TP-Link RE500 – test wzmacniacza sieci Wi-Fi z dużymi ambicjami

Strona główna Lab Sprzęt sieciowy

O autorze

Szybka sieć Wi-Fi o dobrym zasięgu to coś, czego chce każdy użytkownik współczesnego routera. Praktyka bywa niestety inna. W zależności od jakości urządzenia, wielkości mieszkania, a wreszcie rozmieszczenia pomieszczeń i materiałów, z których wykonano ściany, realny zasięg oraz prędkość bywają zupełnie różne. Zamiast wydawać majątek na dużo wydajniejszy router z coraz większą liczbą anten, praktycznym sposobem na ratunek okazuje się zakup wzmacniacza sieci Wi-Fi, częściej znanego także pod nazwą repeatera.

W moje ręce na kilka tygodni trafił TP-Link RE500. To niemal najwyżej stojący w hierarchii tego producenta wzmacniacz Wi-Fi, który ustępuje tylko modelowi RE650 – gwarantującemu jeszcze wyższe teoretyczne transfery. RE500 ma natomiast oferować rozsądny stosunek możliwości do ceny, która aktualnie wynosi niespełna 300 złotych. Postanowiłem sprawdzić, czy wzmacniacz ten jest dobrym wyborem i czy warto go kupić, aby zwiększyć realne możliwości swojej sieci Wi-Fi.

Specyfikacja i budowa

Specyfikacja urządzenia robi świetne wrażenie. Obsługa maksymalnie 600 Mb/s w paśmie 2,4 GHz oraz maksymalnie 1300 Mb/s w paśmie 5 GHz (w efekcie łącznie do 1900 Mb/s), gigabitowy port Ethernet, 4 anteny z obsługą 3x3 MU-MIMO kierunkujące wiązkę i mające zapewnić zasięg na obszarze ponad 1300 metrów kwadratowych brzmią naprawdę świetnie. Do tego dochodzi możliwość rozgłaszania sieci 2,4 oraz 5 GHz nawet, jeśli nasz router oferuje tylko pasmo 2,4 GHz, możliwość pracy jako repeater, punkt dostępowy i w praktyce także jako klient, wiele możliwości konfiguracji i wygodna aplikacja mobilna do wprowadzania ustawień.

Duża wydajność i możliwości idą jednak w parze ze sporą obudową (biały front jest wyższy i szerszy od LG G6 w ochronnej obudowie) oraz masą (równo 400 gramów), choć nie jest to przecież urządzenie mobilne, toteż wagę potraktujmy jako ciekawostkę. Wpięty do gniazda z uziemieniem, RE500 odstaje od ściany o około 5,5 centymetra. Od strony wizualnej sprzęt prezentuje się jednak bardzo dobrze. Front wykonany został z błyszczącego, białego plastiku, natomiast boki i tył – z matowego, kolejno w kolorze szarym i białym. Wpadką jest ochronna naklejka, którą przyjdzie nam zdjąć zaraz po wyjęciu z opakowania – na obudowie zostanie klej, który dość trudno zdjąć, ale ważne, że jest to możliwe, potrzeba tylko nieco cierpliwości.

Na froncie zobaczymy charakterystyczny pierścień z przyciskiem WPS wewnątrz, a poniżej diodę zasilania oraz stanu sieci w dwóch pasmach. Prawy bok urządzenia to przycisk reset, włącznik oraz przycisk umożliwiający wyłączenie diod, co przyda się nocą, choć ten problem można rozwiązać jeszcze ciekawiej, bo automatycznie w wybranych godzinach, o czym szerzej w dalszej części testu.

Lewy bok skrywa natomiast gigabitowy port Ethernet z dwiema typowymi lampkami kontrolnymi. Te ochoczo mrugają podczas pracy, ale na szczęście podobnie jak pozostałe podlegają ustawieniom trybu nocnego, więc w razie potrzeby można je wyłączyć. Wówczas w praktyce urządzenie jest zupełnie wygaszone, mimo, że działa.

