Sygnalizacja świetlna podłączona do internetu ma wady – można nią manipulować

Strona główna Aktualności
Badacze sprawdzili sygnalizację dla rowerzystów w Holandii, fot. Pixabay
Badacze sprawdzili sygnalizację dla rowerzystów w Holandii, fot. Pixabay

O autorze

Sygnalizacja świetlna, która dynamicznie reaguje na ruch na skrzyżowaniach, może być celem dla hakerów. Jak ustalili badacze z grupy Zolder, na co zwrócił uwagę Niebezpiecznik, ruch na niektórych skrzyżowaniach można kontrolować z laptopa, o ile odpowiednio wykorzysta się mechanizmy sterujące ruchem. Na tapet trafiły nowoczesne sygnalizacje świetlne dla rowerzystów, które działają w Holandii.

Największym atutem (ale i wadą w kontekście niniejszego opisu) systemów, które są tam stosowane, jest ich podłączenie do sieci i współpraca z mobilnymi aplikacjami. Rowerzyści, którzy korzystają z odpowiedniego programu w smartfonie, mogą w ten sposób zyskać płynność przejazdu przez skrzyżowania – jeśli sytuacja na drodze na to pozwala, aplikacja komunikuje się z sygnalizacją, skutkując "zieloną falą" dla cyklisty.

Jak się okazało (czego szczegóły są przedstawiane w powyższym filmie), mechanizm ten można w prosty sposób wykorzystać, aby sterować sygnalizacją bez udziału rowerzystów. Badaczom udało się ustalić, że do komunikacji aplikacji z podłączonymi sygnalizacjami wykorzystywany jest protokół MQTT, który jest często stosowany do przesyłania informacji między urządzeniami w ramach Internetu Rzeczy.

Po uzyskaniu adresu serwera i danych uwierzytelniających, badacze opracowali skrypt modyfikujący właściwości przesyłanych tą drogą obiektów CAN, które odpowiadają kolejnym uczestnikom ruchu. To wystarczyło, aby – odpowiednio manipulując przesyłanymi komunikatami – w praktyce na żądanie zmieniać sygnalizację świetlną na danym skrzyżowaniu. Oczywiście bez obecności realnych rowerzystów, a jedynie z wykorzystaniem komputera z internetem.

System systemowi nierówny

Co ciekawe, badacze sprawdzili także inny system obsługi sygnalizacji świetlnej. Ten działa co prawda tylko w 10 miastach w Holandii, ale manipulacja nim okazała się jeszcze łatwiejsza. Wystarczyło spreparować żądania POST, które następnie bez żadnego uwierzytelniania były wysyłane do sygnalizacji świetlnej. W efekcie, tutaj także wystarczył laptop z odpowiednim skryptem, aby wpływać na działanie sygnalizacji.

Chociaż manipulowanie sygnalizacją świetlną może budzić obawy związane z ewentualnymi wypadkami, warto wyraźnie zaznaczyć, że w tym przypadku – poza możliwością wywołania frustracji kierowców – rzecz nie stanowi bezpośredniego zagrożenia dla uczestników ruchu.

Badaczom udało się bowiem jedynie wpłynąć na system rozpoznający rowerzystów (i sugerować ich obecność mimo braku uczestników ruchu na danym skrzyżowaniu), a nie system realnie przełączający kolory świateł. Po wysłaniu spreparowanej informacji o obecności rowerzysty, to od danej sygnalizacji zależy obsługa tego zgłoszenia. W efekcie, zielone światło dla rowerzysty może się włączyć od razu (jeśli pozwalają na to warunki) lub po kilku czy kilkunastu sekundach, ale sam proces przełączania świateł nie jest zaburzony – na drodze przecinającej przejazd włączy się więc światło czerwone.

Mimo teoretycznego braku bezpośredniego zagrożenia dla zdrowia i życia uczestników ruchu po takim "ataku", opisywany przypadek pokazuje, jak istotne jest zwracanie uwagi na bezpieczeństwo przez twórców urządzeń i maszyn, które w dzisiejszym świecie są stale podłączone do internetu. Zaledwie wczoraj opisywaliśmy luki w Mercedesie Klasy E, w praktyce będące podobnym przykładem. Istotą obydwu przypadków jest bowiem brak poświęcenia przez twórców należytej uwagi tematowi bezpieczeństwa sprzętu naszpikowanego oprogramowaniem.

© dobreprogramy
s