r   e   k   l   a   m   a
r   e   k   l   a   m   a

Talerzowe dyski twarde nie mogą odejść: ocali je opłacalność i skala produkcji

Strona główna AktualnościSPRZĘT

Do końca dekady dyski talerzowe miałyby nawet jeśli nie zniknąć, to zejść do niszy, w której dziś siedzą pamięci taśmowe. Wszystko oczywiście za sprawą niesamowitego postępu, jaki dokonuje się w dziedzinie pamięci półprzewodnikowych. Dyski SSD są coraz bardziej pojemne i coraz bardziej niezawodne, a ich wydajność jest nieosiągalna dla skazanej na mechanikę konkurencyjnej technologii. Czy jednak piewcy rychłego zmierzchu tradycyjnych dysków twardych nie przegapili jednego, bardzo istotnego czynnika w swojej analizie? Niedawno pewien anonimowy menedżer z branży zwrócił uwagę na ten właśnie czynnik, sugerując, że talerzowe dyski mogą zostać z nami jeszcze całe dziesięciolecia.

SDD pojemniejsze od HDD

Zaprezentowane podczas tegorocznego Flash Memory Summit nowości w dziedzinie SSD faktycznie mogą przytłaczać: Toshiba pochwaliła się 2,5-calowym dyskiem 30 TB, Viking pokazał ogromny UHC-Silo SSD w formacie 3,5” i pojemności 50 TB, SMART Modular Techologies zaprezentował dysk Osmium 50 TB ze sprzętową korekcją błędów i inteligentnym zarządzaniem zużyciem komórek, a Samsung przebił ich wszystkich, zapowiadając dysk SSD 128 TB i nowy format macierzy dyskowych 1U, oferujący pojemność do 576 TB.

Do tego oczywiście dochodzi postęp w dziedzinie pamięci 3D NAND i technologii QLC (Quad Level Cell), pozwalającej w każdej komórce NAND przechować 4 bity – a to oznacza, że na przełomie 2019/2020 roku normą w komputerach osobistych mogą stać się dyski SSD o pojemności 500 GB a nawet 1 TB, całkowicie kończąc z zapotrzebowaniem na talerzowe dyski twarde 2,5” w komputerach.

r   e   k   l   a   m   a

Po swojej stronie producenci „talerzy” szczególnych asów w rękawie nie mają. Sprzedaż najszybszych 2,5-calowych dysków 15000 RPM w ciągu ostatniego roku skurczyła się niemal dwukrotnie, a co ciekawe, ich pojemność wcale nie rośnie. Największe dyski mają może 2 TB pojemności. Tymczasem branża półprzewodnikowa potrafi już dostarczyć przeznaczone dla laptopów dyski 2,5” o maksymalnej pojemności 11 TB (Micron 9200 Eco).

Lepiej nieco wygląda sytuacja po stronie dysków talerzowych 3,5” – wolniejszych, ale nieporównywalnie bardziej pojemnych. Termicznie wspomagany zapis magnetyczny (HAMR) ma pozwolić na budowę w najbliższym czasie wypełnionych helem dysków o pojemności 16 i 20 TB – i to w rozsądnych cenach, a przecież ceny tych pamięci półprzewodnikowych ogromnej pojemności są dalekie od czegokolwiek rozsądnego. Wspomniane dyski 50 TB Vikinga kosztują około 10 tys. dolarów. Tymczasem dysk talerzowy 16 TB HAMR może kosztować około 320 dolarów. Koszt na gigabajt ponad dziesięciokrotnie mniejszy.

Zakładając jednak te wszystkie rewolucje technologiczne w dziedzinie pamięci półprzewodnikowych, a zarazem malejącą produkcję dysków talerzowych, prowadzącą do wzrostu ich cen, czy nie powinniśmy się spodziewać w perspektywie kilku lat zmniejszenia tego cenowego dystansu? O ile dziesięciokrotność ceny za gigabajt jest absurdem, to dwu-, a nawet trzykrotność może być do zniesienia, biorąc pod uwagę wszystkie inne zalety SSD.

Kto nam zrobi te półprzewodniki?

Taka wizja przyszłości pamięci masowej wydaje się akceptowana wśród analityków biznesowych: „talerze” są już na ostatniej prostej. Sęk w tym, że jednej rzeczy w tej wizji nie uwzględniono, a o niej mówi pragnący zachować anonimowość człowiek z branży, w rozmowie z dziennikarzem serwisu The Register.

Zwraca on uwagę na niewspółmierność dostarczonych przez dyski talerzowe i półprzewodnikowe pojemności, w odpowiedzi na wciąż rosnące potrzeby świata. Otóż w 2015 roku branża półprzewodnikowa miała dostarczyć około 60 eksabajtów (EB), tj. 60 trylionów bajtów pamięci NAND. Dużo – tyle że 75% z tego nie trafiło wcale do komputerów osobistych czy serwerów, zostało wykorzystane na smartfony, tablety, karty SD czy pendrive. Na potrzeby komputerów poszło około 15 EB. W tym samym roku producenci dysków talerzowych dostarczyli dla komputerów pamięć masową o łącznej pojemności ponad 550 eksabajtów.

Można oczywiście myśleć o wzroście produkcji pamięci flash NAND, jak i zapewnianych dzięki przełomom technologicznym wzrostom jej pojemności, ale wciąż nijak to nie rośnie w tempie odpowiadającym wzrostowi zapotrzebowania na pamięć masową, napędzaną przede wszystkim przez chmury obliczeniowe – szacunki mówią, że całkowite zapotrzebowanie rynku w 2020 roku sięgnie 3 zettabajtów (ZB), tj. trzech tryliardów bajtów. Tymczasem według anonimowego eksperta, branża półprzewodnikowa nawet po zastosowaniu pamięci 3D NAND, w najlepszym razie dostarczy wówczas 320 eksabajtów. To jest 10 procent całego zapotrzebowania.

Moce produkcyjne z nieba zaś nie spadną. Owszem, można zapożyczyć się w bankach na setki miliardów dolarów i zbudować te wszystkie nowe faby, tylko do produkcji pamięci NAND w oczekiwanej przez rynek ilości, ale co się wówczas stanie? Łatwo zgadnąć, ceny pamięci półprzewodnikowych spadną na łeb na szyję, a inwestorom zostanie jeść krzem, bo wszystko inne zabiorą banki.

Najprawdopodobniej więc SSD pozostanie drogą i szybką pamięcią masową, jednostkowo na tyle jednak tanią, że stosowaną nawet w najtańszych laptopach, wypierając całkowicie 2,5-calowe dyski talerzowe. Tam jednak, gdzie potrzebne jest efektywne kosztowo przechowywanie dużych ilości danych, dyski talerzowe będą miały się świetnie, kupowane zarówno przez operatorów wielkich usług internetowych, jak i małe biura, którym urządzenie NAS z kilkoma terabajtami HDD znacznie ułatwia pracę grupową.

© dobreprogramy
r   e   k   l   a   m   a
r   e   k   l   a   m   a

Komentarze

r   e   k   l   a   m   a
r   e   k   l   a   m   a
Czy wiesz, że używamy cookies (ciasteczek)? Dowiedz się więcej o celu ich używania i zmianach ustawień.
Korzystając ze strony i asystenta pobierania wyrażasz zgodę na używanie cookies, zgodnie z aktualnymi ustawieniami przeglądarki.