Strona używa cookies (ciasteczek). Dowiedz się więcej o celu ich używania i zmianach ustawień. Korzystając ze strony wyrażasz zgodę na używanie cookies, zgodnie z aktualnymi ustawieniami przeglądarki.    X

Recenzja Sony Vaio Pro 13

Najlżejszy Ultrabook™ firmy Sony — VAIO® Pro — ma obudowę z włókna węglowego, jest elegancki, mocny, szybki... Krótko mówiąc: stworzony do pracy w dowolnym miejscu.

Takimi słowami Sony określa na wstępie swojego ultrabooka z serii Vaio Pro, który pomimo przebytych na rynku prawie dwunastu miesięcy, czyli relatywnie dużo jak na rynek sprzętu komputerowego, nadal ma powodzenie. Sony Vaio Pro 13 to ultrabook z ekranem Full HD, procesorem Intela czwartej generacji Haswell, podświetlaną klawiaturą i lekką obudową z włókna węglowego. Brzmi nieźle? A to dopiero początek.

Ultrabook z założenia to sprzęt ze średniej półki wydajnościowej. Ma on wystarczać do nieco ponad podstawowych czynności wykonywanych na co dzień przy komputerze, takich jak przeglądanie stron internetowych, odbieranie poczty elektronicznej, komunikowanie się ze znajomymi, słuchanie muzyki, czy choćby coraz to modniejszego, szczególnie w świecie studenckim ‘notatkowania’. Dodatkowo jego wydajność ma pozwalać na nieco bardziej ambitniejszą pracę niż Office. Zalet jest naprawdę sporo, ale najważniejszą zaletą w tego typu urządzeniach jest mobilność. Ultrabooki to jedne z mniejszych (są jeszcze ‘mniejsze’ netbooki) dostępnych na rynku, przenośnych komputerów, które zachowały rozsądnej wielkości ekran, używalną klawiaturę oraz zostały wyposażone w takie komponenty, jak: kamera, głośniki, mikrofon. Oprócz naprawdę kompaktowych rozmiarów mogą się pochwalić niską wagą.

r   e   k   l   a   m   a

Wybór na rynku ultrabooków jest ogromny i mogłoby się wydawać, że w porównywalnych cenach można kupić przynajmniej kilka podobnych pozycji. Czy aby na pewno? Wg mnie niekoniecznie. Zresztą niech dopełnieniem tej recenzji będzie historia potrzeby kupna nowego sprzętu.

Byłem (a w zasadzie to nadal jestem) posiadaczem czteroletniego netbooka. Gdy go kupowałem, miał mi on towarzyszyć na studniach i podczas mniej wymagających prac. Swoje zadanie spełniał znakomicie. Co prawda ekran zarówno pod względem wielkości (10 cali) jak i rozdzielczości (masakryczne 1024x600px) nie powalał a wydajność nie była atutem (filmy 720p klatkowały), to waga urządzenia (1,3kg) i czas pracy na baterii (4-6 godzin) sprawiały, że urządzenie było naprawdę fajne i spełniało swoje zadania. Niestety ekran netbooka zaczął szwankować, a dokładniej zaczął pływać w metalowej ramce. Prowizoryczne próby dociskania śrub okazywały się krótkotrwałe, sam element ekranu nie był dostępny do kupienia. Dlatego też nadeszła pora na zakup nowego sprzętu. Postawiłem przed sobą trzy warunki: czas pracy, waga, wydajność. Dodatkowo chciałem wyskoczyć ponad półkę z netbookami. Cena grała mniejszą rolę, choć nie chciałem, aby zakup mnie zrujnował. Rozważałem wiele opcji i najbliżej mojego ideału były wszelkie ultrabooki. Przygotowany byłem zatem na czas pracy w okolicach 3-4 godzin (typowo dla ultrabooków). Momentalnie i w pełni świadomie postanowiłem zrezygnować z ekranu dotykowego, który mnie nie interesuje (wiem, to już nie ultrabooki ;)). Ceny wielu takich urządzeń były jednak zbliżone do cen urządzeń Apple (szczególnie Macbooków Air), dlatego też i sprzęt Apple rozważałem jako zakup. Co to oznaczało w praktyce. Mniej więcej tyle, że szukam sprzętu w okolicach 4 tysięcy złotych. Z czasem okazało się, że bardzo ważnym aspektem jest procesor, a mianowicie zależało mi na czwartej generacji procesora Intela – Haswell, a to za sprawą bardzo pozytywnego wpływu na czas pracy na baterii. Wiedząc już niemalże dokładnie czego szukam zacząłem przeglądać oferty. Okazało się, że pomimo ogromnego rynku ultrabooków (zawężonego przez mozolne wprowadzanie nowych Inteli), to w porównywalnych cenach wcale nie można dostać porównywalnych sprzętów. Przykład? Proszę bardzo! Acer S7 z procesorem Intel Hasswell koszt ponad 5 tysięcy złotych (ze starszym Intelem - 4 tysiące). Pomyślałem o Samsungu, ale zbyt długo zwlekał z wprowadzeniem do Serii 900 nowego procesora więc odpadło. Asus ze swoimi Zenbookami również nie spełniał wymogów. To może Dell? XPS12 to koszt 5 tysięcy złotych, a XPS 13 prawie 6 tysięcy złotych. To zdecydowanie za dużo. Macbook Air, pomimo, że to nie ultrabook to spełniał moje oczekiwania z ceną na poziomie 4400zł (13 calowy model). Oczywiście cały czas mowa o bazowych konfiguracjach z dyskiem SSD o pojemności 128GB i 4GB pamięci RAM. Pozostało jeszcze do sprawdzenia Sony, które przeważnie jest kojarzone z faktu, że lubi się cenić. Okazało się jednak, że to strzał w dziesiątkę. Nie dość, że bazowa wersja kosztowała poniżej 4 tysięcy, to jeszcze oficjalny internetowy sklep prowadzi cykliczne oferty specjalne. Chwila namysłu i wybór padł na Sony Vaio Pro 13. Za cenę 4200zł (którą ja dodatkowo obniżyłem sobie o 7% jako student ;)) dostałem naprawdę zacną maszynkę, ponieważ mój egzemplarz względem bazowych konfiguracji jest wyposażony w 8GB RAM i dysk o pojemności 256GB ale na PCIe (o zaletach którego będzie później).

