miejsce. Do tego na dwa sposoby możecie przeciągnąć przewód PCIe dla karty graficznej.

Podoba mi się sposób, w jaki pozwolono wyeksponować dyski 2.5”. Montaż jest banalnie prosty i szybki. W tym miejscu zachęcałbym także do instalacji nośników HDD 2.5”. Nie dość, że wygląda to dobrze to gumowe podkładki na śrubach pomogą w redukcji drgań. Większych zastrzeżeń nie mam także do stelaża na dyski schowanego pod osłoną zasilacza. Czego mi jednak brakuje to dodatkowych dwóch kieszeni na nośniki 2.5” za płytą główną. Zamiast tego w tym miejscu zamontowano moduł sterujący wentylatorami oraz podświetlaniem, zasilany dodatkowo końcówką SATA. W istocie jest to prosta płytka PCB z odpowiednimi rozszerzeniami FAN i RGB. Producent zadbał o dodatkowe przewody i końcówki, jeśli zechcenie podłączyć ten gadżet pod płytę główną.

I tyle mogę powiedzieć. Zasadniczo blacha nie ugina się w rękach, panele po obu stronach mają intuicyjny i przemyślany sposób montażu i szereg detali wykonano należycie. Jedynie, do czego można przyczepić się to budżetowa siateczka pełniąca rolę filtra zasłaniającego zasilacz oraz iluzoryczny przepływ powietrza na froncie. Pod tym względem wentylatory pełnią rolę bardziej estetyczną niż funkcjonalną.

Jak Irid wypada w praktyce?

Obudowa wygląda się bardzo dobrze. Pod tym względem konkurencyjny Silentium PC ma problemy, aby stanąć obok Genesis. W kwestii temperatur i głośności prezentuję już bardziej umiarkowany entuzjazm. Do środka powędrował GTX 1660 Ti oraz i5-7600K, chłodzony przez klasyczny radiator marki Cooler Master. Uzyskane temperatury wypadały następująco:

O ile w spoczynku złego słowa powiedzieć nie mogę tak 77°C dla 1660-tki to wartość stanowczo zbyt wysoka. Oczywiście karcie nic nie grozi, choć jej normalną temperaturą pracy jest przeważnie przedział 66 do maksymalnie 69°C. W konsekwencji GPU narzuciło dość spore obroty, przekraczając wartość 2200RPM. Jak pewnie się domyślacie cicho nie było. W kwestii procesora źle nie jest, choć 63 stopnie podczas grania mogą budzić pewne wątpliwości, szczególnie jeśli do środka powędrowałby mocniejszy CPU lub jeśli preferujemy zabawę w OC.

Największą bolączką okazują się gry, gdzie sporo pracy mają wszystkie komponenty komputera. W tym wypadku miałbym poważne obiekcje, aby do wnętrza 353-jki włożyć choćby mocniejsze GPU.

Jeśli idzie o użytkowanie, skupiając się głównie na aranżacji RGB, z softwarowego wparcia skorzystamy na nowoczesnej platformie. Niestety płyta MSI H110M Pro-D w tej kwestii nie pozwala na zabawę. Sterowanie RGB z obudowy filozofią żadną nie jest, ale w tej samej cenie Irid 400 oferuje pilot a stosowny moduł nie jest zwykłą płytką PCB, posiadając również na sobie dodatkowe przyciski funkcyjne. Szkoda, że nie zaadaptowano tego rozwiązania.

Czas wyborów

Reasumując obudowa Irid 353 pasuje do projektu bazującego na niskonapięciowych komponentach niewydzielających dużej ilości ciepła. Całość ratuje wentylowana góra. Gdyby nie ten szczegół temperatury mogłyby wyglądać gorzej. Zwłaszcza, że z przodu nie ma specjalnie przestrzeni do zasysania powietrza. Jedyny otwór znajduje się pod spodem. Oczywiście, aby dokładniej zweryfikować swoją teorię musiałbym przeprowadzić, co najmniej dwumiesięczne testy zakończone inspekcją filtra zasłaniającego przednie wentylatory. W tym względzie rozumiem także obiekcje montowania radiatora AIO na przedzie, ale jeśli inwestujecie w przyziemne komponenty to ten problem nie powinien zaprzątać Wam głowy.

Ostatecznie bazowy Irid 353 wydaje się sensowniejszym rozwiązaniem. Zaoszczędzone 90 zł przeznaczyłbym na cichsze i wydajniejsze wentylatory, które powędrowałby na górny panel zasysając powietrze do środka. W taki scenariuszu jeden wentylator na froncie w układzie wypychania miałby zdecydowanie większy sens i można pokusić się o włożenie bardziej wydajnych podzespołów. Po drugie moduł sterujący wraz z okablowaniem sprawiał więcej problemów aranżacyjnych i praktycznych od strony kultury pracy niż było to warte.

Jednym słowem, jeśli zależy wam na zgrabnej, eleganckiej i niewielkiej obudowie to bazowy Irid 353 wraz z ceną 199 zł będzie strzałem w dziesiątkę. Natomiast, jeśli chcecie odrobinę podświetlania bez konieczności większych poświęceń do większy Irid 400 wydaje się dużo lepszym kierunkiem.

Co na plus?

  • Solidnie wykonana
  • Minimalistyczne wzornictwo
  • Hartowane szkło na froncie zamiast plastiku
  • Przystępna cena bazowej wersji

Co na minus?

  • Cable management może stanowić wyzwanie
  • Na froncie przepływ powietrza zostawia wiele do życzenia
  • Wykonanie akcesoriów RGB w Irid 400 dużo lepsze