Na koniec warto jeszcze zwrócić uwagę na wentylację obudowy. Otworków nie skąpiono, jednak to prawdopodobnie konieczny zabieg, bo urządzenie faktycznie lubi się czasem porządnie nagrzać. Nie można mówić oczywiście o ryzyku oparzenia, ale liczba otworów wentylacyjnych z pewnością nie jest przesadzona. Ostatni atut fizycznej budowy to wtyczka: da się ją wpiąć do gniazd z bolcem u góry, na dole oraz do tych typu F.

Podsumowując, budowę i wygląd sprzętu zaliczam zdecydowanie na plus. Kolejne elementy są dobrze spasowane, nie rysują się łatwo i sprawiają wrażenie solidnych. Dodatkowy plus za subiektywne pozytywne wrażenie w kwestii szaty graficznej – w mojej ocenie sprzęt pozytywnie wyróżnia się na tle często głównie prostokątnych repeaterów konkurencji, które mają mniej wyrazu. TP-Link jest po prostu ciekawy i w gniazdku nie wygląda jak nudny gadżet mający tylko praktyczne zastosowanie, co w dużej mierze jest zasługą ciekawie wyglądającego, podświetlanego pierścienia.

Konfiguracja

Osoby, które po raz pierwszy sięgają po wzmacniacz sygnału mogą obawiać się pierwszej konfiguracji, ale nie są to obawy uzasadnione. W przypadku RE500 pierwsze uruchomienie i konfigurację przeprowadzić można na dwa sposoby. Po pierwsze, dość standardowo, z poziomu przeglądarki internetowej i komputera, ale druga metoda – wykorzystująca aplikację Tether na smartfonie – wydaje się w tym przypadku wygodniejsza, a na pewno ciekawsza.

Wystarczy podłączyć repeater do gniazdka, odczekać dłuższą chwilę, nim się uruchomi, a następnie połączyć się z nim smartfonem. Wzmacniacz na tym etapie rozgłasza dwie otwarte sieci Wi-Fi (po jednej na każdym z pasm) i wystarczy połączyć się z dowolną z nich. Dostępu do Internetu oczywiście na razie mieć nie będziemy, ale połączenie z urządzeniem wystarczy, by udało się je wyszukać w aplikacji TP-Link Tether i tam dalej skonfigurować.

Kolejne etapy polegać będą na wskazaniu głównych sieci z routera, z którymi ma połączyć się repeater. Jeśli nasz router nie oferuje dwóch pasm, nie szkodzi – RE500 będzie rozgłaszać dwie sieci Wi-Fi w rzeczywistości łącząc się z routerem tylko jednym pasmem. Kiedy ustawienia (również w zakresie haseł i nazw sieci) zostaną już wprowadzone, urządzenie jest w zasadzie gotowe do pracy. Warto dodać, że domyślna nazwa nowych sieci rozgłaszanych przez RE500 jest taka sama, jak sieci z domowego routera, aby z poziomu urządzeń widoczna była sieć o jednej nazwie dla danego pasma.

Na koniec pozostaje nam jeszcze umieścić repeater w odpowiednim miejscu w mieszkaniu. Logika podpowiada, by była to lokalizacja możliwie oddalona od routera, by rozszerzony zasięg sięgał jak najdalej, jednak w rzeczywistości najlepiej jest umieścić RE500 gdzieś pomiędzy routerem, a kończącym się zasięgiem. W wybraniu odpowiedniej lokalizacji pomoże pierścień na urządzeniu – kolor niebieski oznacza dobry zasięg, zaś czerwony, że repeater jest zbyt daleko routera, przez co prędkość i stabilność połączenia będzie najpewniej bardzo słaba. Kiedy zasięgu nie ma wcale, pierścień nie będzie się świecić na żaden z kolorów.

Tryby pracy

Repeater, jak zresztą sama nazwa wskazuje, domyślnie uruchamia się w trybie powtarzacza, czy jak kto woli – wzmacniacza. Łączy się z domowym routerem bezprzewodowo, samemu rozgłaszając kolejne sieci, domyślnie o tej samej nazwie, by w ten sposób zwiększyć realny zasięg sieci. Co jednak może nie być oczywiste, z RE500 nie musimy się łączyć bezprzewodowo.