Sprzęt posiadam od pół roku i towarzyszy mi on codziennie, zarówno na uczelni, podczas wyjazdów czy w domu. Dlatego też postanowiłem podzielić się swoimi spostrzeżeniami na jego temat. Czy Sony będzie typowym produktem? A może ma do zaoferowania nieco więcej? Sprawdźmy!

Zawartość pudełka i ogólne dane techniczne

Sony swój produkt dostarczył w czarnym, schludnym kartonowym pudełku. Całość prezentuje się dosyć prosto, lecz elegancko, sprawiając wrażenie, że w środku, znajdziemy coś również solidnego. Standardowo w pudełku oprócz ultrabooka znajduje się jeszcze: niewielkich rozmiarów zasilacz zintegrowany z kablem zasilającym (w którym zintegrowano wejście USB), stos papierków (instrukcje, karty gwarancyjne, podręczniki szybkiej instalacji, przewodnik bezpieczeństwa, ulotki itp.). W opakowaniu odnajdziemy również miękką ściereczkę, która pozwoli utrzymać w idealnej czystości naszego laptopa. Dodatkowo producent postanowił sprawić wszystkim kupującym Vaio Pro miłą niespodziankę. W pudełku znajdziemy oprócz wyżej wymienionych rzeczy również adapter/przejściówkę z HDMI na VGA. Mała rzecz a niezmiernie cieszy. Bo wiadomo, że nie wszędzie będziemy mieli możliwość podpięcia zewnętrznego ekranu po HDMI. W szczególności mam na myśli wszelkie rzutniki, gdzie nadal dominuje VGA. Warto dodać, że osobom, które zdecydują się na wersję z ekranem dotykowym dodawany jest też router WiFi z wejściem RJ45 (Vaio Pro nie jest w niego wyposażony), który wpinamy do zasilacza komputerowego.

Ogólna specyfikacja prezentuje się następująco:


  • Procesor: Intel Haswell Core i5-4200U;
  • Pamięć RAM: 8GB DDR3*;
  • Ekran: 13,3” IPS o rozdzielczości 1920x1080px z półmatowym wykończeniem;
  • Układ graficzny: Intel HD Graphics 4400;
  • Dysk: 256GB SSD PCIe*;
  • I/O: 2 × USB 3.0, HDMI, audio, czytnik kart SD;
  • Łączność: Wi-Fi 802.11 b/g/n, Bluetooth, NFC;
  • Akumulator: 38Wh + złącze dla dodatkowego akumulatora
  • Wymiary i waga: 323mm × 216mm × 16mm, 940g.

*Tutaj zaznaczam, że bazowe wersje wyposażone są w 4GB pamięci i dyski 128GB SSD na SATA. Ja natomiast zakupiłem taką wersję jak podałem w specyfikacji i taką opisuję.

