r   e   k   l   a   m   a
r   e   k   l   a   m   a

Użytkownicy chcą ikon na pulpicie. Ubuntu nie pójdzie w stronę czystej tapety

Strona główna AktualnościOPROGRAMOWANIE

Niektórzy ludzie korzystają z pulpitu jak z biurka. Taki pulpit wypełniony wirtualnymi obiektami – ikonami plików i folderów, widżetami czy przypiętymi okienkami aplikacji, przesłania jakąś tam tapetę w tle, traktowany jest czysto roboczo. Inni wyznają doktrynę czystego pulpitu, w którym poza paskiem zadań czy dockiem nic nie może przesłaniać najpiękniejszej na świecie tapety. Czy system operacyjny powinien przynosić jakieś rozstrzygnięcia w tej kwestii? Ludzie przywykli do wolnego wyboru w kwestii organizacji pulpitu, tak było „od zawsze” na Windowsie i macOS-ie, tak też było na większości linuksowych desktopów. Gdy jednak Ubuntu zdecydowało się porzucić Unity i przejść na GNOME, jego deweloperzy stanęli w obliczu poważnego problemu. Według twórców GNOME pulpit (tak jak oni go rozumieją) nie powinien zajmować się ikonami.

Niektórzy użytkownicy GNOME mogą zaprotestować – jakże to, mieliśmy przecież ikony na pulpicie! To prawda, ale sposób w jaki było to zrobione, był daleki od jakichkolwiek standardów. Koncepcja pulpitu jako takiego została usunięta z GNOME ponad 6 lat temu, i te pulpitopodobne rozwiązania były po prostu hackami na menedżerze plików Nautilus. Miał on funkcję pulpitu, która dodawała ikony w tło przestrzeni roboczej użytkownika. Funkcja ta od lat była jednak niewspierana, było z nią coraz więcej problemów.

W pewnym momencie prace rozwojowe nad GNOME doszły do momentu, w którym dalsze utrzymywanie funkcji pulpitu w Nautilusie przestało mieć sens. Przez kilka miesięcy próbowano oddzielić pulpit od Nautilusa, ale przeróbki architektury przyniosły więcej problemów, niż było ich na początku. Dlatego też wraz z wersją 3.28 zdecydowano się usunąć całą funkcję pulpitu z menedżera pliku – około 10 tys. linii kodu, pamiętającego jeszcze schyłek lat 90. W zamian zdecydowano się zrobić z ikon na pulpicie rozszerzenie powłoki, prototyp jest już gotowy.

r   e   k   l   a   m   a

Od zeszłego roku deweloperzy Canonicala muszą bacznie się przyglądać temu, co GNOME robi, by dostosować to do odmiennego jednak doświadczenia użytkownika na nowym Ubuntu. Didier Roche, który kiedyś zajmował się przeniesieniem kodu obsługi ikon na pulpicie do Unity, przyznają, że usunięcie funkcji tradycyjnego pulpitu z ikonami z Nautilusa nie było dla niego zaskoczeniem. Kod nierozwijany od ponad siedmiu lat po prostu zgnił.

Co jednak z tego wynika dla nowego Ubuntu 18.04 Bionic Beaver, które przecież będzie wydaniem wspieranym przez pięć lat? Otóż deweloperzy Canonicala wciskają hamulec. Z ich perspektywy jasne jest, że użytkownicy chcą ikon na pulpicie i muszą je jakoś mieć. Domyślny widok Ubuntu, nawet z GNOME, wciąż zawiera widoczny dock, typowy dla tradycyjnego pulpitu, a nie tej wysokopoziomowej abstrakcji GNOME, w której forsowane są metafory przełączeń między zadaniami i wirtualnymi przestrzeniami roboczymi. Jak to jednak osiągnąć, skoro z Nautilusa znika wsparcie dla ikon na pulpicie, a przygotowywane rozszerzenie powłoki to wciąż tylko prototyp?

No cóż, Ubuntu 18.04 będzie po prostu korzystało wciąż ze starego Nautilusa 3.26 i jego funkcji pulpitu. Sięgnięcie po sprawdzony przez lata kod wydaje się deweloperom Canonicala najlepszym rozwiązaniem, nawet jeśli okaże się, że będzie to wiązało się z dodatkową pracą nad przystosowaniem pozostałych komponentów GNOME. Tak więc na domyślnym pulpicie Bionic Beavera wciąż będziemy widzieć ikony na pulpicie, zaś po przełączeniu na domyślną sesję GNOME, ikony znikną. Długofalowo zaś deweloperzy Canonicala zajmą się tym nowym rozszerzeniem powłoki.

KDE – tam i z powrotem

Zamieszanie wokół ikon na pulpicie w świecie GNOME przyniosło odpowiedź ze strony deweloperów KDE. Przypomnieli oni, że kiedyś zrobili coś podobnego, w erze KDE 4.1 (był to 2008 rok) usuwając ikony z pulpitu, zastępując je specjalnym widokiem folderów. Zamiast jednak wyłączyć ikony na pulpicie, po prostu umieścili domyślnie tam widok folderu, by całkiem ikony nie zginęły.

Pomysł się nie przyjął, wiele dystrybucji i tak domyślnie włączało ikony na pulpicie. Deweloperzy KDE prowadzili liczne eksperymenty z tym, jak to powinno działać, jedne z nich się przyjęły (np. widok ekranu aplikacji zamiast menu startowego), inne nigdy nie zdobyły popularności (np. widok gazetowy), jednak nic nie przyniosło wyraźnie lepszej metafory, niż ikona na pulpicie. Co więcej, z czasem zaś zaczęło dziać się coś w poprzedniej dekadzie niespodziewanego. Wyrosło całe pokolenie użytkowników przyzwyczajonych do ekranów dotykowych smartfonów z iOS-em i Androidem. Dla nich ikona na pulpicie była czymś najbardziej naturalnym.

Dlatego w cyklu wydawniczym Plazmy 5.10 włożono wiele starań w ulepszenie obsługi ikon w KDE. Teraz są one domyśnie włączone na pulpicie, ulepszono też działanie mechanizmów przeciągnij i upuść dla plików dokumentów. Oczywiście mogą być one traktowane jak każdy inny plazmoid, można je skalować, obracać i ustawiać w dowolnym miejscu. W przyszłości poprawione ma być przeciąganie ikon między ekranami monitorów i dynamicznym przenoszeniem ikon przy podłączeniu nowego monitora.

Ta szczera opowieść powinna dać do myślenia wszystkim genialnym projektantom interfejsów użytkownika, wymyślającym rozwiązania dla przyszłości, która jakoś nigdy nie chce nadejść. Ich przekonanie, że użytkownicy nie wiedzą, czego chcą, opowieści o czystych, minimalistycznych interfejsach – to po prostu rzadko kiedy się sprawdza.

© dobreprogramy
r   e   k   l   a   m   a
r   e   k   l   a   m   a

Komentarze

r   e   k   l   a   m   a
r   e   k   l   a   m   a
Czy wiesz, że używamy cookies (ciasteczek)? Dowiedz się więcej o celu ich używania i zmianach ustawień.
Korzystając ze strony i asystenta pobierania wyrażasz zgodę na używanie cookies, zgodnie z aktualnymi ustawieniami przeglądarki.