Urządzenie wyposażono w gigabitowy port Ethernet. W trybie powtarzacza możemy podłączyć do niego przewodem dowolne urządzenie, które łączy się z Internetem kablowo. Może to być komputer, starszy telewizor czy konsola. W ustawieniach konieczne będzie wskazanie częstotliwości, która ma służyć do transmisji danych przewodem, dzięki czemu odciążymy nieco ruch.

W praktyce rozsądniej będzie tu wskazać pasmo 5 GHz, bo wówczas będziemy mieć szansę na wyższe transfery. Ostatecznie konfiguracja może więc wyglądać następująco:

  • Domowy router rozgłasza dwie sieci Wi-Fi na dwóch pasmach,
  • TP-Link RE500 odbiera te pasma i tworzy nowe, własne, z którymi łączą się starsze smartfony (2,4 GHz) i nowsze laptopy (5 GHz),
  • Równocześnie przez port Ethernet w RE500 Internet przekazywany jest do konsoli i w tym wypadku do transmisji wykorzystywane jest na przykład tylko pasmo 5 GHz.

Zupełnie innym trybem pracy jest możliwość skonfigurowania RE500 jako punktu dostępowego. Wówczas port Ethernet zmienia rolę i staje się portem wejściowym. Podpinamy tu skrętkę, której drugi koniec wpięty jest na przykład do domowego routera czy switcha. RE500 ma wówczas odmienne zadanie – dostarczony do niego kablowo Internet rozgłasza przy pomocy własnych anten. W tym przypadku mogą to być sieci na obydwu obsługiwanych pasmach.

Przy okazji konfiguracji nie sposób nie wspomnieć o dodatkowych opcjach. Wśród nich między innymi regulacja siły sygnału Wi-Fi (dostępne są trzy poziomy) oraz możliwość stworzenia harmonogramu, a wiec ustalenia godzin, w których punkt dostępowy zupełnie się wyłączy. Funkcję można traktować jako opcję oszczędzania energii lub swego rodzaju kontrolę rodzicielską, która pozwoli odciąć od Internetu strefę pokoi dzieci na przykład w godzinach nocnych.

Na podobnych zasadach harmonogramu (choć w tym przypadku jedynie na bazie godzin, a nie konkretnych dni tygodnia) stworzyć można schemat automatycznego gaszenia diod, które znajdują się w urządzeniu. Pozwoli to wygasić sprzęt na noc, jeśli lampki są dla nas kłopotem. Funkcja wyłącza wszystkie wskaźniki na RE500 – również kontrolki bezpośrednio przy gnieździe RJ45. Dla formalności warto przypomnieć, że niezależnie od harmonogramu diody można również wygasić w dowolnym momencie manualnie przy pomocy przycisku na obudowie.

Zasięg i wydajność w praktyce

Wreszcie to, co wszystkich interesuje najbardziej, a więc zasięg i wydajność. Zamiast jednak tworzyć laboratoryjne warunki i szukać fizycznej granicy możliwości RE500 w parze z routerem za ponad tysiąc złotych, test będzie dużo bardziej praktyczny i bliższy realnym warunkom. Przez kilka tygodni z repeatera TP-Linka korzystałem wraz z routerem D-Link DIR-842. To sprzęt, który ma już swoje lata i dziś w swojej półce cenowej zapewne nietrudno znaleźć bardziej godnych polecenia rywali.

To jednak na takie sytuacje stworzone zostały wzmacniacze sygnału: kiedy domowy router nie daje sobie rady i chcemy w jakiś sposób uratować sytuację, nie wymieniając go na nowe urządzenie. Dla formalności skrót ze specyfikacji routera DIR-842: 4 zewnętrzne anteny, obsługa dwóch pasm Wi-Fi łącznie o teoretycznej wydajności 1200 Mb/s (300 Mb/s dla pasma 2,4 GHz oraz 876 Mb/s dla pasma 5 GHz) oraz gigabitowe porty LAN.