Będąc już przy specyfikacji dodam, że Vaio Pro został wyposażony w system operacyjny Windows 8 (który, zaktualizowałem do 8.1). Warto zaznaczyć, że na komputerze znajduje się trochę preinstalowanego softu. Nie jest to nowość, a raczej jest to powszechne zjawisko, że producenci instalują dodatkowe oprogramowanie. Za bezpieczeństwo odpowiedzialny jest program antywirusowy McAfee w wersji testowej… którego się szybko pozbyłem. Jest też kilka aplikacji od Sony. Warte uwagi i pozostawienia są wg mnie aplikacje: Vaio Update, Vaio Care i Vaio Assist. Pierwsza to bardzo przydatna aplikacja, która dba o to aby nasze sterowniki i oprogramowanie było w najnowszych wersjach. Druga to takie centrum ustawień. Z kolei program Vaio Assist ma pomóc w utrzymaniu laptopa w dobrej kondycji. To znaczny dzięki niemu możemy przeskanować system w poszukiwaniu błędów czy problemów, a także stworzyć kopię zapasową. Programowi Vaio Assist został również przydzielony specjalny przycisk oznaczony jako Assist, umieszczony nad klawiaturą.

Sony Vaio Pro zewnątrz

Vaio Pro zaskakuje już podczas wyciągania z opakowania. Cały komputer waży zaledwie 940 gramów. Można odnieść wrażenie, że pewnie w pudełku znajduje się gdzieś bateria, którą należy zamontować, ale nie, ponieważ bateria jest już zintegrowana. Sony Vaio Pro jest nadspodziewanie dobrze wykonany. Każdy, kto miał styczność z urządzeniami konkurencji, będzie zaskoczony, gdy do ręki weźmie Vaio Pro. Wystarczy rzucić okiem na klapę, by stwierdzić, że nie ma to być kolejny sprzęt detektywistyczny, potrafiący zbierać niezliczoną liczbę odcisków palców. Produkt jest skierowanych dla ludzi oczekujących choć minimum elegancji.

Zarówno klapa, jak i wierzchnia strona pulpitu zostały wykonane z matowego, lekko chropowatego w dotyku plastiku… Wróć! Włókna węglowego, które w ciemno grafitowym wariancie kolorystycznym zupełnie nie zbiera zanieczyszczeń czy odcisków palców. Zastosowano tutaj najpopularniejsze w branży włókno węglowe TORAY®, które jest o 25% mocniejsze od aluminium, przez co wykorzystywane jest na przykład w samochodach Formuły 1 i lotniczym sprzęcie wojskowym. Jest ono bardzo przyjemne w dotyku. Na środku mamy duże logo Vaio, a powyżej niewielkie logo Sony. Dodatkowo specjalna heksagonalna konstrukcja górnej pokrywy ma za zadanie zwiększyć wytrzymałość laptopa.

Spodnia część została wykonana z minimalnie bardziej szorstkiego (przynajmniej takie sprawia wrażenie) materiału, który jednak nie jest wcale mniej elegancki, ale trudno uznać to jako wadę, gdyż z reguły laptopa nie ogląda się od spodu. Jednak również od spodu widnieje logo Vaio a na spodzie znajduje się również złącze do podłączenia zewnętrznego akumulatora, który jest w stanie podwoić czas pracy urządzenia. Zastrzeżenia nie można mieć również co do wewnętrznej części obudowy matrycy, która jest wykonana z identycznego jak zewnątrz materiału. Jakość wykonania jest bardzo dobra, a można powiedzieć, że wręcz znakomita. Elementy dobrze do siebie przylegają, nic nie trzeszczy ani nie skrzypi.

Dość ciekawie albo i dziwnie wygląda kwestia doboru ilości rąk potrzebnych do otwarcia urządzenia. Wiemy, że otwieranie jedną ręką to „magia” Apple. Jeśli złapiemy klapę Vaio Pro po środku a podłoże na którym stoi laptop jest w miarę przyczepne to nic nie stoi na przeszkodzie aby doświadczyć również w przypadku Sony tej magii. W przeciwny wypadku około 10 cm odchylenie matrycy jest możliwe jedną ręką. Niestety później należy się wspomóc drugą. Dzieję się tak z dwóch powodów. Pierwszy to niska waga urządzenia, więc otwierając klapę łatwo go w całości podnieść. Drugą kwestią jest konstrukcja ultrabooka, która sprawia, że po otworzeniu klapy pod kątem większym niż 90 stopni klapa robi za podpórkę urządzenia wznosząc go do góry. Z kolei jeśli chcemy otworzyć klapę łapiąc ją bardziej zboku ujrzymy elastyczne właściwości włókna węglowego. W praktyce jest dobrze. Urządzenie jest dobrze wyważone. Stabilność klapy jest przyzwoita. Przy większych wstrząsach ma tendencję do niewielkiego bujania, ale o zmianie pozycji nie ma mowy. Cieszy również fakt, że komputerek, przy maksymalnym otwarciu klapy jest stabilny i nie wykazuje tendencji do opadania w tył. Cała konstrukcja jest również niezwykle smukła co tylko potęguje wrażenie obcowania z naprawdę mobilnym sprzętem.

