Vero to szczery następca Facebooka. Kto będzie płacił za serwis mówiący prawdę?

Strona główna Aktualności

O autorze

W ostatnim roku prawie 3 miliony nastolatków wypisały się z Facebooka, Snapchat podupada, a na Instagramie robi się dziwnie przez ostatnie zmiany (kilka zdjęć w jednym poście, relacje i tym podobne). Co zrobić w czasach, gdy życie bez społecznościówki jest nie do przyjęcia? Ostatnio zdobywa popularność aplikacja Vero, która ma zastąpić niemodne i pełne sponsorowanych wpisów platformy. Na razie Vero świeci pustkami, ale zapowiada się bardzo dobrze. Przede wszystkim obiecuje nam całą prawdę, bez żadnych algorytmów dobierających nam posty, bez analizy danych i śledzenia użytkowników.

Zachodnie media nazywają Vero „następcą Instagrama” albo „nowym Facebookiem”. Do takich określeń raczkujące Vero musi jeszcze podrosnąć. Daleko mu do liczącej miliardy bazy użytkowników i wpływu na społeczeństwo.

Na razie Vero świętuje zbliżanie się do okrągłego miliona użytkowników i uprzedza, że ze względu na rosnące wymagania mogą wystąpić problemy techniczne. Czy ma szansę zrobić więcej? Estetyką aplikacji bije konkurentów na głowę, ale to nie wystarczy. Platforma musi się jeszcze utrzymać, a to wymaga albo pobierania opłat od użytkowników, albo serwowania reklam, czego twórcy Vero najwyraźniej chcą uniknąć. W wizytówce, jaką nagrali, obiecują, że nie będą przekopywać zebranych o nas danych, a bez tego nie da się dobrze kierować reklam ani dobrze na nich zarabiać.

Aplikacja mobilna Vero jest jeszcze w fazie testów, więc mogą być problemy z założeniem konta i dalszym korzystaniem. Rejestracja wymaga podania imienia i nazwiska (albo innej nazwy dla profilu), numeru telefonu (zostanie potwierdzony SMS-em) i adresu e-mail. Opcjonalnie można dodać awatar i krótki opis dla swojego profilu. Znajomych można znaleźć ręcznie lub na podstawie książki adresowej, jeśli aplikacja dostanie do niej dostęp.

Od razu zobaczymy dobrze przemyślany i intuicyjny podział znajomych na grupy: bliscy, dalsi, współpracownicy i obserwujący. Pierwsze trzy grupy wymagają wysłania i przyjęcia zaproszenia. Przy udostępnianiu treści banalnie prosto można wybrać, dla kogo będzie widoczna, co jest ogromną przewagą nad Facebookiem. Do obserwujących zaś docierać będą wszystkie treści „publiczne”, które udostępnimy. To idealne rozwiązanie dla osób chcących prowadzić także profil zawodowy i artystów. W aplikacji znajduje się też wbudowany komunikator i system powiadomień.

Zaskakuje także szeroki zakres mediów, jakie możemy udostępniać. Nie ma tu możliwości napisania zwykłego postu z tekstem. Do wyboru mamy: własne zdjęcia i filmy z aparatu lub galerii, odnośniki, muzykę, filmy i programy telewizyjne, książki i miejsca. Za bazę okładek książek, piosenek i zwiastunów filmów służą iTunes i iBooks.

Oczywiście do nich można dodawać tagi i opisy, ale główną zawartością są multimedia oraz jasno wyrażona opinia na ich temat. Można bowiem oznaczyć, czy materiał polecamy, czy raczej odradzamy. W ten sposób na Vero tworzymy własną kolekcję ciekawych rzeczy, którymi chcemy dzielić się z bliższymi i dalszymi znajomymi. Pod postami można dyskutować i dodawać serduszka – niczego nie brakuje, niczego nie jest za dużo, nie ma kiczu ani wojny o awatary. Wyszukiwarka także jest dość precyzyjna i oddziela osoby, tagi, miejsca i tak dalej.

Poza estetyczną i dobrze rokującą aplikacją Vero ma jeszcze jedną ogromną przewagę nad Facebookiem. Vero nie ukrywa przed nami wiadomości od stron, które nie zapłaciły za promocję i nie faworyzuje niektórych postów naszych znajomych ze względu na jakieś tajemnicze kryteria. Materiałów sponsorowanych w ogóle tu nie ma i twórcy serwisu twierdzą, że nigdy ich nie będzie. W związku z tym aplikacja prezentuje nam wszystkie informacje od znajomych i obserwowanych profili w kolejności chronologicznej. Nie ma żadnego magicznego sortowania, dobierania interesujących zdjęć przez skrzaty z Doliny Krzemowej ani otaczających nas niewidzialnych baniek informacyjnych. Na ekranie powitalnym zobaczymy co prawda trochę postów wybranych przez ekipę Vero, ale nie są to treści sponsorowane. Poza tym wcale nie trzeba tam zaglądać.

Aplikacja jest bardzo dobrze przemyślana, brakuje tylko większego wyboru interesujących materiałów. To powinna być kwestia czasu, podobnie jak lepsza ocena aplikacji w sklepach w miarę jej rozwijania i ulepszania infrastruktury. Z regulaminu możemy dowiedzieć się, że Vero nie rości sobie praw do wykorzystywania naszych materiałów, ale zabrania publikowania treści poniżających, rasistowskich, obscenicznych (nie ma jednak zakazu publikowania nagości) bądź pornografii dziecięcej. Wciąż mamy do czynienia z projektem testowym i bez jawnego planu na zarabianie na swoje utrzymanie. Autorzy nie wykluczają, że Vero będzie kiedyś platformą płatną, a za darmo do końca życia będzie z niego korzystał pierwszy milion użytkowników. Póki co jednak wygląda na naprawdę dobrą aplikację ze sprawnie działającymi powiadomieniami i komunikatorem.

Na platformie znajdziemy już profile niektórych celebrytów i wydawców (British GQ, Warner Music UK). Co może pójść nie tak? Użytkownicy w większości nie będą chętni, by płacić za dostęp do Vero, nawet jeśli w zamian uwolnią się z kokonu algorytmów Facebooka i wszędobylskich reklam kierowanych. A jeśli nawet, czy odważą się wyjsć ze swojej strefy komfortu?

© dobreprogramy
s