Pierwszy test to, dość przewrotnie, wykorzystanie RE500 jako punktu dostępowego. Wyłączyłem więc sieć bezprzewodową w routerze, a RE500 podpiąłem do niego skrętką, umieszczając w tym samym pomieszczeniu, co router. Pierwsze wrażenie to znakomity zasięg. Sieć 2,4 GHz sięga do każdego kąta, ale co ciekawe podobnie jest z siecią w paśmie 5 GHz. W przypadku routera D-Linka ta druga sięgała co najwyżej do dwóch kolejnych pomieszczeń.

Zasięg zasięgiem, ale jak z prędkością? Tutaj kolejna dobra wiadomość. W ręce wylądował laptop obsługujący sieć 5 GHz z teoretyczną prędkością do 433 Mb/s. Test w pomieszczeniu z RE500 daje znakomity rezultat sięgający 380 Mb/s (Wi-Fi z routera nie oferuje w tej sytuacji więcej, niż 260 Mb/s). Drugi pomiar dwa pomieszczenia dalej to wynik ok. 280 Mb/s, zaś w miejscu, gdzie sieć z routera praktycznie nie sięga lub sięga na tyle marnie, by zaoferować co najwyżej 5 Mb/s, RE500 wciąż pozwala przesyłać dane z prędkością dochodzącą do 160 Mb/s.

Drugi test to już wykorzystanie trybu repeatera. Tutaj również nie można mieć zastrzeżeń. O ile RE500 umieściliśmy w rozsądnej odległości od routera (zgodnie z zaleceniami wskaźnika na przodzie urządzenia), to transfery będą zadowalające i również przekraczać będą kilkaset megabitów na sekundę. Nie ma również problemu z wykorzystaniem złącza Ethernet, które podczas testu ustawione zostało na wykorzystywanie pasma 5 GHz. Podłączony do niego laptop przy pomocy gigabitowego złącza osiągnął w szczycie 485 Mb/s transferu.

Maksymalna wydajność RE500 w tym przypadku to właśnie gigabit (z uwagi na ograniczenie złącza Ethernet), jednak nie zapominajmy, iż po drugiej stronie połączenia stał w tym przypadku wysłużony router D-Linka, którego teoretycznym ograniczeniem jest 876 Mb/s na tym paśmie, a w praktyce zapewne to on stanowił wąskie gardło całej transmisji. Pomijając osiągane prędkości, które są dobre, ponownie w oczy rzuca się przede wszystkim świetny zasięg: z sieci rozgłaszanych przez RE500 można momentami dosłownie korzystać u sąsiadów.

Jeśli rozszerzasz już w mieszkaniu zasięg swojej sieci z wykorzystaniem repeaterów Wi-Fi, problemem może się okazać automatyczne przełączanie się smartfona z Androidem pomiędzy nimi. Sprawdź jak można rozwiązać ten kłopot, sięgając do naszego poradnika.

Podsumowanie

Czy warto kupić repeater TP-Link RE500 na domowe potrzeby? Zdecydowanie tak. Przede wszystkim oferuje znakomity zasięg, a prędkość utrzymują się na dobrym poziomie nawet, gdy jesteśmy od urządzenia dość daleko. Jednoczesna obsługa dwóch pasm pozwoli wyeliminować przeciążenia i zakłócenia, a funkcjonalne oprogramowanie umożliwi stworzenie harmonogramu pracy oraz zadba o automatyczne wyłączanie diod na noc, jeśli są dla kogoś zbyt jasne.

Podczas kilku tygodni testów sprzęt nigdy mnie nie zawiódł – kilka podłączonych niemal ciągle do niego sprzętów bez problemu łączyło się z Siecią, nigdy też nie było mowy o niespodziewanym zerwaniu połączenia czy niewyjaśnionych spadkach prędkości. Oczywiście są też wady, takie jak spore rozmiary (urządzenia nie wepniemy w pierwszą lepszą lukę za szafką) i nieco niedopracowana względem interfejsu webowego aplikacja do konfiguracji – nie wszystkie opcje są tu dostępne, a animacje momentami niepotrzebnie wydłużają ładowanie kolejnych ekranów. W mojej ocenie sprzęt wart jest jednak swojej ceny i mogę go polecić każdemu, kto szuka rozwiązania problemów z zasięgiem Wi-Fi w dużym mieszkaniu czy domu.

© dobreprogramy