Diod sygnalizujących stan komputera nie uświadczymy. Tak naprawdę mamy diodę przy złączu zasilacza i diodę przy wideo kamerce. Kontrolki klawiszy zintegrowane są w nich samych i świecą przyjemnym, jasnozielonym kolorem całkowicie nie przeszkadzającym. Przycisk włączający komputer również jest podświetlony na zielono, ale już nieco bardziej daje znać osobie. Na szczęście nie jest to na tyle mocne źródło światła aby odwracać uwagę w ciemnych pomieszczeniach czy rozświetlać pokój w nocy.

Na prawym boku urządzenia mamy wszystkie porty w jakie został wyposażony komputer. I tak idąc od tego najgłębiej osadzonego mamy: HDMI, 2x USB 3.0, złącze audio i czytnik kart SD. To wszystko. Niezbędny minimalizm. Na lewym boku znajduje złącze zasilające z diodą informująca o stanie ładowania i wlot powietrza.

Sony Vaio Pro od wewnątrz

Po otwarciu pokrywy ujrzymy klasyczny wygląd wewnętrznej strony górnej klapy gdzie znajduje się 13,3 calowy wyświetlacz IPS. Jak wspomniałem wcześniej ramka okalająca ekran jest wykonana z tego samego tworzywa co wierzchnia strona klapy. Centralnie na kranem zostało umieszczone oczko kamery wraz diodą informującą o stanie kamery. Całość wygląda spójnie.

Należy też wspomnieć o klawiaturze. Jest ona pełnowymiarowa i jest całkiem wygodna. Co prawda klawisze kierunkowe mogłyby być większe, ale można się przyzwyczaić. Brakuje jej również trochę sztywności, choć mnie to absolutnie nie przeszkadza. Klawiatura jest podświetlana. Przyjemny skok klawiszy gwarantuje, że pisanie za jej pomocą jest przyjemne i nie męczy. Dodatkowo pulpit pod klawiaturą został pokryty ciemnym, szczotkowanym aluminium, które oprócz poprawienia sztywności konstrukcji prezentuje się niezwykle elegancko. Problemem dla mnie jest znajdująca się centralnie pod klawiaturą płytka dotykowa. Jest ona czasami nieznośna i miewa swoje kaprysy. Czasami mam wrażenie, że musi się obudzić zanim zacznie działać. Zdarza się, że nie zawsze dobrze odczyta nasze intencje, a dodatkowo szybko się męczy, ponieważ podczas przewijania dwoma palcami potrafi, bez powodu, zapomnieć o swym zadaniu. Troszkę szkoda, bo sama powierzchnia płytki jest dosyć spora, matowo wykończona i przyjemna w dotyku. Zastrzeżeń nie mogę mieć za to do przycisku, który umiejscowiony jest pod spodem, gdyż po prostu działa.

Funkcje dostępne w kombinacji z klawiszem Fn to:


  • wyłączenie płytki dotykowej;
  • wyciszenie urządzenia;
  • regulacja głośności urządzenia;
  • regulacja jasności ekranu;
  • przełączenie obrazu na zewnętrzne ekrany;
  • ScrollLock, Home, End, Pg up i Pg Dn.

Skoro już jesteśmy przy wnętrzu, to warto wspomnieć, że konstrukcja Vaio Pro jest jednobryłowa. Oznacza to, że nie wyciągniemy akumulatora. Nie podmienimy również pamięci RAM, gdyż jest ona wlutowana na płycie głównej. Zatem przed zakupem musimy się zastanowić nad tym jaką wersję wybrać, gdyż w przyszłości nie będziemy mieli możliwości upgrade’u sprzętu.

Ekran, czyli 13 calowa czarująca mgiełka

W kwestii ekranu Sony zafundowało nam wszystkim miłą niespodziankę. Model Vaio Pro w wersji bez kranu dotykowego został wyposażony w półmatową matrycę. Jest to naprawdę fajna rzecz. Co prawda idealnym rozwiązaniem byłoby w pełni matowe wykończenie, ale i tak jest o wiele lepiej niż w przypadku ekranów pokrytych szkłem. Siedząc sobie na przykład na świeżym powietrzu z Vaio Pro na środku ekranu widzimy mało widoczne własne odbicie, a tło jest mocno rozmazane, jakby za mgłą. Znacznie poprawia to komfort pracy, poprawia widoczność w słońcu i pozwala skupić się na tym co jest na ekranie.

Japoński producent zastosował ekran IPS o przekątnej ekranu wynoszącej 13,3". Maksymalna rozdzielczość komputerka to standardowe w tej klasie urządzeń FullHD 1920×1080. Uważam, że jest to rozsądna wartość dla takiej wielkości ekranu. Obecność półmatowej powłoki ma wpływ na odwzorowania poszczególnych barw. Dobrze prezentują się głównie kolory jaskrawe, którym zdecydowanie nie brakuje wyrazistości. Czerń natomiast jest głęboka, a kontrast wysoki.

