W tym jednak miejscu kończą się dobre informacje. Co prawda większość ankietowanych użytkowników Ubuntu uznało rozszerzenie Dash to Dock za przydatne, jednak nie trafi ono do nowej dystrybucji. Znajdzie się tam rozwiązanie bazujące na Dash to Dock, ale nie samo Dash to Dock. Jak wyjaśnił zespół odpowiedzialny za rozwój pulpitu Ubuntu wyniki ankiety pokazują jedynie, że użytkownicy chcą, by dock był zawsze widoczny lub też pokazywany/ukrywany automatycznie w przeciwieństwie do pokazywania go jedynie w widoku działań użytkownika. Dlatego też w GNOME Shell wykorzystamy domyślnie zawsze widoczny dock. Nie wyposażymy go jednak we wszystkie mechanizmy obecne w dash to dock, stwierdził jeden z developerów Ubuntu, Didier Roche.
Programista dodał, że ci, którym nie spodoba się 'nieco zmodyfikowany dock' będą mogli zainstalować pełną wersję Dash to Dock z witryny GNOME Extensions. Zapewnił, że nie pociągnie to za sobą żadnych negatywnych konsekwencji w postaci błędów czy zbytniego obciążenia systemu. Już pojawiły się głosy, by Canonical, zamiast wymyślać proch na nowo, zaczerpnął chociażby z doświadczeń Elementary OS, uznawanego przez wielu za najładniejszy z dostępnych dystrybucji.
Zamieszanie z dockiem to dalszy ciąg bałaganu wynikającego z niezrozumiałej dla wielu decyzji o porzuceniu Unity. Na docku bowiem się ani nie zaczyna, ani nie kończy. Wcześniej informowaliśmy o zmianie położenia przycisków obramowaniu okna. Niezależnie od tego, jak każdy z nas oceni zapowiadane zmiany, użytkowników Ubuntu czeka spory ból głowy. Będą musieli albo zmienić przyzwyczajenia, albo pomęczyć się trochę z konfiguracją pulpitu.