Jasność eksponowanego obrazu możemy regulować w zakresie dziesięciu poziomów. Ustawienie jasności na trzecią wartość (30%) podświetlenia ekranu gwarantuje swobodne korzystanie z komputerka przy zachowaniu dbałości o wydłużenie czasu pracy na baterii. Atutem jest wysokie maksymalne podświetlenie. Sam fakt zastosowania IPS sprawia, że o zakres kątów widzenia nie musimy się martwić, ponieważ jest w tej kwestii bardzo dobrze. Odchylenie ekranu od położenia idealnego nie powoduje inwersji kolorów.

Sony postanowił jednak zastosować pewne rozwiązania, które w dodatkowy sposób mają polepszyć jakość wyświetlanego obrazu. Zastosowano technologię TRILUMINOS™ Display, która wzbogaca wygląd obrazu. Technologia ta początkowo była opracowana na potrzeby telewizorów Sony BRAVIA, by poprawić ostrość obrazu. Dodatkowo ma ona pozwalać na reprodukcję szerszej palety barw. To nie koniec ulepszeń, ponieważ zastosowano również znaną z telewizorów BRAVIA technologię X-Reality, która optymalizuje w czasie rzeczywistym ostrość obrazu.

Podczas pracy na Vaio Pro korzystam z pakietu Office 365. Piszę o tym, ponieważ już od wersji 2007 podczas wstawiania wykresu do Worda, ten zmieniał powierzchnię swojego aktywnego okna do połowy szerokości ekranu, a obok niego pojawiało się okienko z Excelem, w którym edytowało się dane. Świetny pomysł, ale nie do tego zmierzam. Otóż, przytrafiło mi się popracować w takim trybie i powiem, że pomimo, względnie nie za dużego ekranu, praca z podzielonym oknem na pół, gdzie z lewej był Word a z prawej Excel jest naprawdę wygodna. Tak więc wielkość ekranu podczas pracy nie przeszkadza, co w dużej mierze jest zasługą odpowiednio wysokiej rozdzielczości.

Multimedia

Będąc już przy ekranie skupię się na chwilę jego otoczeniu. Wbudowana kamerka 0,9 megapiksela nie jest czymś, czym powinno się zachwycać. Jest i działa, natomiast jakość rejestrowanego wideo jest mocno przeciętna. Nie mniej do wideo rozmów się nada. Jej autem jest fakt, że we współpracy z odpowiednim dołączonym oprogramowaniem rozpoznaje gesty wykonywane dłonią. Można zatem przewijać strony, ekrany, zwiększać bądź zmniejszać głośność itp. Osobiście raz wypróbowałem jak to działa, ale z tego nie korzystam. Wbudowane głośniki zapewniają naprawdę godnej jakości dźwięk. Godnej, ale nie spektakularnej. Zresztą nie ma co się dziwić, przy tak cienkiej konstrukcji, nie ma miejsca na porządny zestaw audio. Jest to jednak standardem dla ultrabooków i Vaio Pro nie stanowi jakiegoś wyjątku. Mikrofon z kolei działa dobrze, choć ma problemy z wytłumieniem otoczenia.

Wydajność akumulatora

Sony Vaio Pro 13 został wyposażony w trzykomorowy akumulator o niewielkiej pojemności fabrycznej 38Wh. Dla porównania mój czteroletni netbook Samsung N120 posiada akumulator o pojemności 57Wh. Przeprowadzone przeze mnie testy wydajności pracy na zasilaniu bateryjnym pokazują jaki potencjał drzemie w nowej generacji procesorów Intel Haswell i dlaczego też chciałem sprzęt z takim właśnie procesorem. Testy wydajności akumulatora przeprowadziłem na trzech różnych ustawieniach komputerka.

Pierwszy z nich to test mocnego obciążenia – odtwarzanie wideo. Podczas jego wykonywania jasność ekranu ustawiona była na 100%. W programie dostarczonym przez Sony zaznaczone były opcje maksymalnej wydajności, oraz wyłączone były wszystkie opcje oszczędzania energii. Wi-Fi i Bluetooth były włączone. Dodatkowo poprzez Bluetooth podłączony był Nexus 5. Test polegał na odtwarzaniu filmu. Posłużyłem się plikiem MKV w rozdzielczości 1920x1080 pikseli o wadze 15GB (jakość naprawdę przyzwoita ;)) Zapętliłem jego odtwarzanie nie wiedząc ile czasu wytrzyma bateria, a sam film trwał ponad 3 godziny. Poniżej na wykresie zbiorczym możecie zobaczyć wynik. Zanim jednak to zrobicie zachęcam do próby wstrzelenia się w wartość osiągniętą w teście.

Drugi przeprowadzony test, był testem typowego użytkownika. Jasność ekranu ustawiona była na 40%. W oprogramowaniu Sony zaznaczona opcja zrównoważonego użytkowania. Bluetooth był wyłączony, natomiast Wi-Fi włączone. Przeglądanie Internetu podczas całego testu odbywało się przy co najmniej dwudziestu otwartych kartach w Operze. Dodatkowo cały czas otwarty Word, Excel i co jakiś czas przewijały się pliki PDF z dokumentacją techniczną. Obciążenie procesora wahało się w granicach 25% - 45%. Wyniki również na poniższym zbiorczym wykresie. Ponownie zachęcam do próby wytypowania osiągniętego czasu.

Ostatnim trzecim testem, był test minimalnego obciążenia. Podświetlenie ustawione na minimum. Wi-Fi włączone, bluetooth i głośniki wyłączone. Ustawione oszczędzanie energii i cicha praca. Praca polegała na pisaniu dokumentacji w Wordzie. Od czasu do casu, lecz sporadycznie, uruchamiana była przeglądarka Internetowa. Obciążenie wahało się do 10% - 15%. Zanim spojrzycie na poniższe zbiorcze wyniki, dokończcie zabawę i strzelcie ostatni raz. Gotowe? No to sprawdźcie swoje typowania.

Zdziwieni? Ja również byłem jak spojrzałem po testach na zegarek! Vaio Pro 13 przy mocnym obciążeniu podczas odtwarzania wymagającego wideo wytrzymał 4 godziny i 34 minuty co jest wynikiem naprawdę znakomitym. Co prawda ultrabook nie był obciążony cały czas na 100%, ale średnia obciążenia wynosiła grubo ponad 70%. Niezmiernie cieszy mnie ten fakt, bo to oznacza, że przy wykorzystaniu wszystkiego, co oferuje mi Vaio Pro mogę bez ładowania działać przez cztery godziny. Podczas testu typowego użytkownika komputer działał przez 7 godzin i 55 minut co również jest wynikiem bardzo dobrym, by nie rzec znakomitym. Oznacza to tyle, że przez ponad 7 godzin możemy surfować po Internecie, bez obawy o stan baterii. Natomiast w teście ekonomicznego używania urządzenie działa przez 12 godzin i 23 minuty. To robi wrażenie. W praktyce przy codziennym umiarkowanym użytkowaniu Sony Vaio pro pozwala mi na 3 ponad 2,5 godzinne sesje. Czas ten mnie w 100% satysfakcjonuje. Na koniec dodam tylko dla bardziej ciekawych, że do naładowania akumulatora od zera do pełna potrzeba 2 godzin i 15 minut, czyli również relatywnie mało.

Interakcja z otoczeniem, czyli temperatura i kultura pracy

Vaio Pro 13 jest w stanie pracować całkowicie pasywnie podczas minimalnego obciążenia. Przy nieco większym obciążeniu załącza się wentylator, który dopóki obraca się leniwie sprawia, że szum systemu chłodzenia jest ledwie słyszalny. Niestety pod dużym obciążeniem nie jest tak kolorowo. Wentylator zaczyna działać na wyższych obrotach, generując akceptowalny przy takich rozmiarach urządzenia szum. Gdy przełączymy się w tryb ciągłej wysokiej wydajności i obciążymy mocno komputer, zaczyna się robić nieprzyjemnie. Należy się też liczyć z tym, że pod takim obciążeniem ultrabook zaczyna się grzać. Ciepło generowane od spodu jest odczuwalne, ale nie dokuczliwe. Nieco lepiej jest od góry gdzie na klawiaturze ciepło jest nieco mniej wyczuwalne. Całkiem dobrze jest za to pod klawiaturą gdzie na aluminiowym pulpicie nie czuć oznak grzania, przez co ręce mogą komfortowo tam spoczywać.

Wydajność ogólna

Zastosowany procesor to Intel Core i5-4200U. Jest to niskonapięciowy układ wykonany w 22-nanometrowym procesie technologicznym. Oparty on został na nowej architekturze Haswell. Od poprzedniej generacji procesorów Ivy Bridge ma on niższe TDP, które wynosi teraz 15W (zamiast 17W). Dysponuje on też nieco szybszym układ graficznym HD4400. Taktowaniem bazowym tego procesora jest 1,6 GHz, a w trybie turbo zegar osiąga 2,6 GHz bądź 2,3GHz (jeden wątek bądź wszystkie wątki). Oczywiście nie zabrakło Hyper-Threading co sprawia, że procesor jest dwurdzeniowy, ale za to czterowątkowy.

Jest jednak pewien problem. Sony Vaio Pro 13 niestety nie pozwala rozwinąć skrzydeł nowemu procesorowi. Tryb turbo bardzo szybko zanika, a przyczyna wydaje się być trudna do określenia. Urządzenie wcale się nie przegrzewa, więc powodem raczej nie są wysokie temperatury. Pojawia się również zjawisko throttlingnu, jednak nie jest ono nagminne. Podczas normalnej, średnio wymagającej pracy nie ma mowy o spowolnieniu poniżej częstotliwości bazowej. To wszystko sprawia, że Sony Vaio Pro w wielu benchmarkach może nie wypadać najlepiej, ponieważ procesor nie potrafi zbyt długo działać w trybie Turbo Boost. Należy jednak pamiętać, że ultrabook to nie jest sprzęt do bicia rekordów wydajnościowych, dlatego też pominę wszelkie złożone benchmarki. Skupię się bardziej na aspekcie praktycznym i subiektywnych odczuciach.

Na początek zmierzyłem ile Vaio Pro potrzebuje czasu aby załadować system, połączyć się automatycznie z siecią bezprzewodową, uruchomić przeglądarkę i załadować stronę internetową. Otóż od wciśnięcia przycisku Power do załadowania w przeglądarce Opera strony głównej Google.pl minęło ok. 11 sekund, gdzie do pojawienia się pulpitu minęło tylko 8 sekund. Wynik ten wydaje być się naprawdę przyzwoity. Dodam tylko, że około 1,5 sekundy zabiera mi wprowadzenie hasła. Wybudzenie ze stanu uśpienia trwa niecałe 3 sekundy. Natomiast wyłączenie komputera zajmuje około 7-8 sekund.

Jako, że jest to komputerek przeznaczony raczej do podstawowych czynności, postanowiłem plik ważący 3GB "spakować" za pomocą aplikacji 7-zip. Stopień kompresji maksymalny, normalny i bez kompresji, a typ końcowego archiwum ZIP. Na koniec zmierzyłem czas jaki był potrzebny aby rozpakować plik o wadze 3GB "upchniętego" w zipie.

Jak widać Vaio Pro potrzebował, aż 6 minut i 15 sekund, aby maksymalnie skompresować plik, co mimo wszystko jest wynikiem akceptowalnym. Czas "pakowania" z użyciem normalnego stopnia kompresji wyniósł 2 minut i 46 sekund. Jest to również niezły wynik. Natomiast aby tylko "spakować" plik, nie używając żadnej kompresji komputer potrzebował 28 sekund, czyli wynik bardzo w porządku. Czas jaki był potrzebny aby "wygrzebać" plik z archiwum 3GB wyniósł 8 sekund, co również nie martwi.

Bardzo ogólna wydajność została zmierzona. Został jeszcze dysk twardy, do którego obiecałem powrócić co też czynię. Zainstalowany w moim Vaio Pro dysk, to model Samsunga oznaczony MZHPU256HCGL-00000. Jest to 256 gigabajtowy dysk SSD o interfejsie PCIe, z czego użytkownikowy oddano do dyspozycji 209GB. Jest to maleństwo, które jednak nie chce pozostawać w cieniu.

Jak można zauważyć na powyższych screenach wyniki nie są normalne. Dysk ten to prawdziwy demon szybkości! Wydaje się, że jest to najlepsze ogniwo w całej konfiguracji. Transfery są oszałamiające, no bo jak inaczej nazwać prędkości rzędu 1GB/s. I to naprawdę czuć!

Powyższe przeprowadzone przeze mnie dwa testy, nie wszystkim wyjaśniają jaka jest naprawdę wydajność Vaio Pro. Są to tylko testy syntetyczne, mające pokazać teoretyczną wydajność komputerka. Pozwolę sobie na napisanie subiektywnych, czyli swoich osobistych spostrzeżeń dotyczących wydajności recenzowanego ultrabooka.

Podczas pół roku korzystania z urządzenia Sony, sprzęt nie odmówił pracy ani razu. Nie zdarzyło mu się nie wytrzymać obciążenia i złapać pospolitej zwiechy . Muszę przyznać, że naprawdę czasami miał "nad czym myśleć". Na sprzęcie tym korzystam z AutoCADa 2014 i Inventora 2015. Nie są to programy lekkie. Na pewno sprzyja dostępne 8GB RAM, które jest ilością optymalną. Bez problemu jestem wstanie mieć uruchomioną wirtualną maszynę z 2GB RAM (via VirtualBox) i komfortowo nadal modelować w Inventorze i jednocześnie generować kod NC obrabianego modelu w EdgeCAM. Często zdarza mi się przeglądać dokumentacje techniczną w plikach PDF o wadze często przekraczającej 400MB. Uwierzcie, że dwie – trzy takie dokumentacje potrafią zadławić nie jeden komputer. Vaio Pro daje radę. Jasne jest również to, że praca w Wordzie, edytowanie tabelek w Excelu i ogólnie wszelkie zabawy z Office nie stanowią żadnego problemu. Kilkukrotnie zdarzyło mi się składać plakaty w Gimpie, ale to również nie robi wrażenia na komputerku. Na koniec wspomnę tylko, że przeglądanie Internetu, nawet przy kilkudziesięciu kartach otwartych w Operze nie stanowiło najmniejszego problemu. Bannery flash, które specjalnie na okazję testów musiałem odfiltrować przeszkadzały tylko w skupieniu się nad czytaną treścią. Wpływu na spadek wydajności nie miały. Odtwarzanie wymagających filmów również nie stanowi problemu, choć muszę się przyznać, że mam jeden plik, który podczas odtwarzania nie jest płynny. Sama praca na urządzeniu jest przyjemna i szybka. Całość działa płynnie a piekielnie szybki dysk sprawia, że czynności są wykonywane bez opóźnień.

Patrząc jednak na testy syntetyczne i moją opinię należy też pamiętać o tym, że testy sprawdzają tylko teoretyczną wydajność, którą tak naprawdę ciężko przełożyć na trudy pracy codziennej. Opinia zaś jest subiektywną oceną autora, który niekoniecznie musi mieć takie same priorytety w używaniu sprzętu.

Podsumowanie

Najmocniejszymi argumentami przemawiającymi na rzecz recenzowanego Sony Vaio Pro 13 jest jego niska waga, a także długość pracy na baterii. Praca na baterii jest naprawdę zadziwiająca. Biorąc pod uwagę, że mamy do czynienia z pełnoprawnym komputerem, to czasy osiągane przez niego robią wrażenie. No i dodatkowo jakość wykonania i ten udany design, którego prostota zdaje się być celną odpowiedzią na powszechną przesadę w stosowaniu ozdób. Wydaję mi się, że Sony Vaio Pro 13 to kwintesencja ultrabooków. To właśnie to, o czym mówił Intel zapowiadając nową kategorię urządzeń. Jest to sprzęt przenośny, lekki, smukły i długo działający na baterii. Jednocześnie wcale nie jesteśmy skazani na jakieś kompromisy, gdyż sprzęt zapewnia wygodną pracę. Zamontowana klawiatura jest naprawdę wygodna, a jej podświetlenie sprawia, że można z niej komfortowo korzystać nawet w ciemnych pomieszczeniach. Na plus należy też zdecydowanie zaliczyć ogólną wydajność komputerka. Przy moim sposobie korzystania z niego ciężko go zamęczyć. Pochwała należy się też wspominanemu systemowi głośników. Co prawda nie zapewnią nam one takich wrażeń jak podpięty zewnętrzny sprzęt, ale są niewątpliwie przyzwoitymi głośnikami jak na tej klasy mały sprzęt. Zaś piękny ponad 13 calowy ekran IPS FullHD zachwyca swoją naturalnością, a jego półmatowe wykończenie pomaga tłumić refleksy.

Nie jest jednak tak, że Sony Vaio Pro 13 to sprzęt idealny. Również on ma na swoim sumieniu kilka grzeszków. Nienajlepsza jest sztywność obudowy i o ile mi to kompletnie nie przeszkadza, to zdaję sobie sprawę, że wielu jest fanów Macbookowej sztywności. Dodatkowo mega frustrująca jest płytka dotykowa. Zaś pod mocnym obciążeniem system chłodzenia zaczyna być głośny. Pojawia się również, choć sporadycznie, throttling, który nieco dławi taktowanie procesora. Wg mnie lepszym wyborem byłoby też zastosowanie w pełni matowego wykończenia ekranu zamiast półmatu, co pozwoliłoby w pełni zredukować ilość refleksów. Do pełni szczęścia brakuje mi tak naprawdę jeszcze jednego portu USB, najlepiej na lewym boku. Ale naprawdę nie ma co narzekać.

Z czystym sumieniem mogę jednak powiedzieć, że Vaio Pro jest świetnym sprzętem. Przy naprawdę bardzo niewielkiej wadze wynoszącej 940 gramów jest to niezwykle funkcjonalne urządzenie, które spełni wszelkie zadania stawiane tak mobilnym (w tym przypadku w dosłownym znaczeniu tego słowa znaczeniu) komputerom. Co więcej urządzenie jest świetnie wykonane i bardzo eleganckie, a wiadomo, że przyjemnie się patrzy na ładne rzeczy. Po tak długim okresie korzystania z Sony Vaio Pro mogę powiedzieć, że zakup uważam za bardzo udany, do tego stopnia, że gdybym miał dzisiaj kupić sobie ultrabooka to wybór padłby ponownie na Sony Vaio Pro. Tym bardziej żałuję, że Sony pozbyło się marki Vaio. Rozumiem, że rynek komputerów przenośnych generował straty, ale Sony pozbyło się marki Vaio, wg mnie, w momencie kiedy stworzyli jedno z najbardziej udanych przenośnych komputerów w historii i nie mówię tu tylko o sprzętach Sony. Nie mniej stało się to już faktem więc na koniec nie pozostaje mi nic innego jak życzyć sobie i Wam więcej tak fajnych sprzętów jak Sony Vaio Pro 13.

_______________________________________________

źródło pierwszej grafiki: materiały prasowe Sony  

sprzęt

Komentarze